środa, 23 maja 2018

Więcej, lepiej, mocniej, szybciej, krwawej, śmieszniej - Deadpool 2

 Hello!
M się uczy, więc nie ma za bardzo czasu na oglądanie rzeczy i pisanie, a tu do kin wchodzą same interesujące filmy. A, że na szczęście ja i D. mamy dość podobne filmowe zainteresowania (czasami) to dzisiaj jego pierwsza recenzja. I tak jak napisał w swoim wstępie poniżej, czerwiec (czyli mój miesiąc sesji, ale osobiście sądzę, że zaliczenia końcowe właśnie teraz są znacznie gorsze od sesji), to będzie Miesiąc z D. i będzie to pierwsza taka blogowa akcja od czasu Roku z anime.



Zgadnijcie, kto przejmie tego bloga na 2 może 3 tygodnie? Tak ja, czyli D. Ale spokojnie, to nastąpi dopiero w czerwcu, a na dzień dzisiejszy postanowiłem dla wprawy napisać dla Was recenzję filmu Deadpool 2. Jeszcze zanim zaczniemy zaznaczam że recenzja będzie bez spojlerów.

Deadpool 2 to w sumie to samo co pierwsza część tylko więcej, lepiej, mocniej, szybciej, krwawej, śmieszniej.
Dziękuje za uwagę.
D.

No dobra tak łatwo to nie ma, muszę coś napisać, zacznijmy więc od początku, bo to właśnie początek jest chyba najpiękniejszy. Dostajemy piękny prawie, że poetycki monolog Deadpoola, który jest niczym innym jak wyklinaniem innego filmu i jego głównej postaci. Jeśli liczycie w tym filmie na krwawą akcję, tonę czarnego humoru, kapkę rasizmu, żarty z Kanadyjczyków, troszkę cukrzycy i taczkę raka, to nie zawiedziecie się.


Fabuła w tym filmie niby jest, ale chyba wszyscy wiemy, że jest tylko pretekstem do rozwałki...
tak bym pewnie napisał gdyby to był film o innej postaci. Fabuła w tym filmie jest bardzo podobna do tego, za co ludzie pokochali komiksy z pyskatym najemnikiem, a konkretnie chodzi o tragedię i radzenie sobie z nią przez śmiech. Tak Deadpool to smutny klaun, któremu życie dało w kość tak, że nie zostało mu nic tylko się śmiać i za to właśnie się go kocha, a ten film daje nam właśnie to. W poprzedniej części był to rak w tej.. no cóż dowiecie się jak obejrzycie. Niestety cała reszta opowieści jest dość prosta, ale w sumie to nie przeszkadza, bo tak jak powiedziałem w pierwszym zdaniu, nie ona jest tu najważniejsza. 


Efekty specjalne i CGI nie są tu tak dobre jak w najnowszych Avengersach, ale nie bolą w oczy tak bardzo, na pewno są lepsze niż w poprzedniej części.
Widać, że reżyser kreatywnie wykorzystał zasoby i doświadczonych aktorów do odgrywania choreograficznych scen walki. W pewnym momencie czułem się jakbym oglądał starych Power Rangers tylko z lepszymi efektami i dużą dozą brutalności, tak, ten film ma kategorię R i twórcy miejscami pokazują to bardzo dosadnie.
Jeszcze za nim opowiem coś o postaciach to słówko o muzyce. Dobrana jest genialnie, mamy tu wszystko od spokojnych utworów takich jak balladowa wersja "Take on Me" (polecam posłuchać, bardzo przyjemne ->https://www.youtube.com/watch?v=Xohx2jFLF8Y) przez klasyki rocka po dubstep, z którego swoją drogą mr. Pool sobie żartuje co jakiś czas.


O głównej postaci opowiedziałem trochę przy fabule, więc krótko Ryan Reynolds odwalił kawał dobrej roboty, może być z siebie dumny, Kanada jest mu wdzięczna.
Cable grany przez Josha Brolina jest tak mroczny, jakby urwał się z DC (ten żart był na zwiastunach wiec to nie spojler), jego interakcje z Dedapoolem są genialnie napisane i mimo że jest on jedną z głównych postaci w tym filmie, to mam wrażenie, że ma za mało czasu na ekranie, ale mimo to można polubić tę postać.
Russell, czy jak kto woli Firefist, jest tym grubaskiem, który pcha fabułę do przodu. To jak Julian Dennison oddaje całą gamę emocji tej postaci jest godne podziwu.
Domino jest w tym filmie w sumie nie wiem po co. Niby Zazie Beetz odegrała ją dobrze, ale mam wrażenie, że jest to postać, którą wrzucono do tego filmu tylko dlatego, żeby miała swoje dwie sceny, a potem biegała za resztą ekipy.
Co do reszty X-Force to powiem pokrótce, że to chyba najzabawniejsza ekipa bohaterów (szczególnie Peter, który jest bohaterem, jakiego potrzebujemy, a na jakiego nie zasługujemy) z jaką przyszło komukolwiek ratować świat. No dobra nie ratują może świata, ale jeśli ktoś lubi naprawdę mocny czarny humor, to ich też polubi.
Postaci jest oczywiście o wiele więcej, ale nie chce mi się o nich rozpisywać.


I rodzynek na torcie czyli humor i nawiązania (tak, wiem, że mówi się wisienka na torcie, ale ten zabieg ma przykuć uwagę czytelnika, który jest już znudzony czytaniem tego).
Film jedzie po bandzie cały czas, co chwila daje nam żarty sytuacyjne albo zabawne nawiązania do innych filmów lub postaci. Jednak przy takiej ilości jest szansa, że coś nie zadziała i niestety, jeśli ktoś jest przewrażliwiony i nie pasują mu rynsztokowe żarty albo nie lubi czarnego humoru, nie wszystko będzie go bawić, osobiście kilka razy wybuchłem śmiechem na sali kinowej, ale na szczęście nie tylko ja. Daję dychę, jeśli ktoś zauważy portret Karola Marksa w jednej ze scen.
Jak możecie wywnioskować film bardzo mi się podobał i zachęcam do obejrzenia go, bo naprawdę warto.

Na koniec powiem tylko że są sceny po napisach, ale tylko tych, gdzie wymieniani sa główni aktorzy, jeśli ktoś ma zamiar siedzieć do końca napisów nie znajdzie tam sceny, ale za to będzie mógł pod ich koniec wysłuchać piosenki o jednej z postaci.

Dziękuje za uwagę, D.
Trzymajcie się, M

piątek, 18 maja 2018

Pelplin

Hello!
Wydawać by się mogło, że studenci wycieczki powinni zostawić w szkole, a na studiach samemu sobie organizować wyjścia czy zwiedzanie. Ale prawda jest taka, że porzucenie przyzwyczajeń ze szkoły jest trudne i mało wygodne. I ogólnie człowiekowi łatwiej jest zabrać się za zrobienie czegoś, go ktoś inny zajmie się zamówieniem biletów. Przekonałam się o tym niejednokrotnie w ciągu ostatnich trzech lat. A ostatnio dokładnie wczoraj, gdy 14 osób z filologii polskiej, na propozycję jednej z prowadzących zajęcia na specjalizacji nauczycielskiej, odpowiedziało pojechaniem do Pelplina. 
Dojechanie z Gdańska do Pelplina to żadna sztuka, a jednak, jakoś fajniej zebrać się grupą i jechać "na wycieczkę" niż samemu.

Skryptorium Pelplin pulpity pisanie biurka

Od pierwszego semestru powtarzano nam, a przynajmniej na pewno osoby na specjalizacji edytorsko-redaktorskiej słyszały to nie raz, że wypadałoby się wybrać do Pelplina przynajmniej raz w życiu, bo jedyną Biblię Gutenberga w Polsce trzeba nam zobaczyć. 
Ale nasza wycieczka rozpoczęła się od wizyty w skryptorium i lekcji muzealnej oraz mini warsztatów z pisania piórem. I faktycznie pan w odpowiednim stroju (mnicha cystersa) i z odpowiednim entuzjazmem opowiadał o produkcji pergaminu (byłam jedną z dwóch osób z edytorstwa, a na pierwszym semestrze mieliśmy zajęcia z historii książki, na których była mowa o sposobach pozyskiwania pergaminu - ciekawie obserwowało się reakcje koleżanek i kolegów, gdy pan skryba opowiadał o tym jak wyprawia się skóry) i narzędziach pisarskich. To na pewno ciekawszy sposób przyswajania wiedzy niż czytanie podręczników, tym bardziej, że naprawdę było widać, że pan skryba jest jakby to kolokwialnie określić mega zajarany tematem.

Katedra Pelplin organy witraż wejście główne sklepienie

Bazylika Pelplin ołtarz główy złoty wysoki sklepienie

Pelplin ambona organy mniejsze barok sklepienie kryształowe

obraz Bożego Narodzenia komiksowy

Po warsztatach udaliśmy się do Bazyliki katedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.  Od zewnątrz może być nie widać, że to jeden z najwyższych i największych kościołów w Polsce, ale gdy wejdzie się do środka i spojrzy na sklepienie można poczuć zawroty głowy, bo jest naprawdę wysoka. A warto tę głowę podnosić i na to sklepienie patrzeć, gdyż jest bardzo ciekawe, szczególnie po bokach, gdyż zobaczyć tam można sklepienie kryształowe, ale całe jest naprawdę bardzo ładne. 
Dzięki temu, że kościół jest wysoki i pozłacany ołtarz może być bardzo wysoki, nie wiem czy przypadkiem nie najwyższy w Polsce. Sprawdziłam- najwyższy. 
Na zdjęciach widać też organy główne,  a po zdjęciem z ołtarzem- ambonę oraz drugie organy i fragment sklepienia. Ogólnie zdecydowana większość wystroju bazyliki jest zdecydowanie barokowa. Dużo złota, dużo zdobień, ale są w niej także obrazy w stylu manierystycznym czy renesansowym.
Chociaż w nie najlepszej jakości dodaję także obraz przedstawiający scenę Bożego narodzenia, gdyż trzeba go oglądać, czy też czytać, jak komiks i to od prawej do lewej. Mamy aniołów, którzy informują pastuszków, co się właśnie wydarzyło, następnie jeśli dobre pamiętam, pastuszków idących do Betlejem, samą scenę z Jezusem, będącym jednocześnie źródłem jasności dla tej części, co istotne dla zastosowanej w obrazie techniki światłocienia i ostatnią część z, jak to ładnie określiła pani przewodniczka, Józefem uspokajającym rozśpiewane aniołki w euforii, aby trochę się przyciszyły, bo być może Jezusek chce spać.  
Bazylika robi ogromne wrażenie i trochę żałuję, że zwiedzanie to była trochę przebieżka bez możliwości zatrzymania się na dłużej i dokładniejszego przyjrzenia się niektórym obrazom. A jest tam jeszcze jeden bardzo ciekawy, na którym ukrywa się Anioł Stróż, gdy przewodniczka nam go pokazała większości opadły szczęki, naprawdę niesamowity zabieg malarza.

Muzeum Diecezjalne Pelplin sztuka średniowieczna rzeźby

Następnie przeszliśmy pięknym parkiem do Muzeum Diecezjalnego, w którym znajdują się między innymi bardzo ciekawe Madonny szafkowe. I dużo innych rzeźb i obrazów od średniowiecza do współczesności. I jak to w muzeum oświetlenie jest takie, że chociaż zdecydowana większość eksponatów nie jest za szybkami, to zdjęcia wychodziły fatalnie, dlatego pokazuję tylko spojrzenie na kawałek pierwszej sali.

Biblia Gutenberga w Pelplinie

Kulminacyjny punkt programu został oczywiście na sam koniec: proszę państwa oto jedyna w Polsce Biblia Gutenberga! I to nie żadne faksymile, które zwykle znajduje się za tą pancerną szybą, tylko prawdziwa i oryginalna. Mieliśmy to szczęście, że w zeszłym tygodniu w Pelplinie był prezydent więc i skryptorium było posprzątane i Gutenberg był wystawiony. Jak widać Biblia jest dobrze strzeżona, trzeba bardzo uważać, aby nie stanąć na dywan, który jest za barierkami, bo alarm się bardzo szybko włącza. O czym mogliśmy się przekonać, bo jedna koleżanka trochę za bardzo wysunęła stopę, a ja o mało nie dostałam zawału. 

Jeśli planujecie wyjazd nad morze albo jesteście w Gdańsku i na przykład nagle zepsuła się pogoda i nie macie co ze sobą zrobić przez cały dzień, a lubicie zwiedzać to bardzo polecam. Pociągiem jedzie się godzinę, normalny bilet kosztuje 13 złotych, studencki około 7. Szczególnie polecam tę lekcję muzealną w skryptorium, bo zapewniam, że to frajda nie tylko dla dzieci. 

Trzymajcie się, M

niedziela, 13 maja 2018

Marvel Cinematic Universe

Hello!
Z okazji dziesięciolecia Marvel Cinematic Universe oraz premiery Avengers: Infinity War (lub jeśli wolicie Wojna bez granic) postanowiłam zebrać wszystkie teksty, jakie przez lata prowadzenia bloga napisałam o tych filmach. Zrobiłam pełną listę filmów (a tytuły piszę, jak lubię i jak mi się podoba) od 2008 roku, a napiszę tylko, że bloga prowadzę od jesieni 2012. Plus oczywiście widziałam wszystkie te filmy.


2008 Iron Man
2010 Iron Man 2
2011 Thor
2011 Kapitan Ameryka
2012 Avengers

Nie jest to szczególnie zaskakujące, że o żadnym z powyższych filmów nie pisałam, bo gdy wchodziły do kin, ja jeszcze nie miałam bloga i nie jestem pewna czy nawet na nich w kinie byłam. I niestety nie pamiętam, który film był moim pierwszym kinowym. Wiem na pewno, że Thor: Mroczny świat widziałam w kinie i od tego momentu już wszystkie, ale pierwszym, o którym napisałam są Strażnicy Galaktyki. Ale w domu mam bilety z filmów, na których byłam w kinie, gdzieś od 2011 więc sprawdzę i dopiszę, jeśli nie zapomnę. Sprawdziłam, mam bilet z Thora, z reszty nie, więc na 99,99% to był pierwszy film. Chociaż, mam wrażenie, że byłam na trzecim Iron Manie, bo dość wyraźnie pamiętam oglądanie końcówki tego filmu i tego, jak bardzo, bardzo poruszyło mnie zniszczenie zbroi Starka, i że widziałam te "fajerwerki" właśnie w kinie.
Ponadto druga część Thora, chyba z okazji właśnie tego, że była (chyba) pierwszym filmem z tej serii, który widziałam w kinie, to jedyny Avengersowy film jaki posiadam obecnie na DVD.

Muszę się przyznać, że jeśli żałuję czegoś, o czym na blogu nie napisałam, to jest to Zimowy Żołnierz. A pamiętam, że bardzo chciałam to zrobić, ale nigdy mi to nie wyszło, a potem było już za późno. A naprawdę zabierałam się za pisanie tej recenzji. Ale chyba zostałam przytłoczona wszystkimi pozytywnymi recenzjami, które spłynęły na film i nie czułam, że mogłabym dodać coś do rozmów o tym filmie.

2013 Iron Man 3
2013 Thor: The Dark World
2014 Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz
2014 Strażnicy Galaktyki (O 5 takich, co buszowali w kosmosie)
2015 Avengers: Czas Ultrona (Co za dużo, to nie zdrowo)
2015 Ant-Man (Jak "Ant-Man" skradł moje serce)

Moi bracia to fani Marvela oraz mistrzowie nagrywarki, którzy mają dużo szczęścia, że  przed premierą Infinity War, ale i wcześniej, stacje telewizyjne pokazały większość z wymienianych dzisiaj filmów, dzięki czemu ja także byłam szczęśliwym człowiekiem, gdyż w czasie majówki obejrzałam Zimowego Żołnierza chyba z 6 razy, plus on sobie też leciał normalnie w TV w tym czasie więc też oglądałam i czasami było tak, że wyłączałam nagranie i oglądałam film ten sam film w TV, bo akurat był. Ten film się nie nudzi. Żałuję, że Civil War jeszcze nie trafił do telewizji, bo miałam ochotę zobaczyć go jeszcze raz, bo odkąd byłam w kinie nie było możliwości, a już trochę czasu minęło. Trzeba by zadbać o kolekcję DVD.

2016 Kapitan Ameryka 3 (Civil War) (Serce i rozum)
2016 Doctor Strange (Efektowny, przyjemny, ale)
2017 Strażnicy Galaktyki vol.2 (Relacje kosmiczne)
2017 Spider-Man: Homecoming (W sumie miło i sympatycznie)
2017 Thor: Ragnarok (Akuratnie plus)
2018 Black Panther (Wojna domowa)
2018 Avengers: Infinity War (Inferno)

 Inne zdjęcia z plakatami Strażników Galaktyki z Frankfurtu z 2014 w odpowiednim wpisie.

Widziałam ludzi, którzy układali listy z tych wszystkich filmów w kolejności od najmniej do najbardziej ulubionych i zastanawiałam się czy nie zrobić czegoś podobnego. Ale po przemyśleniach, doszłam do wniosku, że mi to nie wyjdzie, bo na przykład, pomimo że oglądałam je kilka razy, prawie nie rozróżniam poszczególnych części Iron Mana, a już szczególnie 1 i 2, więc taka szczegółowa lista to niedobry pomysł. Spróbowałam więc podzielić te filmy nieco inaczej. 

Gorąco:
Kapitan Ameryka (wszystkie części)
To gdyby ktoś miał wątpliwości, kto jest moją ulubioną postacią.

Ciepło:
Avengers
Pierwsza część: odkąd obejrzałam ich kiedyś w TV z dubbingiem, doszłam do wniosku, że to fantastyczna komedia. Oraz Infinity War.
Thor (1 i 2)
Black Panther
Doctor Strange
Ant-Man

Neutralnie:
Spider-Man
Iron Man
Strażnicy Galaktyki
Czas Ultrona 
Thor: Ragnarok

Ta lista najlepiej oddaje mój stosunek do poszczególnych filmów/postaci. Chociaż, gdyby o postaci całkowicie chodziło, to Iron Man byłby wyżej, ale jak wspominałam jego filmy, z wyjątkiem 3, jakoś do mnie nie przemawiają. 
Teraz nie pozostaje nic innego, jak czekać rok na premierę 4 części Avengersów, a w międzyczasie, zobaczyć co będzie się działo w Ant-Man and The Wasp oraz, co dużo bardziej interesujące, poznać jaką postacią jest Kapitan Marvel.

A jakie są Wasze ulubione Avengersowe filmy?
LOVE, M

środa, 9 maja 2018

Ulubione piosenki z dram #1

Hello!
Wskaż zdanie prawdziwe:
1. Niebo jest niebieskie
2. M nie wytrzyma bez opublikowania przynajmniej jednego wpisu w tygodniu
3. Woda jest niebieska
Blog to nie matura, a zadanie nie było takie łatwe, jeśli się nad nim zastanowić porządnie, więc śpieszę z odpowiedzią: zdanie drugie jest oczywiście prawdziwe.  I dzisiaj dowód na potwierdzenie tej tezy. Oczywiście fakt, że ten wpis był gotowy już dawno temu też swoje zrobił, ale szczegóły techniczne nie są ważne.
Dzisiaj więc krótko o utworach z dram, które bardzo lubię.

Drama Goblin OST Chanyeol Punch Stay With Me studio sing


1. Stay with Me Punch Chanyeol
 Wszyscy udają, że są bardzo zaskoczeni tym, że po pierwsze piosenka się pojawiła, a po drugie, że jest pierwsza. O mojej relacji z tym utworem pisałam przy okazji recenzji dramy Goblin, z której pochodzi więc zainteresowanych zapraszam tam. A niezainteresowanych zachęcam do posłuchania, przekonacie się czemu wszyscy uwielbiają tę piosenkę. 



2. Everytime Chen Punch
To była chyba pierwsza piosenka z dramy z jaką się zetknęłam. I chyba nawet wtedy nie wiedziałam, że jest z dramy, a a pewno nie wiedziałam kto ją śpiewa. Ale zwróciłam uwagę, że jak na piosenkę po koreańsku to brzmienie jej tekstu jest wyjątkowo przyjemne dla ucha. Obecnie, gdyby ktoś mnie popoprawiał, bo moja wymowa na pewno jest bardzo zła, to byłabym w stanie ją zaśpiewać, teraz jestem całkiem niezła w karaoke - ja sobie piszę, piosenkę leci w tle i mogę sobie śpiewać. 
A to utwór z dramy Descendants od the Sun, o której też pisałam.  
 



3. For You  EXO-CBX
Piosenka z pierwszej dramy, którą obejrzałam. W sumie to można by tu wstawić tak 7/8, jeśli nie cały, jej soundtrack, bo całościowo to właśnie z niej podoba mi się najbardziej. Z tym, że dlaczego ona jest taka dobra, a więc kto ją śpiewa, dowiedziałam się jakiś czas po obejrzeniu. Mowa o Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo. Wstawiam Wam nagranie z programu, bo podoba mi się bardziej niż to oficjalne. A sama piosenka jest taka ładna, taka bardzo ładna.



4. It's You Henry
Jedyny przypadek, gdy usłyszałam piosenkę, a jeszcze nie obejrzałam dramy. Kiedyś to zrobię, bo jest zapisana, gdzieś na szczycie kolejki i czeka, ale na razie nie mam czasu. Drama nosi tytuł While You Were Sleeping, a utwór ma ten zasadniczy plus, że jest po angielsku, więc można go śpiewać. Oraz rozumie się od razu o czym on w ogóle jest. I jest bardzo ładny. Wstawiam Wam troszkę skróconą względem oficjalnej wersję live, ale tu widać tyle emocji.



5. Even If I Die It's You (lub It's Definitely You) V Jin

Jak widać było do tej pory M jest bardzo monotematyczna (w 3 powyższych piosenkach mamy przynajmniej jedną osobę z EXO, a Henry był jeszcze do bardzo niedawna z SM, czyli ich firmy menażerskiej - ciężko jest w sumie stwierdzić, czym to SM jest, bo w Polsce i chyba wgl na świecie nie ma za bardzo podobnych przedsiębiorstw rozrywkowych jak w Korei), ale ta piosenka była, obok obsady, jedną z lepszych rzeczy, która przydarzyła się dramie Hwarang i zwyczajnie mi się podoba więc musiała się pojawić. 


Pięć to tak mniej więcej najodpowiedniejsza liczba linków z Youtube, które blogger może udźwignąć bez zbędnych zacięć oraz liczba, którą na ten moment jestem w stanie wymyślić. Poza tym nie widziałam, aż tylu dram, abym mogła przebierać w utworach, chociaż zastanawiam się czy nie wyszczególnić jeszcze kilku utworów z MoonLovers. Powinnam też jeszcze raz przyjrzeć się kto te OSTy śpiewa, bo większość dram oglądałam bez zwracania na to uwagi, a swojego głosu do dram użyczają, jak widać po powyższych przykładach, ciekawe osoby. Powinnam też obejrzeć więcej dram. 
I chociaż nie mam czasu, to dziś wychodzi drama Rich Man i ma bardzo przekonujące zwiastuny. Bardzo. I nawet nie jest to kwestia tego, że Suho z EXO gra główną rolę, ale aktorka, która mu partneruje jest prześliczna. 

Do napisania, trzymajcie się, M


środa, 2 maja 2018

Kocham Instagram #9 - kwiecień 2018

Hello!
Majówka majówką, ale sesja się zbliża i mój wolny święty tydzień majówkowy spędzam czytając, jeżdżąc do babci, robiąc notatki, spacerując po mieście, ucząc się z gramatyk i ciągle zastanawiając się jak i kiedy ogarnę wszystkie prace zaliczeniowe i kolokwia, które czekają mnie w tym miesiącu. W związku z tym od dziś blog przechodzi w stan częściowego zawieszenia. Na maj, oprócz dzisiejszego, mam zaplanowany tylko jeden wpis, ale być może, jeśli będzie okazja (na przykład filologia wybiera się na wycieczkę do Pelplina) to coś się napisze. Na czerwiec szykuję coś specjalnego, ale tylko w części zależy to ode mnie. Do naprawdę normalnego pisania wrócę w lipcu.



1./3. Lubię robić zdjęcia swoich butów i jakoś prawie zawsze mam też jedną z moich ulubionych spódnic. Pierwsze zostało zrobione wśród koniczynek, licząc, że chociaż jedna z nich będzie czterolistna i przyniesie mi szczęście w sesji. Drugie w Gdyni nad morzem, bo jednym z plusów lokalizacji Muzycznego jest fakt, że leży jakieś 5 kroków od morza. I chociaż moja relacja z morzem jest mocno średnia, to nie mogłam nie skorzystać z tej okazji. Plus zdjęcie numer 2. zostało zrobione w tym samym czasie i miejscu. 
4. 23 kwietnia to data urodzin i śmierci Szekspira (oraz Dzień Książki, ale każdy ma swoje priorytety). A koszulkę kupioną w zeszłym roku w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim z okazji zdania literatury staropolskiej uwielbiam, jest przezabawna. 
5. Pogoda w Gdańsku i tak zwykle jest mocno kapryśna, ale ostatnio przechodzi samą siebie. Plus taki, że mam całkiem ładny widok z okna dzięki temu.
6. Bardzo stare zdjęcie, bo z 2012, czyli z roku założenia bloga, dokładnie to wakacje przed pierwszą klasą liceum. Na blogu są zdjęcia z tego wyjazdu do Chorwacji. Ale nie to jest istotne. Istotna jest długość moich włosów. To zdjęcie motywator - jak tylko włosy mi odrosną to już nigdy ich nie zetnę. 
7. Ponieważ mieszkam w tym roku z drugiej strony akademika, z poza tym budowa Forum Gdańsk się kończy i nie mam pod ręką dźwigów. W tym roku naprawdę brakuje ich na Instargamie, a one są takie fotogeniczne. 
8. Wierszyki z zajęć. W tym miesiącu nie było zbyt wielu zdjęć książek ani nauki, ale coś czuję, że w dwóch najbliższych się to zmieni. 
9. Drzewa, gdzieś na Dolnym Mieście. Zwykle tam nie chodzę, bo minimalnie się boję łazić tam sama. Ale z drugiej strony jestem tam ładnie zielono i rześko, zupełnie jak by się było w innym mieście, a w sumie to wcale niedaleko od Starówki. 

W najbliższym czasie najłatwiej będzie mnie znaleźć właśnie na Instagramie <klik> oraz raczej na pewno będę aktywna na Facebooku bloga <klikklik>. Do napisania! Do zobaczenia! I powodzenia maturzystom! 

LOVE, M

niedziela, 29 kwietnia 2018

Inferno - Avengers: Infinity War (Wojna bez granic)

Hello!
Zwykle, gdy wracamy z bratem z kina po filmie, całą drogę wymieniamy uwagi i opinie, konfrontujemy swoje punkty widzenia. Wczoraj po Infinity War prawie całą drogę przeszliśmy nic nie mówiąc. Prawie, ale to co mówiliśmy można streścić w zdaniu: "Nie wiem, jak ja napiszę tę recenzję, chyba utopię mojego laptopa" i myślałam też, że będzie się dało napisać ją bez spoilerów, ale się nie da. Więc ostrzegam, to nie jest recenzja dla ludzi o słabych nerwach.

Kapitan Ameryka, Zimowy Żołnierz, Czarna Wdowa, Hulk, Falcon, bitwa, Wakanda, Czarna Pantera

Zwykle nic mi się nie śni, ale moja głowa chyba bardzo potrzebowała sobie ułożyć ten film, bo dziś w nocy miałam sen o bardzo skomplikowanej i emocjonującej fabule, co prawda bez związku z filmem, ale jestem pewna, że on na niego wpłynął. W każdym razie ja napiszę tę recenzję, a jestem pewna, że pewne rzeczy dotyczące Infinity War będę porządkowała w głowie jeszcze dłuższy czas. 

Doktor Strange, Tomy Stark, Iron Man, Bruce Banner, Hulk, Wong, Nowy Jork, Avengers, Infinity War

Jeśli czytacie tę recenzję to są dwie opcje: już film widzieliście i wiecie o co chodzi albo film Was nie interesuje i spoilery nie robią Wam różnicy. Więc zacznę od czegoś, co zostało pokazane jeszcze zanim tytuł filmu pojawił się na ekranie i trochę zamordowało mnie zanim film na dobre się zaczął. Otóż Infinity War zaczyna się praktycznie w momencie, gdy kończy się scena po napisach z Thor:Ragnarok, ale oszczędzone nam zostaje oglądanie, jak statek Thanosa dopada statek Asgardczyków. Thor, Loki, Thanos, Hulk trochę walczą, ale wszystko kończy się tak, że Hulk zostaje odesłany na Ziemię, przez co zabijają Haimdala, Loki po dziesięciu zmianach stron zostaje uduszony przez Thanosa, a ten dostaje Tesseract w swoje ręce. Thor zostaje sam i jest absolutnie najtragiczniejszą postacią w całym filmie, te jego szekspirowskie korzenie z pierwszego filmu dają o sobie znać. W każdym razie, całym sercem kocham filmu, które robią tak, że mam ochotę płakać od pierwszych minut. A potem co jakieś 15, gdy przypomnę sobie co się stało. I w sumie słuchałam i czytałam opinie, że Loki w tym filmie zginie i byłam nawet na to gotowa, nie spodziewałam się jednak, że stanie się to tak wcześniej.
Loki, Tom Hiddlestone, Avengers Wojna bez granic

I o tym filmie można by tak cały czas, opisywać co się dzieje, jakie reakcje i uczucia wywołuje to w widzu. Tylko że trwa on ponad dwie i pół godziny  więc obawiam się, że byłoby to za długie do czytania, więc spróbuję to trochę uogólnić.
W tym filmie wszystko gra. Dobór postaci/aktorów, którzy mają najwięcej relacji między sobą, a już szczególnie Doctor Strange i Tony Star mają doskonałą chemię. Plus Peter Parker, który się koło nich kręci całkiem zaskakująco pasuje. Są super, naprawdę. Bruce Banner, który też jest przez pewien czas jest razem z nimi też do nich pasuje, ale on ogólnie jakoś tak zaskakująco dobrze się bawi w tym filmie, znaczy może Mark Ruffalo się doskonale bawił.
Infinity War, Wanda, Scarlet Witch, Vision, para

W kosmosie ze Strażnikami Galaktyki najpierw spotyka się Thor, a później w wyniku różnych wydarzeń i komplikacji na Tytan trafiają Star-Lord, Drax, Mantis oraz właśnie Strange, Stark i Peter. I wiecie, kto najmniej pasuje do całego filmu i próbuje być zabawny na siłę? Star-Lord. Naprawdę. Można by zostawić wszystkich Strażników, a jego wyciąć. Ale z drugiej strony on ma jedną galaktycznie ważną scenę przez którą film kończy się źle. To znaczy w pewnym momencie oglądania już się wie, że nasi bohaterowie wcale Thanosa nie pokonają, ale to co zrobił Star-Lord zaprzepaszcza tę ewentualną możliwość w sposób najbardziej bezpośredni. I jak jego humor i jego postać mnie nie przekonują, to jego relację na to, czego właśnie się dowiedział rozumiem. 

Kapitan Ameryka, Wakanda, straż króla

A dowiedział się, że Thanos poświecił Gamorę aka jedyną osobę, którą kochał, aby dostać Kamień Duszy. Ogólnie emocjonalna strona tego filmu jest bardzo ciekawa. Thor przy spotkaniu z Gamorą opowiada o swoich pokręconych relacjach rodzinny, bo Gamora wcześniej przyznała się, że jest córką Thanosa i Thor bardzo z nią empatyzuje. Z resztą Peter Quill też o tym mówi. I nagle odkrywamy, że naszych bohaterów łączy więcej niż tylko fakt, że są z kosmosu. Poza tym Thor po drodze zaprzyjaźnia się z Rocketem i Grootem. Tego pierwszego nazywa królikiem, nawet bez wielkich pretensji ze strony tego pierwszego, a języka Groota uczył się w Asgardzie. Ale kontynuujmy dalej z podobieństwami pomiędzy bohaterami, tym, że pokazują, że cierpienie najbliższych to naprawdę siła, której ludzie nie są w stanie nie odeprzeć. Choćby miało to oznaczać, że Doctor Strange, aby Thanos nie zabił Starka oddaje mu Kamień Czasu (chociaż wcześniej mówi, że będzie bronił Kamienia za cenę życia i Tonego i Spider-Mana, jeśli będzie trzeba), Gamora, żeby Thanos nie krzywdził już Nebuli mówi mu, gdzie jest Kamień Duszy, a Loki oddaje mu Tesseract, bo ten torturuje Thora. W sumie jedyną postacią, która wyłamała się z tego schematu byłaby Scarlet Witch, bo zdecydowała się zniszczyć Kamień Visiona tym samym go zabić, ale przybył Thanos z Kamieniem Czas i to cofnął, i sam zabił Visiona. Scarlet Witch jest drugą po Thorze tragiczną postacią tego filmu, bo wmawianie jej, że ona jest w stanie zniszczyć ten Kamień i zabić Visiona, gdy w Age of Ultron zabili jej brata bliźniaka jest okrutne.
Strażnicy Galaktyki, Star Lord, Peter Quill, Gamora, Groot, Mantis, Rocket, statek kosmiczny, kosmos

Ah, właśnie co jeszcze gra, to wyjaśnienie skąd Wakanda w filmie. Otóż bohaterowie, głównie Bruce, dochodzą do wniosku, że da się usunąć Kamień z głowy Visiona bez zabijania go, ale nie mają możliwości zrobienia tego w Nowym Jorku, a Kapitan Ameryka stwierdza, że wie gdzie można to zrobić i tak ziemska ekipa trafia do Wakandy, a Shuri próbuje usunąć Kamień. Niestety pomimo wielkiej walki i prób zatrzymania żołnierzy Thanosa z dala od Visiona to się nie udaje.

Thor, Strażnicy Galaktyki, Matnis, Rocket, Avengers

W tym filmie dzieje się bardzo dużo, ale jest to pierwszy od jakiegoś czasu, gdy to dużo nie jest męczące, ale właśnie dokładnie takie jak potrzeba w takim filmie. Jest w Infinity War dosłownie jeden momenty, gdy film się odrobinę dłuży i był dosłownie jeden, gdy miałam pewną wątpliwość, gdzie znajduje się jedna z postaci, dla jasności zgubiłam Tonego Starka, bo wizja tego, że jest w kosmosie wcale nie była oczywista. Ale biorąc pod uwagę, jak wielu jest bohaterów i bohaterek oraz skalę filmu to są drobnostki. Bo wcale nie czuje się jak długo ten film trwa, on płynie i chociaż wiadomo dokąd zmierza, to nawet fakt, że już się kończy jest zaskakujący.

Wakanda Forever, Black Panther, Czarna Pantera, Okoye, wojsko

Pomysł Thanosa na zlikwidowanie połowy populacji wszechświata skojarzył mi się z motywem z książki Dana Browna Inferno i dlatego też recenzja ma taki tytuł. Poza tym planeta Thanosa Tytan (oraz planeta, na której był Kolekcjoner) wyglądały trochę jak piekło. Pustynia, piach i ogień. Z tym, że w książce Browna nikt bezpośrednio nie ginie, natomiast w Infinity War owszem. Giną. Bogaci i biedni, postaci z pierwszego i drugiego planu. Nie bohaterską śmiercią w walce, ale dlatego że wcześniej podjęli takie a nie inne decyzje, to znaczy pooddawali Thanosowi Kamienie, a on pstryknął palcami i wprowadził swój plan w życie. Co ciekawe jednak nie znika Kapitan Ameryka, a na jego pożegnanie byłam chyba bardziej gotowa niż na śmierć Lokiego. Jednak sam Kapitan jest w tym filmie rozczarowujący. To znaczy jest go mało i nie za bardzo ma co robić. Chyba nawet Bruce Banner ma więcej do grania niż on. I to on ma zamiar dzwonić do Steva, gdy Tony tchórzy i kończy w kosmosie. Więc nie dostajemy żadnej sceny pomiędzy Kapitanem a Tonym. Żadnej. Szkoda. 

Tony Stark, Strażnicy Galaktyki, Iron Man, Mantis, Peter Parker, Spider-Man, Drax, Peter Quill, Drax, Tytan, Titan

Infinity War to taki film,  w którym zabili Lokiego, Zimowego Żołnierza i nastoletniego Groota. Taki, że w ich śmierci się wierzy, bo rozdzierają serce, chyba nawet bardziej niż gdyby zabili Tonego czy Steva. A oni wzięli i zniknęli też Black Pathera (biedna przerażona Okoye), Sama i każą Iron Manowi trzymać w rękach znikającego Spider-Mana. I tak jak myślałam już wczoraj, piszę tę recenzję i zły płynął mi po policzkach. 
Chociaż wiem, że oni to odkręcą, nie ma innej opcji (i to nie tylko dlatego, że wiemy, że ma być kolejny film z Spider-Manem i Strażnikami Galaktyki, a Strange widział przyszłość), to w tym momencie ich nie ma. I chociaż nawet mam pomysły jak to odwrócą (wiemy, że Scarlet Witch ma moc, aby zniszczyć Kamienie, a jednym z nich jest Kamień Czasu więc najpierw go użyją a potem zniszczą) to znam i te postaci, które zniknęły i te, które zostały i wiem, jak one będą przeżywały to co właśnie się stało (Tony Stark koniecznie potrzebował kolejnej traumy, koniecznie). A reszty postaci nie ma. Zniknęły. Rozpłynęły się w powietrzu. A źli ludzie karzą czekać na kolejny film ponad rok. 

Trzymajcie się, M



czwartek, 26 kwietnia 2018

35 x czy czy

Hello!
Ostatnio porządkowałam trochę zeszytów i notatek ze studiów i w ręce wpadło mi rozgrzewkowe ćwiczenie z angielskiego. I pomyślałam, że to fajny i prosty pomysł na miły wpis. A ponieważ lubię akcje blogowe, w których odpowiada się na pytania, ale ostatnio w blogosferze posucha, może już nie są tak modę i dawno nie było okazji, aby napisać coś w tym duchu - oto sama sobie znalazłam pytania. 



1. Pies czy kot
Oczywiście.

2. Tosty czy jajka

3. Telefon czy SMS
Tak naprawdę, naprawdę to nic. Wykonuję telefony praktycznie tylko do rodziców, SMSów nie wysyłam, a te które otrzymuję to głównie reklamy CCC. Poza tym wolę jak ludzie kontaktują się ze mną przez social media.

4. Facebook czy Twitter
Twitter jest bardzo ciekawy, ale nie potrafię wbić się w tę społeczność więc służy mi głównie do retweetowania różnych rzeczy i wstawiania screenów trendów, jeśli akurat pojawia się tam coś ciekawego. Ogólnie Facbook Forever.

5. Pływanie czy opalanie
Co prawda bardzo dawno tego nie robiłam, ale opalanie jest na szczycie listy absolutnie bezsensownych i potencjalnie groźnych dla zdrowia rzeczy i ciągle zastanawiam się czemu ludzie sobie to robią.

6. Duża impreza czy kameralne spotkanie

7. Nowe ubrania czy nowy telefon

8. Piłka nożna czy koszykówka
Jak już muszę naprawdę wybierać. 

9. Pranie czy zmywanie naczyń
Czemu nie ma opcji prasowanie? Prasowanie jest super.

10. Kąpiel czy prysznic
Zawsze.

11. Tenisówki czy sandałki

12. Okulary czy szkła kontaktowe
Nie mogę nosić szkieł, ale chciałabym kiedyś spróbować, chociaż moje okulary bardzo, bardzo mi się podobają.

13. Zakupy normalnie czy przez internet

14. Email czy list
Listy są mniej stresujące. Otwieranie skrzynki mailowej, gdy czeka się na odpowiedź, to jedna z najbardziej stresujących sytuacji w życiu. Chociaż dzięki studiom, jeśli ktoś próbuje coś załatwić albo się czegoś dowiedzieć, to można się z czasem nawet na to trochę uodpornić.

15. Niebieski czy czerwony
Nie przepadam za wszystkimi ciepłymi kolorami. Ale z drugiej strony moją czerwoną bluzę lubię bardzo. Ale to absolutny wyjątek.

16. Pieniądze czy czas wolny

17. Słodycze czy popcorn

18. Długopis czy ołówek

19. Kubki: do góry dnem czy do dołu dnem
To w sumie zależy, gdzie akurat stoją, czy się suszą i czy będą na nich stały kolejne kubki, ale w Gdańsku moje całe dwa, stoją raczej tak, że można od razu do nich coś nalać.

20. Cola czy Pepsi

21. Pociąg czy samolot

22. Mięso czy warzywa
I to, i to. To w ogólnie nie jest wybór, bo to idzie w parze. Przynajmniej u mnie. Podziwiam ludzi, którzy rezygnują z jedzenia mięsa, ja bym nie mogła. 

23. Morze czy góry
Zawsze i tylko. To nic nie znaczy, że trzeci rok mieszkam w Gdańsku, nad morzem bywam średnio  3 razy w roku - gdy moi rodzice przyjeżdżają mnie odebrać, przywożą i czasami, gdzieś pomiędzy, przy jakieś okazji. Ostatnio, bo od Muzycznego w Gdyni jest nad morze 5 kroków, a ja miałam chwilę czasu.

24. Horror czy komedia.

25. Miasto czy wieś
Wieś jest super. Na tydzień, na dłuższą metę nie dałabym rady mieszkać w miejscu, gdzie wszędzie jest daleko.

26. Zima czy lato
Chociaż ostatnio dochodzę do wniosku, że od lata wolę jednak wiosnę.

27. Zupa czy kanapka

28. Karcianka czy planszówka
Bez różnicy, o ile ja w nią nie gram. Zdecydowanie lepiej bawię się oglądając jak inni grają niż, gdy gram razem z nimi. Jedyną planszówką, którą lubię jest Monopoly, ale tylko do momentu, gdy wszystkie karty z miastami/budynkami są wykupione. Późniejsze budowanie i płacenie innym graczom mnie nudzi. 

29. Sztuka klasyczna czy nowoczesna

30. Praca samemu czy w zespole
Zależy. I to nie wbrew pozorom od zespołu, ale od tego w jaki sposób się z nim pracuje. W każdym razie Internet jest cudowny, ale czasami potrzeba zrobić burzę mózgów w realu. I zależy to też od samego projekty czy pracy, którą trzeba wykonać.

31. Restauracja czy dostawa
Jak już muszę wybierać.

32. W kapciuszkach czy boso
Po akademiku w kapciuszkach, po domu boso. Akademik jest jedynym miejscem, w którym kapcie wydają mi się naturalne. Wszędzie indziej niekoniecznie. 

33. Karaoke czy taniec
Nie zazdroszczę ludziom mieszkającym w pokojach po mojej prawej i lewej, bo odkąd współlokatorka się wyprowadziła w moim pokoju trwa impreza. 

34. Star Wars czy Doctor House
To bardzo trudy wybór i postanowiłam go nie podejmować, chociaż moje serduszko obecnie przechylone jest trochę bardziej na stronę Star Wars. 

35. W wakacje: leniuchowanie czy robienie rzeczy 
Zgubiłam kartkę i nie jestem pewna, co miało dokładnie kryć się pod robieniem rzeczy, ale odpowiedź byłaby pół na pół tak myślę. Uwielbiam leniuchować, ale na przykład uwielbiałam też czas spędzony na praktykach.  

Do niektórych wyborów dodałam uzasadnienia, do niektórych nie (albo dodałam, a potem usunęłam, bo robiły się za długie), ale gdybyście chcieli, o którymś dowiedzieć się czegoś więcej to pytajcie śmiało i oczywiście możecie napisać, jakie Wy byście podjęli. A nawet przekopiować wszystkie i zrobić z tego wpis na swoim blogu. Wybory są dość uniwersalne więc powinny się sprawdzić u każdego. 

Pozdrawiam, M

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Szekspir w anime i mandze #3

Hello!
To już trzecia odsłona Szekspira w anime i mandze, cyklu, który pojawił się w czasie Roku z anime, dla upamiętnienia daty urodzin (bardziej) i śmierci (mniej) Szekspira i jest jednym z moich ulubionych wpisów na blogu w ciągu całego roku. 

Poprzednie edycje

Ancient Magu's Bride
I absolutnie oczywiste nawiązanie do Snu Nocy Letniej. Na dodatek bardzo pasujące do magicznego, angielskiego klimatu całego anime, trzeba przyznać, że pomysłodawcom bardzo to wyszło. 

Ancient Magu's Bride Elias Ainsworth Simon Callum forest
Mahoutsukai no Yome Titania
Mahoutsukai no Yome Titania Ancient Magu's Bride animeAncient Magu's Bride Titania Oberon Chise


Yuri On Ice
Co prawda, to nie dokładnie Szekspir w anime, ale grafika jest jak najbardziej oficjalna, a inspiracja Snem Nocy Letniej oczywista i potwierdzona przez twórców, sam obrazek zaś tak ładny, że nie mogłam go tu nie umieścić.

Yuri On Ice, Victor Nikoforov, Yuri Katsuki, Yurio, Yuri Plisetski, Midsummer Night Dream art

Kuroshitsuji
Pojawia się trzeci raz, ale w tym roku w subtelnym, imiennym nawiązaniem w mandze. Gdy dobrze się przyjrzycie zobaczycie, że bohater na trzecim panelu ma na imię Othello.

Manga Kuroshitsuji Sebastian Ciel Grell Othello Otello

Koi to Uso
Powód czemu oglądam szkolne romanse? Bo w szkołach organizują przedstawienie, a szansa, że zdecydują się na Hamleta bądź Romeo i Julię jest wysoka. W Koi to Uso padło na to drugie. I trzeba przyznać, że całe przygotowania i przedstawienie w anime nie było tylko przedstawieniem, ale miało swój cel i niosło dużo znaczeń dla bohaterów. 

Deny thy fatjer and refuse thy name Romeo and Juliett

Boys Romeo and Juliett Koi to Uso school

Love and Lies Romeo and Juliett scene Nisaka Misaki


Pureblood Boyfriend
Zaczęłam czytać tę mangę, gdy znalazłam poniższy obrazek, ale nigdy jej nie dokończyłam. W każdym razie, jeśli blogger nie zniszczy bardzo jakości, to będziecie mogli przeczytać na tym wykazie słów kluczowych, że miejscem gdzie wychowali się bohaterowie jest Hamlet, The.  Natomiast drugi obrazek może, aczkolwiek nie musi, być nawiązaniem do postaci Kordelii (Cordelii), z Króla Lira. Prawdopodobnie wybór tego imienia nie był przypadkowy, jednak nawiązania do samego dramatu w mandze nie było. To przypadek jak z tegorocznym przykładem z Kuroshitsuji.


Pureblood Boyfriend Keywords list Hamlet

manga Cordelia
Kimi ni Todoke
Jeśli dobrze pamiętam nawiązanie do Romea i Julii pojawiło się nie w głównej serii anime, a w OVIe i nie stało za nim szczególne myślenie, od po prostu bohaterowie odgrywali postaci.

Romeo and Juliett theatre teatr Romeo i JuliaKimi ni Todoke Sawako Sadako Shouta

Nisekoi
Nie czytałam tej mangi, nie widziałam też anime, ale znalazłam nawiązanie do Romea i Julii. Z tego co wyczytałam wynika, że jak to najczęściej bywa, było to szkolne przedstawienie.

Nisekoi manga scena balkonowa Romeo i Julia

Nisekoi Romeo and Juliett anime

W tym roku 8 przykładów z czego najnowszy i najbardziej aktualny jest oczywiście ten z Oblubienicy Czarnoksiężnika z samego początku wpisu. Szybkie podsumowanie: 3 nawiązania do Romea i Julii, 2 do Snu Nocy Letniej, po jednym do Hamleta, Otella i Króla Leara. Przy okazji piątej, rocznicowej, edycji zrobię większe statystyczne podsumowanie, tym bardziej, że mam w zanadrzu dwa bardzo ciekawe przypadki, które wymagają nieco lepszego opisania, może akurat zabiorę się za to w przyszłym roku. Także zaczynam już oglądać kolejne anime i wyłapywać wszelkie nawiązania. 

LOVE, M


piątek, 20 kwietnia 2018

NCT 2018 EMPATHY

Hello!
Gdy usłyszałam, że w NCT szykuje 6 teledysków aby promować nową płytę zacierałam rączki z radości, bo wiedziałam, że to super pomysł na wpis dla mnie.

NCT 2018 Empathy album all members showcase preview photo SM

NCT było gdzieś na obrzeżach moich zainteresowań, bo tak jak EXO podlegają pod SM Entertainment oraz ich Cherry Bomb dość często pojawiała się na 4FunTV i bardzo zwracała na siebie uwagę. I tak mniej więcej ich sobie śledziłam, gdy teraz na to patrzę, to nawet uważniej niż sądziłam.
Ogólnie oprócz intro i outro z płyty wszystkie 11 piosenek z płyty Empathy ma teledyski, ale ja się zajmę tylko tymi, które prowadziły do wydania płyty, teledyskiem piosenki tytułowej czy też głównej oraz dwoma, które zostały wypuszczone, gdy płyta była już w sprzedaży. Od premiery pierwszego teledysku do szóstego minęły prawie równiutko dwa miesiące, więc nie był to jeden klip co tydzień. Nawet zaznaczyłam sobie dokładnie daty w kalendarzu, żeby zobaczyć, czy daty premier układają się w jakich schemat, ale nie.
 
18 luty


 NCT U
Trochę późno zabrałam się za pisanie o tych klipach, bo gdy to piszę mijają właśnie 2 miesiące odkąd Boss pojawił się na Youtube. W każdym razie, całkiem świadomie czekałam na ten teledysk i gdy się pojawił, tak to były zachwyty. Ciekawy pomysł i te przestrzenie. Ale prawdę napisawszy, to sama piosenka wygrywa wszystko, bo chociaż koncept na szefa jest świetny to w samym teledysku jest mało historii, a ma wielki potencjał. Jej miejsce zajmuje pokazywanie choreografii, która jest też niesamowicie dobrze wpisuje się w charakterystykę konceptu. I z jednej strony trochę szkoda, że nie ma więcej fabuły, a z drugiej taniec zdecydowanie zasługuje na swoje minuty.

26 luty 



NCT U
Trochę trudno pisać mi o Baby Don't Stop. Ale powiedziałabym, że ładnie kontynuuje koncept z Boss, chociaż wyrzuca jakąkolwiek historię z klipu, zrzuca też część ubrań z dwóch członków zespołu, bo to duet i dodaje bardzo intensywną choreografię. To trzeba zobaczyć samemu i już.

4 marca



NCT DREAM
Pierwsza piosenka DREAM, której da się słuchać. Odrobinę przesadzam, ale DREAM to najmłodsza część NCT i ich koncepty na kolejne piosenki do tej pory były raczej cukierkowo słodkie. Bardzo. Gdy w sierpniu (i dlatego wyżej napisałam, że się zdziwiłam, że przyglądałam się NCT uważniej niż sądziłam) opublikowali We Young, to nie dałam rady obejrzeć teledysku do końca. Przerosło mnie to. Z resztą podobniej jak pierwsze podejście do Chewing Gum, z resztą sam tytuł sporo mówi.
W każdym razie Go to zupełnie inny pomysł, dzieciaczki podrosły (i bardzo to widać), ale za pierwszym posłuchaniem piosenka także mnie nie przekonała. Być może to nie, aż tak wielkie zerwanie z dotychczasowym wizerunkiem jak robią to gwiazdki Disneya, ale i tak całkiem duże. I ostatecznie pomysł, teledysk i piosenka do siebie pasują.

13 marca 



NCT 127 
Gdy pojawiły się pierwsze zwiastuny Touch, to czułam się skonsternowana. Poprzednie trzy teledyski są  takie mroczne, trochę ciężkie, trochę mocne, a tu przeskok na fluffy i puffy, pastele i prawie uroczy koncept. Jak się okazuje to odrobinę myląca wizja, ale to dobrze, bo wychodzi im coś przyjemnego, nienachalnego, a powiedziałabym, że zalotnego. Chociaż pomijam fakt, że jedyne słowa jakie rozumiem bez tłumaczenia to "touch me baby". W każdym razie Touch, chociaż mogłoby się wydawać, że nie pasuje do pozostałych teledysków, pasuje na zaskakujących poziomach. I jest też piosenką główną promującą całą płytę, co w kontraście do pozostałych mogłoby się wydawać znów zaskakujące, ale to świetny wybór.

1 kwietnia



NCT U
Yestoday. Chyba rozbudza we mniej najmniej silnych emocji. Podoba się i piosenka i klip, ale jakoś nie mogę wejść na poziom zachwytów. Chociaż uwielbiam grę słowną, która jest w tytule utworu. Co do zachwytów, to w sumie nawet byłoby czym, bo przestrzenie teledysku są bardzo ciekawe,  scenografia jest oryginalna na kilku poziomach, poza tym edycja i animacje oraz przejścia pomiędzy poszczególnymi częściami też są godne uznania i komplementów. To bardzo ciekawy teledysk, ma wiele intrygujących detali, przyjemnie się na niego patrzy, piosenki też słucha się bardzo dobrze, ale to coś nieco spokojniejszego niż pozostałe utwory. Uważam, że powinien być jednak pokazany przed Touch, bo mam wrażenie, że przeszedł ogólnie bez echa, niestety, przytłoczony powyższą piosenką oraz działaniami NCT 127 w Japonii. Natomiast pomysł, żeby teledysk niżej opublikować jako ostatni i już po premierze płyty był świetny. Gorzej z wykonaniem, ale o tym przeczytacie już poniżej.


Wczoraj w Korei (19 kwietnia) [musiałam opublikować post przed godziną 17, 20 kwietnia, bo inaczej to zdanie nie byłoby prawdziwe], a dwa dni temu w Polsce (18 kwietnia o 17.00), ze względu na siedmiogodzinną różnicę czasu, opublikowany został szósty i ostatni klip, w którym występują wszyscy członkowie NCT. Obecnie jest ich 18. 


Co do samego klipu do Black on Black, to ze wszystkich podoba mi się najmniej. Gdybym była Music Video Sins to powiedziałabym, że takiej podobnej pracy kamery, z dużo lepszym skutkiem, używał Kendrick Lamar oraz BTS w DNA, gdzie wygląda to jak wygląda, ale jest tylko krótkim fragmentem teledysku. W BoB ten efekt nie przynosi efektów, na dodatek kamera jest strasznie niska i  czasami pracuje pod bardzo dziwnymi kątami i w największym skrócie - po prostu tam nic nie widać. Choreografia jest niesamowita, robi wielkie wrażenie, ale jeśli chcecie, aby faktycznie tak była widoczna, to poszukajcie nagrania z showcase całego albumu albo nawet z Weekly Idol, bo też pokazali jej tam spory fragment. 

Trzymajcie się, M

wtorek, 17 kwietnia 2018

Klamra to dopiero początek - Violet Evergarden

Hello!
Od czasu Yuri on Ice nie było anime, które zrobiło by na mnie szczególne wrażenie. Do teraz. I na szczęście, bo stan rozczarowania kolejnymi tytułami trwał zdecydowanie zbyt długo.


Czekałam na Violet Evergarden odkąd tylko było zapowiadane i tworzona była wokół niego trochę tajemnicza atmosfera oraz budowany był hype. Bo o tym, że to było bardzo zaplanowane nie trzeba nikogo przekonywać. A z drugiej strony było na czym go budować, bo od pierwszych kadrów i krótkich urywków widać było, że będzie to piękne i niezwykłe anime. Na dodatek powstawało przy współpracy Netflixa, a to ostatnio, jakoś bardzo podnosi rangę wszelkich produkcji.

Tłumaczyłam, we wrażeniach z początku sezonu, że Violet wcale nie jest lalką ani żadnym rodzajem sztucznej inteligencji, tylko dziewczynką żołnierzem, która całe swoje dotychczasowe życie spędziła na wypełnianiu często brutalnych rozkazów. Ale wojna się skończyła, nie ma potrzeby wydawania rozkazów, a Violet została rzucona w rzeczywistość, której nie zna i nie rozumie.
Pisałam też, że jest wizualnie piękne, cudownie się je ogląda i projekty postaci są śliczne. Plus, czego nie było, aż tak widać po pierwszych odcinkach, ma także bardzo, bardzo ładną, doskonale pasującą muzykę. 

Okazało się, że Violet ma 13 odcinków (14 ma być specjalny, dołączony do mangi w lipcu), to lepiej niż dwanaście, ale spokojnie mogłoby mieć 24, a prawie nigdy nie uważam, że więcej odcinków w sezonie to lepiej dla anime. Dlatego też nie byłoby lepiej w znaczeniu budowania głównej historii (chociaż bohaterom drugoplanowym z poczty przydałoby się poświęcić więcej czasu, jak można było tak, niestety, zmarnować potencjał Benedicta), ale dla bycia w tym pięknym świecie dla widzów owszem. Z przyjemnością obejrzałabym jeszcze kilka wątków.


Bo anime w swojej głównej osi skupia się na fakcie, że Violet uczy się a później zostaje Auto Memory Doll - osobą, która pisze listy za innych, jest autorem widmo. A aby skorzystać z usług lalek należy albo przyjść na pocztę, albo zaprosić lalkę do siebie. I to się bardzo ładnie rozwija, bo początkowo Violet się uczy, a ma z tym pewne problemy, ponieważ niesubtelnie rzecz ujmując, nie za bardzo ma ona ludzkie odruchy, nie wykazuje się empatią, jest bardzo szczera, prostolinijna i dosłowna. Z czasem okazuje się jednak, że ma w sobie pokłady zrozumienia. Po ukończeniu kursu jest przez chwilę na poczcie, ale później widzimy ją już podróżującą do zleceniodawców. 

Każdy z nich ma inną historię i czego innego uczy Violet. To bardzo ładne wręcz piękne opowieści, ale są zarówno smutne, jaki takie dające nadzieję, jak i inspirujące oraz zabawne, naprawdę przeróżne. Tutaj mogę napisać dlaczego Violet z taką wytrwałością uczyła się ghostwritingu oraz czego chciała dowiedzieć się od osób, które ją otaczają. W jej przeszłości była pewna bardzo ważna osoba, która teraz zniknęła z jej życia, ale zanim to zrobiła, powiedziała Violet, że ją kocha. Bohaterka nie rozumie i nie wie, jakim uczuciem jest miłość i co oznaczało to wyznanie, ale jest zdeterminowana aby to zrozumieć.

Nie chciałabym dorabiać do tego anime filozofii i uprawiać jakieś nadinterpretacji, ale i z historii Violet, i z historii osób, z którymi się spotyka, możemy się i dużo nauczyć, i dużo dowiedzieć. Myślę, że kiedyś obejrzę to anime odcinek po odcinku bez tygodniowych przerw (to pierwsze od bardzo długiego czasu anime, które oglądałam regularnie i chociaż nie wstawałam, jak przy Yuri on Ice, o 5.30, aby mieć te dodatkowe pół godziny i obejrzeć je jeszcze przed zajęciami na ósmą, to dokończenie jakiegoś anime w trakcie semestru, jest pewnym osiągnięciem), żeby lepiej zrozumieć jak było ono budowane, chociaż i po pierwszym obejrzeniu bez trudu można dostrzec, że scenariusz był bardzo przemyślany, a historia miała swoją wyraźną dramaturgię, chociaż widz miał często nieco większą wiedzę o świecie przedstawionym od bohaterki. Dawno nie oglądałam anime z tak dokładnie przemyślaną i budowaną historią, z tak ciekawymi klamrami fabularnymi. To naprawdę fantastyczne anime.


LOVE, M
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...