niedziela, 29 grudnia 2013

Bo nie mogłam się powstrzymać

Hej! 
Od wczoraj bujam w obłokach, co dla mnie nie oznacza nic dobrego. Jeśli już zagłębiam się gdzieś w moje wnętrze to zwykle kończy się dołem lub załamaniem nerwowym. Dlatego potrzebuję czegoś przyziemnego i koniecznie chciałam się pochwalić prezentem jaki dostałam pod choinkę. No powiedzmy, bo historia była taka, że szłam sobie z mamą przez rynek, a tam na stoisku z używanymi ciuszkami leżała sobie torebka i się do mnie uśmiechała i mówiła kup mnie. Nie mogłam jej odmówić i została moim prezentem. 



I jeszcze kartki od dziewczyn z innych blogów, niestety od koleżanek zza granicy się nie doczekałam. 


Trzymajcie się, M <3

piątek, 27 grudnia 2013

Czas na herbatę, czas aby odpowiedzieć na pytania

Hello!
Niedawno wróciłam od lekarza, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się być chorą przez święta. Na szczęście wystarczy mocna dawka witaminy C i jakieś tabletki oraz picie hektolitrów herbaty. Jak pani doktor mi to powiedziała to myślałam, że może się odwodniłam i nieźle się przestraszyłam, ale chodzi o to aby się rozgrzać i coś jeszcze, ale nie do końca to zrozumiałam. A że zostałam nominowana do Libster Blog Award przez Annalinę to z kolejnym już dzisiaj kubkiem herbaty siadam i piszę odpowiedzi.

1. Dlaczego postanowiłaś założyć bloga?
Odpowiedź jest dość złożona. Po pierwsze, bo chciałam. I to już rok zanim go założyłam, ale nie mogłam się jakoś wcześniej zebrać. Po drugie, bo moje koleżanki z klasy miały pozakładane i chociaż nie znałam ich adresów więc ich nie odwiedzałam to to też miało wpływ na to, że ja założyłam swojego.  Po trzecie moja przyjaciółka wyjechała do USA i chciałam pokazywać jej co się u mnie dzieje. Oczywiście wiedziałam, że są inne sposoby komunikacji. Po prostu chciałam, a długo poszukiwałam motywacji. 
2. Masz jakieś nietypowe fobie?
Jak byłam mała bałam się "Opowieści Wigilijnej". Teraz mi przeszło, ale wiem, że nie jak mama chciała mi i bratu to czytać to uciekałam. I bałam się zdjęć rentgenowskich. A szczególnie czaszki. Jak byłam w przedszkolu to mój tata miał problemy z zatokami i miał kolekcję takich zdjęć. A i uciekałam z cyrku jak na scenę wyszedł klaun. I już nigdy w cyrku nie byłam. 
3. Co lubisz robić w wolnym czasie?
Bawić się w psychologa i pisać z moją koleżanką z ławki. Wyszywać, czytać, oglądać filmy. Spacerować, Jeździć na rowerze lub łyżwach. Słuchać muzyki, często radia. Kolejność zmienia się w zależności od humoru, pory dnia, pory roku. 
4. Ulubiony bohater dzieciństwa?
Zbiorowy: Pokemony. I lubiłam Czarodziejkę z Księżyca. 
 5. Czekolada czy chipsy?
Bezwarunkowo czekolada!
 6. Co w sobie lubisz?
To, że zrażam do siebie ludzi więc blisko są tylko tacy, którzy mnie całkowicie akceptują. I zdolność słuchania innych. Niegodzenie się na użalanie się nad sobą. 
 7. Gdzie widzisz siebie za dziesięć lat?
Nie widzę siebie nawet po maturze. Niestety nie jestem wróżką. 
 8. Film, na którym zawsze wyjesz to...?
Jak dla mnie pytanie powinno być skonstruowane inaczej: film, na którym nie wyjesz to..? Tych jest zdecydowanie mniej. A w skrócie ryczę na 99% filmów, które oglądam. Ale o tym, że trzeba płakać na "Królu Lwie" dowiedziałam się z internetu.
 9. Gdzie chciałabyś mieszkać?
W górach.  Blisko lotniska, żebym mogła latać do wielkich stolic i wracać do domu odpoczywać. 
10. Jakiego zwierzaka byś zaadoptowała?
Czarnego puchatego kota. Albo żółwia. 
11. Ulubiony artysta (tzn. pisarz, malarz, aktor, reżyser, piosenkarz, poeta itd.)?
Nie mogę pisać zbyt konkretnie, bo raczej nie nadaję nikomu tytułu ulubiony. Lubię polskich pisarzy fantasy i w ogóle fantastykę, bardzo szeroko rozumianą, ale nie science-fiction . Lubię Agathe Christie i Harlana Cobena i kryminały. Malarza ulubionego nie posiadam, nie mam nawet jakoś sprecyzowanego stylu jaki mi w malarstwie odpowiada. Po prostu jak mi się coś podoba to się podoba. Aktor młody Leonardo DiCaprio. Teraz jakoś do mnie nie przemawia. Może jeszcze James Franco. O i Joseph Gordon-Levitt. Teraz wypadało by jeszcze określić aktorkę, ale tu będzie jeszcze trudniej. Tilda Swinton. I Emma Watson. Wstyd się przyznać, ale nie zwracam uwagi na reżyserów filmów, które oglądam, powinnam zacząć. Piosenkarz, piosenkarka, zespół. Można mnie pytać co miesiąc i odpowiedź na dany miesiąc będzie inna. Ale generalnie staram się trzymać jednego gatunku. Poeta? Poezja nie jest moją mocną stroną, proszę daj mi jeszcze wiersz do zinterpretowania. Itd? O nie nie nie wystarczy. 

LOVE, M <3

niedziela, 22 grudnia 2013

Święta to dobry czas aby odnowić kontakty

Cześć!
Powiem szczerze, że atmosfera świąt jakoś do mnie jeszcze nie dociera. Powinno być radośnie, a mnie ostatnio nachodzą jakieś przemyślenia o przemijaniu. Może nie takie bardzo filozoficzne tylko raczej praktyczne i odnoszące się do konkretnych osób. W tamtym roku nie miałam problemu ze zgodzeniem się ze zdaniem z tytułu notki. W tym już mam. Po doświadczeniach tamtego roku. A w sumie to nawet bardziej długoterminowych doświadczeń. Niby tak miło wszędzie, wszyscy się do siebie uśmiechają, ale to jest takie sztuczne. Ale ja ostatnio dużo rzeczy uważam za naciągane. Po co mi w życiu osoby, od których dostają skopiowane życzenia świąteczne, a na ulicy nie mówią mi część? Dlatego co roku robię przegląd znajomych. Może to i dziecinne, ale z drugiej strony po co mam patrzeć na ludzi, których w zasadzie nie znam i nie wiem na jakie podstawie, oni uważają, że znają mnie. Ale chyba gorsze są osoby, które widuję tylko w święta, a w ciągu roku słowem się nie odezwą. I zaczyna się rozmowa: co tam u ciebie, jak szkoła i dalej w ten deseń. Tak wiem niby i ja bym mogła się odezwać, ale ja nie udaję, że mnie interesuje co u nich i nie oczekuję tego od nich. A teraz trochę oddalę się od świąt i jeszcze kilka refleksji. Jestem osobą, która bardzo, bardzo szybko się przywiązuje. Wystarczy być dla mnie miłym i wydawać się sympatyczną osobą. I dlatego bardzo często się zawodzę na ludziach. Ale jestem w stanie przeżyć, że osoba, z którą powiedzmy popisałam przez miesiąc potem przestaje się odzywać, to nie jestem w stanie przeżyć gdy osoba, która przez dłuższy czas utrzymywała ze mną kontakt, nagle się przestaje odzywać. Tutaj powinien być cudowny przykład, ale chyba i tak już dość się nad tym rozdrobniłam. Po prostu kontakty się urywają z nieznanych mi przyczyn, odnawiają się ze sztucznych pobudek, a święta powinny być duchowym przeżyciem. Chyba powinnam przeczytać "Opowieść Wigilijną".

Pozdrawiam, M <3

piątek, 20 grudnia 2013

Duży Mały Poradnik Życia

Hej!
Święta Bożego Narodzenia tuż tuż, a u mnie na blogu jakoś jeszcze mało świątecznie. I chyba za bardzo się to nie zmieni, bo oprócz może 2-3 typowo świątecznych notek nie będę robiła nic na siłę. Ale przy okazji przypomniało mi się o książce, którą dostałam jakiś czas temu pod choinkę. I dość często do niej zaglądam, bo po pierwsze za jednym razem nie można jej ogarnąć, a po drugie warto do niej wracać, bo przypomnieć sobie jakie rady i refleksje zawiera. Mowa oczywiście o książce, której tytuł to tytuł dzisiejszej notki. Kiedyś na pewno pokażę Wam jej zdjęcie, bo to chyba najpiękniej wydana książka jaką posiadam. Ale dziś tylko kilka zawartych w niej rad z pierwszego tomu (w sumie są trzy i dlatego moje wydanie to Duży...). Numerowane zgodnie z numerkami w książce. 
1. Powiedz coś miłego trzem osobom dziennie. 
11. Śpiewaj pod prysznicem. 
19. Kupuj znakomite książki, nawet gdybyś miał ich nie czytać. 
34. Naucz się odróżniać muzykę Chopina, Mozarta i Beethovena.
39. Rób dużo zdjęć.
54. Zaskakuj tych, których kochasz, drobnymi niespodziewanymi prezentami. 
60. Przyznawaj się do błędów. 
68. Bądź odważny. A jeżeli nie jesteś, udawaj, że jesteś. Nikt nie zauważy różnicy.

Dużo tego, sam pierwszy tom ma ok. 350 takich myśli i trochę się przeliczyłam sądząc, że dam radę wybrać tylko kilka. Myślę, że po prostu będę tu na przykład raz na miesiąc zostawiała po 8-10 takich zdań, w ramach sprawdzenia jak to wygląda w praktyce. A po miesiącu się z tego rozliczę i napiszę kolejne. No i powinnam parę słów o samej książce napisać. Ale na pewno jeszcze znajdę na to czas.

Pozdrawiam, M <3

wtorek, 17 grudnia 2013

Trochę szkoły, trochę muzyki

Hello!
Nawet jak na mnie 4 dniowa przerwa w pisaniu to dużo. Jakoś grudzień mi nie sprzyja. W tamtym roku na ten czas zawiesiłam bloga, ale w tym nie było takiej potrzeby. Tylko miałam sprawdziany dyrektorskie, do których musiałam się naprawdę dobrze przygotować. I cóż będzie zabawnie jeśli okaże się, że wczorajszy sprawdzian z historii był prostszy niż dzisiejszy z angola. To znaczy cała moja grupa, rozszerzenie, aż 9 osób, wszyła ze sprawdzianu lekko załamana, niby pojedyncze zadania nie były trudne, ale jako całokształt owszem. W przeciwieństwie do historii, która o dziwo była banalna. 5 zadań prawda fałsz, jedno zadanie z chronologią i dość łatwe wydarzenia, jednak to tylko w mojej grupie, bo w B było więcej chronologii i oni byli lekko załamani. Z angola wyniki będę miała już w poniedziałek na mailu, a z historii dopiero po świętach.

Teraz troszkę muzyki, bo potem już wejdziemy w bardziej świąteczny nastrój, a ja póki co jeszcze słucham całkiem zwykłych piosenek. Dodatkowo nie pasujących raczej do gatunków muzyki, których słucham najczęściej.
Jamal - Peron
Familiy of the Year - Hero
Calvin Harris&Alesso ft.Hurts - Under Control
One Republic - Something I Need
Rudimental ft. Ella Eyre - Waiting All Night 
Katy Perry - Unconditionally 


Pozdrawiam, M <3

piątek, 13 grudnia 2013

Kartki

Hej!
Ostatnio jestem trochę zalatana, załatwiam ciągle jakieś sprawy. A to wysyłałam kartki, a to kupowałam papier do prezentów. A dziś byłam na spotkaniu w sprawie wolontariatu. W końcu się udało, już tyle czasu czekałam i w tym roku będę kwestować dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. A co do tego czasu to nie tylko to, że do tej pory nie mogłam się zebrać, przez te wszystkie lata, ale również fakt, że jak wyszłam z domu o 15 to wróciłam o 17. Strasznie dużo osób było, ale ja w sumie i tak krótko czekała, bo jak już wychodziłam kolejka była przez cały korytarz, a nam udało się od razu dostać do kolejki w sali. Nie mam pojęcia do której ludzie z końca kolejki będą tam stać. A no i nie sposób nie wspomnieć o spotkaniu, które uniemożliwiło mi bycie poważną przez większość czasu w tej sali konferencyjnej. Tak bardzo pozytywnie.No i byłam w pracy. Ale przynajmniej mama mnie zwolniła ze szkoły i w domu byłam już koło 13. Przynajmniej tyle dobrze, że z prezentami nie mam problemów. Po prostu u mnie nie ma zwyczaju żebym ja musiała coś komuś kupić, tylko rodzice. Moim w sumie jedynym obowiązkiem jest towarzyszenie mamie w wyborze prezentów dla moich młodszych kuzynek. A kartki, które miałam wysłać już wysłałam więc jedno z głowy. Dwie za granicę i dwie w Polsce. Miałam sama je zrobić, ale znalazłam kupione, która bardzo, bardzo mi się spodobały. 


Trzymajcie się, M <3

środa, 11 grudnia 2013

Czy potrzebne jest nam Boże Narodzenie?

Hello!
Spokojnie nie poświęcę notki na rozważanie pytania z tytułu. Po przemianie wewnętrznej mojej koleżanki z klasy na scenie wystarczy mi podniosłego nastroju, rozmyślania o sensie i celu życia i temu podobnych sprawach pewnie właśnie gdzieś do świąt. Generalnie przedstawienie nie było złe, tylko musiałyśmy siedzieć godzinę na przemówieniach, żeby zaśpiewać jeszcze jedną piosenkę. Ale plus jest taki, że po zmarnowaniu całego ranka i południa, po powrocie zrobiłam wiele pożytecznych rzecz: sprzątnęłam szafę, napisałam wypracowanie, przepisałam historię i napisałam jeszcze jedną rzecz. Ale jestem winna zdjęcia. 

źródło: eostroleka.pl





LOVE, M <3

niedziela, 8 grudnia 2013

Niesamowite zdjęcia samolotów

Hej!
Jakoś powróciłam do kontaktu ze światem. Gdy wróciłam z próby w piątek to myślałam, że padnę, w sobotę nie zrobiłam nic z tego co sobie zaplanowałam i w sumie dzisiaj po południu zaczęłam normalnie funkcjonować. A mam tak ostatnio często. Koleżanka z klasy straszy, że to migrena, ale nie wydaje mi się, chociaż nawet moja mama powiedziała, że to może być to. A przyjemne to to nie jest. Oby do świąt w sumie jeszcze tylko dwa tygodnie, a tak naprawdę to może uzbierałoby się pięć dni nauki. We wtorek wielka ogólnopolska uroczystość. Jeszcze chyba nigdy nie miałam tak bardzo ochoty nie iść na jakiś występ chóru, serio. Ale cała relacja we wtorek lub środę.
Jeszcze tu chyba nie wspominałam o mojej pasji związanej z samolotami. Znaczy pasja to za dużo powiedziane. W sumie nie wiem jak to określić. Generalnie chodzi o to, że mogłabym godzinami siedzieć i oglądać "Katastrofę w przestworzach" i zastanawiać się dlaczego te samoloty się rozbiły, co się stało albo podziwiać umiejętności pilotów, którym pomimo usterki udało się wylądować. Może to tak generalnie jest związane z tym, że lubię kryminały i rozwiązywanie zagadek. A dziś zdjęcia, które wypatrzyłam jakiś czas temu na portalu wp.pl i kilka dodatkowych zdjęć oraz podpisy do ty zamieszczonych tutaj.







LOVE, M <3

czwartek, 5 grudnia 2013

Cyaty: Igrzyska Śmierci, W pierścieniu ognia, Kosogłos

Hello!
We wtorek wybrałam się z K. do kina na drugą część Igrzysk Śmierci do kina. A rozbiłam to dopiero teraz gdyż wcześniej wzięłam od Zebry książki, bo ona kupiła je sobie w ramach prezentu urodzinowego, i przeczytałam. Bo pierwsza część filmu nie powaliła na kolana i wolałam przeczytać zanim bym wydała kasę na kino. I w sumie to się nie zawiodłam. Może jeden szczególny jak dla mnie mankament tych książek to fakt, że są pisane z perspektywy Katniss. I czasami jakaś taka wyżyna ideologiczna od nich bije, że trudno przez nią przebrnąć. A co do filmu to uważam, że jest naprawdę dobry i tam myślę, że musiał mieć świetny scenariusz. Bo oczywiście niektóre wątki trzeba było wyciąć, ale zostało to zrobione świetnie, tzn. nie widać szczególnie tych brakujących elementów fabuły, czasami tylko osoba, która nie przeczytała książki może nie dostrzec lub nie zrozumieć motywacji jaka kierowała danego bohatera w tym czy innym momencie.
W zasadzie miało być o książkach więc jak zawsze zostawiam cytaty.

- Igrzyska Śmierci
>  "Masz w sobie tyle uroku co zdechła dżdżownica."
>  "W moim świecie muzyka pod względem użyteczności plasuje się gdzieś między wstążkami do włosów a tęczą, przy czym tęcza może przynajmniej dawać pewne pojęcie o pogodzie."
> "Niszczenie jest znacznie łatwiejsze od tworzenia."
Jakieś takie nijakie te cytaty, ale przynajmniej jeden jest zabawny, z drugim się nie zgadzam, a pomimo to mi się podoba, a tylko trzeci przekazuje jakieś powiedzmy wyższe znaczenie. 

- W pierścieniu ognia
> "Osobiście staram się zawsze przekuwać emocje na pracę, bo w ten sposób nie krzywdzę nikogo oprócz siebie" 
> "Zacznijmy od czegoś prostszego. Dziwne: wiem, że ryzykowałaś dla mnie życie, a ja nie mam pojęcia, jaki jest twój ulubiony kolor.
Uśmiecham się półgębkiem.
- Zielony. A twój?
- Pomarańczowy – odpowiada."
> " - Masz ochotę na cukier? – Wyciąga dłoń pełną białych kostek. – Ma być dla koni, ale czy to istotne? One jeszcze latami będą opychały się przysmakami, a ty i ja… Cóż, jeśli wpadnie nam w oko słodki smakołyk, powinniśmy szybko zgarnąć go dla siebie."
Te są trochę lepsze niż pierwsze. A teraz uzasadnienie, bo lubię Cinnę, bo mój ulubiony kolor to zielony i w tym momencie poczułam nić sympatii do Katniss, bo Finnick to tak bardzo wielowymiarowa postać. 
 
- Kosogłos
> "Pozbierać jest się dziesięć razy trudniej, niż rozsypać"
> "I tak ich nienawidzę. Inna sprawa, że teraz nienawidzę prawie wszystkich, a siebie najbardziej"
> "Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali po wisielców drzewem o północy.
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali po wisielców drzewem o północy.
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
To tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali po wisielców drzewem o północy.
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali po wisielców drzewem o północy." 
 
Jeszcze tylko przypomnę o kartkach, bo jakoś nie spotkało się to z entuzjazmem, ale może jest jeszcze nadzieja <kilk>

Trochę tego wyszło, ale może to i lepiej, M <3

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Kartka z życzeniami

Hej!
Dziś taka szybka notka. Dawno nie pisałam o takiej porze, a kiedyś to była norma. Ale chcę tylko ogłosić powiedzmy akcję polegającą na wzajemnym wysyłaniu sobie kartek na Boże Narodzenie. Uważam, że poczta i listy i wgl cała oprawa, a tym bardziej możliwość zrobienia karki samemu oraz świadomość, że na pewno ta kartka kogoś ucieszy są niesamowicie satysfakcjonujące. I to daje poczucie, przynajmniej mi, spełnienia dobrego uczynku i odnalezienia w tych świętach ich prawdziwego przesłania. A piszę o tym już teraz gdyż, w Wigilię lub jak najbliżej Wigilii chciałabym wszystkie zebrać i pokazać na blogu. Zainteresowanych proszę o zostawienie mi informacji w komentarzu lub od razu ma mailu mirabelka612@gmail.com. 


Pozdrawiam M, <3

sobota, 30 listopada 2013

Bye-Bye November, Hello December !

Hej!
Jakoś od początku listopada czas leci mi wyjątkowo szybko. Może dlatego, że przez pierwsze dwa tygodnie prawie nie byłam w szkole, ale to mniejsza. Poza tym listopad był bardzo niespokojnym dla mnie miesiącem, dawno nie było takiego, w którym wydarzyło się, aż tyle co w tegorocznym listopadzie. Zaczynając od wizyty w Warszawie w Bibliotece UW i późniejszym pisaniu pracy, przez przygody z półmetkiem i całą jego oprawę, następnie uzupełnianie zaległości wynikających z pisania pracy, dyżurach, kończąc na sprawach wewnątrz klasowych, na dodatek niezbyt przyjemnych, i jeszcze nie wspomniałam o występie z chórem na święcie szkoły. A w zasadzie to miesiąc jednak zakończy się podobnie jak się zaczął, a mianowicie pani sprawdziła moje wypracowanie na olimpiadę i wczoraj je poprawiałam, dziś tez jeszcze będę nad nim siedziała. A muszę napisać jeszcze recenzję i przygotować ustną charakterystykę bohatera z "Pana Tadeusza". I nauczyć się na sprawdzian z angielskiego. Grudzień zapowiada się mniej więcej tak samo pracowicie jak listopad. Do 14 musimy wysłać pracę więc będą jeszcze szlifowane. 10 jest wielka i ważna ogólnopolska uroczystość w mojej szkole i chór ma mnóstwo roboty. Do tego muszę przeczytać "Kordiana" i "Lalkę". Potem są sprawdziany dyrektorskie z historii i angielskiego. A i zaczynamy pracować nad jakimś projektem z angola, chociaż akurat to zapowiada się całkiem przyjemnie. Powinnam też przestać narzekać na pracę, a szczególnie odkąd mama mi pomaga to jest lekko dość. Jeszcze tylko szkoła, bo nie po odrabiałam wszystkich zaległości, a w związku z tą imprezą dziesiątego narobi mi się ich jeszcze więcej. Ale potem dyrektorskie i święta, może nie będzie tak źle. No właśnie powinnam już zacząć myśleć o prezentach, na szczęście mam już pewien pomysł, tylko trzeba go wydrukować.

Trzymajcie się, M <3

środa, 27 listopada 2013

W życiu potrzeba odrobiny spontaniczności

Hello!
Można chyba powiedzieć, że jestem fanką krótkich animacji. Co i rusz na stronkach, które bardzo często przeglądam, znajduję jakiś nowy. I wbrew pozorom raczej nie są to nieciekawe filmiki a wręcz odwrotnie i oglądając je można trochę pomyśleć nad swoim życiem.


Nie mogę wstawić filmiku więc jest tylko link, ale myślę, że warto go obejrzeć. I powtórzę jeszcze raz słowa z tytułu notki: W życiu potrzeba odrobiny spontaniczności. A to wcale nie jest żadna cech wrodzona i spokojnie bycia spontanicznym można się nauczyć. Trzeba tylko chcieć i nie być przez nikogo ograniczanym. Wiem z mojego przekładu. 

Pozdrawiam, M <3

poniedziałek, 25 listopada 2013

AM

Hi!
Tak dla odmiany żeby było przyjemniej niż przez ostatni czas na blogu dzisiaj o muzyce. A w sumie mojej kolejnej muzycznej miłości. I znowu nie będę się rozpisywała tylko dodam piosenki. Może nie koniecznie przez nie, chociaż ostatnio ciągle mi towarzyszą, ale humor mam dużo lepszy niż ostatnimi czasy. Ostrzegam tylko osoby, które serio będą oglądały teledyski, bo mogą być niezbyt estetyczne. 


magiczne 

LOVE, M <3

sobota, 23 listopada 2013

#183

Hej!
Nie mam siły wymyślać konkretnego tytułu dla notki. Chcę napisać o tym i o tamtym i nic nie będzie oddawało wszystkiego. 
Ostatnio chodzę poirytowana. Wszystko mnie wkurza, już nawet K. i Bliźniaczki, choć nie wiem jakim cudem skoro w tamtym roku mnie nie ruszało ich zachowanie. Nie potrafię zrozumieć użalania się nad sobą o lekceważenia autorytetów. Staje się niemiła i nie jest mi z tym dobrze. Staram się siedzieć w pokoju i za dużo nie mówić, bo za każdym razem jak już zacznę to nie kończy się dobrze. Poza tym koledzy z klasy też mnie wyprowadzili z równowagi, chociaż to co zrobili jest raczej żałosne, ale uderza mnie bardzo osobiście niestety. Poza tym dostaliśmy zdjęcia z półmetka. Jeszcze ich nie pobrałam, bo na laptopie nie mogę, ale już widzę, że pozostawiają wiele do życzenia. Nie chce mi się przeliczać ile kasy poszło na tego fotografa, bo prawdopodobnie wkurzyłabym się jeszcze bardziej. Dodatkowo jestem jakaś nieprzytomna od trzech tygodni, nie wiem co się dookoła mnie dzieje. Nie wiem o co chodzi. Tyle dobrego, że jestem pewna, że i sprawdzian test i wypracowanie z historii mi dobrze poszły. I w poniedziałek mam dyżur. I w piątek, a we wtorek do kina. No i jeszcze są buty, które chce wam pokazać, bo jakoś ostatnio nic nie pokazywałam z zakupów. Pierwsze oczywiście na półmetek, a drugie na zimę. Trudno mi się zdecydować, które bardziej mi się podobają, chociaż wiadomo, w tych drugich częściej będę chodziła. 


Nie wiem czemu pierwsze zdjęcie jest dobre, a drugie nie. A robiłam je dosłownie minutę później. Wiem, że i laptop i bloger niespecjalnie pomagają jakości zdjęć. Może kiedyś dodam inne, ale nie dziś.

środa, 20 listopada 2013

Każdy to może przełożyć na swoje życie

Na horyzoncie gwiazda jaśnieje
Złotem i miedzią. Anioł spiżowy
Konno i zbrojno pędzi po niebie
A rdzawe pukle lśnią wokół głowy.

Archanioł Gniewu, mąż nieugięty,
W barwy przybrany słońca i szlochu,
Rusza, by zniszczyć pomiot przeklęty,
Po miecz ognisty sięga przy boku.

I oto staje w blasku swej chwały
Wojownik Światła, źrenice płoną,
Pierś wzniosłą kryje puklerz wspaniały,
Ognisty oręż dzierżą ramiona.

Dzielnie naciera żołnierz, co w walce
W całym wszechświecie nie ma równego,
Aby powalić podłego zdrajcę,
Co przyjaciela grał fałszywego.

Znaszli oblicze tego mocarza,
Który bez lęku śmiało napiera,
By z bluźnierczego strącić ołtarza
Wroga Jasności, nieprzyjaciela?

Ten otulony słońcem i łzami
To Pan Zastępów, rycerz Światłości.
Zaś w czerń spowity, szpetny bliznami
Zwie się Abbadon, książę podłości.

Walczą. Szczęk mieczy grom przypomina,
Iskry błyskawic ostrza ze stali
Toczą, mrok nocy oręż przecina,
Gdy się mocarze w boju spotkali.

Chmura skrzydlata, płomień wcielony,
Tak bije Michał, Światła Prawica.
Cios, i Abbadon  w ramię trafiony
Sztychy odpiera jak błyskawica.

Zwarli się. Charczą bojowe konie,
Cofa się anioł w czernie spowity.
Żołnierz Światłości już laur na skronie
Niemalże wdziewa, sił niespożyty.

Okrzyk się wielki z ust mu wyrywa
I z lwim tym tykiem śmiało uderza,
Wraży Abaddon walkę przegrywa,
Zmiażdżony dłonią cnego rycerza.

Lecz nagle cóż to? Płaczcie, Niebiosa!
Skrzydlaty heros w siodle się chwieje,
Blednie i słania pod strasznym ciosem.
Którzy ufacie, zbądźcie nadzieję!

We krwi i pocie skąpany Abaddon
Miecz triumfalnie w górę unosi.
Michał, skrzydlatych chluba i radość,
Wali się z konia, o łaskę nie prosi. 

 Maja Lidia Kossakowska "Zbieracz burzy"

To fragmenty z książki, którą ostatnio czytałam i która nie była lekturą. Nie mam przygotowanego nic konkretnego, a to miałam już zapisane od dłuższego czasu, myślę, że teraz jest dobry moment by to wykorzystać. Wydaje mi się, że tekst jest warty pomyślenia nad nim chwilę i odniesienia go do swojego życia, pomimo tego, że książka poetycka za bardzo nie była. I tekst też się nie wydaje zbyt głęboki. Chyba, że to mi już padło na głowę od 8 polskich w tygodniu i wszędzie doszukuję się możliwości interpretacji. Myślę, że w piątek lub sobotę bardziej się postaram napisać coś spójnego i treściwego, dziś się wyręczam gotowcem. 

LOVE, M <3

niedziela, 17 listopada 2013

Cuda się zdarzają

Hi!
Jeszcze dwa dni temu nie napisałabym słów z tytułu. Do tej pory wyznawałam zasadę mnie więcej brzmiącą tak: Wszystko jest możliwe, ale cuda się nie zdarzają, a niektóre rzeczy są bardziej prawdopodobne niż inne. Dodatkowo nie wierzyłam w przypadki, chyba, że takie, które szczegółowo zaplanowałam, a w sumie byłam w tym całkiem niezła. Ale większa część mojego myślenia poszła się kąpać. Bo kurna jak nie nazwać cudem tego, że udało się znaleźć dla mnie partnera na półmetek na dzień przed, a ja go poznałam jakieś 20 minut przed i najlepsze jest to, że jeszcze się całkiem dobrze bawiłam. Zdjęcia będą dopiero za tydzień lub dwa chociaż nie jestem przekonana co do tego, żeby one ujrzały światło dzienne. Chyba, że fotograf lepiej zna się na przerabianiu zdjęć niż ich robieniu. Pozytywnie! Tylko mam w tym tygodniu dwa sprawdziany z historii, muszę zaliczyć sprawdzian i kartkówkę z matmy, a i jeszcze dwie kartkówki z lektur z czego "Pana Tadeusza" jeszcze nie zaczęłam czytać. Ale i tak jest dobrze. Niedługo Boże Narodzenie, ponad miesiąc ale szybko zleci, mam nadzieję.



piątek, 15 listopada 2013

Najlepsze lekarstwo na bezsilność

... oprócz płaczu.
Cóż, mój humor od ponad tygodnia nie wiele się zmienił. Jestem zła i wgl lepiej się do mnie nie zbliżać. Kojarzycie taką reklamę środka uspokajającego, w której kobieta ma kolce? To ja mniej więcej też się tak czuję, chociaż nie może bardziej jak jeż. Ale ile można się nad sobą użalać? Nie znoszę tego, ale czuję się bezsilna wobec realiów rządzących światem. W sumie jeszcze się jakoś trzymam tylko dzięki kawie i herbacie, bo z nerwów nie mogę jeść. A pocieszające bywa picie w ciekawych kubeczkach, które uwielbiam. 







środa, 13 listopada 2013

Żeby pisał się przyjemniej

Hej!
Dalej siedzę i piszę. Mam prawie 9 stron, a zostały mi dwie kropeczki do uwzględnienia no i coś czego chyba nikt nie lubi czyli zakończenie- wnioski chociaż już w sumie mam na nie pomysł. Ostatnio przed laptopem spędzam po 5 godzin jak nie więcej jako usiądę koło 12 to z przerwami piszę do ok. 21. Dlatego, aby lepiej mi szła praca umilam sobie czas muzyką. Nie mam ochoty jednak co 3 minuty zmieniać piosenki dlatego posiłkuję się ścieżkami dźwiękowymi z filmów. A oprócz tego Requiem Mozarta. Tak wiem, że to msza żałobna, ale jakoś tak dobrze mi się myśli jak tego słucham. 

Byłam wczoraj z K. na tym filmie, ja byłam pierwszy raz ona 3. I nie chcę tu dodawać wszystkich, ale słucham na zmianę muzyki ze wszystkich filmów na podstawie komiksów Marvela.
I jedyna piosenka, dla której nie szkoda mi czasu i mogę przerwać pisanie. 

LOVE, M <3

niedziela, 10 listopada 2013

Miejsce przyjemne

Hello!
Trochę mam problemów z ogarnianiem bloga, bo i trochę mam z ogarnianiem życia. Wspominałam, że poszukuję partnera na półmetek i kolega się znalazł, ale w czwartek napisał mi, że jednak nie da rady. No pięknie, nie mam szans znaleźć kogoś przez tydzień, więc chyba pójdę z młodszym bratem. Niby problem rozwiązany, ale nie wiem czemu przez tę sytuację zaczęły nachodzić mnie różne myśli związane z tym jak ludzie mnie traktują i doszłam do niezbyt dobrego dla mnie związku- ludzie mnie olewają, bo ja sama im na to pozwalam. Na szczęście moje załamania nie trwają zbyt długo, popisałam z K., która potem też miała problem i w sumie dobrze zrobiło mi poczytanie tego jak ona się czuje. 
A dzisiejsza notka miała być o mojej rozprawce na olimpiadę, której mam po dziurki w nosie. W związku z tym, że w moim mieście znalazłam aż 1 książkę do wypożyczenia, a dwie w czytelni, moja mama pouruchamiała kontakty i mi wydawało się, że chyba cała rodzina wie o sprawie, a jakaś część sąsiadów również. Przez to miałam tak, że jak ktoś wspominał o książkach to ja dostawałam nerwicy. Ale w sumie przez to pojechałam do Warszawy i to był bardzo, bardzo przydatny wyjazd. Gdyby nie on to nie miałabym szans przygotować pracy na poziomie jakimkolwiek. A temat mojej pracy to: Topos miejsca przyjemnego (locus amoenus) w literaturze epok dawnych: postacie i funkcje. Nie wydaje się straszne co? Ale zapewniam, że jest. Mam przygotowane kilka kartek notatek, które leżo po mojej lewej stronie, po środku jest laptop, a po prawej po całym pokoju porozwalane są książki. I jak wygląda moja praca? Zaglądam do notatek, a okey, teraz powinnam napisać o tym i o tym, to piszę jakieś słówko wstępu, a potem zaczyna się najgorsza część czyli poszukiwanie w wybranych przeze mnie utworach potwierdzenia tego co napisałam. A najlepsze jest to, że wcale mogę tego nie znaleźć, ale mam tyle antologii, że po prostu dobieram sobie kolejny utwór, w którym to co mi potrzeba się pojawia. Potem muszę tylko zamieścić ładny cytacik w tekście dodać do niego przypis i napisać jaką to co napisałam ma funkcję względem toposu. Jeśli dalej nie wydaje się straszne to ja zapewniam, że jest i to bardzo, nawet dla mnie, bo szukanie odpowiednich cytatów zajmuje strasznie dużo czasu. Jak by kogoś interesowało co dokładnie muszę zrobić to zapraszam <tu>.

Zapracowana i zdenerwowana, M <3

czwartek, 7 listopada 2013

Koniec języka za przewodnika

Hi!
Dziś wracam do domu, ale dopiero po południu więc czeka mnie  praktycznie cały dzień nudzenia się, a i wątpię czy podróż do domu będzie ciekawa. A to wszystko w przeciwieństwie do dnia wczorajszego i przedwczrajszego. Chociaż chyba jednak wczoraj był bardziej strasznie. We wtorek znajomy profesor cioci mnie pilnował, z nim dojechałam do Warszawy i na uniwersytet, potem też tą samą trasą wróciliśmy. W sumie to specjalnie tak rozplanowałam sobie czytanie, żeby nie robić wszystkiego na raz, wrócić następnego dnia, a we wtorek wrócić z panem profesorem. Niestety wczoraj pan profesor nie miał zajęć więc całą trasę musiałam odtworzyć sama. I z dotarciem na UW problemu nie było, pan profesor Aleksander od biblioteki zaprowadził mnie tam gdzie dania poprzedniego i zostawił. Trzy godziny spędziłam nad jedną książką czytając i robiąc notatki. Gdy skończyłam poszłam pożegnać się i podziękować  panu Aleksandrowi i powinnam była wsiąść do autobusu na przystanku naprzeciwko bramy na uniwersytet. Ja ja uznałam, że skoro już tu jestem to się przespaceruję i najwyżej pójdę na następny przystanek.  Ale gdy zobaczyłam ilu ludzi jest w autobusie to odechciało mi się jechać i postanowiłam przejść się aż do kolejki. Nie przewidziałam tylko jednego, że przyjdzie mi 40 minut kręcić się po przejściach podziemnych. Był już moment gdy byłam naprawdę przerażona, bo widziałam budynek do którego powinnam iść, ale nie wiedziałam jak, bo na powierzchni nie było pasów, a oznaczenia wyjść pod ziemią niewiele mi mówiły. W końcu dotarłam do przystanku autobusowego, na którym wsiadałam wcześniej i od tego punku już prawie bez problemów dotarłam na kolejkę. To taka lekcja przetrwania, którą w sumie sama sobie zgotowałam, na własne życzenie, ale było to dość pouczające doświadczenie. A tytuł notki to kolejne powiedzonko mojej mamy, którym mnie uraczyła jak się dowiedziała o planie samotnej podróży po Warszawie. 
Trzymajcie się, M <3

wtorek, 5 listopada 2013

Tydzień z telefonem

Hej!
Trochę się zapuściłam w pisaniu, ale to przez podróż do Warszawy, wczoraj byłam padnięta, dopiero teraz mam chwilę spokoju. A ta wycieczka tak w środku tygodnia oczywiście w celach naukowych, przytransportowałam się tu do Biblioteki UW. Ale o przygodach tam może w następnym poście, bo to w sumie dość ciekawe. 
Na dzisiaj, a w zasadzie to już na wczoraj miałam przygotowane zdjęcia z telefonu z poprzedniego tygodnia. Postanowiłam robić jak najwięcej zdjęć przez te 7 dni, w sumie wyszło ponad 30, ale ja wybrałam 12 do pokazania.Chciałam tak robić zdjęcia przez cały miesiąc, ale w sumie po tym  tygodniu o tym zapomniałam, jakoś nie jestem przyzwyczajona do tego, że telefon służy do czegoś więcej niż dzwonienie.














 /nauka na historię/ wąsaty kalendarz/ czytanie "Dziadów"/ przepiękny obraz w podręczniku do polskiego/ część książek na olimpiadę/ czytanie/ widok ze szkolnego okna/ wygoda w związku z posiadaniem laptopa/ kawa i ciastko z siostrą/ drzewa na osiedlu/ uwielbiam widok z mojego okna <3/

LOVE, M ,3







sobota, 2 listopada 2013

Życie jest...

...śmiertelną chorobą przenoszoną drogą płciową. Takim oto tekstem uraczyła mnie ostatnio moja mama, nie spodziewałam się po niej takich przemyśleń. Ja bym jeszcze dodała, że życie składa się z rzeczy, które powinniśmy robić. Tak na przykład jak powinnam teraz spać, powinnam znaleźć partnera na półmetek, powinnam kupić buty, również na półmetek, powinnam wziąć się za naukę angielskiego, powinnam czytać "Pana Tadeusza", powinnam przygotować się na historię, powinnam odpowiedzieć na tematy związane z pracę, powinnam iść jutro do Kościoła, powinnam posprzątać pokój, powinnam zabrać się za siebie, powinnam.... No i jak by się uparł powinnam jeszcze wiele rzeczy, tak wiele, że aż głowa boli.

Ale na razie ograniczę się do podziękowania Pat za spacer i motywację. <Nie napiszę>
Poza tym nic mi się nie chce. Ale powinnam postarać się jutro wszystko ogarnąć.


Zawsze ktoś będzie pamiętał. M.

czwartek, 31 października 2013

Estetycznie na co dzień

Hi!
Dawno nie było nic z kategorii sama to zrobiłam więc dzisiaj uzupełniam lukę.
Chcę Wam pokazać pomysł jak łatwo można ze zwykłej teczki wyczarować całkiem ładną teczkę nie wydając na to 10zł. Naprawdę, ładne teczki, takie zwykłe na dokumenty, widziałam w takiej cenie, mało się nie przewróciłam jak to zobaczyłam. Pomysł na takie cudo nie jest mój, bo wymyśliła go jedna z Bliźniaczek, zakochana w Klimcie, a że nie miała co zrobić z obrazami z kalendarza to nakleiła je na teczki.
Ja wykorzystałam teczkę, której używam do przechowywania kserówek z angielskiego, obrazka z gazety i taśmy izolacyjne w kolorze szarym, ale równie dobra jak nie lepsza jest czarna. A wykonanie jest banalnie proste. Mam nadzieję, że to zobrazują zdjęcia. 



Chwila zwątpienia czy to wyjdzie tak jak bym chciała ^^

Trzymajcie się, M <3

wtorek, 29 października 2013

Kto sieje wiatr ten zbiera burzę

Hej!
Tytuł dzisiejszej notki to moje pierwsze skojarzenie po zobaczeniu tytułów książek Mai Lidii Kossakowskiej na półce w bibliotece szkolnej. Akurat pierwsza część i dwa tomy następnej stały obok siebie, a ja skuszona opisem o Aniołach i scenach batalistycznych wypożyczyłam tom pierwszy, by już następnego wrócić po dwa następnej części. 
"Siewca Wiatru" przedstawia nam całkiem ciekawą wizję nieba, chociaż sam pomysł chyba nie do końca był oryginalny. Co nie zmienia faktu, że już na prologu całkiem się rozkleiłam. Potem akcja się rozwijała, pozornie nawet całkiem powoli, ale potem doszłam do wniosku, że wręcz przeciwnie. Ale co mi się najbardziej podobało, jak zwracają się do siebie Archaniołowie typu: "Michasiu, Gabrysiu" itp. No i sami w swoim gronie nieźle się kłócili, co też było dość ciekawe. Co do przezwisk, na Lucyfera mówili Lampka i potajemnie się z nim układali. W książce ujawnia się niezwykła zdolność manipulacji, nie jestem pewna czy autorki czy bohatera czytelnikiem, jest to niesamowite, bo momentalnie wczuwamy się w świat przedstawiony. A nie jest to takie łatwe gdyż pisarka zadała sobie sporo trudu żeby mocno nagmatwać. Ale nie żeby mi to przeszkadzało. Wątków jest sporo, ale i książka jest spora objętościowo. A moimi ulubionymi bohaterami chyba byli Drago i Drop, oprócz oczywiście Archaniołów, ale to nich moja słabość była narzucona z góry. Poza tym książka na pewno zmienia patrzenie na sprawy dobra i zła. 
I to tyle byłoby z zachwytów, bo dwa tomy "Zbieracza burz" delikatnie mówiąc mnie zawiodły. Pierwszy zaczyna się ciekawie, walką Daimona z Lokim, pytanie tylko skąd tam Loki? A to podobno policzek dla jakiegoś innego polskiego twórcy fantastycznego, ale nie czytałam dokładniej. Potem dowiadujemy się o strasznym rozkazie, który Daimon musi wykonać, a jago przyjaciele Archaniołowie nie wierzą mu, uważają że przewróciło mu się w głowie i w zasadzie książka opiera się na uciekaniu przez niego przed przyjaciółmi. Przerywana ciekawymi wątkami o Asmodeuszu, a jego imię wgl mi się nie skojarzyło z Amadeuszem, a demona zdążyłam już polubić. W końcu dzięki temu, że prawie się zabił za Otchłań Archaniołowie uwierzyli Daimonowi, a on pogodził się z Lampką. A potem poleciało, bo nie dodałam jeszcze, że Michał zwariował i też się uwziął na Daimona, aż w końcu doszło miedzy tymi dwoma do pojedynku. Sami widzicie tą część łatwiej można streścić, ale nie można podać walorów językowo-narratorskich, że tak to ujmę. Zawiodłam się, bo spodziewałam się naprawdę bardzo dużo po pierwszej części.
Ale jednego nie można odmówić tym książkom - niesamowitych ilustracji, pomimo tego, że są ciemne, a może właśnie dlatego, niesamowicie wpisują się w klimat i dodają smaczku. 


Nie byłabym sobą gdybym nie zamieściła cytatów. Ale ograniczę się tylko do 3.

> "– To pan Asmodeusz – rzekł beznamiętnie. – Właściciel największej sieci kasyn i burdeli w Limbo i Otchłani, zwany Zgniłym Chłopcem, bo w wódce, cynizmie i luksusie próbuje utopić samotność i brak sensu życia."

> "– Ene due rabe,
Zjadł głębianin żabę,
Żaba w brzuchu skacze,
A głębiani płacze."


>„- Nie mów do mnie Lampka! - A jak mam mówić?! Jaśnie Oświecony Nosicielu Światła?” 



niedziela, 27 października 2013

Naiwna, tęskniąca

Ja wiedziałam, że jestem naiwna, nawet częściej niż często ponad przeciętną. 
A ludzie mówią, że to dla mojego dobra. Ja chyba podziękuję, za taką troskę.
Najprostsze na świecie usprawiedliwienie. A im prostsze tym łatwiej zrobić to co usprawiedliwia.
Tylko czasami zastanawiam się czy ty, wy przeżywacie to tak jak ja. 
Nie, poukładałeś sobie życie gdziekolwiek teraz jesteś. Co za różnica blisko czy daleko.
Najprawdopodobniej nawet nie wiesz co ze mną zrobiłeś.
I tak nie ma żadnej alternatywy rozmowy. Po prostu na to nie pozwolę. Jeszcze nie osłabłam na umyśle, choć boję się, że to już niedługo. Nie jestem stukniętą autoagresorką. 
A tęsknię. Tęsknię? Tęsknisz? Tęsknimy? 
I rozpamiętuję bez potrzeby.
Porzucona. Zostawiona.
A ty nawet nie znasz konsekwencji, nie chcesz się przyznać. 
Dobry z was kłamca, tak szybko dałam się omamić.
Przyjaźń nad miłość, ale nawet tego nie mogłeś uszanować.
A nadzieja?

Nie wiem do końca co to jest. Naszło mnie w drodze do kościoła. Tak to zostawiam niedopowiedziane, chyba tylko tyle mogę. Wiem też, że osoby, które powinny to przeczytać nigdy tego nie zrobią. 

Ostatnio ma lekko na bani, M <3

piątek, 25 października 2013

"Beznogi tancerz"

Maja Lidia Kossakaowska  "Beznogi tancerz"

"Powiadają, że w czasach przed Stworzeniem był pośród sylfów tancerz, którego kunszt nie miał sobie równych we wszystkich wszechświatach. Telto, Matka Demonów, dowiedziawszy się o tym, sprowadziła go do swego pałacu, aby zabawiać oczy jego popisami. Jednakże po niedługim czasie tancerz zatęsknił za Podniebną Krainą oraz bliskimi, z którymi zmuszony był się rozstać, i potajemnie opuścił dominium Telto. Matka Demonów, wpadłszy w wielki gniew, rozkazała pojmać uciekiniera i odrąbać mu nogi, aby przed nikim innym nie zatańczył ten, kto ośmielił się wzgardzić jej łaskami. Sława tancerza nie zgasła jednak. Przeciwnie, nawet w odległych, dominiach chwalono i podziwiano jego sztukę. Telto, sądząc, że jej rozkaz nie został wykonany, posłała siepaczy, aby zgładzili sylfa i ostatecznie rozwiązali upokarzającą sytuację. Ku swemu zdziwieniu ujrzeli oni leżącego w łożu kalekę, ruchami dłoni ożywiającego papierową lalkę w stroju tancerza. Nim zginął pod ciosami mieczy, miał ponoć rzec: „Zabierzcie moje życie, skoro niczego więcej nie potrafiliście mi zabrać”."

"Opowieści zasłyszane i spisane ku rozrywce i nauce

przez anielicę Zoe z dworu Jaśniejącej Mądrością

Pani Pistis Sophii – Dawczyni Wiedzy i Talentu"

Chyba to opowiadanie nieźle podsumowuje mój tydzień.Niekoniecznie ze strony szkolnej.
Dałam radę nauczyć się na historię, cóż poświęciłam na to kilka godzin, przygotowałam się na sprawdzian z przyrody i napisałam całkiem zgrabną recenzję "Jeźdźca bez głowy" na angielski. "Dziady" na polskim wychodzą mi bokiem, a muszę przeczytać część III. A dzisiaj w bibliotece padłam, wczoraj napisałam zawrotne pół strony pracy na olimpiadę, a po posiedzeniu w czytelni wcale nie poczułam się lepiej tylko jeszcze gorzej.  Cóż chyba moja motywacja do pisania spada proporcjonalnie do ilości przeczytanych książek. Dlatego wypożyczyłam sobie "Siewcę Wiatru" i "Zbieracza Burz" i mocno się zastanowię nad napisaniem recenzji z prawdziwego zdarzenia, a przynajmniej postaram się zrobić coś więcej niż tylko wyszukać najfajniejsze cytaty. 

Powinnam chyba zacząć podpisywać posty Dobranoc, M <3


Nie wiem czemu, ale lubię tę piosenkę, a ostatnio oprócz tych francuskich często mi towarzyszy.

środa, 23 października 2013

Cynamonowo

Hi!
Dałam radę nauczyć się na historię więc nie może być ze mną tak źle. Jutro sprawdzian z przyrody, myśleliśmy, że będzie tak przyjemnie jak w podstawówce, a jest to chyba najgorszy z 'przedmiotów uzupełniających'. Ja się nie dziwię, że ludzie potem z mat-fiz czy bio-chem opowiadają, że historia jest do dupy, bo na ich profilu przedmiot historia i społeczeństwo to jest jakaś kpina. Ale spokojnie to tylko po to aby ogłupić społeczeństwo, podobnie jak 13 obowiązkowych lektur od pierwszej klasy podstawówki do ostatniej klasy szkoły ponadgimnazjalnej. No to wychodzi po jednej lekturze na rok nauki. Bo omawiamy fragmenty lektur co ma nas zachęcić do czytania całości. Matko, jak uczeń przeczyta fragment to raczej całości nie będzie czytał, niby dorośli tez kiedyś byli nastolatkami, ale patrząc na poczynania ministrów edukacji, pani poprzedniej i obecnej, to mam wrażenie, że ona urodziły się od razu dorosłe. To taka moja refleksja po wykładzie jaki dała nam pani na polskim, bo była na szkoleniu na temat naszej matury ustnej. Już pomijam w ogóle celowość matury ustnej, a jeszcze bardziej w tej formie jaką mają wprowadzić. Tak myślę, że przyszły rok zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Ale odeszłam od tematu o którym miało być dziś, chociaż w sumie chciałam Wam tylko pokazać prezent jaki dostałam od cioci z Grecji. 


Cynamonowe mydełko. Jak ja kocham takie rzeczy, w sensie wszelkiego rodzaju płyny, żele, mydełka itp. Warunek jest jeden muszą pachnieć najlepiej czekoladą, migdałami, ciasteczkami, cynamonem lub jabłkami z cynamonem, przyprawami takimi jak imbir, najczęściej jest z czymś ale i tak uwielbiam, a z owocowych cytrusami lub gruszkami, przejdzie jeszcze kiwi.
LOVE, M <3

poniedziałek, 21 października 2013

Brak motywacji

Hej!
Moja ulubiona modlitwa ostatnimi czasy: "Boże spraw, żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce". No po prostu na nic nie mam siły. Powinnam się uczyć, nawet przysiadłam do niemieckiego dzisiaj, może potem zajrzę do historii. Albo i nie zajrzę, bo mi się nie będzie chciało. Nie wiem jak jak to przezwyciężyć, myślałam, że w październiku już się przestawię do trybu pracy szkolnej, ale nie daję rady. Co gorsza nawet jak już przysiądę to moja  nauka na niewiele się zdaje. Tak pięknie ostatnio zawaliłam dwie kartkówki ze słówek z niemca i angielskiego, że aż wstyd. Nie wiem co się ze mną dzieje. W tamtym roku tak nie miałam. I wiem na pewno, że to nie jest jesienna chandra, ani nic takiego. A ten tydzień to ja nie wiem jak przeżyję. Sprawdzian z historii, przyrody, lektura, kartkówki jedna na drugiej. Jutro kino "Jeździec bez głowy". Moje koleżanki fanki Johnnego Deppa już mnie oświeciły o czym to jest, chociaż podobno pomimo tego, że opisany jest jako horror nie jest taki straszny, ale im nie można ufać. Ale kino kinem i czekaja mnie jeszcze 4 lekcje. Muszę się zmotywować, ostatnio przy życiu trzyma mnie tylko herbata i piosenki z Mozarta, bo to akurat moja totalna faza, niby dopiero od soboty, ale ile już moich koleżanek się wysłuchało, że chciałabym zobaczyć to na żywo. I w sumie słuchając tych piosenek pogrążam się jeszcze bardziej. Dobra trzeba podjeść ambitnie do nauki w końcu. No i przygotowanie na olimpiadę z polaka mnie chyba trochę przerasta, nawet nie trochę. Mamy jechać do Białegostoku do biblioteki. W mojej zapadłej książkowej dziurze znalazłam aż jedną, mój wujek starał mi się coś znaleźć w Warszawie w bibliotekach, do których ma dostęp i też nic i Pat-studentka też mi nic nie znalazła. Dziś lista poleciała do cioci studiującej w Olsztynie, nie wiem co z tego będzie. W sumie tak się rozpisałam i nawet lepiej się czuje, chyba jeszcze powkuwam słówka na niemca.


Pozdrawiam, M <3

sobota, 19 października 2013

Moja nowa muzyczna miłość

Hello!
Sobota to chyba najlepszy dzień tygodnia. A nawet zdecydowanie. Ja oczywiście miałam plany si e uczyć, bo w przyszłym tygodniu mam sporo kartkóweczek, sprawdzianów i lekturę, ale w sumie tylko rano ogarnęłam trochę matmę. Cały dzień oglądałam, słuchałam i zachwycałam się Mozart, l'Opera Rock. Ja mam słabość do musicali, a od tego to się nie uwolnię chyba do Bożego Narodzenia. Wypadałoby jeszcze z mojej strony napisać skąd wiem o tym cudzie, mianowicie Annalina napisała o nim na swoim blogu, a ja nie byłabym sobą gdybym nie sprawdziła co to jest. Oczywiście ja ani be ani me po francusku więc ile się dało oglądałam z napisami angielskimi, a potem zaszalałam i z napisami po rosyjsku. Nie żebym znała, ale przynajmniej oglądałam, bo inaczej nie obejrzałabym drugiego aktu, a że znam biografię Mozarta tak mniej więcej to się połapałam. No i przeczytałam tłumaczenia wszystkich piosenek. Koleżanka z ławki uprzedzona o mojej nowej miłości, i muzycznej i w postaci wokalisty odgrywającego postać Mozarta. Jak ja żałuje, że w Polsce nie powstają takie rzeczy, a jeśli tak to ja wiem o tym, albo po fakcie, albo jak nie mam możliwości pojechać.
Kilka przykładowych piosenek, do których zrobiono teledyski. To chyba świadczy o dość dużej popularności. Tłumaczenia ,bo piosenki są warte wiedzenia o czym w nich śpiewają, szczególnie ostatnia ; )

środa, 16 października 2013

"Giaur"

Witajcie!
Powiedzmy, że wczoraj w szkole nie było za ciekawie, dziś podobnie. Stało się coś czego nikt nie mógł przewidzieć i część artystyczna apelu została odwołana. Ja wróciłam wcześniej do domu i zabrałam się za czytanie "Giaura". Lektura na dzisiaj. Kilka cytatów.

> "Bo choć dla czasu zdaje się nicością,
Ona dla myśli jest całą wiecznością.
Bo nieskończone, niezmierne cierpienie
Może w myśl jedną zgromadzić sumienie

I w jednej chwili wycierpieć od razu
Bóle bez końca, nadziei, wyrazu"

 > "Płeć piękna dla nas ma litości tyle,
Lecz dla płci własnej ma serce motyle,
Piękność nad każdym nieszczęściem łzy leje,
Nad sióstr upadkiem - tylko się zaśmieje"

> "Podobnie dusza zła kona w cierpieniach,
Lub żyje jako skorpion w płomieniach.
Bo kiedy ludzi zwiąże pamięć zbrodni,
Światu niezdatni, a nieba niegodni,
Rozpacz nad nimi, pod nimi noc gruba,
Wkoło płomienie - a w pośrodku zguba!"

> "Paro kochanków, mocne są twe sploty,

Gdy się ściskacie podzielać pieszczoty!
Lecz nie tak cisną miłości ramiona,
Gdy w nich spoczywa piękność ulubiona,
Jako się barki zwiążą nienawiśnie,

Kiedy wróg wroga ostatni raz ściśnie.
Przyjaźń ostygnie, pieszczota się skończy,
Objęcia wrogów i śmierć nie rozłączy."


> "Serce zbyt czułe, do kochania skłonne;
Lecz nie zna, co to kochanie dozgonne,

Długie cierpienia dzielić siły nie ma,
Długich z rozpaczą walk nie wytrzyma; 
A twarde serce, gdy miłość skaleczy,
Jej rany nigdy już czas nie uleczy" 

"Dziś nic nie kocham ani nienawidzę,
Pychy nie czuję, nadziei nie widzę" 

 LOVE, M <3

poniedziałek, 14 października 2013

kocham swetry

Hello!
Jak pomyślę o jutrzejszym dniu w szkole to dostaję gorączki, nie dość, że apel to jeszcze pani od historii podobno wymaga od nas żebyśmy zostali na jeszcze dwóch lekcjach, no chyba nie.
Swetry sprawiają, że jesień jest całkiem znośna. W tym roku udało mi się namówić mamę żeby mi sweter zrobiła na szydełku. Miał być bordowy, ale mama i pani w sklepie uznały, że w borowym chodzą stare babcie. Myślę, że mi przy moim wzroście by nie zaszkodził, ale znalazłam inny kolor, który trudno opisać taki jakby ciemny morski czy turkusowy. Mama znalazła wzór i dzierga, nie mam pojęcia kiedy będzie gotowy, mam nadzieję, że przed końcem miesiąca. A teraz kilka inspiracji, jaki mój sweter ma mieć krój.







 Trzymajcie się ciepło, M <3

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...