wtorek, 3 lutego 2026

Spłynąć - The Great Flood

 Hello!

The Great Flood jest katastroficznym filmem science fiction, choć w sercu ma to być film o czymś zupełnie innym. Film zaczyna się mniej więcej tak: bohaterkę budzi jej syn, który chce się z nią bawić w nurkowanie; ona jest bardzo zaspana, ale w końcu się zgadza; później wstaje, robi śniadanie, ale nagle zauważa, że po podłodze jej mieszkania sunie woda, gdy patrzy na okno, sięga ona wyżej niż do jego połowy; An-na odbiera telefon i dowiadujemy się, że jest kimś, kogo jakaś elitarna jednostka ma specjalnie ewakuować i już została wysłana osoba, aby jej pomóc. An-na zabiera swojego syna i rusza w drogę na dach, pokonując różne przeciwności, a my jako widzowie dowiadujemy się, kim ona jest, kim jest jej syn oraz jakie podejście do ludzi ma osoba wysłana jej do pomocy (dowiadujemy się też, co spowodowało to zalanie). Bohaterowie docierają na dach po jakiś 45 minutach filmu, a nam zostaje jeszcze godzina oglądania!

 

Nie wiem, czy filmowi udaje się uderzać w te emocjonalne nuty, na których zależy pokazywanej opowieści. Wydaje mi się, że te momenty, które były najbardziej emocjonujące dla mnie, wcale nie miały takimi być w zamierzeniu twórców filmu. Albo twórcy filmu nie zdawali sobie sprawy, że pokazując pewne archetypowe i kojarzące się z innymi dziełami kultury sceny odciągną uwagę widza od ich filmu. Ogólnie, gdy już trochę wyjaśniło się, o co chodzi z tą wielką wodą i pracą naszej głównej bohaterki, to odniosłam wrażenie, że to taki Interstellar tylko zamiast piachu i nieurodzaju mamy wodę. Przy czym to jednak zdecydowanie bardziej film katastroficzny niż fantastyczny. Albo jeszcze inaczej - jego aspekt science fiction jest bardziej praktyczny (w sensie fizycznym, bo nie czasowym) niż fantastyczny. Są też inne nawiązania, ale wspominanie o nich mogłoby być za dużym spoilerem. Widziałam też opinie, że to wspaniały film z gatunku fantastyki naukowej - i tu nie mogę się zgodzić. Jest przynajmniej 10 filmów sci-fi, do których ten jest podobny i każdy z tych dziesięciu jest o ligę lepszy niż Wielka powódź. Na dodatek, pomijając sam plot twist, to jest film zupełnie nieodkrywczy pod tym względem . 

I jeśli widza nie zainteresuje emocjonalna strona Wielkiej powodzi, to nie będzie miał on po co, tego filmu oglądać, bo przedstawia on emocjonalną drogę, którą przechodzi nasza bohaterka. I chociaż film stara się dobrze pokazać An-nę i jej zmagania, a także traumatyczną przeszłość, to mam wrażenie, że jednocześnie nie jest to bohaterka, z którą łatwo można się utożsamić i ją zrozumieć. I zastanawiam się, czy nie wynika to w jakimś stopniu z tego, że chociaż najwyraźniej jest naukowczynią, poznajemy ją w zasadzie tylko w kontekście jej dziecka i w filmie ważna jest jej droga jako matki (wolałabym, aby było to przedstawione bardziej jako osoby potrafiącej być odpowiedzialną za innych), a film reżyserowany był przez mężczyznę i scenariusz także napisało dwóch panów. I może dlatego zachowania bohaterki momentami wydawały mi się zabawne, bo były chyba aż za bardzo karykaturalnie pokazane, jako takie, których żadna rozsądna osoba by nie zrobiła, ale ona musiała, żeby później kontrast był większy już po jej zmianie. Ale jednocześnie to film katastroficzny i bohaterowie wydają się mieć dokładnie tyle inteligencji, co przeciętni bohaterowie takich filmów i ani grama więcej. 

Czytałam, że film zbiera mieszane recenzje i głównym zarzutem jest to, że chce za dużo zmieścić w jednej opowieści - nie sposób się z tym nie zgodzić. Bo to są trochę dwa filmy w jednym. I niestety żaden z nich nie jest szczególnie dobry. Muszę też napisać, że postać dziecka jest irytująca. A to eufemizm. Nie lubiłam go nawet przez sekundę. I film przez to mocno tracił, bo to jest film, a nie prawdziwe życie - prawdziwi rodzice powinni kochać swoje dzieci bez względu na wszystko, widzowie natomiast mogą się zastanawiać, dlaczego główna bohaterka filmu przechodzi przez takie trudy dla tak irytującego stworzenia. 

Nie polecam.  

 Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Pozdrawiam, M

 

piątek, 30 stycznia 2026

MOON 5

 Hello!

To w ogóle nie był mój plan, aby ten wpis pojawił się dzisiaj, bo chyba będę musiała przesunąć wpis o k-popowych piosenkach ze stycznia, ale skoro znalazłam 50 (a tak naprawdę 225) piosenkę z księżycem w tytule, to nie ma na co czekać! Tym razem zebranie utworów zabrało mi prawie 3 lata - co oznacza, że popularność księżyca w tytułach maleje, ale nie znika, powiedziałabym, że się ustabilizowała.


 MOON
MOON 2
MOON 3

MOON 4 

Kwiecień 2023 – Marzec 2024

1. Full Moon - Kihyun (OST Tale of the Nine Tailed 1938) 

2. N. Flying - Blue Moon

3. Luda (WJSN) i 5moon - As the Moon Embrances the Waves (OST Rinza Noodle House)

4. Son Chamchi - Moonlight

5. Kim Jin Hwan (Jay) - Blue Moon

6. Jeong Ye In - Moon (The Witch Store Reopens OST)

7.  Woshi - moon

8. NELL - Moon Shower


9. IITERNITI - Wen Moon

10. WayV - Moonlight

11. Forténa - KINGDOM (Moonlight Tears)

12. DKZ - Daymoon

13. Bobby - Moon

14. Taeyong - Moon Tour

15. Jin Hyojeong - The Other Side of Moon (Rinza Noodle House OST)

Kwiecień 2024 

16. TIOT - Moonrise

17. Loossemble - Moonlight

18. Xdinary Heroes - Walking to the Moon

19. Kim A Reum - Full moon

20. Suho - Moonlight

21. NCT Dream - Moonlight 

22. ENHYPEN - Moonstruck


Sama jestem odpowiedzialna za jakiś milion odtworzeń!

 

23. aespa - Sun and Moon

24. LAVEEN - Moon

25. Yoari - Moonlit Nights

26. Shin Yong Jae - Under the moon

27. LISA - Moonlit Floor

28. TXT - Over the Moon

29. MOON SHARK - Moonlight

30. Park Min Su - Dear Moon

31. Miyeon - Red Moon (Myst, Might, Mayhem OST)

32. TXT - Surfing in the moonlight (Melo Movie OST)

33. Jin Hyojeong - Like a Moonlight (Love Scout OST part 6)

34. Sam Kim -  Like a Moonlight (Love Scout OST part 3) 

35. MINNIE - Draw the Moon

Kwiecień 2025

36. Good Day 2025 (Telepathy + By the Moonlight Window)

37. B.I. - To the moon

38. xikers - MOONWALK

39. GyeongseoYeji - Starlight Moonlight 

honorable mention: Yugyeom – Interlunar  

40. COOING - half moon

41. ChoMyo - 월야행 Moonlit Drift

42. Kim Gyeol - MOON


43. ONF- Moonlight Festa

44. Jeong Yein – moon (outro)

45. BE BOYS - Earth and Moon

46. CNBLUE - To The Moon And Back

47. LNGSHOT - Moonwalkin

48. EXO - Moonlight Shadows

49. Yang Yoseob - Moonlit Mirage

50. iddit - Moon Burn

 Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

 

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Otwieranie drogi - Magnolie zakwitną nocą

 Hello!

Nieczęsto, a wręcz bardzo rzadko, zdarza się, aby wydawnictwo czy autor napisali do mnie w sprawie współpracy. A tu się zdarzyło - Instytut Wydawniczy Lepsze Światy odezwał się do mnie w grudniu, czy nie zrecenzowałabym książki Magnolie zakwitną nocą, bo jest związana z Koreą, a to mój konik. Zgodziłam się i oto jest recenzja!

Tytuł: Magnolie zakwitną nocą
Autorka: Indigo Ciel
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Lepsze Światy

Coraz mniej jest miejsca dla bogów w krainie zwanej Czosonem.
Stare porządki zostają zastąpione przez prawa i hierarchie narzucone przez uczonych, zamykające mieszkańców kraju w rolach wyznaczonych przez płeć i klasę. Jednak kobiety nie zamierzają się temu zupełnie podporządkować, biorą udział w rytuałach, wzywają po kryjomu pomocy bogów.
Szamanka Minsu wie, że błagania nie pozostają bez echa, rozpoznaje w staruszce, która pojawiła się w wiosce, boginię Samsin. Niestety dostrzega też coś innego: zwiastujące złe czasy omeny.  


I ponieważ wydaje się, że w wydawnictwie mieli świadomość, jak piszę o książkach, zacznę od narzekań. Autorka w słowie od siebie twierdzi, że w kwestii zapisu koreańskich słów wzoruje się na oficjalnej polskiej transkrypcji - coś takiego nie istnieje (najbliżej byłoby chyba opracowanie J. Pietrowa, dla KSNG, ale odkąd zmieniła się strona komisji, trudno je znaleźć w internecie). Są pewne przyjęte strategie, ale niczego oficjalnego nie ma, poza nazwami administracyjnymi Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych. I muszę przyznać, że o ile do tych polskich nazw własnych jestem przyzwyczajona, to do koreańskich imion zapisywanych z polskimi znakami nie, a dosłownie pierwszym słowem powieści jest imię bohaterki - Czimin (czyli w romanizacji zmienionej byłoby to Jimin) i początkowo podczas czytania za każdym razem, gdy w koreańskim słowie widziałam polskie znaki, mój mózg się zawieszał. 

Zacznę może od kwestii technicznych - książka ma 505 stron, jest wydrukowana na dość cienkim papierze i dość drobnymi literami, ma 56 rozdziałów, same rozdziały są dość krótkie - mają średnio po ok. 9 stron. Książka ma liczne bohaterki - naprawdę żałowałam, że nie ma jakiegoś ich spisu albo drzewa genealogicznego. W książce pojawia się sporo koreańskich nazw członków także dalszej rodziny - z jednej strony przydaje to książce zamierzonego koreańskiego kolorytu, z drugiej - wymaga od czytelnika zapamiętywania licznych obco brzmiących wyrazów (a są jeszcze nazwy części strojów i wiele innych); spis powiązań między bohaterami bardzo ułatwiłby odbiór całości. Muszę napisać, że sama dopiero około 80-100 strony zaczęłam mniej więcej dokładnie pojmować kto jest kim, ale żałowałam, że nie zaczęłam wcześniej na własny użytek spisywać bohaterek. Chociaż - biorąc pod uwagę całościową liczbę stron - to około 100 na wprowadzenie, to nie jest taka zła proporcja. Tym bardziej, że to wszystko zmusza czytelnika do skupienia się na lekturze, co zaprocentuje w jej drugiej połowie. 

Przeczytanie Magnolie zakwitną nocą zajęło mi dużo czasu, bo w ostatnich dwóch miesiącach byłam (i w zasadzie nadal jestem) bardzo, bardzo zajęta, ale gdybym miała możliwość, to przeczytałabym ten tytuł dosyć szybko. Trzeba tylko wziąć pod uwagę, że początek może być trochę trudny, ale już w drugiej połowie rozdziały mijają błyskawicznie i momentami trudno oderwać się od lektury - szczególnie, jeśli chce się dowiedzieć, co stało się z konkretną bohaterką, a jej kolejny rozdział będzie dopiero za cztery części  (rozdziały bohaterek nie mają stałej kolejności).  A bohaterki w drugiej połowie książki niemalże w każdym kolejnym rozdziale mają albo do podjęcia jakąś ważną decyzję, albo mierzą się z konsekwencjami tego, co działo się wcześniej.

Myślę, że uczciwie będzie przedstawić osoby, wokół których - właściwie to trudno napisać, że fabuła rozgrywa się wokół nich, bo one są tą fabułą. Najpierw są one, a dopiero potem są wydarzenia (poza tym jednym w połowie). To może dziwne stwierdzenie, takie rozdzielanie tych dwóch aspektów, które wydają się immanentne, ale czasami w książkach wydarzenia zdają się kroczyć przed bohaterami, a tutaj kolejne zdania raczej otwierają przed bohaterkami kolejne drogi. (Skończę te rozważania, bo jeszcze chwila i wyciągnę moje notatki z literaturoznawstwa, a jest już bardzo późno). 

W każdym razie może, gdy je tu chociaż pokrótce przedstawię, komuś będzie łatwiej czytać: Junso - inaczej Sollan; starsza kiseng (uprzedzam – w domu jest kilka kiseng, więc i imion do zapamiętania); Nuri - ma matkę, dziadka i dwóch braci, którzy pracują w polu; zajmuje się haftem; Minsu jest mudang, czyli szamanką, ma córkę - wspominaną już Czimin, jej mąż nie żyje, mieszka z teściową i bratem męża; Subin to jangban, czyli arystokratka. Jak widać jest to dość szeroki przekrój społeczeństwa, a na kartach książki przewija się jeszcze mnóstwo innych postaci, których historie poznajemy mniej lub bardziej dokładnie, ale które zawsze wpływają na bohaterki.

Pisząc ten tekst, wróciłam do początku książki i zostałam porażona dbałością o szczegóły i spójność fabuły. Chciałabym mieć więcej czasu i przeczytać całość raz jeszcze - szczególnie ten początek, bo widzę, że nie pamiętając go, wiele straciłam z doświadczenia tego, jak przemyślaną konstrukcję ma ten tytuł - z lepszą świadomością kto jest kim i może szukając mniej oczywistych zapowiedzi kolejnych wydarzeń.

Opis tej książki nie zdradza za wiele i gdy już przebrnie się przez ten moment czytania, gdzie uczy się i zapamiętuje, która bohaterka jest kim i jakie jest jej miejsce w strukturze społecznej, na świat, w którym żyją, zwala się wielki kataklizm wywracający ich życia do góry nogami. Już wcześniej w fabule były pewne wątki czy całkiem zaskakujące sceny, ale zasadniczo nie zaburzały one szczególnie raczej spokojnego i przewidywalnego życia bohaterek. Przyznaję, że zostałam zaskoczona rozwojem wypadków - ale gdyby historia dalej toczyła się spokojnie, nie byłabym też rozczarowana. Chociaż może nie powinnam była zostać zaskoczona - dynamiczna grafika na okładce zdecydowanie sugeruje dramatyczną opowieść i ostatnie zdanie lakonicznego opisu to „zwiastujące złe czasy omeny”, ale nie spodziewałam się, że aż tak złe (znów, znałam historię Korei w czasie panowania dynastii Joseon, ale chyba nie przypuszczałam, że na czas akcji zostanie wybrany wyjątkowo niespokojny rok). Nie chciałabym zdradzać za dużo, ale zastanawiałam się, czy może dobrze byłoby umieścić w książce informację o potencjalnych treściach niepokojących. Sama była bardziej zaskoczona (przez chwilę, bo gdy weźmie się pod uwagę realia historyczne - jest to, cóż, realistyczne) niż zaniepokojona, ale tu chyba znów trzeba wrócić do tego, że opis książki nie zdradza wiele. 

Magnolie zakwitną nocą to nie jest łatwa lektura i to na więcej niż jednym polu. Dla niektórych może mieć zbyt wysoki próg wejścia, ale nie zniechęcajcie się  - szczególnie jeśli lubicie wielkie powieści i klasyki literatury dziewiętnastowiecznej. Co prawda w książce są elementy fantastyczne, ale ja nie miałabym problemu, aby nazwać ją powieścią realistyczną. Jeśli ktoś mógłby uważać, że książka nie przypadnie mu do gustu, bo nie interesuje się Koreą - to w ogóle nie powinno przeszkadzać i warto się przełamać, aby poznać przejmującą opowieść o losie i decyzjach kobiet w trudnych i okrutnych czasach.  

 Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

LOVE, M 

czwartek, 22 stycznia 2026

Kinowe plany 2026 #1

 Hello!

Czy miałam zapisaną datę publikacji tego wpisu od co najmniej początku grudnia? Czy zabrałam się za jego robienie w ostatniej możliwej chwili? Odpowiedź na obydwa te pytania brzmi oczywiście tak, więc szybko przechodzę do rzeczy!

 

Hopnięci

Już jakiś czas temu widziałam jakąś zupełnie chyba pierwszą zapowiedź tego filmu i muszę napisać, że dawno tak bardzo nie zainteresował mnie film animowany. 

A gdybyśmy tak mogli rozmawiać ze zwierzętami i rozumieli, co mówią? Nowy film Disneya i Pixara „Hopnięci” opowiada historię naukowców, którzy wynaleźli hopnozę - technologię przeszczepiania ludzkiej świadomości zwierzętopodobnym robotom w celu poznania świata prawdziwych zwierząt! Główna bohaterka, Mabel, wielka miłośniczka przyrody, korzysta ze sposobności i dzięki hopnozie odkrywa tajemnice Matki Natury, o jakie nawet jej nie podejrzewała!  (opis ze strony disney.pl) 

Projekt Hail Mary

Dodatek do kolekcji samotnych astronautów w kosmosie. 

Astronauta próbuje uratować Ziemię, będąc sam w przestrzeni kosmicznej. (opis z filmweb.pl)

Diabeł ubiera się u Prady 2 

Czy to w ogóle trzeba komentować? 

To mogą być najkrótsze kinowe plany w historii bloga i nie wynika to nawet z tego, że robiłam je na ostatnią chwilę, a raczej z tego, że nic aż tak niesamowcie nie przyciągnęło mojej uwagi. Tak wiem, że do kin będą wchodziły takie filmy, jak Wielki Marty, Wichrowe wzgórza, Drama czy jeszcze inne, ale każdy z nich z takiego lub innego powodu nie interesuje mnie na tyle, aby rozważyć pójście do kina, a niektóre nie interesują mnie wcale. Intryguje mnie za to fakt, że jakoś zupełnie nie widzę w Polsce promowania filmu Wielki Marty - dystrybutor mógłby się obudzić, bo film ma premierę 30 stycznia.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

A na jakie filmy Wy czekacie? 

 

 

niedziela, 18 stycznia 2026

Literatura koreańska 2025

 Hello!

Myśleliście, że to koniec list z roku 2025? Nic bardziej mylnego, ale obiecuję, że to już ostatnia. W tej udało mi się zebrać wszystkie - naprawdę mam taką nadzieję - koreańskie książki wydane w Polsce. To naprawdę niesamowite obserwować, jak dynamicznie w ciągu ostatnich powiedzmy 3-4 lat tak naprawdę, literatura koreańska wdarła się na Polski rynek wydawniczy. Co ciekawe do roku 2025 nie wpływało to na liczbę książek o Korei (reportaży, książek podróżniczych), ale w tamtym roku dysproporcja była ogromna i wynosiła 6 do 27. W 2024 było 13 do 17. Jest oczywiście szansa, że jakichś książek nie wyłapałam, ale wciąż na jedną książkę non-fiction przypada 4,5 książki fiction. Wyraźna zmiana, zobaczymy, jak będzie w 2026, ale już wypatrzyłam 5 czy 6 zapowiedzi książek, które kategoryzuję jako literatura i żadnej o Korei. Oczywiście listy z książkami ze wszystkich lat możecie sprawdzić w zakładach wyżej!


Osiedle sielskiej przyszłości, Gu Byeong-mo, Wydawnictwo MOVA, tł. Dominika Chybowska-Jang

Wszystko, co dobre, tutaj umiera, Djuna, Wydawnictwo Yumeka, tł. Klaudia Szary (Ciurka), Dominika Chybowska-Jang

Lekcje greki, Han Kang, Wydawnictwo W.A.B, tł. Justyna Najbar-Miller

W stronę zachodu słońca, Choi Jin-young, Kwiaty Orientu, tł. Ewa Rynarzewska

Brokułowy cios, Yuri Lee, ArtRage, tł. Zuzanna Olszewska

True Beauty (tom 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9), Yaongyi, Jaguar, tł. Dominika Chybowska-Jang

Miłość w wielkim mieście, Sang Young Park, Tajfuny, tł. Marta Niewiadomska

Snowglobe, Soyoung Park, StoryLight.


Jeszcze bardziej nietuzinkowy sklep całodobowy, Kim Ho-yeon, tł. Łukasz Janik, Znak Literanova

Ostatni telefon, Lee Su-yeon, tł. Dominika Chybowska-Jang, Albatros

Biskwit. O ludziach kruchych jak ciastka, Kim Sun Mi, tł. Dominika Chybowska-Jang, Wydawnictwo W.A.B.

Księgarnia wspomnień, Song Yu-jeon, tł. Klaudia Ciurka, Wydawnictwo Luna

Gwiezdna Odyseja, Kim Bo-young, tł. Łukasz Janik, Kwiaty Orientu

Poddajcie się, Ziemianie, Bora Chung, tł. Dominika Chybowska-Jang, Kwiaty Orientu

Z wizytą u ojca, Shin Kyung-sook, tł. Dominika Chybowska-Jang, Kwiaty Orientu

Gdy dojrzewa gryka, Yi Hyosŏk, tłum. Ewa Rynarzewska, Państwowy Instytut Wydawniczy

Agami, Gu Byeong-mo, tłum. Anna Diniejko-Wąs, MOVA

Sekrety pralni w Yeonnam-dong, Kim Jiyun, tłum. Magdalena Hermanowska, Rebis (wygląda na to, że książka tłumaczona była z angielskiego)

Perfumeria wspomnień, Jin Seolla, tłum. Dominika Chybowska-Jang, Wydawnictwo W.A.B

Mordercza pani Shim, Jiyoung Kang, tłum. Klaudia Szary, Wydawnictwo Literackie

Dziewczyna, którą chcę zabić, Lee Kkoch-nim, tłum. Dominika Chybowska-Jang, Prószyński i S-ka

Pieskie szczęście, Keum Suk Gendry-Kim, tł. Łukasz Janik, Kultura Gniewu

1cm+ love, Kim Eun-joo, Yang Hyun Jung, Wydawnictwo Makami, tłum. Kiyomi Suzuki, Weronika Ceynowa

Oczywiście, że cię…, Lee Kkoch-nim, tłum. Dominika Chybowska-Jang, Prószyński i S-ka

Rok wśród kwiatów, Kim Keum-hee, tłum. Klaudia Szary, Wydawnictwo W.A.B. 

Legenda o łowczyni demonów, Esther Park, tłum. Klaudia Szary, Time4ya. 

Przeznaczeniem złoczyńców jest śmierć (tomy 1–5), Gwon Gyeoeul, SUOL, tłum. Zuzanna Olszewska, Waneko.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

 

 

środa, 14 stycznia 2026

Kalendarz 2025

 Hello!

To chyba mój piąty kreatywny kalendarz i dzielę się moimi ulubionymi kartami!

Bezkonkurencyjnie moją ulubioną kartą z tego roku jest sierpniowa rozkładówka. Która powstała zupełnym przypadkiem z opakowania po Oreo. Pozostałych kart miesięcznych nie będę tutaj pokazywała, bo co miesiąc robię z nich specjalne rolki na Instagramie. W sumie, gdy robię większość kart, to robię z nich roleczki. A już szczególnie odkąd w tym roku odkryłam, jak bardzo podoba mi się możliwość nagrywania filmów poklatkowych - uwielbiam ten efekt. Ostatnio też, po latach, doszłam w końcu jak tak po prostu przyspieszyć filmik w edytorze. 


Chociaż staram się - bardzo! - pilnować, aby moja kolekcja washi tapów się za bardzo nie rozrosła, o w tym roku Action i wielkie opakowania różnorodnych taśm skradły moje serce. Kupiłam co prawda tylko duże 2 opakowania, później jedno dostałam... później kupiłam 2 opakowania taśm bożonarodzeniowych... I tak mi się uzbierało. A jeszcze pod koniec roku robiłam zamówienie w pewnym sklepie, brakowało do darmowej dostawy, więc wybrałam jeszcze 3 pudełeczka. Prawdziwym szaleństwem jest jednak zakup ozdobnego dziurkacza - chociaż to, to co zostanie wycięte, a nie wzór w wyciętej kartce, jest ważny. Wybrałam sobie kształt znaczka pocztowego. Ale niestety znaczki wychodzą mniejsze, niż bym chciała, więc będę szukała większego.



Tę rozkładaną rozkładówkę ze słowami piosenki Lost and Found Jeffa Satura także bardzo, bardzo lubię. Idealnie pasuje do utworu i bardzo cieszyłam się, że tak udało mi się zebrać materiały i ozdobne taśmy, aby stworzyć tak akuratne karty. 



Zaszalałam i zrobiłam 3 karty z okazji comebacku Shinee w 2025. Zrobiłam to, aby nie zamawiać wszystkich 5 breloczków. Bo rozważałam to przez dobry miesiąc. Są superurocze i być może jeszcze kiedyś się zdecyduję, ale na tylko na jeden. Proces powstawania tej pojedynczej karty także pokazywałam na Instagramie. I już gdy ją robiłam i nagrywałam, zdałam sobie sprawę, że można było to zrobić dużo, dużo prościej, ale człowiek uczy się może nie na błędach - bo tak nie można tego nazwać - ale na pewno z doświadczeniem. 



I jeszcze dwie muzyczne karty! Pierwsza to Ride or Die wspominanego już Jeffa, a druga to Symmetry Eda Sheerana. 

A na marginesie jestem trochę zła, bo specjalnie czekałam na dobre światło i czas w ciągu dnia, żeby zrobić zdjęcia i na telefonie wyglądały one dobrze (nawet bardzo dobrze), a gdy zrzuciłam je na komputer wyglądały dziwnie. A blogger wziął swój haracz i też trochę zepsuł jakość, a ja już nie mogłam odkładać publikacji.  

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

LOVE, M

 

sobota, 10 stycznia 2026

Jak udało mi się opublikować tekst w czasopiśmie „Onomastica”

 Hello!

Zazwyczaj nie mam problemu z używaniem słowa „udało się” nawet, gdy coś wymagało ogromnych nakładów czasu, pracy i energii, ale w przypadku tej publikacji, to się nie udało. To było moje świadome, wytrwałe - albo zwyczajnie uparte - zawzięcie się, że opublikuję tekst w tym czasopiśmie, choćby nie wiem co i miało mnie to kosztować krew, pot i łzy. Tego akurat nie kosztowało, kosztowało trochę nerwów i mnóstwo czasu.

Ten tekst to w pewnym sensie druga część wpisu Moje przygody z czasopismami naukowymi - naprawdę zachęcam do przeczytania! 

Dlaczego tak mi zależało na tekście w tym czasopiśmie? Bo gdy szykowałam moją pracę licencjacką (zatytułowaną Sposoby zapisu koreańskich nazw własnych (miejscowych i osobowych) w książkach wydawanych w języku polskim) około roku 2018 i szukałam do niej źródeł i odkryłam istnienie tego czasopisma, sądziłam, że oto odnalazłam Świętego Graala. Spędziłam więc dużo czasu przed komputerem i pół dnia w bibliotece, przeszukując spisy treści kolejnych numerów, licząc, że znajdę coś, co będę mogła wykorzystać w pracy. I co? I nic. W tym czasopiśmie do tej pory nie ukazał się żaden tekst dotykający koreańskich nazw własnych. Postanowiłam to osobiście zmienić. 

Ale minęło trochę czasu zanim zdecydowałam się wysłać tam zgłoszenie. Po traumatycznych przeżyciach z recenzją do „Perspektyw kultury” nie chciałam sobie tego ponownie robić, ale jednocześnie nabrałam trochę pewności siebie podczas pisania pracy magisterskiej. Pierwsze zgłoszenie wysłałam w 2021 roku. 

W sumie wysłałam 3 albo 4 zgłoszenia, z 4 lub 5 wersjami tekstu - jeśli dobrze liczę, ale mogło mi coś umknąć. Jest to trochę bardziej skomplikowane, bo ten pierwszy tekst i ten, który został opublikowany zatytułowany Adaptowanie do języka polskiego koreańskich nazw miast – historia standaryzacji i uzus, chociaż dotyczą nazw własnych, a dokładnie nazw miast, nie są do siebie w ogóle podobne. Z tych 4/5 tekstów, 2 na pewno zostały wysłane do recenzji, a wszystkie przeszły też rundę wprowadzania przeze mnie sugestii, które dostałam od samej redakcji czasopisma - podpowiedzieli mi mnóstwo rzeczy i źródeł, na które sama bym nie wpadła [tym bardziej, że jestem daleko od ośrodków akademickich i porządnej biblioteki (chociaż dostałam w Ostrołęce publikację o nazwach geograficznych z 1959 roku)], a które według redakcji były istotne. I jak wspominałam te recenzje, sugestie - to kosztuje człowieka wiele nerwów. Ale nie dlatego że jestem jakoś bardzo przywiązana do samego tekstu - jestem do jego koncepcji, ale nie kolejności słów czy tego, że mogłam coś źle (albo kolokwialnie) napisać, bo tu mam dużą świadomość, że podchodzę do tematu z bardzo dosłownie tekstowej i niezniuansowanej pozycji osoby po filologii polskiej z nienaukową i niezamierzoną tendencją do pisania w sposób ironiczny i oceniający. I naprawdę bardzo chętnie poprawiam moje teksty, wierząc, że i mi, i recenzentom zależy, aby były lepsze. Niestety obawa, że recenzenci napiszą coś złośliwego uderzającego we mnie osobiście, jest naprawdę wielka przez tę wspominaną pierwszą recenzję (od tamtej pory dostałam już kilkanaście recenzji i niektóre odrzucały moje teksty, ale żadna nie była tak obraźliwa i kąśliwa jak tamta i z każdym kolejnym rokiem utwierdzam się w przekonaniu, że tamten recenzent z jakiegoś nieuzasadnionego powodu zwyczajnie się na mnie wyżył i jego recenzja na dobrą sprawę nie była zbyt profesjonalna). Co nie zmienia faktu, że teraz do recenzji podchodzę bardzo, bardzo powoli i czytam je na raty. 


 

Dostałam mniej więcej dwa tygodnie na wprowadzenie sugestii z recenzji, więc oczywiście zabrałam się za to 5 dni przed terminem (bo na przykład rozkręciłam i umyłam rower, zaczęłam pisać ten wpis albo oglądać nowy serial, aby tego nie robić). Ostatecznie wprowadzenie poprawek z jednej zajęło mi 15 minut, na drugą musiałam poświęcić dwa dni. Po odesłaniu poprawionej wersji miałam jeszcze obawę, że redakcja podejmie jednak mimo wszystko decyzję o niepublikowaniu mojego artykułu - niestety tak było z jedną z jego poprzednich wersji. Przeszła przez redakcję, recenzję, poprawki, ale ostatecznie redakcja nie zdecydowała się na jego publikację.

Gdyby się tak stało po raz kolejny, to po prostu wysłałabym go jeszcze raz (albo wysłała do innego czasopisma). 

Wcześniej dostawałam wiadomości, że tekst jednak się nie ukaże na początku września, więc gdy tym razem przez cały miesiąc nie dostałam żadnej informacji (i calusieńki wrzesień byłam mocno zaniepokojona), byłam już gotowa, aby po weekendzie 4-5 października po prostu napisać do sekretarza redakcji, ale z samego rana w piątek przesłany został do mnie tekst do autoryzacji po korekcie językowej! CO (chyba) OZNACZA, ŻE NAPRAWDĘ UKAŻE SIĘ NA KONIEC GRUDNIA (to czasopismo to rocznik i ukazuje się 31 grudnia). Tak naprawdę, to nawet gdy odesłałam tę korektę, to jeszcze nie była pewna i czekałam na informację w sprawie umowy. I dopiero, gdy ją dostałam za jakiś miesiąc, to finalnie się uspokoiłam.

Gdy okazało się, że tekst zostanie opublikowany, miałam w głowie taki cichy głosik, że redakcja w końcu postanowiła umieścić go w numerze czasopisma właśnie dokładnie dlatego - abym już więcej do nich nigdy nie pisała. I chciałoby się deprecjonująco dla siebie, dopisać – nie marnowała ich czasu, ale mogli oni równie dobrze napisać mi, że nie, nigdy i wcale nie opublikujemy pani tekstu, a zamiast tego dostawałam od redakcji tonę uwag i wskazówek, aby tekst poprawić, więc postanawiam wierzyć, że widzieli oni jakiś potencjał w tej mojej pisaninie. (Ta teoria może być jednak trochę prawdziwa, biorąc pod uwagę, że mój tekst jest ostatnim przed częścią z recenzjami i nie znajduje się w części Artykuły i rozprawy, tylko w części Materiały i komunikaty - i jeśli mam być szczera, nie mam pojęcia, co to znaczy; wydaje mi się, że mój tekst to jest normalny artykuł, ale może rzeczywiście to bardziej zbiór danych i materiał dla kolejnych badaczy).

Gdy w grudniu tekst przyszedł do mnie jeszcze po recenzji i korekcie (już w pdf-ie) to muszę przyznać, że z jednej strony było to trochę nie do uwierzenia, z drugiej miałam tego artykułu serdecznie dosyć i bardzo się cieszę, że nie będę go już nigdy w życiu czytała od deski do deski, aby go jeszcze poprawiać. Ale było mi też trochę szkoda, bo - jak wspominałam, pisałam ten tekst z perspektywy redaktorki i celowałam moje ostrze krytyki w wydawnictwa, które jedno pisały w notach redaktorskich (będą polskie nazwy własne), a drugie robiły (w tekście były nazwy funkcjonujące po angielsku) i chciałam bardziej zwrócić uwagę na praktykę i rzeczywiste funkcjonowanie tych nazw. A zrobił się z tego poważny (mam nadzieję) tekst językoznawczy. I ja to rozumiem, a jednocześnie widzę, jak bardzo ten artykuł, stając się naukowym, stracił trochę błyskotliwości i osobowości. I muszę przyznać, że są w nim dwa szczególne miejsca, gdzie nie wiem, czy przekaz podsumowujący dany akapit jest wystarczająco jasny i dosadny. Ale rozumiem, dlaczego musi brzmieć, jak musi. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

 

wtorek, 6 stycznia 2026

K-pop 2025 - grudzień

 Hello!

W grudniu idole i zespoły skupiali się raczej na występach na końcoworocznych rozdaniach nagród, galach i festiwalach oraz na publikowaniu piosenek świątecznych i specjalnych niż na wypuszczaniu nowych płyt, ale o kilku i tak warto wspomnieć! Na marginesie, to chyba był kolejny rok, który udowodnił, że występy idoli na festiwalach są ciekawsze niż na rozdaniach nagród. 

 

VERIVERY - RED (Beggin')

Przyznaję, ta piosenka zupełnie mi początkowo uciekła. I mam też wrażenie, że gdyby ją wypuścić pod koniec października poniosłaby się dużo lepiej. Ale muzycznie to są właśnie moje klimaty totalnie, a poza tym bardzo się cieszę, że zespół wciąż jest aktywy bez zmian w składzie (chociaż niektórzy są w wojsku).  

Taeyeon - Panorama

Taeyeon wydała album the best of i SM nie promowało go wcale. A Panorama to bardzo ładna piosenka, gdyby SM się postarało, to mogłaby spokojnie zrobić zamieszanie jak ostatnia piosenka Hwasy.

DAY6 - Lovin’ the Christmas

Ależ mi się podobały zapowiedzi tej piosenki! Przecież to były wzory do haftu krzyżykowego dosłownie. Kiedyś się zabiorę i je powyszywam (jeśli mam wśród czytających fanów czy fanki zespołu, to dajcie znać, z chęcią zrobiłabym je komuś na prezent!). Piosenka jest urocza, klip jest przeuroczy, prześliczny i w ogóle cudny!

WayV - Eternal White

Nie podoba mi się piosenka, ale za to naprawdę bardzo podoba mi się jej choreografia. Przesłuchałam też całą płytę - nawet dwa razy - i muszę napisać, że jest niestety zupełnie nieszczególna, a ja bardzo lubię słuchać muzyki po chińsku, gdy pracuję. 

Minho - Tempo

Zawsze czekam na nowe piosenki Minho, bo liczę, że wyda coś, co spodoba mi się tak bardzo jak Heartbreak, ale jeszcze się nie doczekałam. Tempo mi się bardzo podoba, naprawdę, ale jakoś nie widzę, abym miała do tej piosenki wracać.

Zico, Lilas - Duet

Przyznaję piosenka zaciekawiła mnie przy pierwszym przesłuchaniu, ale teledysk wydał mi się zbyt rozpraszający, jak do tak prostego utworu. Tym, co mnie bardzo przekonało był występ Zico i Lilas na rozdaniu nagród MMA - i naprawdę polecam sobie zerknąć, bo świetnie pokazuje, jak bardzo sympatyczna jest to piosenka. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

 

piątek, 2 stycznia 2026

PODSUMOWANIE 2025

 Hello!

Zazwyczaj podsumowanie roczne, to prosty wpis z linkami do tekstów z minionego roku, do których warto według mnie wrócić, ale tym razem chciałabym go wykorzystać, aby zwrócić uwagę na pewien skradający się, ale obecny problem, który zauważyłam na blogu w 2025 roku. 

Otóż niepokoi mnie fakt, że są komentujący, którzy wrzucają teksty z bloga w czata GPT (czy inny model językowy), aby napisał im komentarz, który potem zamieszczają pod wpisem. I nie chodzi nawet o to, że dają sztucznej inteligencji materiał do nauki (to i tak jest w internecie), ale o pewną bezrefleksyjność takiego działania i fakt, że to zwyczajnie widać. Modele językowe piszą w bardzo specyficzny sposób, takie komentarze są zazwyczaj długie (mają 3-4 akapity w szkolnym układzie wstęp-rozwinięcie-zakończenie) i bardzo kontrastują z bardziej ludzkimi komentarzami w stylu: „Ciekawy wpis”, „Dzięki tobie zainteresuję się tą książką”, „To nie w moim guście” itp. i (uwaga!), aby napisać taki komentarz nie trzeba nawet czytać wpisu (oczywiście zawsze zachęcam do dokładnego czytania, ale nie będziemy się oszukiwać, że każdy ma na to zawsze czas, a wiele osób chce dać znać, że zobaczyło nową publikację na blogu)! Który - skoro albo przesłałeś link/tekst modelowi - już i tak otworzyłeś. Ale otworzenie modelu, to jednak jakiś dodatkowy krok przed przekopiowaniem i opublikowaniem komentarza. Z mojej strony wrzucam takie komentarze od razu do spamu, bo nie są one niczym innym, jak tylko zanieczyszczaniem internetu. 

I zastrzeżenie, którego chyba nie muszę czynić, ale napiszę dla jasności - oczywiście nie wszystkie komentarze, które mają 3 akapity to dzieła modelu językowego. Różnica jest taka, że zwyczajnie zna się wielu blogerów, wie, jak oni piszą na swoich blogach, że lubią dyskutować i ogólnie jest to o wiele bardziej ludzkie. A nawet jak się nie zna - to można wejść na ich stronę i to sprawdzić. Jeszcze nie widziałam blogera, który tak wytrenował swój model, aby dobrze udawał jego sposób pisania postów. 

STYCZEŃ 

Ze stycznia chciałabym przypomnieć recenzję k-dramy Wiszenie na telefonie - When the Phone Rings  - przy czym napiszę uczciwie, że serial mnie znudził. A w roku 2025 jakoś tak wyszło, że prawie dram nie oglądałam! I na dokładkę recenzja książki - Dystans - Świat na sprzedaż.

LUTY

Tu zostawię polecenie książki Zostać zrozumianym - Tragedia w Waco. Oraz polecenie dramy i muszę sama się pochwalić, bo bardzo podoba mi się tytuł jej recenzji, który wymyśliłam - Helikopterowa propaganda - The Trauma Code: Heroes on Call.

MARZEC

Widzę, że wpadam w pewien schemat: jedna książka, jedna drama. W przypadku marca są to: Wszystkie znaki na niebie i ziemi - Katastrofa Challengera oraz  Życie obok siebie - Melo Movie.

KWIECIEŃ

Zmieniamy odrobinę temat - zostajemy przy książkach, bo nie mogę nie wrócić do Nieszczęście drugiej kolejności - O północy w Czarnobylu, ale kwiecień to tradycyjny miesiąc Szekspira na blogu - powstają 3 wpisy, ale chciałabym wrócić do tego, który wszystko zapoczątkował, czyli tego dotyczącego anime - Szekspir w anime i mandze #10.

MAJ 

Rok 2025 był całkiem udany pod względem wywiadów, więc wypadałoby przywołać choć jeden - Wszystko, o co chciałam zapytać tłumaczkę [wywiad Aleksandra Woźniak-Marchewka]. Wracając do wpisów z początku roku, widzę, że wiele seriali, które wtedy oglądałam bardzo mnie nudziło - i może dlatego w drugiej połowie roku nie miałam motywacji, aby cokolwiek oglądać - Nagromadzenie strzelb Czechowa - Projekt UFO.

CZERWIEC

Pierwszy k-popowy wpis na liście! To przegląd motywu Ride or die albo Bonnie i Clyde w k-popie 2!Niech czerwiec będzie miesiącem pierwszych razów - i oto pierwszy wyszywany projekt, do którego wracam - Wyszywany kiciuś. Ale niech będzie też coś bardziej konkretnego w postaci książki - Życiowe historie - W cieniu AI. Jak sztuczna inteligencja ingeruje w nasze życie?.    

LIPIEC

Zaczynamy od ostatniego sezonu Squid Game, bo wypadałoby domknąć tę historię - Naturalne konsekwencje - Squid Game sezon 3. Anime pojawia się na blogu mniej więcej trzy razy w roku (chociaż, uwaga!, mam zaczętą pewną recenzję, tylko bardzo brakuje mi czasu, aby ją dokończyć, ale ja to na pewno zrobię!) i to był jeden z tych przypadków - Czymże trzeba zapłacić za prawdę o naturze wszechświata? - O ruchach Ziemi.

SIERPIEŃ

Miesiąc blogowego urlopu. 

WRZESIEŃ

Nie oglądałam dram, ale oglądałam inne rzeczy na Netflixie, głównie drugie sezony I w kółko - Wednesday 2  oraz Nigdzie albo wszędzie dopiero będzie - 1670 sezon 2. We wrześniu ukazała się też kolejna część najliczniejszej i najstarszej serii na blogu dotyczącej aktorów i aktorek występujących w teledyskach -  Nie tylko w kinie i teatrze 37.

PAŹDZIERNIK

Halloweenowo-kpopowe wpisy na blogu mają się świetnie - Wampiry w k-popie 2. Trochę książkowo zostałam w tyle, a warto wrócić do tych dwóch tytułów: Ciepło - Masło  oraz W porównaniu i skojarzeniach - Tajwan. Herbatka na beczce prochu.

LISTOPAD 

O ile seriale oglądałam, jakieś k-dramy też widziałam, tak nowe filmy (o ile nie były to produkcje dokumentalne Netfliksa, które są zebrane we wpisach Naoglądałam się dokumentów), które widziałam w 2025 roku, mogłabym chyba policzyć na palcach jednej ręki - a jednym z nich byłaby Nie ma okazji ich poznać - Fantastyczna 4: Pierwsze kroki. Z listopada wydaje mi się, że warto jeszcze zwrócić uwagę na wpisy: o książce - Nie przeszkadza - Dom zła  oraz o serialu - Należy zebrać drużynę - The Witcher 4.

GRUDZIEŃ 

Grudzień to miesiąc list i naprawdę nie wiem, którym należy się szczególne wyróżnienie - tym bardziej, że miesiąc dopiero co się skończył. Ale może najnowszy dodatek do listy list, czyli w końcu zaczęłam także zbierać wydane w danym roku książki o Japonii - Książki o Japonii 2025. I nie mogę zapomnieć o chyba najciekawszym i najbardziej wieloetapowym wyszywanym projekcie 2025, czyli Karta The Lovers.

I tak w skrócie prezentował się rok 2025 na blogu!

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

LOVE, M  

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Książki o Japonii 2025

Hello!

Mieliśmy już książki o Chinach, mieliśmy o Koreach, ale brakowało tych o Japonii - więc w tym roku pierwsza taka lista! W zasadzie z moją miłością do list, to naprawdę zaskakujące, że tak długo zajęło mi zabranie się za zbieranie książek o Japonii. Tym bardziej, że wiedziałam, że książek o Chinach i o Japonii w Polsce wychodzi dużo, dużo więcej niż książek o Koreach. Doliczyłam się 22. Więc jest ich o niebo więcej niż tych o Koreach i o 12 więcej niż o Chinach kontynentalnych. 


Co? Japonia. Przewodnik po bóstwach, duchach i bohaterach 
Kto? Joshua Frydman 
Gdzie? Wydawnictwo Poznańskie 
Tłumaczenie? Nika Sztorc 

Co? Japonia. Od anime do zen 
Kto? Marco Reggiani 
Gdzie? Wydawnictwo Nasza Księgarnia 
Tłumaczenie? Joanna Wajs 

Co? (przewodnik) Japonia 
Kto? Katarzyna Monczyn  
Gdzie? Wydawnictwo Pascal   

Co? Japonia. Kraj możliwości 
Kto? Zofia Jurczak 
Gdzie? Bezdroża 

Co? Wdowa, Kapłan i Łowca Ośmiornic. O znikającym świecie japońskiej wyspy 
Kto? Amy Chavez 
Gdzie? bo.wiem 
Tłumaczenie? Anna Skucińska 

Co? Historia Japonii. Niezwykła opowieść o Kraju Wschodzącego Słońca, samurajach, siogunach i zen 
Kto? Jonathan Clements 
Gdzie? Wydawnictwo SMB 
Tłumaczenie? Maciej Antosiewicz 
 
Co? Seksualność i erotyka w Japonii 
Kto? Gabriela Matusiak 
Gdzie? Wydawnictwo Dialog 

Co? Trudne sąsiedztwo. Krótka historia stosunków japońsko-rosyjskich
Kto?  Elżbieta Potocka
Gdzie? Wydawnictwo Dialog 
  
Co? Umami. Jak smakuje Japonia. Poznaj smaki japońskich miast, lokalne targi i knajpki, mistrzów kuchni i specjalne przepisy. Wszystko o japońskiej gastronomii 
Kto? Tomasz Cegielski 
Gdzie? Pascal 
 
Co? Anglik w Japonii. 10 lat w Kraju Wschodzącego Słońca 
Kto? Chris Broad 
Gdzie? Wydawnictwo Insignis 
Tłumaczenie? Dorota Konowrocka-Sawa 

Co? Hiroszima 
Kto? John Hersey 
Gdzie? Znak Literanova 
Tłumaczenie? Jerzy Łoziński 

Co? Pola i Franek odkrywają świat. Japonia, czyli kraj, w którym jelonki chodzą po ulicach 
Kto? Paulina Walczak-Matla 
Gdzie? Wydawnictwo Pascal 
  
Co? Sushi Ramen Express. Wszystkie smaki Japonii 
Kto? Michael Booth 
Tłumaczenie? Magdalena Rabsztyn 
Gdzie? MANDO  

Co? Wojownicy z pól ryżowych. Historia samurajów 
Kto? Pierre-Francois Souyri 
Tłumaczenie? Eliza Kasprzak-Kozikowska 
Gdzie? Znak Horyzont 

Co? Historia kultury popularnej w Japonii. Od XVII wieku do współczesności 
Kto? E. Taylor Atkins 
Tłumaczenie? Joanna Gilewicz 
Gdzie? Wydanictwo UJ 

Co? Japonia. Od mitycznych początków do popkulturowej potęgi 
Kto? Lesley Downer 
Tłumaczenie? Tadeusz Chawziuk  
Gdzie? Copernicus Center Press 

Co? Okno z widokiem na Fuji. Japonia - kraina szeptów i niedomówień 
Kto? Dominika Giordano 
Gdzie? Wydawnictwo Bezdroża 

Co? Od miecza do mangi. Opowieść o Japonii
Kto? Christopher Harding
Tłumaczenie? Dorota Ponikowska
Gdzie? Mando

Co? Wielka księga kuchni japońskiej
Kto? Sachiyo Harada
Tłumaczenie? Adriana Celińska
Gdzie? Wydawnictwo Marginesy

Co? MA. Pomiędzy ubraniem a ciałem. Historia współczesnej mody japońskiej
Kto? Rafał Reif
Gdzie? Rafał Reif Fashion

Co? Japonia i Indie – dwie cywilizacje i dwie wizje współczesnego porządku normatywnego – podobieństwa, różnice, wyzwania
Kto? red. Joanna Marszałek-Kawa, Tomasz Łukaszuk
Gdzie? Wydawnictwo Adam Marszałek

Co? Poznaj Japonię
Kto? Kasia i Wojtek Grabowscy
Gdzie? Wydawnictwo Yuki

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki! Blog oraz instagram są nominowane w plebiscycie Opowiem ci - serdecznie zachęcam do głosowania.

LOVE, M