niedziela, 29 maja 2016

"Shigatsu wa Kimi no Uso" & "Norn9"

Hello!
"Shigatsu wa Kimi no Uso" było swego rodzaju fenomenem a od takowych trzymam się raczej z daleka. Z drugiej strony jednak anime o muzykach siedziało mi z tyłu głowy i zastanawiałam się skąd taka popularność. Postanowiłam sprawdzić.


"Shigatsu wa Kimi no Uso"
Arima Kousei to geniusz fortepianu. Od wczesnego dzieciństwa otrzymywał nauki od matki, co pozwoliło mu osiągnąć niespotykaną precyzję w graniu i wygrać wiele muzycznych konkursów w Japonii. Jednak wszystko uległo zmianie po śmierci jego matki i mentorki. Dręczony widmem jej surowej dyscypliny, Kousei przestał słyszeć własną grę i rzucił to zajęcie. Od tego czasu spędza swoje zwyczajne szkolne życie z przyjaciółmi: Tsubaki Sawabe oraz Ryoutą Watarim.
Pewnego kwietniowego dnia Kousei spotyka piękną dziewczynę, Kaori Miyazono, grającą na harmonijce klawiszowej w tamtejszym parku. Okazuje się, że to skrzypaczka, która przeniosła się do szkoły głównego bohatera. Chłopiec jest zauroczony jej beztroskim, naturalnym podejściem do muzyki, jak również samą osobą dziewczyny. Czy narodziny nowego uczucia pomogą przezwyciężyć mu własną słabość i wrócić do świata muzyki?
(shinden.pl)


Pierwsze trzy-cztery odcinki były ciekawe i zapowiadało się dobrze. Do czasu. Koło siódmego zaczęło być nudno. Niepotrzebnie porozciągane wątki na 2-3 lub więcej odcinków, rozbudowane historie postaci trzecioplanowych, a całość niesamowicie przegadana. I może byłoby to do przeżycia, gdyby nie to, że w kółko i ciągle było wałkowane to samo. Jeśli do jakiegoś motywu udało się nie wracać przez 2 kolejne odcinki to był cud. Chyba, że zapominano o czyś co było ważne jeszcze odcinek wcześniej i nie pojawia się już więcej. Poza tym jak na anime o 14 latkach jest momentami zbyt patetyczne. I postaci zdecydowanie za dużo płaczą.


Główny bohater przechodzi fazy: na początku można go nawet polubić, momentami mu się współczuje, ale potem stopniowo i nieubłaganie zaczyna być coraz to bardziej wnerwiający. Jeszcze gorzej jest z bohaterką - jej się nie lubi ani przez sekundę, od początku jest irytująca ponad przeciętną. Naprawdę śledzenie losów tej dwójki to udręka. Dużo ciekawiej wypadają ich przyjaciele  Tsubaki  i  Watari, z tym że pseudo wątek romansowy - czworokąt - jest jednym z najgorszych jakie widziałam. 


Smutne jest to, że anime w drugiej części, mniej więcej po 10 odcinku, zupełnie już zgubiło swoją pierwotną oryginalność i zaczęło plątać się w zeznaniach, jakby ktoś zgubił na nie pomysł, a musiał zrobić kolejne 12 odcinków. "Shigatsu wa Kimi no Uso" byłoby świetnym anime, gdyby tylko było krótsze. Poza tym jest dość przewidywalne. Jeden element zakończenia mi się spodobał, ten który przewidziałam, natomiast zaskoczył mnie inny, ale niestety bardzo negatywnie, bo stawia główną bohaterkę w bardzo złym świetle, jako jeszcze bardziej samolubną postać, a do tego jeszcze dodaje jakiegoś pseudo mistycyzmu i przeznaczenia do całej historii. Zbyt się to zrobiło sentymentalne. Ale miło było posłuchać Chopina.


"Norn9:Norn+Nonet"
Historia ta rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Sorata Suzuhara, uczeń podstawówki pochodzący z trwającej obecnie w Japonii epoki Heisei, doświadcza przeskoku czasowego. Trafia do nieznanego miejsca wyglądającego jak miasta z okresu Meiji lub Taishou, które widział w swoich podręcznikach. Spotyka tam różowowłosą Koharu, obdarzoną specjalną mocą, wraz z którą dołącza do składającej się jeszcze z dwóch dziewczyn i dziewięciu chłopaków załogi statku Norn - olbrzymiego globu unoszącego się w powietrzu, zmierzającego do czegoś, co nazywają Światem. (shinden.pl)


"Norn9" wisiało sobie w zakładkach 'anime do obejrzenia' i prawdopodobnie nawet planowałam oglądać je na bieżąco na początku roku, bo to tytuł ze stycznia, ale o nim zapomniałam. I teraz po obejrzeniu też o nim raczej dość szybko zapomnę, bo dość lekkie i raczej mało ambitne anime. Po pierwsze opis jest wyjątkowo mylący i zapowiada coś zupełnie innego niż dostajemy. Nie Sorata jest głównym bohaterem, tylko Koharu główną bohaterką, ale faktycznie żyją na latającym statku.


Do 8 odcinka nic się nie dzieje. To znaczy poznajemy postaci, widzimy jakie są pomiędzy nimi relacje i jak się one rozwijają, ale nie ma wydarzeń jako takich. Do tego trzeba mieć talent, aby w 12 odcinkowej serii zrobić odcinek będący totalnym zapychaczem. A potem nadchodzi 8 i się dzieje. Z tym, że potencjał wydarzeń jest zupełnie niewykorzystany. Do tego są one, nawet jak na anime, wyjątkowo mało logiczne i wyjaśnione. Poza tym całe anime jest naiwne jak główna bohaterka i ogólnie jest jedną wielką opowieścią o miłości. I pomimo całego braku akcji, ponieważ postaci są na tyle ciekawe, choć określa je jedna cecha charakteru, dość mocno zaangażowałam się w oglądanie emocjonalnie. A zakończenie jest więcej niż przewidywalne, szczególnie jeśli uważnie ogląda się opening.


Poza tym bohaterowie wyglądają nieco jak postaci z  "Diabolic Lovers" i "Dance with Devils"  
to znaczy wydają się być przezroczyste. Ale studio odpowiedzialne za "Norn9" nie ma nic wspólnego z tymi dwoma tytułami, choć wszystkie trzy anime powstały na podstawie gier. 

4 komentarze:

  1. Anime zapowiadało się całkiem ciekawie, jednak szkoda, że są tak przewidywalne i nijakie. Wolałabym obejrzeć chyba coś innego, żeby rozpocząć swoją przygodę z anime :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze znam i wciąż oglądam, drugie zainteresowało mnie tematyką, ale widzę, że nie ma co się na nie porywać. ;) Ostatnio obejrzałam pierwszy odcinek One-Punch Man i to chyba będę kontynuować, tym bardziej, że krótkie. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli..kolejne anime do nadrobienia. Tylko kiedy ja to wszystko obejrzę?:D

    OdpowiedzUsuń

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...