piątek, 13 września 2019

Koniec niewinności - Mo Dao Zu Shi / Founder of Diabolism: The Past

Hello!
Miałam szczęście. Miałam szczęście i niesamowite wyczucie czasu, że Mo Dao Zu Shi zainteresowałam się w tym roku, mniej więcej na 15 odcinków przed końcem dramy. Okazało się, że pomimo lekkich wątpliwości WeTV jest legitnym źródłem, ale - co jeszcze ciekawsze - i cała drama, i pierwszy sezon anime (który ukazał się w zeszłym roku) są na Youtube. To znaczy dwa ostatnie odcinki anime zostały na YT dodane 9 września. Ale nawet nie to jest najlepsze - bo co byłoby z tego wszytskiego, gdyby było na YT, ale było bez napisów? Z chińskiego rozumiem dokładnie dwa słowa, więc nie byłoby to zbyt pomocne. Ale i na YT i na WeTV są angielskie napisy. 

Lan Zha, Wei Wuxian, Lan Wangji, Wei Ying

A ja twierdziłam, że dostęp do chińskiej popkultury może być trudny. A przynajmniej w przypadku Mo Dao Zu Shi jest łatwiejszy niż sądziłam. Oprócz książki/web novel - ona nie ma oficjalnego wydania po angielsku. Angielskich napisów nie ma też tona filmików zza kulis nagrania dramy na YT, ale część (bardzo niewielka) ma napisy na WeTV.
Przy okazji dopiszę coś, o czym oczywiście zapomniałam przy recenzji dramy oraz ogólnie chyba nigdy się nie złożyło aby wspomnieć na blogu - uwielbiam latających ludzi. Przyczajony tygrys, ukryty smok, a nawet bardziej Dom latających sztyletów to jedne z moich ulubionych filmów ever, więc nagrania zza kulis, gdy aktorzy byli na linkach i odgrywali to latanie, to jeden z najciekawszych elementów tych klipów BTS.

Wei Wuxian, Wei Ying, Yiling Patriarch

Wpis wprowadzający do całego świata Mo Dao Zu Shi możecie kliknąć tutaj.
Recenzja dramy: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane - The Untamed


Z kronikarskiego obowiązku informuję, że Founder of Diabolism: The Past opowiada o Wei Wuxianie, Jiang Chengu, Lan Zhanie i fantastycznym świecie walk ze złymi duchami, diabolicznymi mocami i podążania za ścieżką dobra do osiągnięcia nieśmiertelności. Jednak szybko nasi bardziej i mniej psotni bohaterowie stykają się nie ze złem w postaci duchów, ale ze złem w postaci najpotężniejszego klanu i jego przywódców. Nie jest zaskakujące, że ludzie okazują się gorsi od potworów.

Jiang Cheng

W recenzji dramy pisałam, że to brat Lan Zhana, którego widać po prawej na ostatnim kadrze, miał ochotę robić najwięcej facepalmów w całej serii. W anime ten obowiązek wziął na siebie Jiang Cheng. Szkoda, że nie widzieliście jak bardzo śmiałam się, gdy to zobaczyłam.


A teraz po kolei. Mo Dao Zu Shi jest Najpiękniejszą. Animacją. Jaką. Widziałam. 
Ze wszystkich anime i filmów animowanych jakie kiedykolwiek obejrzałam. Po prostu nie można oderwać od niej wzroku. Mam wrażenie, że oglądając pierwsze cztery odcinki, wcale nie mrugałam. Moje oczy były całkowicie przyklejone do ekranu i pochłaniały każdy detal scenografii albo zachwycały się animacjami walczących postaci. Hipnotyzujące. 
Jeśli oglądacie Mo Dao Zu Shi na Youtube to oglądanie w jakości innej niż 1080p mija się z celem, wiec pilnujcie waszego połączenia internetowego, aby jakość nie spadła.

Mo Dao Zu Shi

Z tłumaczeń tytułu Founder od Diabolism podoba mi się zdecydowanie mniej niż Grandmaster of Demonic Culitivation, ale najbardziej i tak lubię Mo Dao Zu Shi.


A propos bycia zahipnotyzowanym - odcinki mijają tak szybko, że dosłownie na końcu każdego zastanawiałam się, jakim cudem to możliwe. "Co? To już? Przecież zaczęłam oglądać dwie minuty temu!" - za każdym razem byłam zdumiona, gdy przychodziło mi włączyć kolejny odcinek, bo oznaczało to, że będzie mniej odcinków do końca sezonu.

Lan Sizhui

 Mój ulubiony bąbelek też ma moment, gdy jedyną reakcją na zachowanie innych bohaterów może być tylko facepalm.


Sekwencja otwierająca jest przepiękna, nie wiem, czy kiedykolwiek widziałam lepszy opening. Ma jasną strukturę, stanowił ładne wprowadzenie dla bohaterów i wyjaśnienie ich relacji,  do tego jest pięknie animowany oraz opowiada historię. Jeśli dobrze mu się przyjrzycie to odkryjecie, że opening jest częściowo pokazany z perspektywy Lan Zhana, co jest o tyle istotne, że przez całe anime nie za bardzo wiadomo, co chodzi mu po głowie . Ending też jest bardzo ładny, choć wizualnie nie robi takiego wrażenia jak opening, stanowi jednak jego dopełnienie, wręcz rodzaj duetu, bo, chociaż miałam wątpliwości - tak jak początek jest pokazany z perspektywy Lan Zhana, tak słowa odnoszą się do Wei Wuxiana, a w sekwencji kończącej do Lan Zhana. Sama piosenka jest bardzo ładna, ale podszyta ogromnym smutkiem.

Mo Dao Zu Shi, Founder of Diabolism: The Past

Mam nadzieję, że widać, jak piękny i dynamiczny jest ten opening. Oczywiście w ruchu wygląda tysiąc razy korzystniej.


Dzięki temu, że anime na tylko dwanaście odcinków (w przeciwieństwie do dramy, która ma 50) można teraz dokładniej skupić się na pokazanym fragmencie historii bohaterów i rozwoju ich relacji. Przy okazji wspomnę, że choć początkowo bawiło mnie, ale niestety jednocześnie odrywało od historii, porównywanie animacji i dramy to szybko wciągnęłam się w fabułę donghuy (dlatego słowo anime jest takie dobre - bo się nie odmienia) i przestałam mieć potrzebę zestawiania jednego z drugim. Jednak nie wiem, czy to skupienie się na szczegółach charakteru poszczególnych bohaterów nie wynika z tego, że dzięki dramie wiedziałam czego szukać i gdzie znaleźć pewne pęknięcia w relacjach bohaterów. Być może są one oczywiste i po prostu dzięki mniejszej liczbie odcinków na raz można się na nich lepiej skupić, ale być może to jednak wpływ wcześniejszej wiedzy (oraz poczytania trochę co o niektórych sprawach myślą fani).

Lan Zhan, Lan Wangji

Byłam bardzo zaskoczona, jak niesamowicie łamiący serce był piętnasty odcinek donghuy.


Pierwszy sezon anime ma 15 odcinków i można je podzielić mniej więcej na trzy części: od pierwszego do szóstego/siódmego epizodu, od siódmego do dwunastego i od dwunastego do piętnastego. W pierwszej części poznajemy wszystkich bohaterów i skupiany się na ustanowieniu relacji pomiędzy nimi. W drugiej części przybliżona zostaje bardziej niż mogłoby się wydawać skomplikowana relacja pomiędzy Wei Wuxianem a Jiang Chengiem (i to jest ten element na którym  w animacji można skupić się bardziej niż w dramie), a także polityka świata przedstawionego daje się we znaki naszym bohaterom. W trzeciej obserwujemy natomiast upadek bohaterów i załamywanie się świata. Dosłownie - ten sezon (jego część w przeszłości) jest jak równia pochyła - zaczyna się wesoło gdzieś na szczycie Mount Everestu a kończy na dnie Rowu Mariańskiego.

Lan Zhan, Lan Wangji

Minęło tylko 13 (lub 16) lat i Lan Zhan w końcu sprowadził Wei Wuxiana do Gusu. Czy też do Cloud Recesses - chyba jeszcze o tym nie wspominałam, ale ogromnie podobają mi się nazwy siedzib klanów, szczególnie ta i Lotus Pier.


Ponieważ bardzo łatwo polubić bohaterów, a jeśli nawet nie polubić to dokładnie rozumieć dlaczego zachowują się tak a nie inaczej, to wszystkie nieszczęścia, które na nich spadają przeżywa się bardzo mocno. A nieszczęść nie brakuje - dla mnie to oznaczało, że jakieś sześć ostatnich odcinków oglądałam przez łzy. Oczywiście wiedziałam co się stanie, płakałam, gdy to samo działo się w dramie, ale animacja jest dużo straszniejsza i bardziej poruszająca niż drama. Narysować i zanimować można zdecydowanie więcej niż nagrać i działa to bardzo na niekorzyść serc biednych fanów.

A osiem odcinków drugiego sezonu już jest w trakcie uploadowania na Youtube. Brakuje dwóch ostatnich. A fani spodziewają się, że trzeci sezon będzie w przyszłym roku i też szybko pojawi się na YT.

LOVE, M

wtorek, 10 września 2019

IV Festiwal Muzyczny Ostrołęckie Operalia

Hello!
Początek września stoi w Ostrołęce wydarzeniami kulturalnymi. A ja oczywiście mam o nich bardzo dużo do napisania. Dzisiaj podsumowuję IV Festiwal Muzyczny Ostrołęckie Operalia.

IV Festiwal Muzyczny Ostrołęckie Operalia

 

niedziela 25 sierpnia

Bella Italia

 

Prawdopodobnie powinnam była zapowiedzieć to już wcześniej, ale istnieje taka uzasadniona obawa, że ten wpis zmieni się w litanię narzekań. Nie dlatego że koncerty mi się nie podobały - podobały mi się nawet bardzo, ale ponieważ włącza mi się myślenie i patrzenie na takie imprezy pod kątem "a co można było zrobić lepiej".

W każdym razie rozpoczęcie koncertu lekko się opóźniło - co nie jest ani dziwne, ani zaskakujące na takich imprezach. Co było natomiast zaskakujące to to, że jakiś przemawiający polityk stwierdził, że Operalia to najważniejsza i największa impreza kulturalna w Ostrołęce w najbliższych tygodniach. Zauważcie, że publikuję ten wpis już po wrażeniach z tegorocznej dziesiątej edycji InQubatora. Pan polityk się nie popisał, a wiem, że jego słowa słyszała jedna z pań odpowiedzialnych za InQubator. 

Dwa. Praktycznie zawsze, gdy promuje się i reklamuje taką imprezę mówi się, że każda kolejna edycja jest lepsza i ciekawsza niż poprzednia. Zwykle albo jest to prawda, albo poziom jest ten sam, albo spada niezauważalnie. Niestety, że poziom - może poziom to złe słowo; rozmach jest bardziej akuratne - a więc, że rozmach tego pierwszego koncertu był niższy niż zeszłorocznego, było widać na pierwszy rzut oka. Orkiestra była skromna - a to ogromna szkoda, bo była cudna, ale bardzo żałowałam, że nie mogłam posłuchać utworu Nessun Dorma w nieco bardziej monumentalnym wykonaniu. I kolejna być może wcale nieistotna, ale dla mnie zauważalna sprawa. Występujące solistki nie zmieniały strojów przez cały wieczór. Wiem, że może się to spostrzeżenie wydać co najmniej dziwne, ale znów w poprzednich latach niektóre solistki zmieniały suknie do prawie każdego utworu.
W każdym razie bardzo nie lubię mówienia nieprawdy, a twierdzenie, że ten koncert był lepszy od koncertu z zeszłego roku z Płocką Orkiestrą Symfoniczną im. W. Lutosławskiego pod batutą Maesto Jerzego Maksymiuka zdecydowanie nie jest prawdą. 

Bella Italia


piątek 30 sierpnia

Najpiękniejsze utwory męskiej literatury wokalnej


Ten koncert, chociaż bardziej kameralny, bo nie było całej orkiestry, a fortepian, trzech śpiewaków i prowadzący był zdecydowanie lepszy niż pierwszy. Niestety odbywał się w Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce, gdzie było przygotowane tylko około 112 miejsc siedzących (starałam się dokładnie policzyć), a zainteresowanie koncertem było zdecydowanie większe. Co jest świetną wiadomością dla organizatorów, ale jednocześnie byli tym zaskoczeni - nie wiem czemu, bo w zeszłym roku koncerty cieszyły się ogromną frekwencją, na pierwszym koncercie w tym roku także było bardzo wielu ludzi.

Problem jaki był na tym koncercie to zachowanie ludzi. A dokładnie to mocno starszych pań, które stanowiły zdecydowaną większość widowni. Panie, które siedziały w rzędzie przede mną i Mamą momentami zachowywały się jak dwunastolatki na koncercie jakiegoś obecnego idola młodszych nastolatek. Pod koniec jednego z utworów Jakub Milewski rzucał w tłum papierowe kwiatki. Jeden z nich rzucił w kierunku rzędu przede mną i kwiatek leciał tak, że powinna go była złapać pani siedząca jako pierwsza lub druga. Ale pani z końca tego rzędu rzuciła się na ten kwiatek, zgniotła dwie panie po swojej lewej, ale kwiatek zdobyła. Wydaje mi się, że nawet Jakub był zażenowany tym zachowaniem. Jeszcze jedna sytuacja z samego początku koncertu - pierwszy utwór nie był zapowiadany i śpiewak wypadł z kulis śpiewając. Starsze panie za mną trochę spanikowały, bo nie skończyły się jeszcze kłócić z jakimś panem na temat tego, czy zatrzymywanie/rezerwowanie miejsc dla znajomych to coś, co powinno być robione i wszyscy zaczęli się przepychać, a gdy już pani się usadziły to jeszcze komentowały i rozmawiały na temat tego, co zaszło. A ludzie z przodu, z tyłu i z boku próbowali im zwrócić uwagę. Bezskutecznie. Już później inne panie zaczęły gadać, aż prowadzący Rembiszewski nie wytrzymał i zapytał się, czy może w czymś pomóc. Trochę je to uspokoiło, ale dalej dalej rozmawiały w czasie koncertu. Ogólnie o czułam się jak w przedszkolu albo i gorzej, bo zachowanie przedszkolaków można zrozumieć, ale zachowanie starszych pań już niekoniecznie.

A koncert był naprawdę fenomenalny.

Najpiękniejsze utwory męskiej literatury wokalnej

piątek 6 września

Uśmiechnij się z Kiepurą 


Zdecydowanie za mało na tym blogu narzekania, więc ponarzekam jeszcze. Ogólnie to nie był zły koncert, tylko mnie nie kupiła jego konwencja. Miałam ogromne uczucie, że aktorzy-śpiewacy udają charyzmę, której tak naprawdę nie mają oraz że ogólnie wcale nie bawią się dobrze. Mało szczere i sztuczne to było. Jedyną osobą, która wyglądała na scenie, jakby naprawdę dobrze się bawiła, był Mieczysław Smyda dyrektor Orkiestry Festiwalowej. Oraz kontrabasista, którego rozrywką było przyglądanie się publiczności. Całkiem go rozumiem.

Zastanawiałam się, czy gdyby nie zamienić tego koncertu i koncertu w MKK miejscami nie byłoby lepiej. I chociaż Uśmiechnij się z Kiepurą jest zaplanowanym widowiskiem plenerowym, nie wiem, czy nie lepiej sprawdziłby się jako bardziej kameralny koncert.

Straszny dwór

niedziela 8 września

Straszny dwór

Wersja kostiumowa opery 

Wystąpili: Płocka Orkiestra Symfoniczna i chór pod dyrekcją maestro Janusza Przybylskiego oraz soliści i narrator.


To nie zdarza się za często, abym nie wiedziała co napisać i nie umiała jasno określić, czy coś mi się podobało czy nie. A tu tak jest. Może to wynikać z tego, że pomimo kostiumów, pomimo orkiestry, chóru i solistów - łącznie ponad 70 osób - cały ten koncert nie robił tak ogromnego wrażenia jakie powinien. Po pierwsze to nie była cała opera, a tylko wybrane fragmenty z każdego z aktów. To rodzi pewne problemy narracyjne, gdyż na przykład gdy na scenę wchodził Maciej i Skołuba, aby zaprezentować prawdopodobnie najbardziej znaną arię - Ten zegar stary - widzowie nie wiedzieli kim są te postaci, ani dlaczego znajdują się one na strychu. A trudno zakładać, że wszyscy ludzie czytali streszczenie tej opery czy ogólnie wiedzą o co w niej chodzi. Naprawdę lepiej zakładać, że widzowie nic nie wiedzą. Bo nawet jeśli znają samą arię, mogą nie znać jej kontekstu. Druga sprawa, znacznie poważniejsza - nie wszystkich solistów można było zrozumieć, chociaż większość z nich się rozśpiewała w trakcie trwania przedstawienia. Ale, gdy tylko zaczynała śpiewać więcej niż jedna osoba - nic nie można było zrozumieć. Sceny zbiorowe z chórem to była katorga do słuchania. Na dodatek katorga ciągnąca się do tego stopnia, że (uwaga! tak!) ludzie przysypiali.

Co jest jeszcze ciekawe, gdy sprawdzałam solistów okazało się, że części osób w ogóle nie można znaleźć, nie ma nagrań z innych ich występów, nie można ich znaleźć w obsadach innych przedstawień. A niektórzy soliści to soliści z Filharmonii Narodowej. I wiecie tak naprawdę, nie trzeba było tego nawet sprawdzać, bo siedząc na widowni i słuchając, można było od razu poznać, kto ma jakie doświadczenie. Mi najbardziej podobała się rola Damazego, w którego wcieli się Jacek Ornafa. W każdym razie to nie był zły koncert, tylko niesamowicie nierówny.


Zdecydowanie ta edycja Festiwalu Muzycznego Ostrołęckie Operalia była nieco słabsza niż zeszłoroczna, ale jednocześnie trzeba mu oddać sprawiedliwość - tegoroczny InQubator (aby wziąć najbliższy przykład) też nie powalał rozmachem, ale ostrołęczanie bardzo lubią obie imprezy (nawet nie wiem, czy Operalia nie bardziej).

Pozdrawiam, M

niedziela, 8 września 2019

10. Festiwal Teatralny InQbator 2019

Hello!
To już dziesiąty Festiwal Teatralny InQbator, a czwarty przy którym kręcę się w biurze organizacyjnym. Albo stoję pod drzwiami i pilnuję, aby żaden ze spóźnionych widzów przypadkiem nie zakłócił trwającego spektaklu. Ale nie będę się już dokładnie rozpisywała, zostawię linki do wpisów z trzech poprzednich lat.


Ja gore Teatr Akt

 

Alicja w Krainie Czarów

Ostrołęcka Scena Autorska


Bardzo ładne, bardzo poprawne przedstawienie młodzieży z Ostrołęki. Nic szczególnego, ale i nic do czego tak naprawdę można by się przyczepić. Oprócz zdecydowanie zbyt długiej i głośnej sceny z Szalonym Kapelusznikiem, ale to może dlatego, że dziewczyna, która grała Kapelusznika reżyserowała to przedstawienie.

Alicja w Krainie Czarów


Ogromne brawa należą się występującej młodzieży. Szczególnie Kotu i Królowej Kier. Dziewczyny były niesamowite.

Ale Calineczka wystawiona w 2016 pozostaje najlepszym spektaklem OSY. 

Medea

Wrocławskie Centrum Pantomimy


Aktorzy z Wrocławia dostają na wstępie ogromnego plusa za bycie miłymi ludźmi. A spektakl bardzo mi się podobał, tancerki z zespołu były niesamowite, a fabuła przedstawienia miała plot twisty. 

Zza kulis mogę napisać, że po garderobie i korytarzach kręciło się dwóch małych chłopców. Nie jest to szczególnie dziwne, jeśli rodzice krają w teatrze. Co było natomiast zaskakujące, a zupełnie nie przyszło mi do głowy wcześniej - że ci chłopcy grali w tym przedstawieniu! Byli uroczy, szczególnie w scenach, które działy się w Koryncie. 

I jeszcze jeden plus dla Wrocławskiego Centrum Pantomimy - opis ich spektaklu jest jednym z najjaśniejszych i akuratnych opisów jaki kiedykolwiek czytałam. Sugeruje jedynie, że spektakl może być uwspółcześniony, a nie jest tak do końca. Pozwolę sobie przytoczyć ten opis ze strony teatru.


Kto się boi Medei? W przeciwieństwie do przeciętnej atenki Medea zamiast dbać o życie – odbiera je, zamiast tworzyć dom – niszczy ten, w którym jest podejmowana. Przesłanie jest takie: nie bądź jak Medea. Jednak, jak wiemy, teatr grecki tworzony był przez mężczyzn i w głównej mierze dla mężczyzn. Stąd też wniosek może być następujący: panowie opowiadali sobie samym historie na temat tego, jakie powinny być ich panie – te, które bierze się za żonę i te, które wychowuje się w swoich domach. Jak daleko jesteśmy od tej sytuacji dziś w Polsce w XXI wieku? Czy dalej wierzymy w czarownice ze Wschodu, które mordują własne dzieci w ramach zemsty na niewiernych mężach? Czy dalej trzeba bać się silnych, niezależnych kobiet? Czy Medea musi nas jeszcze straszyć? A może lepiej dalibyśmy jej spokój i pozwolili zejść ze sceny. Po to, by mogła wybrać sama dla siebie: czy poskromi smoka, czy pokroi składniki na grecką sałatkę. (http://pantomima.wroc.pl/spektakle-pantomima/medea/)

Arka

Teatr Ósmego Dnia


Jak teatr posiada statek (który przewozi dwunastotonowym tirem) to musi robić wrażenie. I chociaż spektakl podobał mi się ogromnie, to mam wrażenie, że statek aż za bardzo przytłacza, robi za duże wrażenie i nic z poprzednich sekwencji nie wybrzmiewa tak głęboko jak powinna. Co mi się bardzo podobało to, to że spektakl grany jest wśród publiczności, która musi się rozstępować, schodzić (albo i nie) z drogi aktorom i w taki bierny sposób była zaangażowana. 

Arka Teatr Ósmego Dnia

Jest to spektakl wyjątkowy dla InQubatora i Ostrołęki, bo grany był w 2010 roku na zakończenie pierwszego InQubatora i organizatorom bardzo zależało, aby przedstawienie powróciło do miasta w tym roku.

Once

Warszawskie Centrum Pantomimy


W skrócie, bo nie ma co się rozwlekać tak jak rozwleczony jest ten spektakl. Once jest nudne i miałkie, zabawne sceny są ledwie zabawne, smutne sceny są smutne w sposób, w który nieszczególnie porusza serce, efektowne sceny są efektowne, ale nie można oceniać takiego spektaklu tylko fragmentami, w których jest głośna muzyka i kolorowe światła. Ogólnie był taki nijaki i miałki.

Gdzieś jeszcze na początku spektaklu jeden z aktorów "ucieka przed policją", ukrywając się na widowni. Znaczy wpija się i przepycha między ludźmi i tak dalej. Mam do takich sytuacji negatywny stosunek, a dokładnie mam negatywny stosunek do tego, że nikt publiczności nie ostrzega, nie informuje. A nie każdy widz musi mieć ochotę być dotykanym przez aktora. Albo uderzonym jego butem w głowę.

Ludzie na widowni przysypiali i nie wiem z jakiego powodu ten spektakl dostał owacje na stojąco. Najgorszy było moment, gdy bohater chce się zabić/zabija się i robi to dłużej niż aktorzy umierają w operach. Długo dłużej. Sama stałam (i chyba tylko dlatego nie spałam) i naprawdę błagałam, aby to się już skończyło. A to trwało i trwało, i trwało. Kilka innych scen też jest zdecydowanie za długich. 

Ja Gore

Teatr Akt


Wygląda na to, że jestem widzem, którego łatwo złapać na efekty, popisy i sztuczki. Ale gdy widzę ludzi tańczących z ogniem i myślę sobie, ile czasu musiało zająć opanowanie niektórych elementów tego występu (w sumie to pewnie większości elementów) to nie mogę, nie podziwiać występujących osób.

Moje najładniejsze zdjęcie z tego spektaklu jest na moim Instagramie

Teatr Akt Ja Gore
Ja Gore Teatr Akt























PS Właśnie się dowiedziałam, że człowiek, który grał w Once zaraz po tym spektaklu wybiegł na parking przed OCK, gdzie występował w tym przedstawieniu i robił jego najtrudniejsze elementy. I przepraszam za wielką dziurę pomiędzy zdjęciami a tym dopiskiem, nie wiem dlaczego się zrobiła.

Głębia

Teatr Obrazu Leszka Mądzika

Aktorzy Warszawskiego Centrum Pantomimy



Głebia Teatr Obrazu Leszka Mądzika Warszawskie Centrum Pantomimy

Tak strasznie przykro mi to pisać, ale Głębia była widowiskiem dalece rozczarowującym. Przy czym nie do końca jest to wina aktorów i tego co robili, ale tego że zwyczajnie nie było widać, co oni robią. Spektakl był zaplanowany specjalnie do wystawienia w porcie rzeczny w Ostrołęce - widownia siedziała z jednej strony, a aktorzy grali z drugiej strony portu. I zwyczajnie nie było ich widać. A że jest to teatr obrazu jeśli go dobrze nie widać, to po spektaklu. I ludzie wychodzili. Nie przesadzając, wyszła 1/3 widowni. Także dlatego że sekwencje tych obrazów były zdecydowanie za długie i ludzie zwyczajnie się nudzili. Nawet jeśli ktoś przeczytał w programie, jakie są założenia tego spektaklu, to mógł dojść do wniosku, że marnuje swój czas, oglądając go. Jedyną rzeczą, którą tak naprawdę można napisać na obronę tego przedstawienia jest to, że być może gdyby było lepiej widać aktorów, szczegóły ich ruchu i choreografię, nawet przy nieskracaniu samego spektaklu, byłby on bardziej interesujący do oglądania.


To by było na tyle w tym roku. Niestety nie widziałam spektaklu MY/WY Krakowskiego Teatru Tańca, a podobno był bardzo dobry. Z tych, które widziałam Medea, Ja Gore i Arka podobały mi się najbardziej.

Pozdrawiam, M

piątek, 6 września 2019

If you can play it slowly, you can play it quickly

Hello!
Gdybyście zastanawiali się, dlaczego od kilku dni moja Mama bardziej niż zwykle, dziwi się dziwnym dźwiękom, tak zwanego chichrania, dochodzącym z mojego pokoju już spieszę z odpowiedzią. 

If you can play it slowly, you can play it quickly

Otóż algorytmy Youtube stwierdziły, że idealnym przerywnikiem pomiędzy oglądaniem kolejnych materiałów zza kulis dramy The Untamed, będzie filmik pod tytułem Henry Lau Reveals Fake Violin Secret i stwierdziły słusznie, bo oczywiście, że taki filmik mnie zainteresuje. Henry znany jest ze swoich występów skrzypcowych, a słowo "fake" chociaż niekoniecznie w tytule użyte w jakimś złym znaczeniu (bo zasadniczo tylko w takim, że Henry zna i odkrywa ten sekret) jest clikbaitem. Skutecznym. 




Po pierwsze ten film świetnie pokazuje jak toksyczni fani kpopu potrafią być, bo autorzy kanału ponad dwie minut wyjaśniali, trochę przepraszali i ogólnie próbowali tak się bronić, aby fani przypadkiem nie obrzucili ich błotem. I zasadniczo bronią się tak przez cały filmik.
Po drugie ten materiał jest bardzo intrygujący i informacyjny. Bardzo mi zaimponowało jak Brett i Eddy widzieli i słyszeli błędy i potrafili je wyjaśnić. Czepiali się zawodowo. Od razu ich polubiłam.
A cały materiał jest długi - ma prawie 25 minut. Inne na kanale mają zwykle około 10. 

Ale najlepszą częścią tego kanału, a na pewną tą, która mnie do niego najbardziej przekonała, to ich recenzje filmowego/serialowego/dramowego grania na skrzypcach. Teraz wypadałoby napisać, co to w ogóle za kanał - nazywa się Two Set Violin i prowadzą go dwaj (bo trudno to zgadnąć) skrzypkowie Brett i Eddy. Są przezabawni. 

TwoSetViolin, Two Set Violin

Gdybyście się zastanawiali, skąd wziął się tytuł dzisiejszego wpisu to jest to mem, który swój początek ma w poniższym filmiku. Brett i Eddy specjalizowali się w recenzowaniu "najszybszych" skrzypków świata, ale od pewnego czasu nie będą już mieli materiałów do tych recenzji, bo nie można już aplikować do Rekordów Guinnessa z kategorią najszybszy (Fastest musician: "after conducting a full and thorough review Guinness World Records has concluded that we are unfortunately unable to continue monitoring these categories. It has become impossible to judge the quality of the renditions, even when slowed down."). Czy recenzje z kanału się do tego przyczyniły? Istnieje takie duże prawdopodobieństwo.


A te słowa If you can play it slowly, you can play it quickly działają ze wszystkim. Jeśli możesz zagrać to od początku, możesz zagrać to od końca. Jeśli możesz przeczytać to wolno, możesz przeczytać to szybko. I tak dalej. A najlepsze jest to, że z czasem robi się to jeszcze zabawniejsze.


Co jeszcze można znaleźć na kanale TwoSetViolin? Przegląd memów z LingLingiem. LingLing to mały azjatycki geniusz, który ćwiczy 40 godzin dziennie, gdy ty oglądasz kolejny filmik TwoSetViolin zamiast ćwiczyć i to dlatego on/ona wygrywa konkursy a nie Ty. LingLing to ogólnie postać, która przewija się przez cały kanał - jest osoba seria filmików LingLing Workout, w której to na przykład Hilary Hahn (wygooglujcie sobie) gra wylosowany utwór dwa razy szybciej albo kręcąc hula hop. A memy dotyczą nie tylko LingLinga, ale także ogólnie muzyki klasycznej, studentów szkół muzycznych, życia muzyków. Czasami autorzy reagują nie tyle na memy, co na jakiejś viralowe filmiki związane ze skrzypcami czy orkiestrami. Albo na młodych geniuszy. 
Reagowali też na Grupę MoCarta i zrobili na nich duże wrażenie. To fragment od 3:05 w poniższym filmiku.


Poza tym jeśli gracie na altówce to być może powinniście trzymać się z daleka od tego kanału, gdyż ilość naśmiewania się z altówek jest ogromna. Ogólnie przeglądów memów jest bardzo dużo i prawie za każdym razem mają takie tytuły, że daję się złapać i myślę, że filmik będzie o czymś innym. 

Dzięki oglądaniu tego kanału twoja widza o muzyce klasycznej i skrzypcach drastycznie się zwiększy. Taki przykład - filmik, w którym znajomy lutnik autorów kanału otwiera skrzypce i zagląda im do środka. Dźwięk krojenia skrzypiec jest taki, jakby pękały kości. I to grube kości.


Ogólnie kanał powstał w 2013/4 i jest na nim bardzo dużo filmików i ogarnięcie wszystkich rodzajów materiałów jakie zrobili i wciąż robią jest trudnym zadaniem. Oglądam ich od około tygodnia, a mam jeszcze tyle filmików, które koniecznie chcę zobaczyć. I Wy też powinniście je oglądać!

LOVE, M



środa, 4 września 2019

Kocham Instagram - sierpień 2019

Hello!
Kiedyś przeczytałam, że nie powinno się publikować tego samego we wszystkich swoich mediach, bo to męczy odbiorców. A co jeśli odbiorcy nie tylko nie śledzą twoich różnych mediów społecznościowych, ale czasami nawet nie wiedzą, że w tym, które akurat obserwują, pojawiło się coś nowego? 

Chińszczyzna, Dziwny przypadek psa nocną porą, Miłość made in China

Nie tylko Facebook i Instagram trollują swoich użytkowników, a algorytmy Youtube podpowiadają nam co oglądać, ale i blogger też czasami potrafi (chyba) sam się zhakować i nie pokazywać ludziom nowych wpisów z blogów przez pół roku, po czym nagle się obudzić z pięćdziesięcioma wpisami w liście czytelniczej. True story. 

Królowa Mroku i Powietrza, Cassnadra Clare, Mroczne Intrygi


To wyjaśnia z jakiego powodu publikuję te instagramowe wpisy, ale także po trochę to, dlaczego często linkuję do swoich starszych/wcześniejszych postów na samym blogu. Prawdopodobieństwo, że jakiś czytelnik coś przegapił jest po prostu bardzo duże. A druga sprawa, sama czasami chciałabym, gdyby blogerzy, których recenzują drugi, piąty, dziesiąty tom książki, sezon serialu linkowali swoje poprzednie recenzje, aby zwyczajnie można się było z nimi zapoznać. Trzecia sprawa, która niejako łączy się z poprzednimi - na blogu jest ponad 1000 wpisów, a czytelników przybywa i chociaż na blogu jest archiwum/kalendarz to trudno byłoby wymagać od ludzi, aby przeglądali go w poszukiwaniu recenzji, powiedzmy, pierwszego tomu serii, której akurat recenzuję drugi sezon. 

Pilot ci tego nie powie, Kiedy ulegnę

Co się zaś tyczy ulubionych zdjęć z tego miesiąca:
1. Nie napisałam na blogu recenzji książki Dziwny przypadek psa nocną porą, bo... możecie przeczytać o niej o tutaj.
2. Napisałam za to: dwa wpisy o książce Królowa Mroku i Powietrza.
3. Dwa wpisy o książce Pilot ci tego nie powie - i są to dwie części jednej recenzji.
4. Jedną recenzję książki Miłość made in China.

Pozdrawiam, M 

sobota, 31 sierpnia 2019

7

Hello!
Przy całym moim uwielbieniu do świętowania rocznic i pamiętania dat najdziwniejszych wydarzeń z mojego życia, data dzienna założenia bloga nie jest datą, którą pamiętam. Jako ogólny czas założenia Mirabell przyjmuję przełom sierpnia i września 2012 i dobrze mi z tym. Szczególnie po tym, gdy odkryłam, że 31 sierpnia to Dzień Bloga/Blogu/Blogów/Blogerów! Także wszystkiego najlepszego!

To wszystko oznacza, że Mirabell - Między innymi kulturalnie obchodzi dziś 7 urodziny.

babeczki, impreza urodzinowa

Od dłuższego czasu zastanawiałam się, czy w ogóle cokolwiek z tej okazji pisać, bo nie chciałabym się powtarzać, ale poczucie, że świętowanie rocznic jest ważne wygrało. Ogólnie ten rok dla blogaska był dobry. Zauważyłam kilka nowych blogów/osób komentujących i obserwujących stronę. Pogodziłam się z tym, co było dla mnie bardzo smutne w poprzednich latach - że wielu znajomych blogerów opuszcza blogosferę bez słowa. Wydaje mi się, że umocniłam relacje z kilkoma blogerami, których obserwuję od kilku lat, a naprawdę nie jestem dobra w kontaktach międzyludzkich nawet przez internet. Mam nadzieję, że ci blogerzy to czytają - dziękuję!

Choć może to być niezauważalne w komentarzach - widzę stały wzrost wyświetleń i tego, że ludzie nie tylko przypadkiem klikają i wychodzą, ale czytają. Ogólnie obserwuję wzrost statystyk i chyba jak każdą osobę, która ma z nimi do czynienia cieszą mnie wzrosty słupków. Aczkolwiek niewielka liczba komentarzy lekko mnie martwi, bo niesamowicie zależy mi na wymianie myśli i opinii. Muszę popracować nad umiejętnością angażowania czytelników w komentowanie tego, co przeczytali.  Czy byłaby to krytyka czy komplementy  - samemu trudno ocenić, co w danym tekście jest w porządku, które elementy są angażujące, a które zwyczajnie niepotrzebne. Rozważam przeprowadzenie drugiej w historii bloga ankiety, ale mam lekkie obawy, spowodowane, nie ukrywam, liczbą komentarzy, że nie będzie miał niej kto odpowiadać.
Zmierzch, Zawód:powieściopisarz, Cuda za rogiem Japonki nie tyją i się nie starzeją, Sekrety urody Koreanek, Miłości made in China

Poza tym wydaje mi się, że ustanowiła sobie pewien standard i wiem, że od dłuższego czasu nie schodzę poniżej niego. I chociaż ogromnie się cieszę ze wzrastających statystyk, biorę je sobie do serca dużo mniej niż jeszcze dwa lata temu. 

Co nie zmienia faktu, że czasami są wpisy, które chciałabym, aby niektóre wpisy klikały się lepiej niż to robią. Przykład z ostatnich dni. Entuzjazm czytelników bloga i osób z Facebooka wobec wpisu Mo Dao Zu Shi / Grandmaster of Demonic Cultivation / The Founder of Diabolism / The Untamed niesamowicie mnie zaskoczył, bo było to dawno niespotykane gorące przyjęcie i bardzo się z tego cieszyłam, po czym recenzja dramy (Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane - The Untamed), która ukazała się dwa dni później miała dużo słabsze wyniki. Dlaczego? Nie wiem.  Przypuszczałam, że Facebook postanowił nie pokazać linku do wpisu osobom, które wcześniej zainteresowały się pierwszym wpisem. Więc postanowiłam dokarmić Facebooka trochę z okazji tego, że naprawdę mam mocną fazę na tę dramę i ogólnie cały ten świat i chciałabym, aby wszyscy się dowiedzieli i mogli fangirlować razem ze mną, a trochę z okazji urodzin bloga - zrobić mu mały prezent. 

Twinnings, Prince of Wles, Lady Grey Tea, English Breakfas Tea, Gunpowder Green Tea, Earl Grey Tea, Pure Darjeeling Tea

Tylko że Facebook uznał, że moja reklama tego wpisu dotyczy oferty kredytu, nieruchomości bądź zatrudnienia i ją odrzucił. Po pierwsze, gdy to przeczytałam to dostałam małego zawału serca, a po drugie pomyślałam, że recenzja ten dramy to naprawdę nieszczęśliwy wpis. Ale dzięki tej historii ja mam o czym pisać na siódme urodziny bloga. Ostatecznie udało się zrobić "reklamę", ale jej efekty były mniej więcej zerowe i naprawdę się zastanawiam, czy Facebook mnie nie troluje. I to tak już od dwóch lat.

Podsumowując - cieszę się i jestem wdzięczna za każde wejście na bloga, zaobserwowanie, polubienie, przeczytanie i każdą inną aktywność. Najbardziej wdzięczna jestem za komentarze i zaangażowanie i chciałabym wszystkich przekonać do komentowania. Można zostawiać anonimowe komentarze, można komentować na Facebooku bloga. 

Chciałabym być lepszą blogerką, ale bez Waszej pomocy i  feedbacku jest to trudne. 
Love you all, M

czwartek, 29 sierpnia 2019

Niezaprzeczalny urok osobisty Jace'a, czyli cytaty z książki Królowa Mroku i Powietrza

Hello!
Tradycyjnie zapraszam do zapoznania się z tymi sześcioma cytatami, które wspomniałam w recenzji Królowej Mroku i Powietrza . W porównaniu z dwoma poprzednimi tomami serii Mroczne Intrygi liczba tych cytatów jest żenująca, a one same są interesujące z zupełnie innych powodów niż cytaty z poprzednich wpisów. 

Tytuł: Królowa Mroku i Powietrza

Queen of Air and Darkness. The Dark Artifices - Book Three

Autor: Cassandra Clare

Tłumacz: Wojciech Szypuła i Małgorzata Strzelec

Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG, 2019

 

Królowa Mroku i Powietrza Cassnadra Clare Mroczne Intrygi recenzja

> - To musiał być bardzo zręczny kaligraf. Ruchy pędzlem są dokładnie takie, jak je zapamiętałam.

- Ten zręczny kaligraf nazywa się OfficeMax - mruknął Julian.

(str. 218)

Ja się zaśmiałam w przeciwieństwie do Emmy. Naprawdę trzeba w tej książce doceniać każdą nutę humoru i próbę żartu, bo nie ma tego wiele.

> - Doprawdy? -zadumał się na głos. - To ciekawe filozoficzne zagadnienie, nieprawdaż? Czymże jest książka? To oprawa, atrament, strony czy też suma zawartych w niej słów?

(str. 356)

Poczułam się prawie jak na dowolnych zajęciach z redakcji i edytorstwa. Nasi profesorowie wykorzystują takie pytania, aby trochę dokuczyć i ponabijać się ze studentów, udowodnić im jak bardzo nie mają swojego zdania na ten temat, ale tak naprawdę wspólnie się pośmiać, bo oni też tego nie wiedzą.

> - Mógłbym niszczyć wrogów zabójczym poczuciem humoru i złowieszczym urokiem osobistym - zasugerował Kit.

- Bardzo w stylu Herondale'ów - przyznał Jace.

(str. 716)

Gdybyście potrzebowali potwierdzenia tytułu recenzji Królowej Mroku i Powietrza oraz jej dwóch czy trzech ostatnich akapitów...
Ogólnie potrzebuję zdecydowanie więcej interakcji Jace i Kita.


Królowa Mroku i Powietrza Cassnadra Clare Mroczne Intrygi recenzja

 

> Wilkołaki w kiltach, hanbokach i qipao

(str. 755)

Oczywiście ten cytat pojawia się tu ze względu ma moje zainteresowania naukowe (jak ładnie to brzmi). Słowo kilt bez problemu znajdziecie w słowniku. Słowa kimono i gejsza również. Qipao nie ma, ale z "chińskich" haseł mamy na przykład Qianghai, Xinhua, Yunnan czy Zhou Enlai. A hanboka (hanboku ?) nie ma. Ale taekwondo jest. Ogólnie gdybym mogła to własnoręcznie dopisałabym hanbok do słowników.

Ogólnie chyba nie miałam okazji o tym jeszcze wspomnieć, ale Korea Południowa jest w pewnym sensie w Polsce ignorowana. Na przykład: przeglądałam ostatnio książkę kucharską w stylu dania z całego świata - były dania z Chin, Japonii,  Wietnamu a z Korei nie. Ale nawet książki naukowe, które mają w tytułach Azję, Daleki Wschód tak naprawdę składają się w mniej więcej 70% z artykułów poświęconych Chinom i 30% Japonii.

> Kit nie cierpiał tego miejsca, chociaż dostał całkiem przyjemny pokój, przynajmniej w porównaniu z resztą Cichego Miasta, pełnego ostrych przedmiotów zrobionych z ludzkich kości. Po trzecim czy czwartym razie, kiedy człowiek brał do ręki czaszkę i mamrotał "Ach, biedny Yoricku!", urok nowości szybko przemijał.

(str. 953)

Każda okazja jest dobra, aby nawiązać do Szekspira, a autorzy mogą być pewni, że tego nie przegapię.

> Magnus użył magii do sprowadzenia pierożków z całego świata: były tak chińskie jiazoi, japońskie gyoza, polskie pierogi z serem, maślane rosyjskie pielmieni, koreańskie mandu.

(str. 1004)

Człowiek uczy się przez całe życie. Wiecie jak nazywa się najpopularniejsza pierogrania w Gdańsku? Mandu. Czy M kiedykolwiek zastanawiała się skąd ta nazwa (chociaż w trakcie roku akademickiego mijam to miejsce praktycznie codziennie)? Nie. Czy przez rok naprawdę intensywnego czytania książek o Korei wpadłam na informację, że koreańskie pierogi nazywają się mandu? Czy dowiedziałam się o tym przypadkiem, czytając Królową Mroku i Powietrza i sama się poraziłam swoją niewiedzą? Tak.
A poza tym wspomniano też polskie pierogi, a chińskich nie nazwano dim sum i słusznie. Wypleńmy plagę nazywania chińskich pierogów dim sum. 

 Pozdrawiam, M

wtorek, 27 sierpnia 2019

I tak wszyscy najbardziej kochają Jace'a - Królowa Mroku i Powietrza

Hello!
Jak zwykle z lekkim opóźnieniem, ale dokończyłam serię Mroczne Intrygi i napisałam o jej ostatnim - trzecim - tomie. Recenzja też jest jak zwykle, jeśli dotyczy świata Nocnych Łowców. Najpierw narzekam, a potem okazuje się, że no cóż... przekonacie się w dwóch ostatnich akapitach.

Tom I Miłość i zemsta - Pani Noc

Królowa Mroku i Powietrza, Cassandra Clare, Mroczne Intrygi, recenzja


Tytuł: Królowa Mroku i Powietrza
Queen of Air and Darkness. The Dark Artifices - Book Three
Autor: Cassandra Clare
Tłumacz: Wojciech Szypuła i Małgorzata Strzelec
Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG, 2019

Ponieważ jest to tom trzeci serii, przyjrzałam się recenzjom dwóch poprzednich i zauważyłam, że spadek jakości książek pomiędzy Panią Noc a Władcą Cieni był ogromy. Zauważyłam też, że na końcu Włady Cieni musiało wydarzyć się coś niesamowicie ważnego, o czym zapomniałam. 

Szybko sobie przypomniałam co to było i mocno zaważyło to na dalszym odbiorze tego tomiszcza. Otóż, jeśli na samym początku książki fundujemy czytelnikowi taką dawkę emocji, jak zrobiła to Cassandra Clare, to bardzo trudno utrzymać te emocje przez pozostałe 900(!) stron. Naprawdę trudno zrobić na czytelniku wrażenie, a szczególnie takim, który czytał Miasto niebiańskiego ognia (oraz całą serię Dary Anioła oraz Diabelskie Maszyny - jeśli nie czytaliście, a z jakiegoś powodu sięgnęliście po Panią Noc i Władcę Cieni, a teraz chcecie czytać Królową Mroku i Powietrza to mam dla Was złą wiadomość: o ile pierwsze dwa tomy się dało, czytanie trzeciego mija się z celem bez znajomości poprzednich serii). Niektóre pomysły fabularne wydają się leniwe, powtarzalne, a nie które nie tylko się nie wydają tylko zwyczajnie są. Przy czym nie wykluczam, że to jak autorka potraktowała niektórych bohaterów, przypadkiem nie wiąże się z tym, że planowane są kolejne książki ze świata Nocnych Łowców. Plus osobom, które czytały książkę Harry Potter i Przeklęte Dziecko też powinno co nieco świtać w głowie, jeśli chodzi o rozwój niektórych wątków w tej książce.

Bardzo, bardzo trudno było mi wciągnąć się w tę opowieść. Jest pewna granica złych rzeczy, które mogą dotyczyć głównych bohaterów książek Cassandry Clare i jeśli ta granica zostanie osiągnięta zbyt szybko to później wiadomo, że choćby nie wiadomo, jak straszne wypadki dotykały naszych bohaterów, to im i tak się nic nie stanie. A gdy już wiemy, że nic się nie stanie - wtedy przynajmniej przygody bohaterów powinny być naprawdę ciekawe. Ta książka ma ponad tysiąc stron, a pamięta się z niej dwa wydarzenia - jedno, które mogłoby posłużyć jako cliffhanger i książka powinna była zostać w tym miejscu podzielona, bo wydanie papierowe czyta się zwyczajnie niewygodnie. A drugie to zakończenie. I przy całym opowiadaniu, jaka to klątwa parabatai jest straszna i okropna tak naprawdę najwięcej dowiadujemy się o niej po fakcie.

Queen of Air and Darkness

Tak naprawdę to najbardziej się cieszę, że nie będę musiała więcej czytać o Cristinie. Nie lubiłam jej od początku, ale w tym tomie zdałam sobie sprawę, że pomimo tego, co twierdzili inni bohaterowie Cristina była jednak samolubną bohaterką.  W trochę innym znaczeniu niż normalnie rozumiemy bycie samolubnym, ale jednak. Szczególnie widać to  w kontraście do tego, że jej byłego chłopaka nazywano Idealny Diego. Tak naprawdę to Cristina była bohaterką tak idealną, że brakowało jej tylko jednorożca. Ale uwaga, Emma jest jeszcze bardziej samolubna. Albo zwyczajnie głupia/niewdzięczna. Julian próbuje coś zrobić, ale wtedy pojawia się Emma cała na biało i "Ale ja! Ale ja! Ja!". Nie żeby pomysłu Juliana były najlepsze, ale on przynajmniej próbuje. Emma nawet się nie stara.

Co do przyjemności z czytania - nawet mój ulubiony wątek Kita i Tiberiusa i ich przygód nie zainteresował mnie na tyle, na ile bym chciała. Aczkolwiek chciałabym, aby obaj powrócili razem w przyszłych książkach (i tak będzie, bo mają być głównymi bohaterami The Wicked Powers!), bo jednak pozostawili mnie trochę ze złamanym sercem. Druga rzecz -  poprzednie tomy miały mnóstwo ciekawych, zabawnych, popkulturalnych cytatów - ten ma dosłownie 6 wartych odnotowania (i będą jak zawsze w osobnym wpisie).

A poza tym (jak w tytule wpisu) i tak wszyscy najbardziej kochają Jace'a. I autorka, i cały świat Nocnych Łowców (albo i dwa światy), o Clary nie wspominając i kończąc na czytelnikach. Zresztą cała rodzina Herondale'ów cieszy się dużą popularnością i oni najbardziej spajają wszystkie historie. 

Mogłabym jeszcze ponarzekać na całą serię, ale prawda jest taka, że czytam te książki odkąd ukazują się w Polsce, bardzo ciekawi mnie świat Nocnych Łowców, mam swoich ulubionych bohaterów, o których chciałabym czytać jak najwięcej. A nieczęsto się zdarza, aby autor aż tak bardzo jak Cassandra Clare eksploatował świat stworzony w swoich książkach. 

LOVE, M

niedziela, 25 sierpnia 2019

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane - The Untamed

Hello!
Po tym jak w piątek opublikowałam wpis i zajęłam się swoimi sprawami, gdy nadszedł czas spania, przypomniałam sobie, że zrobiłam to co zawsze - nie nakreśliłam nawet zarysu fabuły ani nie wspomniałam o czym Mo Dao Zu Shi jest. Dziś to niedopatrzenie nadrobię, gdyż przyjrzę się bliżej samej dramie.

soulmate The UntamedLan Xichen Lan Huan Lord Zewu

Ważne informacje: na WeTV słowa z pierwszego obrazka przetłumaczone są na "one friend" a to nie to samo co soulmate i dlatego główny kadr tego wpisu jest w kiepskiej jakości. Druga, od brata Lan Zhana dowiadujemy się, że główni bohaterowie to naprawdę uosobienia stwierdzenia, że przeciwieństwa się przyciągają. Poza tym Lan Xichen bardzo wspiera swojego brata, ale gdyby mógł, to zostałby postacią, która zrobiła najwięcej facepalmów w całej serii.


Początkowo dość trudno dramę rozumieć i połapać się co, dlaczego tam się dzieje i kto jest kim. A poza tym to chińska drama, a one i tak są specyficzne na swój sposób, więc dla nieprzyzwyczajonych osób to może być dość wysoki próg wejścia. Ale warto. Warto także obejrzeć ją drugi raz, aby poukładać sobie pewne wydarzenia, motywacje bohaterów i uważniej śledzić relacje pomiędzy nimi. Sama do tej pory nie mogę stwierdzić, czy w fabule były naprawdę duże dziury (bo małe były na pewno), czy to po prostu dzieje się za dużo na raz, a widz czasami nie do końca wie, skąd dane wydarzenia się biorą.

Wei Wuxian  Wei Ying

To nie jest szczególne zaskoczenie, że tytuł dramy odnosi się do charakteru głównego bohatera.


W największym skrócie, aby za wiele nie zdradzać, a jednocześnie wiele z tego dzieje się już w pierwszym odcinku: głównym bohaterem dramy jest Wei Wuxian (to jego widzicie na zdjęciu powyżej) - i opis fabuły dramy polegający tylko na dodaniu "który nieoczekiwanie zaprzyjaźnia się ze swoim zupełnym przeciwieństwem Lan Zhanem i razem podążają ścieżką dążącą do oświecenia, co obejmuje naukę, podróżowanie i walkę z demonami" zupełnie się nie sprawdza, bo nie pomoże ani trochę w ogarnięciu, co dzieje się w na początku dramy. W pierwszym odcinku widzimy jak Wei Wuxian ginie, później przenosimy się 16 lat w przyszłość, bo Mo Xuanyu poświęca swoje ciało, aby przyzwać Wei Wuxiana, żeby ten zemścił się na jego rodzinie. Co główny bohater robi. A potem w obawie przed rozpoznaniem ucieka. Ale Wei Wuxian przyciąga kłopoty jak elektromagnes. A ten kto powinien i tak go rozpoznaje - po czym przenosimy się w przeszłość, aby poznać głównych bohaterów i przekonać się co doprowadziło do tego, co widzieliśmy w pierwszym odcinku.

Jiang Cheng Wanyin

Jiang Cheng miał wejście prawie jak anioł zemsty, ale tak naprawdę to bardzo poturbowany życiem bohater.


Fabułę dramy można rozbić na dwie części: tę, która dotyczy relacji pomiędzy bohaterami oraz fabułę w znaczeniu rozwijania się kolejnych wydarzeń. Bez wątpienia pierwszy element dramy jest lepszy niż drugi - bohaterowie są ciekawi, charakterystyczni i dynamiczni. Wydarzenia natomiast - te które dotyczą całego świata naszych bohaterów - są lekko karykaturalne. To znaczy zło jest w te dramie lekko karykaturalne - mamy zły klan, który chce podporządkować sobie inne klany, a jego przywódcy to niemalże złe postaci jak z kreskówki (brakuje tylko diabolicznego śmiechu z puszki). A widz zastanawia się, dlaczego pozostałym klanom tak wiele czasu zajęło, aby odebrać złemu klanowi władzę. Jest to momentami frustrujące, bo chce się krzyczeć na bohaterów, aby coś zrobili, a oni nic.

Sizhui Lan Yuan

 Historia tego milusińskiego, sprytnego bąbelka to najbardziej podnosząca na duchu historia w całej dramie. Radzę mieć na niego oko.


Ważniejsze są jednak konsekwencje zmian dziejowych dla naszych bohaterów i co wynika z tego, że  nie każdy pochwala odpowiedzialność zbiorową. Wei Wuxian w bardzo wielu sprawach ma rację, ale jego metody działania nie podobają się wszystkim zebranym. A ponieważ wyróżnia się pod każdym możliwym względem, gdy zaczyna do tego posługiwać się podejrzaną ciemną energią, łatwo zrobić z niego kozła ofiarnego. Wei Wuxian to trochę uosobienie powiedzenia, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Gdybyście się zastanawiali, jak zły wpływ ma Wei Wuxian na Lan Zhana to wiedzcie, że Lan Zhan zaczął mu dawać kwiatki. Powinniście zobaczyć reakcję Wei Wuxiana. Koniecznie.


Ale prawdziwe zło jest cierpliwe. I ukryte głębiej niż komukolwiek się wydawało.

Można się o tym jednak przekonać naprawdę, gdy powrócimy z retrospekcji do czasu obecnego. I chociaż przeszłość bohaterów jest niesamowicie ważna, tak przyjaźń Wei Wuxiana i Lan Zhana naprawdę rozkwita dopiero w teraźniejszości. Co pozwala także ukryć niektóre dziury w fabule, a jednocześnie w całym The Untamed fabuła jest ważna, tak naprawdę, tylko na tyle, na ile wpływa na dynamikę relacji pomiędzy postaciami.

Lan Zhan przyznał, że lubi króliki tylko raz w najzabawniejszej scenie całej dramy, ale i tak wszyscy to wiedzą. A fani serii przypisują królikom szczególne znaczenie.


To dzięki postaciom człowiek zostaje pochłonięty do świata dramy (oraz dzięki temu, co pokazano w pierwszym odcinku, chce się dowiedzieć, co do tego doprowadziło), ale trochę zabrałbym Wam radość z oglądania, gdybym napisała, na jakie ścieżki spycha naszych bohaterów życie, jakie drogi przechodzą - aczkolwiek dla wszystkich są one zdecydowanie wyboiste, a czasami ziemia się po prostu pod nimi zapada. Odkrywanie dlaczego dana postać zachowuje się tak, jak się zachowuje to jeden z najlepszych elementów The Untamed. A poza tym denerwujący Lan Zhana Wei Wuxian jest naprawdę zabawny.

Lan Zhan Wangji

Chwila dla Lan Zhana, który jest jak Merci wyraża więcej niż tysiąc słów, nic nie mówiąc. Poza tym drama ma śliczną ścieżkę dźwiękową dostępną na Spotify i innych podobnych aplikacjach.


Jeśli nie przekonał Was sam tekst główny dzisiejszego wpisu, podpisy pod kadrami z dramy, mam nadzieję, wyszły mi nieco bardziej entuzjastycznie niż sam wpis. Gdybym nie miała poczucia, że zniszczy Wam to oglądanie, napisałabym osobny akapit o każdym z bohaterów i wtedy byłaby to bardziej emocjonująca notka, ale mam nadzieję, że zapowiedź emocji, które przez pięćdziesiąt odcinków zapewnia Wei Wuxian i wszyscy pozostali bohaterowie jest przekonująca.

To teraz zabieram się za animację, która, na moje i Wasze szczęście, także dostępna jest oficjalnie na WeTV.
A także

piątek, 23 sierpnia 2019

Mo Dao Zu Shi / Grandmaster of Demonic Cultivation / The Founder of Diabolism / The Untamed

Hello!
Jakiś czas temu zauważyłam, że Twittera i Tumblr zaczyna podbijać, jakaś nowa animacja. A później drama z łudząco podobnymi postaciami. Do tego pojawiło się mnóstwo prześlicznych fan artów. Minęło trochę czasu, a sława animacji i dramy zataczała coraz szersze kręgi. W końcu nie mogłam przestać tego ignorować i musiałam sama przyjrzeć się bliżej Mo Dao Zu Shi. Albo jak tłumaczą to fani - Grandmaster of Demonic Cultivation. Albo The Founder of Diabolism.

Mo Dao Zu Shi /  Grandmaster of Demonic Cultivation / The Founder of Diabolism / The Untamed


Zaczęłam od dramy (która nosi tytuł The Untamed) i obejrzałam 35 odcinków w 3 dni. Dość szybko zrozumiałam, dlaczego ma to tak wielu fanów. Napiszę o niej ze szczegółami w niedzielę, bo ostatni - 50 - odcinek miał swoją premierę 3 dni temu. 

Dziś chciałabym zrobić krótkie wprowadzenie i minizapowiedź tego, że o Mo Dao Zu Shi pojawiają się na bogu przynajmniej trzy wpisy. Cała fala i faza na Mo Dao Zu Shi zaczęła się od książki, o której nawet w anglojęzycznej części internetu trudno się czegoś dowiedzieć, oprócz tego, że z całą pewnością jest zakończona oraz że i drama, i anime, i komiks, które powstały na jej podstawie są ocenzurowane, bo w książce główni bohaterowie są parą romantyczną, a nie tylko współtowarzyszami broni i przyjaciółmi. Według internetu w książce to mogło przejść, natomiast w mediach wizualnych chińska cenzura na to nie pozwoliła. Jednak z tego, co wyczytałam, wynika, że powstała także audio drama, do której cenzura tak bardzo się nie dobrała. Trudno będzie mi to sprawdzić, bo nie znam chińskiego (co utrudniało także znajdowanie innych informacji, nie tylko tej). 


Lan Zhan Lan Wangji Wei Wuxian


Pierwszy sezon donghua (chińska animacja, chińskie anime, prawdopodobnie będę pisała anime z przyzwyczajenie) leciał od lipca do października 2018, drugi właśnie jest na antenie od początku tego miesiąca. Pięćdziesiąt odcinków dramy ukazało się od 27 czerwca do 20 sierpnia tego roku. Wydaje się, że komiks (manhua) zaczął pojawiać się w grudniu 2017 roku. Sama poznawałam i poznaję świat Mo Dao Zu Shi od końca - obejrzałam dramę; w przerwie i na dodatek przypadkiem - bo przygotowywałam się do tego wpisu, znalazłam komiks i przepadałam na cały wieczór - i bez szczególnego zamiaru przeczytałam tyle manhua (spróbowałam odmienić ten wyraz, ale poległam), ile znalazłam, ale właśnie ponieważ nie wiem, czy będę dalej szczególnie szukała komiksu, czytała i ogólnie zaprzątała sobie nim głowę, powstaje dzisiejszy wpis. Co do anime - gdy zobaczyłam, że pomiędzy pierwszym a drugim sezonem minął rok, naprawdę zaczęłam się cieszyć, że nie zainteresowałam się Mo Dao Zu Shi w 2018. Plan jest taki, że w najbliższym czasie nadrobię pierwszy sezon i od razu zacznę oglądać drugi. 

Lan Zhan Lan Wangji Wei Wuxian Wei Ying

 Bohaterowie mają swoje figurki! 

(https://www.goodsmile.info/en/product/8198/Nendoroid+Lan+Wangji.html / https://www.goodsmile.info/en/product/8001/Nendoroid+Wei+Wuxian.html)

Drama naprawdę zrobiła robotę - Mo Dao Zu Shi i tak było popularne, ale dostęp do chińskiej popkultury bywa trudny, a dramę można oglądać na Viki. Oraz na WeTV - ale tej strony jeszcze nie znam (dosłownie dowiedziałam się o jej istnieniu dzisiaj), ale wspomnę, że drama jest na niej w lepszej jakości.

Co się więc tyczy komiksu (który jak zaznaczałam, przeczytałam tak po 40 odcinkach dramy), jest on po bardziej zabawnej i uroczej stronie mocy. Zasadniczą różnicą pomiędzy dramą a komiksem jest to, że w komiksie (póki co przynajmniej) nie pokazano Jiang Yanli, brakuje też siostry Wen Ninga w miejscach, w których byli pokazani w dramie. Sam Wen Ning się pojawia, ale jego pochodzenie jest niewyjaśnione. Ogólnie komiks skupia się zdecydowanie bardziej na teraźniejszości bohaterów, a z przeszłości pokazuje dosłownie urywek - początki znajomości Wei Wuxiana i Lan Zhana.

Drama rozpoczyna się w zupełnie innym miejscu niż komiks i przez to jest bardziej konfundująca, ale o szczegółach dowiecie się w niedzielę.

Mo Dao Zu Shi

Jeśli ktoś woli lżejszą, bardziej zabawną wersję tej historii - to komis jest dla niego. Chociaż przezabawna scena, w której Lan Zhan jest pijany, a która jest i w dramie, i w komiksie, który - jak wspominałam - ogólnie jest zabawniejszy, w dramie jest dłuższa i jest to najśmieszniejszy moment calutkiej dramy. Przynajmniej do tego momentu. Nie wiem, jak dalej poprowadzą komiks, przypuszczam, że będą musieli jakoś WSZYTSKO (bo naprawdę w porównaniu z dramą, praktycznie nic nie jest wyjaśnione), ale na razie jest bardzo lekki i przyjemny. Oraz zabawny w sposób, w który tylko narysowane postaci i sytuacje mogą być zabawne i działa to bardzo na jego korzyść. 

Mam poczucie, że to dość dziwny wpis i że nigdy nie było podobnego na blogu, ale miałam wielką potrzebę zebrania tych wiadomości w jednym miejscu oraz podzielenia się tutaj tym, co ostatnio pochłania dużo mojego czasu i zainteresowania. 

Koniecznie dajcie znać, czy znacie Mo Dao Zu Shi! Pozdrawiam, M