Hello!
Miałam taką teorię - opartą na obserwacji sprzedaży biletów w kinie w moim mieście - że Minionki i straszydła sprzedają się lepiej niż Toy Story 5, bo nie mają w tytule liczby sugerujące, że trzeba przed seansem zobaczyć 4 inne filmy, aby zobaczyć kolejną część. Co nie do końca się przekłada na rzeczywistość, chociaż z tego, co udało mi się sprawdzić, to w pierwszym tygodniu wyświetlania filmów Minionki zobaczyło w Polsce o 100 tysięcy osób więcej, niż Toy Story 5, które jednak ogólnie i na świecie radzi sobie lepiej niż Minionki. Mnie samą Toy Story przestało interesować po 3 odsłonie cyklu i dwóch kolejnych już nie widziałam i nawet nie planuję. Przy czym czwartego filmu z serii Jak ukraść Księżyc też nie widziałam... ani filmu Minionki: Wejście Gru. Co w zasadzie tylko potwierdza, że na Minionki i straszydła można pójść nie wiedząc zupełnie nic o poprzednikach (chociaż mam wrażenie, że trudno w dzisiejszych czasach nic nie wiedzieć o Minionkach).
Ale o czym jest ten nowy Minionkowy film? Minionki tułają się po świecie - mitologicznym i legendarnym - szukając nowego szefa. Idzie im to lepiej lub gorzej, aż w końcu nieco przypadkiem trafiają do Hollywood około roku 1927, gdzie robią zaskakującą i zawrotną karierę. Dopóki w filmach nie pojawił się dźwięk. Wszyscy wiemy, jak Minionki mówią, więc filmy dźwiękowe pogrążają ich karierę. Do czasu. Aż James (to nasz utalentowany artystycznie Minionek-reżyser) nie wpada na pomysł, aby zrobić film... Minionki i straszydła. Potrzebuje tylko straszydła, najlepiej więcej niż jednego. W tym pomaga mu Ed, który zabrał księgę czarów od jednego z ich poprzednich szefów, oraz Henry - najlepszy przyjaciel Jamesa. Pierwsze, co przywołują, nie wydaje się potworne, ale potem ściągają na siebie prawdziwe koszmary. W tym samym czasie reszta tego plemienia Minionków szuka nowego szefa i znajduje go w... kosmicie imieniem Dort.
Może zacznę od kilku prostych punktów: samo dotarcie Minionków do Hollywood zajmuje jakieś pół godziny, później ich "kariera" pokazana jest dość szybko, Minionki spotykają na swojej drodze zasadniczo 3 (chociaż w sumie 2) straszydła do czasu, aż na ekranie pojawia się największe straszydło. A James w zasadzie bardzo niewiele tego swojego filmu, w pewnym sensie, robi. Nie miałam wielkich założeń ani wymagań wobec tego filmu, ale jednak spodziewałam się większej liczby potworów. I trochę tego, że będą odrobinę straszniejsze. Bo można się przyczepić, że to taki film niby dla dzieci, ale nie dla dzieci - i to nie tylko ze względu na założenie, że Minionki z naturą służą największemu złolowi czy to, że humor momentami bywa frywolny, ale także dlatego, że nawet dla dorosłego widza (a dla widza poza USA w ogóle chyba więcej) wiele z intertekstualności tej animacji będzie nie do wyłapania. I z jednej strony nie musi być, ale z drugiej nawiązań do starego kina i ogólnych realiów tamtego czasu, ba! nawiązań do literatury jest w tym filmie ogromnie dużo. I niewyłapanie tego nie zepsuje seansu, ale wyłapanie na pewno doda do doświadczenia. Na przykład potwory nawiązują do Cthulhu i mają imiona po H.P. Lovecrafcie. Ogólnie jednak to wciąż film o Minionkach i chyba jego najlepszą sceną jest ostatecznie ta, gdy kierują pociągiem. Albo Shinkansenem - bo chociaż język Minionków jest specyficzny, co nie znaczy, że niezrozumiały i oprócz licznych słów z włoskiego, które można w nim usłyszeć, to w tym filmie bardzo rzuciły mi się w uszy dwa inne - właśnie Shinkansen (co jest bardzo, bardzo zabawne, bo film niby toczy się w latach 20 XX wieku) oraz kawaii. Przyznam, że wsłuchiwanie się w to, co mówią Minionki, aby usłyszeć jakieś znane słowa, było jedną z zabawniejszych rzeczy podczas seansu.
Minionki składające hołd kinu i robieniu filmów, utalentowany James, który podąża za swoimi marzeniami i ma prawdziwych przyjaciół, którzy go wspierają w tej drodze, oraz resztę Minionków, która ostatecznie też przyjdzie z pomocą, zaskakujący wątek robota - to jest film o Minionkach, który nie obraża inteligencji widza i jest w zasadzie wszystkim, czego można oczekiwać od filmu, którego głównymi bohaterami są te małe żółte stworki.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!
LOVE, M














