piątek, 22 marca 2019

Culture Content

Hello!
Jakiś czas temu zgłosili sie do mnie organizatorzy czy też zespół Culture Content, którzy zapytali, czy nie napisałabym o ich projekcie na blogu.


Napisałabym, tym bardziej, że wspominali coś o happeningu, a nie po to spędziłam cały semestr ucząc się i organizując happenieng, żeby teraz tej wiedzy nie wykorzystać. Przynajmniej tyle mogę. Wymaglowałam trochę organizatorów w mailach, bo jak mam coś napisać na blogu, chociaż nie podpisuję tego nazwiskiem to podchodzę do tego bardzo poważnie i dziś prezentuję Wam, co myślę o ich happeningu. Który odbył się 19 stycznia i polegał na rozdawaniu uloteczek z sentencjami dotyczącymi kultury europejskiej.


I ktoś by mógł pomyśleć: uloteczki z pojedynczymi zdaniami? Słabo. Sam bym wymyślił coś lepszego. Otóż obawiam się, że prawdopodobnie nie, bo nawet nie chciałoby ci się nad tym zastanawiać. A organizatorom się chciało - wymyślać, wybierać, drukować. A po drugie, jeśli się czegoś naprawdę dowiedziałam na zajęciach z happeningu to, to że im prostszy happening tym lepszy (a mój osobisty ulubiony happening to 4'33'' Johna Cage'a - geniusz i prostota w czystej postaci). Inna sprawa, że happeningi robi się po to, aby je robić. Co nie znaczy, że samo działanie - w tym przypadku rozdawanie tych sentencji - jest bez sensu tylko, że równie ważny, w sumie ważniejszy jest proces, który prowadzi do momentu ich rozdawania.


Nie wspomniałam o jeszcze jednej ważnej sprawie. Organizatorzy zrekrutowali wolontariuszy w 9 państwach poza Polską i współpracowali z nimi w celu rozdania sentencji. Tym samym stworzyli międzynarodowy happening, dzięki któremu w różnych zakątkach świata można było przeczytać ciekawostki o kulturze europejskiej. Trochę się dowiedzieć, trochę się pośmiać, bo niektóre są całkiem zabawne, trochę odkryć swoją niewiedzę, bo niektórymi sama byłam zaskoczona. A najlepsze jest to, że jestem pewna, że gdyby zapytać osoby w innych krajach, to pomyślałyby one o zupełnie innych zdaniach niż ja, gdy pisałam powyższe zdania. Wśród ciekawostek były też cytat.Cytaty są dobre na wszystko.

Culture Content to projekt, czy też instytucja pozarządowa, stworzona i działająca w ramach Zwolnionych z Teorii. Organizatorzy mają od 16 do 18 lat. Życzę im wiele zapału i chęci w kontynuowaniu działań i żeby mieli na to wiele czasu. 

Pozdrawiam, M




środa, 20 marca 2019

Wiosna 2019

Hello!
Dziś pierwszy dzień wiosny! Albo jutro! Zależy kto, co woli. Ja w tym roku wolę dwudziestego marca. Tym samym prezentuję zestaw tegorocznych wiosennych zdjęć stockowych!

PS Kwiaty są piękne, ale męczące, gdy 99/100 zdjęć szukanych po haśle wiosna to są po prostu zdjęcia kwiatów. 









LOVE, M

poniedziałek, 18 marca 2019

Daily Blog - Życie codzienne studentki filologii polskiej - weekendowe dopowiedzenie

Hello!
Dopowiedzenie o tym, co robię w dni, gdy nie mam zajęć na uczelni, miało pojawić się już w poprzednim semestrze, ale z jakiegoś powodu się nie pojawiło, dlatego nie mogłam odpuścić opisania tej ważnej części tygodnia w tym semestrze.



Jak czytaliście w poprzednich wpisach teoretycznie na uczelni spędzam 3 dni. Praktycznie 5-6. A dokładnie 3 dni spędzam na wydziale filologicznym, a dodatkowe dni w bibliotece. Moją miłość do Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego wyrażam często i wylewnie na Instagramie od mniej więcej czasu, gdy pisałam swój pierwszy licencjat. W tym roku robię tam zasadniczo to samo: zbieram materiały, szukam i piszę pracę. Ale opiszę to bardziej dokładnie.

Czwartek

Postanowiłam jednak trochę odpuścić naukę i czytanie i trochę poćwiczyć. Co w praktyce oznaczało, że: pojechałam do BUGu wypożyczyć już chyba ostatnie książki do licencjatu (chociaż twierdzę, że nie będzie tam więcej książek od początku marca, a cały czas pojawiają się nowe), zaszłam do biblioteki humanistycznej na wydziale odebrać książki, które zamówiłam dzień wcześniej (też oczywiście do licencjatu) i zostałam jeszcze przykładem dobrej studentki dla jakiś dziewczyn, które poszły do biblioteki, nie wiedząc, co chcą wypożyczyć. 
Po czym zamiast wsiąść w tramwaj, postanowiłam wrócić na piechotę. Od UG do mojego akademika jest osiem kilometrów, ich przejście zajmuje mi maksymalnie 2 godziny, zwykle mniej. Ale nie jest to moja bardzo częsta trasa spacerowa. Gdy wróciłam już nie zajmowałam się niczym poważnym, prawdopodobnie oglądałam któryś z dokumentów, o których ostatnio pisałam. 



Piątek

Gdy szukałam książek w środę wieczorem, znalazłam jeszcze kilka, których nie mogłam wypożyczyć w czwartek, bo udostępnione są tylko w czytelni. Planowałam tylko do nich pozaglądać i niespecjalnie skupiać się na ich opracowywaniu, bo miałam do zrobienia prezentację na prawo.
Bardzo się myliłam, sądząc, że zrobię tę prezentację. Gdy zebrałam te książki, do których miałam tylko zajrzeć okazało się, że jest ich bardzo dużo. Nawet pokazywałam je na Instagramie, ale to tyko część dotycząca Korei Północnej, a miałam ich więcej. Ostatecznie spędziłam, czytając i opisując, jakieś 6 godzin i gdyby nie to, że w pewnym momencie już prawie nie rozumiałam, co czytam i byłam bardzo głodna to zostałabym tam dłużej. Wypożyczyłam też jeszcze 2 książki. Z każdym dniem mam wrażenie, że ja tego licencjatu nie skończę jak będę tak robiła. 

Sobota

Trzeba było zrobić tę prezentację w końcu! Nie żeby to było wielkie wyzwanie, ale trzeba było jechać i to zrobić. I tak w ramach dopowiedzenia, jak już skończę pisać licencjat albo nie będę miała kolejnej środy wolnej (jak wiecie środy to taki poniedziałek do sześcianu z zajęciami, na które bardzo muszę się przygotowywać) - w tę jest święto UG/dni otwarte i mamy dzień rektorski więc odpadło mi czytanie na zajęcia - to w te dni wolne będę jeździła do BUGu opracowywać teksty i opracowania na zajęcia. Muszę też zrobić jeszcze jedną prezentację i prawdopodobnie będzie to musiała być najlepsza prezentacja jaką kiedykolwiek zrobię więc myślę, że przynajmniej jeden weekend będę musiała jej poświęcić. 
Po zrobieniu prezentacji, wróciłam i zajęłam się jednym zadaniem do pracy, niebędącej moją pracą licencjacką, ale na razie nie mogę za wiele o niej napisać. 



Niedziela

Nawet przy mojej całej miłości do biblioteki pojechanie kolejnego dnia na Oliwę odpadało. Na szczęście miałam książki w akademiku, także nic straconego i zasadniczo cały dzień upłynął mi na czytaniu.

I tak to mniej więcej wygląda. Podkreślam jeszcze raz, że w tym tygodniu mam wolną środę (i jadę do domu) więc nie musiałam przygotowywać się na zajęcia. A zasadniczo wolę to robić w weekendy niż  przed/po zajęciami w poniedziałki i wtorki.

Jeśli macie jakieś pytania to śmiało, uwielbiam pisać o studiach!
Trzymajcie się, M

sobota, 16 marca 2019

Naoglądałam się dokumentów 2 - Edycja kosmiczna

Hello!
Nie spodziewałam się, że tak szybko przyjdę do Was z kolejną paczką filmów dokumentalnych, a tym bardziej nie spodziewałam się, że będę one w mniejszym lub większym stopniu dotyczyły kosmosu. Bo jeśli miałabym wybierać coś co jeszcze do niedawna wcale mnie nie interesowało to byłby właśnie kosmos i astronomia.


To nie jest płaska Ziemia to odwzorowanie azymutalne równoodległościowe. 
Wzięłam to z nieocenionej Wikipedii (By Trekky0623 - English Wikipedia (http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Flat_earth.jpg), CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4221490)

Płaskoziemcy

Jedno trzeba im przyznać - propagandę mają dobrą, skoro nawet mnie przekonali, aby zobaczyć o nich dokument. Problem jest tylko taki, że jest to dokument nudy - szczególnie przez pierwszą godzinę - oglądałam ją na 3 raty, bo tak bardzo nie mogłam się wciągnąć w narrację tego filmu. Poza tym jest to dokument bardzo jednostronny. I  to nie tylko w znaczeniu, że niewiele tam osób z drugiej strony barykady - jest jedna pani fizyk i parę innych osób, ale tylko jako gadające, i to niezbyt wiele, głowy. Z tym, że to nie był film o zbijaniu argumentów płaskoziemnców tylko o przywódcy jednej z ich frakcji. I w tym też przejawia się jednostronność - to dokument o Marku Sargencie, ale w filmie dowiadujemy się także o innych ważnych postaciach tego ruchu, którym nie towarzyszymy. 
Chyba spodziewałam się, że ten film będzie trochę inny, bardziej merytoryczny (płaskoziemcy pokazali naprawdę niewiele dowodów potwierdzajacych swoją tezę). Ale jest jedno wielkie ale. Chociaż wydaje się, że film jest dość neutralny są w nim pewne drobne uszczypliwości względem, może nie samych ludzi, ale na pewno podejmowanego tematu. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo może reżyser sam jest płaskoziemcą, a ja zobaczyłam w montażu coś czego tam nie ma. 
W każdym razie, jeśli bardzo chcecie dokształcić się o płaskoziemncach, to możecie na przykład zobaczyć to, co ja oglądałam w międzyczasie oglądania tego dokumentu, czyli poważną analizę SciFun, w 5 częściach. 

Mission Control: The Unsung Heroes of Apollo

Ostatnio mam ciągoty do gwiazdek i Księżyca. Moja lubiona bransoletka ma gwiazdkę, mój kalendarz ma folię ochronną z gwiazdkami, kupiłam sobie piękny błyszczący na granatowo lakier, który daje "kosmiczny" efekt na paznokciach i obejrzałam film Apollo 13. Chociaż to można wyjaśnić tym, że z katastrof lotniczych przerzuciłam się na katastrofy rakiet. A, że obok samego Apolla 13 znajdował się też dokument o kontroli naziemnej nie mogłam go nie obejrzeć. Bo to w sumie nawet bardziej ten element, który mnie interesuje. 
I dokument był ciekawy, ale spodziewałam się a) trochę większej ilości emocji, b) trochę większej ilości wyjaśnień. Jedno mogę napisać, widać, że ci faceci byli, są i będą bardzo dumni i zadowoleni ze swojej pracy i że mają poczucie, że mieli udział w czymś absolutnie niezwykłym. Sądziłam tylko, że będą nieco bardziej emocjonalni, a faktycznie jedyny naprawdę poruszający moment to fragment o misji Apollo 1. Przy czym, niestety, nie dowiadujemy się dokładnie co tam się stało. Ale to jak wielkie znaczenie ten wypadek miał dla rozwoju programu księżycowego jest przedstawione jako niewątpliwe, a wręcz kluczowe dla powodzenia następnych misji. 
Nie ogląda się tego dokumentu źle, ba, nawet ogląda się z zaciekawieniem, ale o pracy tych kontrolerów szczegółów się nie dowiemy, a i na pewno nie pogłębi on niczyjej wiedzy na temat lotów kosmicznych. 


Mercury 13

Poszłam za ciosem - obejrzałam jeszcze jeden kosmiczny film. Tym razem o kobietach astronautkach. Czy raczej niedoszłych astronautkach niestety. 
Przy okazji, jeśli nie widzieliście filmu "Ukryte działania" to idźcie go oglądać, jest świetny!
Zacznijmy od tego, że spośród trzech filmów, które dziś opisuję ten ma najlepszą i najbardziej przemyślaną muzykę. Widać, że nie potraktowali tego elementu po macoszemu i ktoś zadbało o to, aby była ciekawa i pasowała do filmu. Ogólnie z tych trzech filmów jest najlepiej zrealizowany.
Mam tylko jeden problem - z tego, co zrozumiałam cały ten program szkolenia kobiet astronautów (nawet nie szkolenia - testowania czy się nadają) nie był prowadzony przez NASA tylko przez doktora, któremu NASA powierzyła przeprowadzenie testów dla mężczyzn. I jak same bohaterki zaznaczały, one nie miały doświadczenia wymaganego do brania udziału w szkoleniu NASA. A gdy się okazało, że kolejnej rundy tych testów nie będzie, bo ktoś w NASA się o tym dowiedział, poczuły się obrażone. Te kobiety to naprawdę intrygujące i niesamowite postaci, niezwykle zdolne pilotki, ale nikt im nigdy nie obiecywał, że polecą w kosmos, bo cały ten projekt był sekretem. Przynajmniej tak wynika z tego filmu. Przy czym gdyby nie ten tajny program i pomysł tego doktora, pilotki pewnie nie poszłyby walczyć o swoje do Kongresu. Niestety niezbyt im to pomogło, bo bardzo znana pilotka, która nie zakwalifikowała się do tajnego projektu szkoleń,  wbiła im nóż w plecy swoim oświadczeniem. Film też przy okazji wyjaśnił, dlaczego kobiety nie miały odpowiednich kwalifikacji aby dostać się do "prawdziwego" programu kosmicznego, co rzuca więcej światła na kwestię tego, że były one dyskryminowane w całym lotnictwie, nie tylko w programie kosmicznym. 
I Amerykanie znów zmarnowali swoją szansę i pierwszą astronautką została Rosjanka. 
Ten film pokazuje także bardzo ciekawą opcję: co by było, gdyby pierwszym człowiekiem na Księżycu była kobieta? 
Ostatnie 15 minut filmu skupia się na Eileen Collins, która pilotowała wahadłowiec i która na swój odlot zaprosiła kobiety z programu Mercury.
Poza tym to bardzo ciekawe, że polskim lektorem tego filmu jest kobieta. 
Z tych 3 kosmicznych filmów, ten jest najlepszy.


Przyjęłam formułę po 3 filmy, po czym zobaczyłam, że jest jeszcze The Last Man on The Moon i ten film pasowałby mi tu bardziej zamiast płaskoziemców, ale będzie musiał jeszcze poczekać na swoją kolej.  


Trzymajcie się, M

środa, 13 marca 2019

Daily Blog - Życie codzienne studentki filologii polskiej - środa

Hello!
Wpis jest dziś tak późno, ponieważ wróciłam z zajęć zmęczona i psychicznie, i fizycznie i nawet nie wiem, co bardziej. Prawdę powiedziawszy już myślałam, że wcale dziś wpisu nie będzie. Ale nie będzie lepszej okazji, aby napisać tu nurtujące mnie od początku tego roku akademickiego pytanie: jakim cudem w poprzednich dwóch latach potrafiłam być na uczelni i od 8 do 18 i od 9 do 20 i w różnych innych konfiguracjach, a w tym, gdy pomyślę, że muszę jechać na UG na 3 godziny zajęć to mam wrażenie, że jadę na jakieś roboty przymusowe. 


Jak wspominałam wczoraj, dziś powinnam mieć o 9.45 seminarium, ale zostało odwołane i dzięki temu miałam czas przeczytać artykuły na późniejsze zajęcia. O 11.30 mam wykład

Literatura dwudziestolecia międzywojennego / Literatura polska 1918-1989

na zmianę.  Dziś miałam ten pierwszy. Naprawdę staram się próbować polubić te zajęcia, ale nie idzie mi to dobrze. Chociaż wykład był całkiem zabawny. Najpierw prowadzący rzucał monetą, aby zadecydować czy lista będzie, czy listy nie będzie (była), a potem tematem wykładu miał być Leśmian, ale zeszliśmy gdzieś do tego, że początki kiczu były w romantyzmie, związków twórczości ludowej z discopolo aż do chemicznej (dys)utopii. Dygresje nie są mi straszne, ale w pewnym momencie zaczęło być to męczące. Przy czym bardzo lubię samego prowadzącego, który daje nam możliwość wypowiedzenia się i dyskusji, nawet jeśli tak bardzo odchodzimy od tematu.
Natomiast drugi wykład to bardziej wykład z historii polski niż literatury i faktyczne zaznaczenia tego, co ważne do egzaminu i mówienie "doczytacie to państwo w podręczniku". 

Po wykładzie mam albo okienko, albo ćwiczenia z literatury polskiej 1918-1989. Na którą mówimy, albo współczesna, albo od nazwiska prowadzącego więc jeśli będę pisała współczesna to mam na myśli te zajęcia. Bo ogólnie zajęcia z literatury współczesnej także są i to przez dwa semestry, tyle że na pierwszym roku. Omawialiśmy ten nieszczęsny Ślub Gombrowicza. I po pierwsze zajęcia okazały się trochę straszne, tak bardzo, że na następne przeczytam artykuł nie raz, nie dwa tylko trzy razy i zrobię z niego bardzo szczegółowe notatki - dziś też miałam, miałam nawet zdjęcia tego artykułu, ale nawet przeglądając go strona po stronie nie mogłam znaleźć informacji, o którą profesor pytał. Tym pytaniem trochę nas przestraszył (nie, nie jesteśmy do tego za bardzo przyzwyczajeni - prowadzący zwykle sprawdzają nasze przygotowanie w nieco mniej bezpośredni i osobowy sposób) i wystawił kilka minusów. Mnie akurat to nieszczęście nie spotkało, bo koleżankom (i chwała im za to) udało się trochę prowadzącego zagadać i reszta zajęć się już jakoś potoczyła. Trzeba przyznać, że ciekawie, bo na koniec okazało się, że Gombrowicz w Ślubie odnosił się do kwestii zła bez autora, fenomenu zła rozproszonego i podobnych kwestii. I zastanawialiśmy się, czy pani sprzątaczka sprzątająca cele z krwi po torturach jest w jakimś stopniu winna, a to tylko jeden z przykładów. Wyszłam z tych zajęć z bolącą głową, w takim moralno-etyczo-metaforycznym sensie. Poza tym bardzo żałowałam, że nie znałam kontekstów wcześniej, bo lektura byłaby może nie tyle przyjemniejsza, co na pewno lepiej zrozumiała. 

A później były ćwiczenia z dwudziestolecia. Na pewno mniej filozoficzne, ale naszym brakiem rozmowności chyba trochę zdenerwowaliśmy prowadzącego (który jest ogólnie jestem z doktorów, których lubię najbardziej na tych studiach) i trochę 'zagroził', że zmieni formę zajęć, aby każdy bardziej brał w nich udział. Nie jesteśmy tym zachwyceni, ale w sumie to zrozumiałe, bo naprawdę niedużo odzywamy się na zajęciach. Na dziś mieliśmy przeczytać Cudzoziemkę oraz część I Nocy i dni. Omówiliśmy tylko Cudzoziemkę, o Barbarze porozmawiamy za dwa tygodnie, gdyż za tydzień środka jest wola (alleluja!), bo jest święto UG i mamy dzień rektorski. 
Taki cytat z zajęć: "Państwo oczywiście znają mit o Arachne i Atenie, bo jest w szóstej części Przemian Owidiusza". Całkiem możliwe, że o nim słyszeliśmy, ale ta konsekwencja logiczna, że go znamy, BO jest w 6(!) części Przemian. Ale to tylko przykład i to naprawdę łagodny, bo pan prowadzący często rzuca tytuły i nazwiska, które słyszymy pierwszy raz w życiu i mówi "Oczywiście państwo to czytali! Oczywiście państwo to znają!" A my patrzymy się po sobie i zastanawiamy, czy prowadzący tak na poważnie  czy jednak wie, że my tego nie znamy. 

Wróciłam z zajęć potwornie zmęczona. Włączyłam sobie Płaska Ziemia - Poważna Analiza na kanale SciFun, bo ostatnio temat płaskoziemców bardzo mnie interesuje. Chociaż bardziej interesuje mnie zbijanie ich argumentów przez kuloziemców. Wspominałam o filmie na Netfixie ne ten temat - i, o ile propaganda płaskoziemców zdołała mnie ogólnie zainteresować, sam film jest bardzo mało przekonujący, a jego oglądanie męczące. Nie wspomniałam o tym wczoraj, ale gdzieś pomiędzy jedną częścią analizy SciFun a drugą obejrzałam też film Apollo 13. Ale jestem też chyba zmęczona tym, że w ostatnim czasie dzieje się dużo dziwnych rzeczy dookoła. Ten rozbity samolot (dobrze, że już chyba wszyscy je uziemili - chociaż niektórym krajom dość długo to zajęło - widać niektórzy nie oglądali Katastrofy w przestworzach, dwa tak podobne wypadki, a Boeing mówi, że wszystko jest w porządku, no chyba nie), ostatnio w szkole moich młodszych braci był poważny alarm i ewakuacja, bo ktoś postanowił sobie zrobić głupi żart, a teraz to nie czas na głupie żarty z terroryzmu, ta sprawa z porwaniem w Białymstoku, a dziewczynkę z mamą znaleziono w okolicach mojego rodzinnego miasta, muszę też napisać, że trochę przejmuję się ogromnym skandalem, który wybuchł w Korei. To wszystko oczywiście nie ma za mną nic wspólnego, nic nie mogę na to poradzić i w ogóle nie powinnam o tym myśleć, ale to wszystko jest dziwne. Ah i jeszcze Facebook i Instagram mają dziś problem z działaniem. Dziwny dzień.

To jeszcze nie do końca koniec daily blogów, ostatni pojawi się w niedzielę. Jeśli macie jakieś pytania to zachęcam do zostawienia ich w komentarzach. M

wtorek, 12 marca 2019

Daily Blog - Życie codzienne studentki filologii polskiej - wtorek

Hello!
We wtorki mam tylko jedne zajęcia. Które w planie są w czwartek o 9.45 po seminarium, które powinno być o 8. Ale ani zajęcia, ani seminarium w czwartek się nie odbywają. Istnieje jednak pewna szansa, że czwartkowe zajęcia wrócą na swoje miejsce. To długie tłumaczenie miało tylko powiedzieć, że oficjalnie wtorki powinnam mieć wolne i powinnam się była z tego cieszyć, ale jeśli dzisiejsze zajęcia zostaną przeniesione z powrotem na czwartek to będę miała niepotrzebną dziurę w tygodniu. 


Enigmatyczne zajęcia, które dziś mam zostały nie tylko przełożone z czwartku na wtorek, ale zasadniczo to zostały przełożone z poprzedniego semestru na ten. I są to zajęcia nazwane:

Nowoczesne techniki składu i druku

Przeniesione zostały, ponieważ mieli nam na uczelni przygotować specjalną salę komputerową z super ekstra oprogramowaniem. Robią ją podobno od listopada, mieli skończyć na ten semestr, ale nikogo nie zdziwiło, gdy okazało się, że... nie skończyli. Byliśmy rozczarowani, ale niekoniecznie zaskoczeni. Podobno jeszcze dwa tygodnie i będzie gotowa. Zobaczymy. Jak nie będzie, przyjmiemy to z obojętnością. 

Co do samych zajęć to są to jedne z nielicznych, jeśli nie jedyne, zajęcia, dzięki którym można naprawdę się czegoś nauczyć, a nie tylko dowiedzieć. A konkretnie uczymy się obsługi Adobe InDesing i muszę powiedzieć, że póki co ten program wygląda na tysiąc razy prostszy w obsłudze niż Photoshop (do którego mam uraz po zajęciach w liceum). W skrócie bardzo mi się podoba, a nauka korzystania z niego jest bardzo satysfakcjonująca. Jeśli mój plan skończenia licencjatu do końca marca/początku kwietnia się uda to może cały tekst mojej pracy zostanie złożony w tym programie. Chciałabym nawet bardzo, bo byłby to namacalny dowód mojej pracy - zarówno tej włożonej w licencjat, jak i zajęcia. Mam poczucie, że byłoby to bardzo satysfakcjonujące.
A mój promotor (który, jak właśnie przeczytałam, odwołał jutrzejsze seminarium, na które bardzo, bardzo nie chciało mi się iść) prowadzi zajęcia ze składu i druku.
Poza tym zadaniem na zaliczenie tych zajęć, dla wszystkich, jest zaprojektowanie okładki  do swojego licencjatu. 

Zajęcia miałam na 11.30, ale około 9 stwierdziłam, że nie mam już co robić w akademiku (faktycznie wczoraj się zabrałam i wpisałam w licencjat kolejną książkę) i pojechałam do biblioteki. Wypożyczyłam co się dało i co było na jutrzejszy pogrom, a zrobiłam zdjęcia temu, czego wynosić z BUGu nie można. Początkowo planowałam zajść do biblioteki po zajęciach, ale bardzo dobrze, że tego nie zrobiłam, bo wracałam bardzo głodna. 

Reszta dnia upłynęła mi (i jeszcze upłynie, bo jeszcze mam trochę do zrobienia) na czytaniu. Konkretnie Ślubu Gombrowicza. W skrócie: wolę nieco bardziej subtelne dramaty, które nie przypominają tak bardzo prozy. A ogólnie większość literatury, którą zajmujemy się/będziemy zajmować w tym semestrze, czyli literatura dwudziestolecia i literatura od 1918 do 1989, to zupełnie nie moje tematy i potwornie się męczę i na zajęciach, i przygotowując się do nich. Ale o tym więcej jutro. 

Jak zawsze zachęcam do zadawania pytań i do jutra, M

poniedziałek, 11 marca 2019

Daily Blog - Życie codzienne studentki filologii polskiej - poniedziałek

Hello!
Zwykle po mniej więcej pierwszym miesiącu kolejnych semestrów na studiach opisywałam wrażenia z poszczególnych zajęć i jak widzi mi się aktualnie studiowanie. Ale w poprzednim semestrze wpadam na trochę inny pomysł i możecie poznać go tu: Wiersz jest hieroglifem, ale nie wiadomo czy krzyżem, czy ołtarzem, czyli wrażenia po trzech tygodniach piątego semestru filologii polskiej. 
I przychodzę z szóstosemestralną realizacją daily blogów. 


Fajerwerków nie będzie, bo w przeciwieństwie do ilości zajęć na szóstym semestrze zarządzania instytucjami artystycznymi, na polskim mamy ich naprawdę niewiele. A specjalizacja nauczycielska ma jeszcze mniej, bo wszystkie zajęcia w jej ramach zrobili w pięć semestrów. Moja i dziennikarska ma trochę gorzej. 

W poniedziałki mam zajęcia z prawa autorskiego i wydawniczego. Miałam przez moment pomysł, aby spróbować przepisać ocenę z ZIArtu, bo miałam tam podobne zajęcia, ale w sumie cieszę się, że tego nie zrobiłam. Bo skupiamy się na trochę innych kwestiach. Nie żebyśmy specjalnie szczegółowo się w te tematy zagłębiali, ale są przynajmniej inne. Dziś na przykład mieliśmy prezentację o wizerunku i ochronie dóbr osobistych.
Pani prowadząca nie sprawdza obecności i prawda jest taka, że co tydzień o 9 w tramwaju jadą na te zajęcia, zastanawiam się dlaczego jestem w tym tramwaju. Odpowiedzi nie znalazłam, ale dziś 8 osób i prowadząca zdecydowanie zwróciła na to uwagę. Poza tym zaliczenie tych zajęć to przygotowanie prezentacji (moja grupa ma za tydzień, a ja muszę przygotować jeszcze swoją część; nasz temat to obowiązki dziennikarzy) oraz test, z którego trzeba mieć 3. Problemem osób, które nie chodzą na zajęcia jest to, że nie wiem kto będzie tak chętny, aby im przekazać, na które zapisy ustawy zwrócić uwagę. A prowadząca na zajęciach mówi wyraźnie zaznacza, co do testu jest istotne. 
Dzisiejsze zajęcia skończyły się koło 11.30. Zwykle jest to 12 lub 13. To trochę więcej niż standardowe 1,5h i plan jest taki, aby dzięki temu skończyć je przed Wielkanocą. 

W akademiku byłam koło 12.30. Przejrzałam internet. Dla osoby śledzącej koreańskie teledyski 11 i 16 to kluczowe godziny, bo wtedy publikowanych jest ich najwięcej. Wrzuciłam nowy klip Epik High na stronę bloga na Facebooku, gdzie serdecznie zapraszam, a teledysk polecam, bo jest niesamowity, piosenka ma tytuł Lovedrunk. Poczytałam plotki i trochę się nimi pomartwiłam, bo są to bardzo złe wieści. Wypiłam jedyny słuszny koktajl (kiwi+banan+szpinak), włączyłam Romance Is a Bonus Book i miałam godzinę na hulahopowanie. Później próbowałam dokończyć dokument o płaskoziemcach na Netflixie, ale zupełnie nie idzie mi oglądanie. Więc zabrałam się za sprzątanie, a później za dokończenie książki do licencjatu. To ostatnio idzie mi znakomicie, ale o procesie pisania i zbierania materiałów do pracy będzie osobny wpis i już się nie mogę go doczekać. I zrobiło się koło 15.30. Co oznaczało, że musiałam ogarnąć prawdziwy obiad i zbierać się na kolejne zajęcia. 

Fakt, że na 17 mam jeszcze wykład jest jedynym wytłumaczeniem dlaczego powyższy akapit to takie drogi pamiętniczku. Ta dziura, którą mam w poniedziałki nie jest szczególnie wygodna. Trudno wziąć się w niej za porządną naukę, zostawanie w bibliotece też zupełnie mi się nie widzi i dlatego wracam do akademika. Wykład na który muszę jechać na 17 to wykład międzywydziałowy. Zdecydowałam się na wykład prowadzony przez tę samą panią, do której chodziłam (chodziliśmy w sumie, bo poszliśmy całym kierunkiem) na ZIArcie. A wykład ma tytuł: Celebryci, regularsi – outsiderzy – czyli społeczny świat blogosfery. I siedzę tak na tym wykładzie i boję się dekonspiracji. Chociaż chyba niepotrzebnie, dziś jedna z dziewczyn pochwaliła się, że ma bloga kulinarnego i pani prowadząca też zachęcała się do dzielenia swoimi blogami. Może poczekam, aż będziemy mówić o blogach kulturalnych. Kulturowych. 

Ogólnie pani pokazuje nam różne blogi od tych bardzo oczywistych do tych mniej oczywistych, a często ciekawszych. Sama zbieram dzięki temu też materiał do wpisu Blogerzy książkują. I liczę, że dowiem się wiele, wiele o działaniu blogosfery. Do tej pory zostałam przekonana do korzystania ze Zbloogowanych, ale liczę na kolejne odkrycia. 
Poza tym odkryłam, że te zajęcia są doskonałe do ćwiczenia multitaskingu i słuchając, i zerkając na ekran, przepisuję notatki z literatury współczesnej. Gdy jestem w akademiku nie idzie mi to tak dobrze. 

Do akademika wróciłam dobrze po 19, bo zahaczyłam jeszcze o sklep. Zjadłam kolację i zabrałam się za pisanie tego wpisu. Myślę, że po jego opublikowaniu opiszę jeszcze w licencjacie książkę, którą skończyłam wcześniej czytać. Pod warunkiem, że przeniosę laptop z szafki przy łóżku na biurko.

Pozdrawiam, do jutra i jak zawsze zachęcam do zostawiania pytań, bo uwielbiam na nie odpowiadać!
M
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...