sobota, 30 listopada 2013

Bye-Bye November, Hello December !

Hej!
Jakoś od początku listopada czas leci mi wyjątkowo szybko. Może dlatego, że przez pierwsze dwa tygodnie prawie nie byłam w szkole, ale to mniejsza. Poza tym listopad był bardzo niespokojnym dla mnie miesiącem, dawno nie było takiego, w którym wydarzyło się, aż tyle co w tegorocznym listopadzie. Zaczynając od wizyty w Warszawie w Bibliotece UW i późniejszym pisaniu pracy, przez przygody z półmetkiem i całą jego oprawę, następnie uzupełnianie zaległości wynikających z pisania pracy, dyżurach, kończąc na sprawach wewnątrz klasowych, na dodatek niezbyt przyjemnych, i jeszcze nie wspomniałam o występie z chórem na święcie szkoły. A w zasadzie to miesiąc jednak zakończy się podobnie jak się zaczął, a mianowicie pani sprawdziła moje wypracowanie na olimpiadę i wczoraj je poprawiałam, dziś tez jeszcze będę nad nim siedziała. A muszę napisać jeszcze recenzję i przygotować ustną charakterystykę bohatera z "Pana Tadeusza". I nauczyć się na sprawdzian z angielskiego. Grudzień zapowiada się mniej więcej tak samo pracowicie jak listopad. Do 14 musimy wysłać pracę więc będą jeszcze szlifowane. 10 jest wielka i ważna ogólnopolska uroczystość w mojej szkole i chór ma mnóstwo roboty. Do tego muszę przeczytać "Kordiana" i "Lalkę". Potem są sprawdziany dyrektorskie z historii i angielskiego. A i zaczynamy pracować nad jakimś projektem z angola, chociaż akurat to zapowiada się całkiem przyjemnie. Powinnam też przestać narzekać na pracę, a szczególnie odkąd mama mi pomaga to jest lekko dość. Jeszcze tylko szkoła, bo nie po odrabiałam wszystkich zaległości, a w związku z tą imprezą dziesiątego narobi mi się ich jeszcze więcej. Ale potem dyrektorskie i święta, może nie będzie tak źle. No właśnie powinnam już zacząć myśleć o prezentach, na szczęście mam już pewien pomysł, tylko trzeba go wydrukować.

Trzymajcie się, M <3

środa, 27 listopada 2013

W życiu potrzeba odrobiny spontaniczności

Hello!
Można chyba powiedzieć, że jestem fanką krótkich animacji. Co i rusz na stronkach, które bardzo często przeglądam, znajduję jakiś nowy. I wbrew pozorom raczej nie są to nieciekawe filmiki a wręcz odwrotnie i oglądając je można trochę pomyśleć nad swoim życiem.


Nie mogę wstawić filmiku więc jest tylko link, ale myślę, że warto go obejrzeć. I powtórzę jeszcze raz słowa z tytułu notki: W życiu potrzeba odrobiny spontaniczności. A to wcale nie jest żadna cech wrodzona i spokojnie bycia spontanicznym można się nauczyć. Trzeba tylko chcieć i nie być przez nikogo ograniczanym. Wiem z mojego przekładu. 

Pozdrawiam, M <3

poniedziałek, 25 listopada 2013

AM

Hi!
Tak dla odmiany żeby było przyjemniej niż przez ostatni czas na blogu dzisiaj o muzyce. A w sumie mojej kolejnej muzycznej miłości. I znowu nie będę się rozpisywała tylko dodam piosenki. Może nie koniecznie przez nie, chociaż ostatnio ciągle mi towarzyszą, ale humor mam dużo lepszy niż ostatnimi czasy. Ostrzegam tylko osoby, które serio będą oglądały teledyski, bo mogą być niezbyt estetyczne. 


magiczne 

LOVE, M <3

sobota, 23 listopada 2013

#183

Hej!
Nie mam siły wymyślać konkretnego tytułu dla notki. Chcę napisać o tym i o tamtym i nic nie będzie oddawało wszystkiego. 
Ostatnio chodzę poirytowana. Wszystko mnie wkurza, już nawet K. i Bliźniaczki, choć nie wiem jakim cudem skoro w tamtym roku mnie nie ruszało ich zachowanie. Nie potrafię zrozumieć użalania się nad sobą o lekceważenia autorytetów. Staje się niemiła i nie jest mi z tym dobrze. Staram się siedzieć w pokoju i za dużo nie mówić, bo za każdym razem jak już zacznę to nie kończy się dobrze. Poza tym koledzy z klasy też mnie wyprowadzili z równowagi, chociaż to co zrobili jest raczej żałosne, ale uderza mnie bardzo osobiście niestety. Poza tym dostaliśmy zdjęcia z półmetka. Jeszcze ich nie pobrałam, bo na laptopie nie mogę, ale już widzę, że pozostawiają wiele do życzenia. Nie chce mi się przeliczać ile kasy poszło na tego fotografa, bo prawdopodobnie wkurzyłabym się jeszcze bardziej. Dodatkowo jestem jakaś nieprzytomna od trzech tygodni, nie wiem co się dookoła mnie dzieje. Nie wiem o co chodzi. Tyle dobrego, że jestem pewna, że i sprawdzian test i wypracowanie z historii mi dobrze poszły. I w poniedziałek mam dyżur. I w piątek, a we wtorek do kina. No i jeszcze są buty, które chce wam pokazać, bo jakoś ostatnio nic nie pokazywałam z zakupów. Pierwsze oczywiście na półmetek, a drugie na zimę. Trudno mi się zdecydować, które bardziej mi się podobają, chociaż wiadomo, w tych drugich częściej będę chodziła. 


Nie wiem czemu pierwsze zdjęcie jest dobre, a drugie nie. A robiłam je dosłownie minutę później. Wiem, że i laptop i bloger niespecjalnie pomagają jakości zdjęć. Może kiedyś dodam inne, ale nie dziś.

środa, 20 listopada 2013

Każdy to może przełożyć na swoje życie

Na horyzoncie gwiazda jaśnieje
Złotem i miedzią. Anioł spiżowy
Konno i zbrojno pędzi po niebie
A rdzawe pukle lśnią wokół głowy.

Archanioł Gniewu, mąż nieugięty,
W barwy przybrany słońca i szlochu,
Rusza, by zniszczyć pomiot przeklęty,
Po miecz ognisty sięga przy boku.

I oto staje w blasku swej chwały
Wojownik Światła, źrenice płoną,
Pierś wzniosłą kryje puklerz wspaniały,
Ognisty oręż dzierżą ramiona.

Dzielnie naciera żołnierz, co w walce
W całym wszechświecie nie ma równego,
Aby powalić podłego zdrajcę,
Co przyjaciela grał fałszywego.

Znaszli oblicze tego mocarza,
Który bez lęku śmiało napiera,
By z bluźnierczego strącić ołtarza
Wroga Jasności, nieprzyjaciela?

Ten otulony słońcem i łzami
To Pan Zastępów, rycerz Światłości.
Zaś w czerń spowity, szpetny bliznami
Zwie się Abbadon, książę podłości.

Walczą. Szczęk mieczy grom przypomina,
Iskry błyskawic ostrza ze stali
Toczą, mrok nocy oręż przecina,
Gdy się mocarze w boju spotkali.

Chmura skrzydlata, płomień wcielony,
Tak bije Michał, Światła Prawica.
Cios, i Abbadon  w ramię trafiony
Sztychy odpiera jak błyskawica.

Zwarli się. Charczą bojowe konie,
Cofa się anioł w czernie spowity.
Żołnierz Światłości już laur na skronie
Niemalże wdziewa, sił niespożyty.

Okrzyk się wielki z ust mu wyrywa
I z lwim tym tykiem śmiało uderza,
Wraży Abaddon walkę przegrywa,
Zmiażdżony dłonią cnego rycerza.

Lecz nagle cóż to? Płaczcie, Niebiosa!
Skrzydlaty heros w siodle się chwieje,
Blednie i słania pod strasznym ciosem.
Którzy ufacie, zbądźcie nadzieję!

We krwi i pocie skąpany Abaddon
Miecz triumfalnie w górę unosi.
Michał, skrzydlatych chluba i radość,
Wali się z konia, o łaskę nie prosi. 

 Maja Lidia Kossakowska "Zbieracz burzy"

To fragmenty z książki, którą ostatnio czytałam i która nie była lekturą. Nie mam przygotowanego nic konkretnego, a to miałam już zapisane od dłuższego czasu, myślę, że teraz jest dobry moment by to wykorzystać. Wydaje mi się, że tekst jest warty pomyślenia nad nim chwilę i odniesienia go do swojego życia, pomimo tego, że książka poetycka za bardzo nie była. I tekst też się nie wydaje zbyt głęboki. Chyba, że to mi już padło na głowę od 8 polskich w tygodniu i wszędzie doszukuję się możliwości interpretacji. Myślę, że w piątek lub sobotę bardziej się postaram napisać coś spójnego i treściwego, dziś się wyręczam gotowcem. 

LOVE, M <3

niedziela, 17 listopada 2013

Cuda się zdarzają

Hi!
Jeszcze dwa dni temu nie napisałabym słów z tytułu. Do tej pory wyznawałam zasadę mnie więcej brzmiącą tak: Wszystko jest możliwe, ale cuda się nie zdarzają, a niektóre rzeczy są bardziej prawdopodobne niż inne. Dodatkowo nie wierzyłam w przypadki, chyba, że takie, które szczegółowo zaplanowałam, a w sumie byłam w tym całkiem niezła. Ale większa część mojego myślenia poszła się kąpać. Bo kurna jak nie nazwać cudem tego, że udało się znaleźć dla mnie partnera na półmetek na dzień przed, a ja go poznałam jakieś 20 minut przed i najlepsze jest to, że jeszcze się całkiem dobrze bawiłam. Zdjęcia będą dopiero za tydzień lub dwa chociaż nie jestem przekonana co do tego, żeby one ujrzały światło dzienne. Chyba, że fotograf lepiej zna się na przerabianiu zdjęć niż ich robieniu. Pozytywnie! Tylko mam w tym tygodniu dwa sprawdziany z historii, muszę zaliczyć sprawdzian i kartkówkę z matmy, a i jeszcze dwie kartkówki z lektur z czego "Pana Tadeusza" jeszcze nie zaczęłam czytać. Ale i tak jest dobrze. Niedługo Boże Narodzenie, ponad miesiąc ale szybko zleci, mam nadzieję.



piątek, 15 listopada 2013

Najlepsze lekarstwo na bezsilność

... oprócz płaczu.
Cóż, mój humor od ponad tygodnia nie wiele się zmienił. Jestem zła i wgl lepiej się do mnie nie zbliżać. Kojarzycie taką reklamę środka uspokajającego, w której kobieta ma kolce? To ja mniej więcej też się tak czuję, chociaż nie może bardziej jak jeż. Ale ile można się nad sobą użalać? Nie znoszę tego, ale czuję się bezsilna wobec realiów rządzących światem. W sumie jeszcze się jakoś trzymam tylko dzięki kawie i herbacie, bo z nerwów nie mogę jeść. A pocieszające bywa picie w ciekawych kubeczkach, które uwielbiam. 







środa, 13 listopada 2013

Żeby pisał się przyjemniej

Hej!
Dalej siedzę i piszę. Mam prawie 9 stron, a zostały mi dwie kropeczki do uwzględnienia no i coś czego chyba nikt nie lubi czyli zakończenie- wnioski chociaż już w sumie mam na nie pomysł. Ostatnio przed laptopem spędzam po 5 godzin jak nie więcej jako usiądę koło 12 to z przerwami piszę do ok. 21. Dlatego, aby lepiej mi szła praca umilam sobie czas muzyką. Nie mam ochoty jednak co 3 minuty zmieniać piosenki dlatego posiłkuję się ścieżkami dźwiękowymi z filmów. A oprócz tego Requiem Mozarta. Tak wiem, że to msza żałobna, ale jakoś tak dobrze mi się myśli jak tego słucham. 

Byłam wczoraj z K. na tym filmie, ja byłam pierwszy raz ona 3. I nie chcę tu dodawać wszystkich, ale słucham na zmianę muzyki ze wszystkich filmów na podstawie komiksów Marvela.
I jedyna piosenka, dla której nie szkoda mi czasu i mogę przerwać pisanie. 

LOVE, M <3

niedziela, 10 listopada 2013

Miejsce przyjemne

Hello!
Trochę mam problemów z ogarnianiem bloga, bo i trochę mam z ogarnianiem życia. Wspominałam, że poszukuję partnera na półmetek i kolega się znalazł, ale w czwartek napisał mi, że jednak nie da rady. No pięknie, nie mam szans znaleźć kogoś przez tydzień, więc chyba pójdę z młodszym bratem. Niby problem rozwiązany, ale nie wiem czemu przez tę sytuację zaczęły nachodzić mnie różne myśli związane z tym jak ludzie mnie traktują i doszłam do niezbyt dobrego dla mnie związku- ludzie mnie olewają, bo ja sama im na to pozwalam. Na szczęście moje załamania nie trwają zbyt długo, popisałam z K., która potem też miała problem i w sumie dobrze zrobiło mi poczytanie tego jak ona się czuje. 
A dzisiejsza notka miała być o mojej rozprawce na olimpiadę, której mam po dziurki w nosie. W związku z tym, że w moim mieście znalazłam aż 1 książkę do wypożyczenia, a dwie w czytelni, moja mama pouruchamiała kontakty i mi wydawało się, że chyba cała rodzina wie o sprawie, a jakaś część sąsiadów również. Przez to miałam tak, że jak ktoś wspominał o książkach to ja dostawałam nerwicy. Ale w sumie przez to pojechałam do Warszawy i to był bardzo, bardzo przydatny wyjazd. Gdyby nie on to nie miałabym szans przygotować pracy na poziomie jakimkolwiek. A temat mojej pracy to: Topos miejsca przyjemnego (locus amoenus) w literaturze epok dawnych: postacie i funkcje. Nie wydaje się straszne co? Ale zapewniam, że jest. Mam przygotowane kilka kartek notatek, które leżo po mojej lewej stronie, po środku jest laptop, a po prawej po całym pokoju porozwalane są książki. I jak wygląda moja praca? Zaglądam do notatek, a okey, teraz powinnam napisać o tym i o tym, to piszę jakieś słówko wstępu, a potem zaczyna się najgorsza część czyli poszukiwanie w wybranych przeze mnie utworach potwierdzenia tego co napisałam. A najlepsze jest to, że wcale mogę tego nie znaleźć, ale mam tyle antologii, że po prostu dobieram sobie kolejny utwór, w którym to co mi potrzeba się pojawia. Potem muszę tylko zamieścić ładny cytacik w tekście dodać do niego przypis i napisać jaką to co napisałam ma funkcję względem toposu. Jeśli dalej nie wydaje się straszne to ja zapewniam, że jest i to bardzo, nawet dla mnie, bo szukanie odpowiednich cytatów zajmuje strasznie dużo czasu. Jak by kogoś interesowało co dokładnie muszę zrobić to zapraszam <tu>.

Zapracowana i zdenerwowana, M <3

czwartek, 7 listopada 2013

Koniec języka za przewodnika

Hi!
Dziś wracam do domu, ale dopiero po południu więc czeka mnie  praktycznie cały dzień nudzenia się, a i wątpię czy podróż do domu będzie ciekawa. A to wszystko w przeciwieństwie do dnia wczorajszego i przedwczrajszego. Chociaż chyba jednak wczoraj był bardziej strasznie. We wtorek znajomy profesor cioci mnie pilnował, z nim dojechałam do Warszawy i na uniwersytet, potem też tą samą trasą wróciliśmy. W sumie to specjalnie tak rozplanowałam sobie czytanie, żeby nie robić wszystkiego na raz, wrócić następnego dnia, a we wtorek wrócić z panem profesorem. Niestety wczoraj pan profesor nie miał zajęć więc całą trasę musiałam odtworzyć sama. I z dotarciem na UW problemu nie było, pan profesor Aleksander od biblioteki zaprowadził mnie tam gdzie dania poprzedniego i zostawił. Trzy godziny spędziłam nad jedną książką czytając i robiąc notatki. Gdy skończyłam poszłam pożegnać się i podziękować  panu Aleksandrowi i powinnam była wsiąść do autobusu na przystanku naprzeciwko bramy na uniwersytet. Ja ja uznałam, że skoro już tu jestem to się przespaceruję i najwyżej pójdę na następny przystanek.  Ale gdy zobaczyłam ilu ludzi jest w autobusie to odechciało mi się jechać i postanowiłam przejść się aż do kolejki. Nie przewidziałam tylko jednego, że przyjdzie mi 40 minut kręcić się po przejściach podziemnych. Był już moment gdy byłam naprawdę przerażona, bo widziałam budynek do którego powinnam iść, ale nie wiedziałam jak, bo na powierzchni nie było pasów, a oznaczenia wyjść pod ziemią niewiele mi mówiły. W końcu dotarłam do przystanku autobusowego, na którym wsiadałam wcześniej i od tego punku już prawie bez problemów dotarłam na kolejkę. To taka lekcja przetrwania, którą w sumie sama sobie zgotowałam, na własne życzenie, ale było to dość pouczające doświadczenie. A tytuł notki to kolejne powiedzonko mojej mamy, którym mnie uraczyła jak się dowiedziała o planie samotnej podróży po Warszawie. 
Trzymajcie się, M <3

wtorek, 5 listopada 2013

Tydzień z telefonem

Hej!
Trochę się zapuściłam w pisaniu, ale to przez podróż do Warszawy, wczoraj byłam padnięta, dopiero teraz mam chwilę spokoju. A ta wycieczka tak w środku tygodnia oczywiście w celach naukowych, przytransportowałam się tu do Biblioteki UW. Ale o przygodach tam może w następnym poście, bo to w sumie dość ciekawe. 
Na dzisiaj, a w zasadzie to już na wczoraj miałam przygotowane zdjęcia z telefonu z poprzedniego tygodnia. Postanowiłam robić jak najwięcej zdjęć przez te 7 dni, w sumie wyszło ponad 30, ale ja wybrałam 12 do pokazania.Chciałam tak robić zdjęcia przez cały miesiąc, ale w sumie po tym  tygodniu o tym zapomniałam, jakoś nie jestem przyzwyczajona do tego, że telefon służy do czegoś więcej niż dzwonienie.














 /nauka na historię/ wąsaty kalendarz/ czytanie "Dziadów"/ przepiękny obraz w podręczniku do polskiego/ część książek na olimpiadę/ czytanie/ widok ze szkolnego okna/ wygoda w związku z posiadaniem laptopa/ kawa i ciastko z siostrą/ drzewa na osiedlu/ uwielbiam widok z mojego okna <3/

LOVE, M ,3







sobota, 2 listopada 2013

Życie jest...

...śmiertelną chorobą przenoszoną drogą płciową. Takim oto tekstem uraczyła mnie ostatnio moja mama, nie spodziewałam się po niej takich przemyśleń. Ja bym jeszcze dodała, że życie składa się z rzeczy, które powinniśmy robić. Tak na przykład jak powinnam teraz spać, powinnam znaleźć partnera na półmetek, powinnam kupić buty, również na półmetek, powinnam wziąć się za naukę angielskiego, powinnam czytać "Pana Tadeusza", powinnam przygotować się na historię, powinnam odpowiedzieć na tematy związane z pracę, powinnam iść jutro do Kościoła, powinnam posprzątać pokój, powinnam zabrać się za siebie, powinnam.... No i jak by się uparł powinnam jeszcze wiele rzeczy, tak wiele, że aż głowa boli.

Ale na razie ograniczę się do podziękowania Pat za spacer i motywację. <Nie napiszę>
Poza tym nic mi się nie chce. Ale powinnam postarać się jutro wszystko ogarnąć.


Zawsze ktoś będzie pamiętał. M.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...