czwartek, 31 lipca 2014

Morskie Oko

Hello!
Pomału będę tu pokazywała zdjęcia z kolonii. Dziś padło na te z Morskiego Oka. Byłam tam 3 lata temu - pogoda była cudowna. W tym roku poziom trudności był odrobinę wyższy, niestety pogoda, jak to w górach, postanowiła się zepsuć. Na górę wchodziliśmy w deszczu, ale przynajmniej w "deszczakach" było nam ciepło. Nad Morskim Okiem, na szczęście, się rozpogodziło i dobrze było widać zalegający jeszcze na górach śnieg. Za to zrobiło się zimno, ale nie wszystkim więc było od kogo pożyczyć bluzę. Jeszcze później, tak w połowie drogi w dół, żałowałam, że nie wzięłam okularów przeciwsłonecznych. Przydałyby się.




Moja obecna tapeta na laptopie ^^



O i ja ^^ Chyba nawet widać, że mam na sobie 3 bluzy. I mokre włosy.
Pozdrawiam, M <3

wtorek, 29 lipca 2014

"Moje serce, to jest muzyk...

...który zwiał z orkiestry,
bo nie z każdym lubi grać.
Żaden mu maestro nie potrafi rady dać.
Moje serce, to jest muzyk improwizujący,
co ma własny styl i rytm,
ale, gdy gorąco kocha, wtedy gra jak nikt."

Ewa Bem "Moje serce to jest muzyk"



Dziś będzie muzycznie, a nawet bardzo muzycznie. Postanowiłam napisać o piosenkach, które dużo znaczą w moim życiu. Ma to związek z moimi 18 urodzinami i chciałam je tu uczcić trochę mniej banalnie niż zdjęciami prezentów. Chociaż i tak to chyba zrobię, bo dostałam absolutnie fantastyczne rzeczy. 

Piosenki mojego dzieciństwa i takie, na których się wychowałam. Naprawdę niewielki wycinek tego, czego głównie słuchałam w podstawówce.
Za moją muzyczną edukację odpowiadała jedna z sióstr mojej mamy i to jej zawdzięczam mój obecny gust muzyczny. 

Gimnazjum. Równie niewielki wycinek co z dzieciństwa, bo wtedy słuchało się prawie wszystkiego, zanim wybrało się te najlepsze piosenki.
Three Days Grace Pain albo też na przykład Never too late
Najlepsza piosenka do śpiewania na karaoke - Goya - Smak Słów
W tym czasie sporo jeździłam na różne wycieczki i kolonie, a prawie każda taka wyprawa ma swoją piosenkę:  DJ Antoine vs Timati feat. Kalenna - Welcome to St. TropezLong&Junior - W muzyce trzeba jaj , Sabaton - Uprising

Liceum. Z tą muzyką, to nie jest tak, że słuchałam jednego zespołu, potem kolejnego i kolejnego. Ja raczej je do siebie dokładam, a ten podział czasowy wynika z okresu w jakim dany zespół odkryłam, bądź zaczęłam go intensywniej słuchać. Teraz jest już tego całkiem sporo, a pojawiają się jeszcze nowe piosenki i zespoły. 
Piosenka, która kojarzy mi się z półmetkiem Rudimental - Waiting All Night
Nie może też zabraknąć musicali
Upiór w Operze  - w wykonaniu Edyty Krzemień i Damiana Aleksandra

Jak już wspominałam, jest to niewielki wycinek mojej muzyki. Zastanawiam się nad studniowym muzycznym wyzwaniem, ale chyba jeśli się podejmę to od września. 

LOVE, M <3

niedziela, 27 lipca 2014

Bye, bye Ten

Hello!
Działam dalej z akcją propagowania Doctora Who i dziś zostawiam Wam kilka słów o 4 sezonie. 

Niestety żegnamy się w nim z Dziesiątym Doctorem. Ale zanim to nastąpi, mamy powrót Donny. Już od odcinka specjalnego w 3 sezonie ją pokochałam, a w czasie oglądania tego, tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to jedna z najlepszych postaci w serialu. To przyjaciółka Doctora, ale często ma zupełnie inne zdanie niż on, a co ważniejsze często udaje się jej postawić na swoim. Mówi co myśli i nie boi się działać. Takiego charakterku próżno szukać u innych postaci. 
Do odcinka Cisza w bibliotece, mamy względnie normalne przygody Doctora, jeśli w jego przypadku można mówić o normalności. Natomiast potem znowu jesteśmy przygniatani ilością emocji, których dostarcza nam serial. Jeśli ogląda się zbyt dużo odcinków na raz i jest tak uczuciowym człowiekiem jak ja, to może być problem z pozbieraniem się. Szczególnie, że każdy odcinek przybliżał nas do pożegnania z Ten. Dostaliśmy też kilka dodatkowych odcinków, żeby lepiej te pożegnanie znieść. Ale wcale nie pomogło.
Nie chciałabym tu smęcić, a musiałabym opisując wszystkie aspekty odejścia 10. Bo żegnamy się nie tylko z nim, ale z całą obsadą, praktycznie od pierwszego sezonu i ze wszystkim towarzyszami. Dostajemy rozwiązanie historii Doctora i Rose. Tak, tak oni się jeszcze spotkają, ale i tak już za dużo napisałam. 
Dziesiąty to zdecydowanie mój ulubiony Doctor i bardzo długo po nim rozpaczałam. Jeszcze te słowa, które wypowiada " I don't wanna go" zdecydowanie nie pomogły. Zabranie się za kolejny sezon też dużo czasu mi zabrało, ale o szczegółach następnym razem.

First face.                                                                                       Last face.


















Trzymajcie się, M <3

piątek, 25 lipca 2014

Wieliczka

Hello!
Mam całkiem sporo zdjęć z kolonii, ale pokazywanie ich tutaj postanowiłam zacząć trochę od końca. Do kopalni soli w Wieliczce zajechaliśmy już w drodze powrotnej i akurat było to dokładnie tydzień temu.






Wieliczka to było jedno z miejsc, które zawsze chciałam odwiedzić, a nigdy nie miałam okazji, więc jak przeczytałam o zwiedzaniu kopalni w programie koloni bardzo się ucieszyłam. A miejsce zrobiło na mnie jeszcze większe wrażenie niż się spodziewałam. Świadomość, że jesteś 100 metrów pod ziemią, otacza cie sól, a na dodatek solne posągi, pomniki, kaplice, ogromne hale. Poczułam się jeszcze mniejsza niż zwykle. Najbardziej niesamowite wrażenie, chyba nie zaskoczę nikogo kto tam był, zrobił na mnie Kościół św. Kingi. Szczególnie ten widok z drugiego zdjęcia, które nie oddaje ogromu tego miejsca. Podobnie jak i inne zdjęcia na przykład 4. Wolę się nie zastanawiać ile wysokości miała ta sala. Drugim aspektem kopalni były żyrandole. Tak, jak bym, nie miała się czym zachwycać, ale tworzyły taki lekko baśniowy klimat. Przewodnik też o to dbał, bo tylko opowiadał nam o Soliludkach i innych soli-rzeczach, co w sumie było całkiem zabawne. Bo fakt, że oprowadzał grupę w wieku 14+ nie miał żadnego znaczenia. Szkoda, że widzieliśmy tak mało, jestem pewna, że to moja nieostatnia wizyta tam. 

Trzymajcie się, M <3

środa, 23 lipca 2014

Wcale nie grzmi, tylko nam się wszytskim wydaje

Hello!
Tuż po powrocie z koloni rzuciłam się na  książkę Andrzeja Sapkowskiego "Sezon burz". A w tytule notki wykorzystałam tekst, powtarzany przeze mnie gdy tylko pogoda w Zakopanym się zepsuła i zaczynała się burza. Której wcale się nie boję. 
Fanką wiedźmina jestem od podstawówki, ale wtedy nie za bardzo rozumiałam co czytam. Dopiero gdy wróciłam do serii w gimnazjum dostrzegłam i pokochałam niuanse, intrygi i styl pisania pana Sapkowskiego. Dlatego, gdy usłyszałam, że wychodzi kolejna książka, byłam bardzo, bardzo zadowolona. Jej akcja toczy się przed opowiadaniem "Wiedźmin", na końcu dowiadujemy się o strzydze. Która mogła też być śpiącą królewną czy łabędziem. Do wyboru do koloru. Ale sam epilog to jeszcze inna bajka. 
Mogłabym się rozwodzić nad językiem i stylem, który bardzo mi odpowiada, pomimo wyrażeń uznawanych powszechnie za obelżywe. Chciałam zacytować krasnoluda, ale jednak moje ulubione krasnoludowe zawołanie, nie wpisuje się w wysoką kulturę języka. Książkę czyta się bardzo szybko, lekko i przyjemnie. Akcja goni akcję. I to dobrze, bo nie ma czasu zastanawiać się nad brakiem głębi i tak przeze mnie kochanych intryg. Cóż, fabuła kuleje. Delikatnie mówiąc. Pozbawiony mieczy wiedźmin (nie zostawia się ich w podejrzanych strażnicach) lata na posyłki czarodziejów, w sumie nie wiadomo ani po co ani dlaczego. Może miała na to wpływ Koral, rudowłosa, lubująca się w zielonych strojach, lekko sadystyczna, czarodziejka. Nie wiem. Ale charakterystyka bohaterów kuleje. Pomijam wiedźmina, który jeszcze nie jest doświadczony przez życie, sam jednak mówi, że podejmuje same złe decyzje i generalnie wszystko idzie źle. Najbardziej cierpi Jaskier. Zamiast być bardem i poetą jest irytującym prostakiem. Nie mam pojęcia, jak się udało taki efekt osiągnąć, ale niestety taki jest mój ogólny odbiór tej postaci, w tej książce. W pozostałych raczej ją bardzo, bardzo lubię. 
Warto jeszcze wspomnieć o wątku lisicy. Najbardziej wiedźminowskim w całej książce. Jako jedyny przywodził na myśl inne zadania czy doświadczenia Geralta. Szkoda, że nie został jeszcze bardziej rozbudowany, ale chociaż on jeden był przemyślany od początku do końca. W przeciwieństwie do irracjonalnego zatopienia miasta, tego nie jestem w stanie zrozumieć. 
Przed napisaniem tej recenzji przeczytałam kilka innych. Były średnio pochlebne, ale i moja nie słodzi. Choć po przeczytaniu epilogu mogłabym mieć na to ochotę. Zakończenie cyklu wiedźmińskiego bardzo, ale to bardzo mi się nie podobało. Bardzo. Ale epilog "Sezonu burz" to taki plaster na serce. I to cudownie nieprzypadkowe imię Nimue. 

 
Piosenka powiedzmy, że wpisuje się w temat, bo jest z filmu. A poza tym po prostu mi się podoba.

Dziś Dzień Włóczykija, pozdrawiam, M <3

poniedziałek, 21 lipca 2014

Sezon 3

Hello!
Lecimy dalej z postami dotyczącymi Doctora Who, dziś moja opinia o 3 sezonie. 

Możne zacznę od tego, że nie lubię i nigdy nie polubię Marthy. Nie ma takiej opcji. To chyba najbardziej irytująca towarzyszka Doctora ze wszystkich. Nie wiem czemu, zdecydowano się na postać o takim charakterze i sposobie bycia, dla Doctora, który dopiero co pożegnał się z Rose. Zwykle takich odtrąconych postaci jest mi szkoda, ale Marthy nie. Czy naprawdę tak trudno było jej zrozumieć, że Doctor potrzebuje przyjaciela i wsparcia, a nie szuka dziewczyny? 
Towarzysze Doctora mają ogromny wpływ na odbieranie całego świata przedstawionego w danym sezonie. Marthcie nie udało się zyskać mojej sympatii, ale w pierwszym odcinku tego sezonu, konkretniej w odcinku świątecznym, poznajemy Donnę, którą pokochałam już od tego momentu i kochała będę zawsze. Cały sezon przetrzymałam tylko dlatego, że wiedziałam, że w następnym to ona będzie towarzyszką Doctora.
Do trzeciego sezonu należy też, przez wielu uznany za najlepszy odcinek Doctora Who, epizod o tytule Blink. Co prawda samego Doctora nie ma w nim za wiele, ale poznajemy Płaczące Anioły- kamienne posągi, których metodą eliminacji wrogów jest przenoszenie ich w przeszłość i żywienie się energią, którą to przeniesienie wywołuje. Gwarantuję, że po obejrzeniu tego odcinka na żaden posąg, pomnik czy rzeźbę nie spojrzycie tak samo. A bardziej subiektywnie jednym z lepszych odcinków był też ten z Szekspirem. I tak tylko dlatego, że Szekspir.
 Gify i zdjęcia oczywiście z tumblra. 

LOVE, M <3

sobota, 19 lipca 2014

Będziesz w szoku przez pół roku!

Hello!
Jestem z powrotem! Powinnam napisać wypoczęta, ale wakacje w górach są dość wyczerpujące, zarówno fizycznie (tyle chodzenia i innych atrakcji, choć nie żeby mi to przeszkadzało) i psychicznie (kocham góry, tak trudno jest mi je opuszczać, poza tym, poznałam tylu świetnych ludzi i to z wielu zakątków Polski, a zawsze rozstania są trudne). Spanie w autokarze też jest męczące więc cały dzień odsypiałam podróż. I pewnie będę to robiła jeszcze z tydzień. Tytuł notki to napis z kapselka od tymbarka, którego kupiłam na drogę powrotną, uznałam, że jest świetnym podsumowaniem kolonii. Ale teraz chcę tylko pokazać kilka rzeczy, które kupiłam, bądź dostałam z Zakopanego. 


 Zbieram pocztówki, a w tym roku wymyśliłam sobie, że chcę mieć czaro-białe. I udało się znalazłam. Misiaczki natomiast dostaliśmy od kadry kolonijnej. Mniejszą owieczkę za zajęcie 3 miejsca w konkursie czystości (kto był na koloniach, wie o co chodzi), a większą jako pamiątkę tych konkretnych kolonii. A do tego zaszalałam i kupiłam sobie frotki, we wzór a'la chusta i w moich ulubionych kolorach. 
 Pierwszy raz byłam w Wieliczce i pewnie za kilkanaście dni, pojawi się notka dotycząca tego miejsca.
Po powrocie czekała mnie miła niespodzianka- kartka z nad morza od Pimeys. 


Chciałabym jeszcze podziękować za wszystkie wejścia i komentarze pozostawione podczas mojej nieobecności, a teraz chyba lecę spać, M <3

czwartek, 17 lipca 2014

Jak wygodnie przechowywać kolczyki

Hello!
Notka o takim temacie powinna  była pojawić się gdzieś obok notki dotyczącej pakowania, nawet powstawały w podobnym czasie, ale wyszło inaczej. Jest to pomysł jak samemu wykonać podstawkę do kolczyków, żeby wygodniej je przechowywać, a także zabierać ze sobą.

 Za przykład posłużył mi kartonowy środek z pudełka prezentowego. Zdjęłam z niego kolczyki i odrysowałam na białym kartonie. Wykorzystałam kartkę ze starego kalendarza.

 Po odrysowaniu i wycięciu pozaginałam w odpowiednich miejscach przy pomocy linijki.

Potem odmierzyłam miejsca w których powinny być dziurki i zaznaczyłam miejsca ołówkiem, tak, aby pasowały do konkretnych kolczyków. 
Przy pomocy dwóch igieł: cienkiej i ostrej oraz grubej i tępej (takiej do wyszywania) przebiłam zaznaczone miejsca.



I gotowe!

Pozdrawiam, M <3


wtorek, 15 lipca 2014

Doctor&Rose

Hello!
Ja zażywam górskiego powietrza, z dala od cywilizacji, ale nie zapominam o blogu. Nie chcę udawać, jestem leniem, dlatego dziś zbiór uroczych obrazków i gifów z 10 Doctorem i Rose. Ja jestem ich absolutną fanką. Jeśli ktoś nie ogarnia, o co w tym wszystkim chodzi to jest to po prostu cudna para, ale (przynajmniej, póki co) o smutnym, rozrywającym serce rozstaniu. Nie wybierałam jednak tych rozdzierających obrazków, tylko te bardziej urocze. Jak ja uwielbiam to słowo. I idealnie oddaje ich charakter.














za źródło słodkości jak zwykle robił tumblr
 LOVE, M <3

niedziela, 13 lipca 2014

Nowe nabytki książkowe

Hello!
Ja w tej chwili zapewne odpoczywam w hotelu po całodziennym korzystaniu z atrakcji Zakopanego. Nie przepadam za planowaniem postów, ale akurat ten daje mi możliwość pokazania Wam rzeczy, o których jeszcze tu nie wspominałam, bo nie za bardzo miałam na to czas.

 Chyba na początku czerwca w Biedronce była dość duża wyprzedaż książek. Liczyłam, że kupię coś bardziej do czytania, ale do domu wróciłam z albumami o malarzach. Najbardziej jestem zadowolona z tego o Vincencie.
 To książki, które dostałam na zakończenie roku. Pierwsza za udział w olimpiadzie, chyba to widać, a druga za średnią. Zwykle takie książki odstawia się na półkę, bez zaglądania do nich, ale szczególnie pierwsza, na pewno mi się przydadzą.
Uwielbiam mitologię, a tę złapałam również w Biedronce.

Trzymajcie się, M <3

piątek, 11 lipca 2014

Sezon 2, płacz i zgrzytanie zębów

Hello!
Już zapewne rozpakowałam się i zaczęłam korzystać z uroków pobytu na koloniach, ale tak jak wspominałam mam przygotowane kilka postów na czas, gdy mnie nie będzie. Dziś kontynuujemy Wakacje z Doktorem wpisem poświęconym sezonowi drugiemu.
 
Zacznę od tego, że Dziesiąty Doctor jest moim ulubionym, a Rose to moja ulubiona towarzyszka. Dlatego sezon 2 bardzo mocno przeżywałam. A także dlatego, że przypadkiem jeszcze przed jego rozpoczęciem wyczytałam niechcący jak się skończy i wszędzie doszukiwałam się oznak nadchodzącej tragedii. Można określić ją jednym słowem-kluczem Torchwood, organizacji-instytutu, który przysporzył Doctorowi wielu problemów. I doprowadził do dramatycznego finału. 
Ale cały drugi sezon ma chyba jakiś specjalny papier, na wywoływanie w widzach skrajnych emocji i to w ciągu zaledwie 45 minut. Choć w większości jest to bezdenny smutek, że skończyło się jak się skończyło choć mogło inaczej, że w ogóle się skończyło, że ktoś nie zdążył, ale także pokazuje siły miłości, przyjaźni i to, że jeśli się chce można wiele. Jednak nawet to wypada blado przy całym ogromie dramatycznych uczuć w finale. Poleca się skorzystanie z pomocy psychologa lub innego specjalisty od zdrowia psychicznego, bo po drugim sezonie zdecydowanie potrzeba czegoś więcej, niż tylko melisa na uspokojenie.


 













Osoby, które silnie przywiązują się do postaci, mają słabe nerwy i nie lubią płakać chyba nie powinny oglądać drugiego sezonu, bo może skończyć się to bankructwem przez kupowanie dużych ilości chusteczek higienicznych. Wydaje mi się, że przypadkiem mocno Was wystraszyłam, ale udało mi się nie napisać przyczyny tych wszystkich emocji i uczuć. Jak już ją poznacie przestaniecie się dziwić. 



Pocieszające jest to, że wbrew pozorom to nie do końca koniec. Niektóre wątki będą poruszane w następnych sezonach, ku mojej wielkiej radości.
Obrazki, jak zwykle pochodzą z tumblra.
Trzymajcie się, M <3
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...