sobota, 18 września 2021

Jak żyć po historii - Nadchodzi chłopiec

 Hello!

Miałam nie pisać o tej książce. A jestem i przepisuję notatki, które poczyniłam w trakcie lektury. Powstanie i masakra protestów w południowokoreańskim Gwangju - wydarzenia wokół których toczy się opowieść - jest jednym z najbardziej poruszających wydarzeń historycznych, o jakich czytałam. A literatura ma zdolność poruszać jeszcze bardziej. Dużo bardziej. 

Nadchodzi chłopiec


Tytuł: Nadchodzi chłopiec
Autorka: Han Kang
Tłumaczka: Justyna Najbar-Miller
Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.

Niekiedy takie opowieść mają w sobie niepotrzebny patos. Ta nie. Ta jest przeszywająco prawdziwa. Gdy w jednej chwili czujesz się częścią wspólnoty, w następnej uciekasz - a ty czytelnik nie masz prawa osądzać, bo ciebie tam nie było. I nawet jeśli ty tego prawa nie masz, to ma je narrator - szczególnie w pierwszym rozdziale, gdzie narracja prowadzona jest w drugiej osobie. Z wyrzutem, pretensją. Czemu nie posłuchałeś? 

Cala narracja tej książki jest różnorodna i ciekawa. Drugoosobowa, z nietypowej perspektywy, relacja z dyktafonu. Poza tym historia jest taka i tak właśnie przedstawiona, że czytanie jest książki jest niezwykle trudne. Niektóre rozdziały musiałam przerywać po trzech stronach, bo ciarki przechodziły mi po plecach i chciało się płakać. 

Gdy na okładach książek napisane jest "Autor/autorka zadają pytania o kondycję człowieka w sytuacji granicznej..." to często jest to taki wniosek z interpretacji kogoś, kto pisał blurb (oby nie tylko hasło marketingowe). W Nachodzi chłopiec autorka zadaje te pytania wprost ustami swoich bohaterów. I nie robi tego z obawy, że czytelnik tych pytań nie wywnioskuje. Robi to, aby uświadomić, że nie ma czegoś takiego jak wspólne doświadczenie i że każdy przeżywa swoje życie inaczej, nawet jeśli z zewnątrz wydaje się, że ludzie znajdują się w takiej samej sytuacji. Mi przyszła tu na myśl końcówka Innego świata, ona podobnie dobrze obrazuje paradoksalną uniwersalność niejednorodności i niewspółdoświadczenia przeżyć granicznych. 

I być może jedynym uniwersalnym pytaniem jest pytanie o wartość ludzkiego życia. 

Ogólnie kwestia pytań jest niezwykle ciekawie przedstawiona w tej książce. Bo czytelnik musi się zastanowić - kto ma prawo kogo i o co pytać. Także - czy istnieje jakieś zobowiązanie odpowiedzi. Dlaczego ich oczekujemy. Czy mamy prawo ich oczekiwać. 

Wspominałam, że narracja Nadchodzi chłopiec jest intrygująca i różnorodna. Podobnie zaskoczona byłam tym, że autorka wplotła w opowieść sporo odniesień do spraw bieżących, takich które dopiero zaczynają się pojawiać w literaturze. Czy też zaczęłam ich więcej zauważać. 

Nachodzi chłopiec to zaskakująca na wielu płaszczyznach trudna lektura, którą można jednocześnie określić jednym słowem - przeszywająca. 

Trzymajcie się, M

środa, 15 września 2021

Z rzędu czy pod rząd? Jak łatwo zapamiętać poprawną formę!

 Hello!

Nigdy nie planowałam, aby na blogu kiedykolwiek pojawił się jakiś wpis dotyczący poprawności językowej. Ale gdy ostatnio przygotowywałam się do egzaminu z mojej specjalności - czyli edytorstwa - przypomniałam sobie o niezawodnym sposobie, jak zapamiętać, czy piszemy z rządu czy pod rząd. 

Skrzetuski

Mamy w polszczyźnie taki związek frazeologiczny: Konia z rzędem temu, kto...

Więc - jak "konia z rzędem", tak "z rzędu". 

Oczywiście te "rzędy" mają inne znaczenia i nie jest to żadna dosłowna analogia, tylko skojarzenie. 

Koń z rzędem to koń z całym wyposażeniem, ekwipunkiem, dzięki któremu można na tym koniu jeździć.

Rzędzian

W wyrażeniu "z rzędu" chodzi o kolejność.  

Wspominany związek frazeologiczny oznacza ogromną, bogatą nagrodę, za jakieś wybitne osiągnięcie. 

Całkiem dosłownie konia z rzędem otrzymał obrazujący dzisiejszy wpis Rzędzian z Ogniem i mieczem

Ogniem i mieczem

LOVE, M

niedziela, 12 września 2021

Wiedzieć - W cieniu narcyza

Hello!

To może wydać się nieprawdopodobne, ale mogłabym przysiąc, że kosmos daje mi jakieś znaki. Od jakiegoś - dłuższego - czasu temat narcyzmu przewija się czy to w polecanych social mediach, czy gazetach, które czytam, czy wpadam na niego w mnóstwie zaskakujących miejsc. Zastanawiam się, czy to jakiś rodzaj ostrzeżenia. W każdym razie temat siedział mi jakoś z tyłu głowy od pewnego czasu dlatego tym bardziej zaciekawiła mnie książka W cieniu narcyza z księgarni Tania Książka.pl.

W cieniu narcyza

Tytuł: W cieniu narcyza. Jak rozpoznać toksyczną relację i uwolnić się z niej
Autorka: Julie L. Hall
Tłumaczka: Matylda Biernacka 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Nie mam pojęcia, czy temat naprawdę staje się jakoś popularny i szerzej opisywany, czy to tylko przypadek. Chociaż sama autorka na początku książki wspomina o popularności, a ja dosłownie w poniedziałek widziałam post o podkaście dotyczącym narcystycznego zaburzenia osobowości - po polsku! Jak napisałam, wcześniej widziałam dużo rzeczy, ale głównie po angielsku. W piątek za to widziałam też analizę: Czy Loki jest narcyzem? Także zdecydowanie jest coś na rzeczy a temat jest poważny. W sumie dużo, dużo poważniejszy niż się spodziewałam. 

Spodziewałam się też, że książka będzie napisana przez terapeutkę - ale autorka przedstawia się jako edukatorka, dziennikarka, poetka. Przy czym gdyby tego nie zrobiła, trudno byłoby zgadnąć, bo wydaje się, że reaserch był wyjątkowo porządny, przypisy są, a układ treści jest bardzo przejrzysty. Rozdziały są krótkie, skondensowane. Jest sporo wyliczeń. Fragmenty teoretyczne są niekiedy uzupełniane opowieściami różnych osób, które doświadczyły życia z osobami z narcystycznym zaburzeniem osobowości. Na tyle, na ile mogę to stwierdzić, wydaje się, że książka jest naprawdę porządnie napisana. Ale nie powiem Wam, czy nie ma w niej błędów merytorycznych.  

Przy czym - to jest zdecydowanie książka dla osób, które z narcyzami miały czy mają do czynienia. Bez odniesienia do swojej sytuacji 90% tej książki to trochę tekst bez treści. To znaczy - mi nic nie przyniesie czytanie o narcystycznych rodzicach, dziadkach czy rodzeństwie. Ogólnie nie kojarzę nikogo w moim otoczeniu, kto mógłby być narcyzem. Ale te rozdziały bardziej ogólne były ciekawe i uwrażliwiały na co uważać. Także opisy doświadczeń różnych osób - czasami dotyczące spraw bardzo, bardzo poważnych - na pewno mogą pomóc w dostrzeżeniu narcyza dookoła. Wyjaśnienia różnych zjawisk też były ciekawe, na końcu książki jest słowniczek - ale znów, czułabym się pewniej, pisząc to wszystko, gdyby autorka była psychologiem lub terapeutą. 

Ciekawostka z zupełnie innej strony - gdy otworzyłam paczkę z książką, długo jej się przyglądałam. Książka wyglądała na... brudną. Ale posmyrałam okładkę, spojrzałam na skrzydełka - też są takie dziwne. Poszukałam zdjęć okładki - i wygląda na to, że ona rzeczywiście jest po prostu taka. Dlaczego ktoś się zdecydował na taki zakurzony błękit - pojęcia nie mam. W cieniu narcyza to także kolejny poradnik, który przeczytałam - innych możecie poszukać na stronie księgarni! 

Pozdrawiam, M

środa, 8 września 2021

Definicja pretty privilege - Nevertheless

 Hello!

Ponieważ śledziłam mniej lub więcej dyskusje, które ta drama wywoływała, wiedziałam, na co się piszę i nie byłam zaskoczona. Jednak nawet w takich okolicznościach Na-bi w dwóch pierwszych odcinkach jest postacią, za którą nieco trudno podążać. Jej zachowanie było nazywane różnie: nieracjonalne, naiwne, dziecinne, jakby nie miała żadnego doświadczenia życiowego, ale nie zrażajcie się - trzeci odcinek - choć dzieje się w nim wiele - wyprowadza bohaterów na prostą i w tym momencie widz zdobywa najwięcej rozeznania w całej sytuacji i relacjach pomiędzy postaciami. Bedą się on oczywiście jeszcze zmieniać, ale dla większego obrazka trzeci odcinek jest dość przełomowy. 

Nevertheless Na-bi

Chociaż sam punkt wyjścia dramy nie jest szczególnie skomplikowany: ładni ludzie studiujący rzeźbiarstwo zajmują się tym, czym zajmują się standardowi studenci. I to nie jest przesada, cała ta drama jest taka. Gdyby nie aktorzy, ładna sceneria i kilka pojedynczych pomysłów to powierzchowność Nevertheless byłaby wprost nieznośna. Nie żeby serial w jakikolwiek sposób udawał, że chce dotykać jakiś poważnych tematów, ale gdyby choć jedna rzecz z otoczki fabularnej się nie udała, to zwyczajnie byłby nie do oglądania. Nie twierdzę też, że każda drama musi mieć wielkie przesłanie - ale ta wręcz wybitnie go nie ma. Można było poeksplorować nieco inne tematy poza tym kto jest z kim w związku, bo chociaż drama ma 10 odcinków - byłby na to czas i miejsce. Były też okazje. Na przykład dlaczego Na-bi nigdy nie dopytała Jae-eona o jego matkę? Największym problemem naszych bohaterów jest to, że tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą, ale Na-bi, która doskonale o tym wie, nic nie robi, aby to zmienić.Tak naprawdę to owijam w bawełnę, bo powinnam napisać jedną podstawową rzecz - ta drama jest wybitnie i wyjątkowo toksyczna. Ma pewne walory estetyczne - i tyle.

Nevertheless to definicja "pretty privilege" w postaci serialu. Czy to dobrze, czy źle i co to oznacza dla najbardziej pretty czy raczej handsome osoby w całej dramie - to zależy od oglądającego. Ale radziłabym nie brać przykładu z Na-bi z pierwszych odcinków i nie doszukiwać się w tym serialu głębi. Bo nie trzeba kopać głęboko, aby przekonać się, że za wiele tam nie ma. 

Jeśli trzeba to jeszcze potwierdzić - postacią, której najbliżej do wroga naszych bohaterów jest otyły mężczyzna w okularach. Dokładna odwrotność J. Trochę inna sprawa to fakt, że nasi bohaterowie nie potrzebują ani antagonisty, ani postaci, która będzie ich arcywrogiem, ani nikogo  takiego, bo oni wszyscy są swoimi największymi wrogami i stanowią sami dla siebie największe niebezpieczeństwo. 

Nevertheless

Ogólnie, jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią ci, że być może nie powinnaś się z kimś spotykać, to może warto wziąć je pod uwagę. Gdyby chcieć określić Nevertheless innym "frazeologizmem-triuzmem" to mogłoby to być "przecież łobuz kocha najbardziej". Tyle że w serialach łobuz dostaje wątek, w którym się poprawia i staje lepszym człowiekiem - a tutaj okazuje się, że łobuz jest większym okrutnikiem, który zupełnie nie rozumie, jak bardzo jego słowa i czyny się nie spinają i potem nie łapie, dlaczego nikt mu nie wierzy. 

Zakończenie tej dramy jest takie... zobojętniające. Nawet biorąc pod uwagę wszystkie powyższe okoliczności oraz potencjał ostatniego odcinka - zakończenie mogło być o wiele ciekawsze. A jest zupełnie bezemocjonalne. Ogólnie najlepiej przyjąć, że ta drama dzieje się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości albo stanowi film dokładnie dokumentujący jak się NIE zachowywać.

Czy można napisać o Nevertheless coś dobrego? Zasadniczo dwie rzeczy. Pierwsza - wątek dziewczyn! W mainstreamowych dramach prawie nie ma reprezentacji LGBT+ tutaj jedną z par drugoplanowych są dziewczyny. Tak, te z kadru z huśtawką. Wiele osób od pewnego momentu oglądało już tylko ich sceny. Druga - muzyka. Niektóre z piosenek z OST to prawdziwe perełki.

Trzymajcie się, M

sobota, 4 września 2021

Wszystkie wesołe piosenki

 Hello!

Sądziłam, że ze względu na różnorodność k-popu oraz wydaje się większą świadomość procesu tworzenia/produkcji muzyki w tym kręgu oraz ogólny konceptualizm i pomysł, temat na każdy comeback fani będą mieli nieco bardziej otwarte głowy na nowości. A potem okazało się, że niekoniecznie. Że są ludzie, którzy mają romantyczną wizję muzyki i artysty rodem z Cierpień młodego Wertera. I nie żebym miała coś do samej książki. Co do k-popu - nawet wolę mroczne i rockowe koncepty. Ale zasadniczo w k-popie wizja "cierpiącego artysty" się nie sprawdza. Czy też szeroko - wizja romantycznego artysty się nie sprawdza. Bez różnicy czy mówimy o idolach, którzy piszą swoje piosenki czy o utworach dla nich produkowanych. Jasne są wyjątki - ale należałoby ich szukać prawdopodobnie w pojedynczy piosenkach na płytach, wśród zespołów niekoniecznie z głównego nurtu lub wśród tego, co idole wrzucają na Soundcloud. 

Nie chciałabym więcej dodawać czy czynić więcej zastrzeżeń, ale nie każda smutna piosenka = głęboka piosenka z ważnym przekazem. Piosenka o zerwaniu piosence o zerwaniu nierówna, piosenki o zerwaniu mogą być też całkiem wesołe. I całkiem wesołe piosenki mogą nieść ze sobą przesłanie. I tak dalej.

TAEYEON Weekend
 
TAEYEON - Weekend

Ach, skąd mi się wziął pomysł na ten wpis. Z Twittera i portali plotkarskich - i nowy singiel Taeyeon spełnia tu podwójną rolę. Po pierwsze zarzucano mu, że jest podobny do piosenek Doja Cat, a ja się zastanawiałam po co szukać tak daleko, bo równie dobrze można napisać, że jest podobny do Lilac IU i pporappippam SUNMI - w każdym razie do każdej lekko retro piosenki i jest to lekko absurdalny zarzut. Ogólnie wszystko mniej lub bardziej już było.

A po drugie - jak tytuł sugeruje to piosenka o tym żeby cieszyć się z weekendu. Nic więcej. Żadnego cierpienia, niespełnionej miłości - albo spełnionej miłości ze smutnym końcem. Ani nawet zrywania. To piosenka o tym że w weekend można robić, co się chce. Poszukajmy innych wesołych piosenek! Chociaż tak - pewnie część z nich jest w jakiś sposób związana z miłością, od tego tematu trudno uciec, chodzi tu raczej o vibe, bo nie będę udawała, że sprawdziłam dokładnie tekst każdego utworu.

Większość głównych singli PENTAGON.

Zaczynając od ich najpopularniejszej piosenki, czy Shine, Humph!Sha La La, Do or Not... Wiem, że mają i bardziej mroczne utwory, ale chyba jednak kojarzą się bardziej z tymi promiennymi i jasnymi. 

Wanna One - Energetic 

Czy to przypadek, że Energetic napisał Hui z Pentagonu? Nie sądzę. 

EXO - Power 

Pamiętam te komentarze, że nie wypada i że ta piosenka jest taka niepoważna. A potem obok Growl EXO wykonało ją na zakończenie Igrzysk w 2018 roku. Myślę, że tu znalazłoby się także Don't fight the feeling, które zostało lepiej przyjęte, ale gdyby zamienić te piosenki kolejnością, to też wiele osób uznałoby, że to niepoważna piosenka. 

The Boyz - Bloom Bloom, Giddy Up

Wiem, że The Boyz ostatnio zdecydowanie przeszli na mroczną stronę mocy, ale Bloom Bloom to taka cudna piosenka, naprawdę jest doskonała na poprawę humoru. Po czym wrócili na jasną stronę mocy i ich najnowszy comeback to Thrill Ride. I chyba piosenka całkiem się podobała i była taka wakacyjna.

BamBam - riBBon. Prawie zapomniałam o tej piosence a w takim zestawieniu nie powinnam. I przy okazji przypomniałam sobie też o Candy Baekhyuna oraz o 2U Kang Daniela - wielu ludzi zgrupowało te piosenki razem, bo w występach ze wszystkimi trzema utworami pojawia się ta sama tancerka. Piosenka Daniela jest zdecydowanie o miłości, ale można ją zaliczyć do miłych i przyjemnych. Baekhyuna - do o miłości, ale zabawnych. 

BamBam riBBon

Ogólnie - wiele grup, które debiutowały w okolicach 2016-2017 roku, zaczynało z uroczym, wesołym konceptem. Inne piosenki, które jeszcze przychodzą mi do głowy: ASTRO - Baby, SF9 - MAMMA MIA. Utwory z początku kariery SEVENTEEN. ASTRO ostatnio wróciło z zupełnie niemroczną piosenką After Midnight i osiągnęli jakieś szczyty szybkości w wyświetleniach swojego teledysku i ogólnie był to chyba jedne z ich najlepiej przyjętych comebacków. Już pominę fakt, że w k-popie silna jest sezonowość piosenek, więc 3/4 wakacyjnych comebacków to cóż... mniej lub bardziej wesołe, wakacyjne piosenki - patrz fromis_9 i WE GO. Comeback Brave Girls z Chi Mat Ba Ram i Pool Party. W tym temacie pasowałyby także chyba niektóre piosenki f(x) z Hot Summer na czele.

Trochę pokazałam, że nie za bardzo wiem, jakie piosenki dziewczyn zaprezentować, ale żeby nie musieć zmieniać agencji - mamy Red Velvet i ich mniej lub bardziej wakacyjne hity. Dumb Dumb, Happines, Rookie, Red Flavour, Power Up i... Umpah Upmah i Zimzalabim - piosenki, których do tej pory nie rozumiem. I które jednocześnie idealnie pasują do tego zestawienia. Nawet Queendom by tu pasowało.

Wydaje mi się, że Weekly After School i STAYC ASAP by pasowały do tego zestawienia. Alien Lee Suhyun (w warstwie muzyczno-efekciarskiej, tekstowo - jest ciekawie) i How People Move AKMU. Hands Up - 2PM. Step i Mamma Mia KARA. Hold zespołu WINNER jest całkiem zabawne.

FXXT IT Big Bang i może na tym zakończę. Chociaż pewnie zapomniałam o tysiącach piosenek, które by tu pasowały.

Wiecie, w świecie gdzie ogromną popularnością cieszyły się piosenki takie jak Happy Pharrella Williamsa, Get Lucky Daft Punk, Can't Stop The Feeling Justina Timberlake'a, tak pewnie z połowa singli Katy Perry by tu pasowała, Uptown Funk, Party Rock Anthem... a wracając do k-popu - Gangnam Style (w całej swej ironii) i Fantastic Baby, oczekiwanie, że cała muzyka na planecie Ziemi będzie poważna, smutna, głęboka (to najważniejsze!) i mroczna jest niedorzeczne. A poza tym słuchaliście kiedyś playlisty Happy Classical Music? Nie? A powinniście. 

LOVE, M

wtorek, 31 sierpnia 2021

Urodziny bloga

 Hello!

Urodziny bloga... czyli moja ulubiona okazja do narzekania!

Chociaż w tym roku nawet nie mam za bardzo na co.

Poza: firmami / organizacjami, które najpierw z różnych powodów zawracały mi głowę, a później nie raczyły odpisać na maila. Wspominam o tym, bo to coś, co prawie nie działo się wcześniej, a w tym roku miałam kilka takich sytuacji i zastanawiam się, czy ghosting stał się już powszechną i akceptowalną praktyką. 

Druga rzecz, która dokuczała mi w tym roku, a czego prawie nie miałam wcześniej, to poczucie, że robię mnóstwo rzeczy, wręcz wychodzę z siebie, dwoję się i troję, aby jak najlepiej zrobić to, co robię, wymyślam milion rzeczy, aby to zadziałało i się sprawdziło - a tu klapa. To jest tylko w niedużym stopniu związane bezpośrednio z blogiem, ale też. Zwykle wiem, jakich skutków mogę się spodziewać po różnych działaniach, ale czasami, gdy zależy mi, aby coś działało albo odbywało się lepiej, a pomimo moich ogromnych wysiłków się tak nie dzieje - to rodzi się ogromnie przytłaczające nieprzyjemne uczucie, że nie jest się w stanie nic osiągnąć. To mija, bo większość sytuacji się rozwiązuje - albo trzeba w nie włożyć więcej pracy lub pomysłowości, albo potrzebują więcej czasu niż przypuszczałam. Ale ten moment, gdy nie udają się rzeczy, które bardzo byś chciała, aby się udały, nie jest przyjemny.

Poza tym jednak blog ma się całkiem dobrze, a wręcz - znów! - z każdym rokiem ma się coraz lepiej! Decyzja, aby publikować w środy i soboty mogła być najlepszą decyzją mojego życia. A na pewno bloga. 

Poza tym tegoroczny sierpień, to wyjątkowy miesiąc - jak się nic nie działo, to się nie działo, a potem przeszedł sierpień i przyniósł wiele zaskoczeń. Naprawdę jak w odpowiedzi na wszystkie moje narzekania - a już szczególnie na ten długi akapit. Okazuje się, że być może pewne działania się kumulują i potrzebują jeszcze więcej czasu niż przypuszczałam, ale w końcu zaowocują. 

Dzisiaj zrobiłam małą matematykę: mam w wersjach roboczych 46 wpisów, co oznacza, że gdybym nawet nie napisała słowa, to blog mógłby funkcjonować spokojnie prawie pół roku. Ale to też trochę oznacza, że wiele wpisów pojawia się o wiele później niż bym chciała, bo bardzo często wpada coś bardziej aktualnego. Jednak jest to dla mnie jakieś zapewnienie, że blog będzie działał jeszcze długo.

W skrócie - bloguję 9 lat i wciąż są rzeczy, które mnie zaskakują. Na przykład - praktyki, które były już niepopularne, gdy zaczynałam blogowanie a widzę je wciąż, gdy wchodzę na niektóre blogi. I tak, często odnosi się to do sposobu komentowania. Myślałam, że niektóre formuły naturalnie przestały funkcjonować, ale nie.  

Są też pozytywne strony tych zaskoczeń - na przykład fakt, że ludzie wciąż korzystają z funkcji obserwowania w bloggerze. Sama nie dodałam tam bloga od nie pamiętam kiedy - przerzuciłam się na śledzenie działalności twórców na Instagramie i Facebooku, ale to bardzo, bardzo miłe, że wciąż przychodzą blogowi obserwatorzy! Notabene - mój profil na Instagramie to m_i_klaudia. Wydawało mi się, że sporo pisałam tutaj o moim Instagramie, ale wciąż mam wrażenie, że czasami ludzie nie wiedzą, że ja to ja. 

LOVE, M


sobota, 28 sierpnia 2021

Pierwsze wrażenia - sezon letni 2021

Hello!

Nie zapomniałam, ten wpis miał się pojawić już na początku miesiąca, ale książki mnie przytłoczyły i jest jak jest. Ale jest! I naprawdę się z tego cieszę, bo zawsze, zawsze przy okazji tych wpisów mam nadzieję, że z mojego oglądania anime jeszcze coś będzie.

Vanitas no Carte

Vanitas no Carte

Dawno, dawno temu uwielbiałam anime Pandora Hearts. Niestety, było to anime promujące mangę, więc zakończyło się w dziwnym momencie. I trzeba było czytać mangę, co okazało się zaskakująco trudne, gdyż fabuła była bardziej komplikowana niż przypuszczałam. Ostatecznie nie wiem, jak to wszystko się kończy. Ale jakiś czas później usłyszałam, że istnieje także manga Vanitas no Carte (The Case Study of Vanitas) tej samej autorki. Myślałam, że może będzie łatwiejsza do czytania. Nie była. I Pandora Hearts i Vanitas mają piękną kreskę, którą uwielbiam, ale są za chaotyczne i skomplikowane do czytania. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że Vanitas dostaje anime, bardzo się ucieszyłam, bo wiedziałam, że to będzie bardzo ładne anime.  

The Case Study of Vanitas

To jest totalnie i zupełnie anime w stylu tych, które lubiłam 5 lat temu. Jest bardzo ładne, momentami ma bardzo ciekawe animacje. Jest urocze i zabawne, nawet nie wiem, czy nie wykorzystuje chibi wersji swoich postaci aż nadto. Zapomniałam też o małym szczególe, że tak w sumie to anime o wampirach, które bardzo lubię, więc dodatkowe punkty za to. Noe jest taką rozentuzjazmowaną postacią - szczególnie w openingu, a Vanitas - jest chyba mniej psychopatyczny niż sądziłam (a może jednak jest bardziej?) po niektórych zapowiedziach tego anime. Obaj są bardzo zabawni. Ale sama fabuła nie jest aż tak wciągająca. Po tych 3 odcinkach nie do końca jestem pewna, co każdy z bohaterów planuje osiągnąć. Chociaż Noe zdradził się z planami na koniec 1 epizodu. 

W każdym razie aktualizacja tuż przed publikacją - wciąż oglądam i może nawet skończę!

Shinigami Bocchan to Kuro Maid (The Duke of Death and His Maid)

Shinigami Bocchan to Kuro Maid (The Duke of Death and His Maid)

Po pierwsze - animacja. Bardzo 3D postaci nałożone na bardzo 2D tła. Nie tylko kreska i animacja są specyficzne, całe to anime jest. Przy czym pod koniec pierwszego odcinak okazuje się, że może nieco mniej niż się zapowiadało. Powiem tak: widzę, czemu oglądanie i zastanawianie się, czy bocchan złamie klątwę, może być ciekawe - ja sobie daruję, ale z ciekawości może obejrzę ostatni odcinek.

Sonny Boy

Szkoła przenosi się do innego wymiaru, cześć uczniów dostaje supermoce, ale część nie. Już w pierwszym odcinku wynika z tego, to czego można się spodziewać. Jedni walczą z drugimi. Część chce przestrzegać zasad, część niekoniecznie. Obserwujemy wymuszone kształtowanie się społeczeństwa. Potem okazuje się, że w innym wymiarze jest więcej miejsc. W każdym razie wynudziły mnie te dwa pierwsze odcinki, zupełnie nie interesuje mnie, co stanie się z bohaterami, którzy poza cechą na głowę nie mają charakterów.

Kageki Shoujo!! (Opera Girl!)

Prawdę powiedziawszy, ze względu na liczbę wykrzykników w tytule sądziłam, że będzie to lekkie, łatwe i niezbyt serio anime. Okazuje się, że się pomyliłam. Wygląda na to, że Kageki Shoujo to całkiem przyzwoite anime dziewczynach trenujących w akademii teatralnej. I tu ważne rozróżnienie - tego, co ona się uczą za bardzo nie widzimy, przynajmniej póki co, ale wprowadzenie postaci jest dość dokładne i charaktery głównych bohaterek są w pierwszych odcinkach wyłożone kawa na ławę.  A potem bum! trzeci odcinek i okazuje się, że to jest anime, które porusza naprawdę poważne kwestie. Już wcześniej były pewne zapowiedzi, że to nie jest tak powierzchowny tytuł, jak mógł się wydawać (na przykład główna bohaterka ma stalkera i ogólnie boi się/brzydzi mężczyzn), ale trzeci odcinek jest naprawdę poważny, a być może nawet triggerujący, dla niektórych osób, więc radziłabym ostrożność.

Tantei wa Mou, Shindeiru (The Detective Is Already Dead) 

Tantei wa Mou, Shindeiru (The Detective Is Already Dead)

Pierwszy odcinek dzieje się na pokładzie samolotu - to plus. Niestety kreska i wygląd postaci są niesamowicie generyczne. Ma to anime odrobinę klimat słabszego K (albo Hand Shakers), ale to nie to studio i ogólnie wygląda jak tysiąc innych anime. Ale pierwszy odcinek ma 45 minut, a ja oglądałam go z całkiem dużym zainteresowaniem. 

Biorąc pod uwagę, jaki tytuł ma to anime, nie powinnam być zaskoczona, że jest smutne, a byłam. Przy czym to anime ma potencjał, aby... być anime ze zmarnowanym potencjałem. Tak to na razie wygląda. 

Cóż nawet moi bracia mówili, że nie ma co w tym sezonie oglądać, szczególnie jeśli nie interesują człowieka kontynuacje. Ja jestem na dobrej drodze, aby zobaczyć do końca Vanitasa i może coś nawet o nim napisać. 

A Wy coś oglądacie? Trzymacie się, M

środa, 25 sierpnia 2021

Praktyczna nauka magii - Księga zaklęć i czarów

 Hello!

Książkowych zaskoczeń ciąg dalszy. Po raz kolejny przekonałam się, że tytuły bywają dosłowne dużo bardziej zakładam. Tym razem jednak to nie poradnik - to książka Księga zaklęć i czarów z księgarni Tania Książka.pl.

Księga zaklęć i czarów

Tytuł: Księga zaklęć i czarów
Autor: David Hunter
Tłumaczenie: Ischim Odorowicz-Śliwa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Prawdę powiedziawszy myślałam, że tytuł Księga zaklęć i czarów jest metaforyczny. Nie był. To całkiem dosłownie księga zaklęć i czarów. Magii jak ktoś woli. Podręcznik dla czarownicy. Do wyboru, do koloru, każde z tych określeń pasuje, a Wy nie będziecie zaskoczeni. Nie ukrywam, że książka przyciągnęła mnie okładką. Można zaobserwować ostatnio pewien tajemniczy, geometryczny, granatowo-fioletowy nurt w projektowani okładek i Księga zaklęć i czarów się w niego wpisuje.  

Książka jest spójna, konkretna i poważna. Ja byłam zaskoczona, ale to może wynikać tylko z tego, że - jak wspominałam - byłam nieco przekonana, że tytuł książki jest nieco mniej dosłowny. Łatwo się ją czyta, nawet magicznemu laikowi. A może szczególnie - bo chyba do takich osób była kierowana. Przy czym odbiorcy książki powinni być do tego, co jest w niej przekazywane przekonani - założenie książki jest trochę takie, że wiesz, czego od niej chcesz. Jest całkiem ciekawa i nienarzucająca się - nawet sceptyk może ją z zainteresowaniem przeczytać. 

Książka ma siedem rozdziałów: Pierwsze kroki, To, z czego zrobiona jest magia, Magia miłosna, Magia uzdrawiająca, Magia ochronna, Magia ochronna, Magia na dobrobyt, Wróżenie. W rozdziałach rozpoczynających się od słowa "magia" są zaklęcia i czary, ale na przykład w rozdziale To, z czego zrobiona jest magia można poczytać o czarownej symbolice kart tarota, kamieni szlachetnych, planet, kolorów. 

Ostatnio mam dziwne skojarzenia gatunkowe. Biblia CBD kojarzyła mi się z instrukcją obsługi, Księga zaklęć i czarów skojarzyła mi się... z książką kucharską. To nie zarzut! Wynika to raczej z tego, że w książce jest wiele zdjęć (naprawdę wiele zdjęć) i niektóre z nich ukazują wykonywanie zaklęć krok po kroku. Ciekawy wydał mi się szczególnie rozdział o magii ochronnej, ale być może z nieco innego powodu niż powinien. Dużo zaklęć w nim przedstawionych było takimi kreatywnymi projektami DIY, dużo ciekawszymi i bardziej angażującymi niż często bywają projekty "zrób to sam" i może być dla kogoś inspirujący. 

Jak już na pewno zauważyliście, ostatnio zaskakująco często sięgam po poradniki, ale książek podobnych do dzisiaj opisywanej na Tania Książka.pl możecie szukać w dziale Ezoteryka i parapsychologia.

Pozdrawiam, M

sobota, 21 sierpnia 2021

Domowa hodowla kurek - Kurza Mama

 Hello!

Ostatnio mam lekki problem w postaci różnicy pomiędzy tym, o czym wydaje mi się, że będzie książka a tym, o czym jest naprawdę. Nawet jeśli przeczytam jej opis. Nie wiem, czy to wynika z tego że tyle razy opisy książek, które czytałam, zupełnie nie zgadzały się z tym, co znajdowałam w środku, czy opisy i tytuły stają się coraz bardziej dosłowne. 

Kurza Mama

Tytuł: Kurza Mama. Jak ogarnąć kury, dzieci i życie na wsi
Autorka: Aleksandra Wołkowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

W każdym razie trochę zdziwiłam się, że w książce Kurza Mama z księgarni Tania Książka.pl, znalazłam rzeczywiście opis wykonania kurnika. Chociaż może bardziej się zdziwiłam, że kurniki u moich babć wyglądały zupełnie inaczej. Podsumowując - ta książka naprawdę jest o kurach. I byciu kurzą mamą. Bardziej niż mamą dzieci (a liczyłam na więcej historii z życia rodziny, bo sama mam trzech braci). Książka jest kurza dużo bardziej niż przypuszczałam. I jak w przypadku kurnika - bardziej techniczna. Albo hodowlana. 

Styl autorki jest bardzo radosny, rozentuzjazmowany i - niestety - momentami aż infantylny. Mnie przytłoczyła liczba zdrobnień, a na słowa "kurka i kurki" nie będę już mogła patrzeć do końca życia. Były też w książce różne stereotypowe stwierdzenia typu "kobieta to chce ładny, facet funkcjonalny" (ale nie tylko), które zasadniczo były zbędne, bo albo może było je usunąć, albo napisać je inaczej, na przykład bezpośrednio odnieść do autorów (Kurzy Tata napisał rozdział o kurniku i odpowiadał na pytania). Ogólnie jednak szybko się to czyta, a rozdziały, których jest trzynaście,są króciusieńkie.

W książce jest bardzo dużo zdjęć, podobały mi się też odciski kurzych nóżek przy numerach stron. Jeszcze jedna rzecz, która mnie zaskoczyła. Na zdjęciach książka wydawała mi się większa i w ogóle innego formatu - a jest prawie kwadratowa i w twardej oprawie. 

Mam wrażenie, że to książka do bardzo konkretnego czytelnika - osoby zainteresowanej działalnością autorki w sieci oraz osób naprawdę zainteresowanych kurami. Dla przypadkowego odbiorcy książka może być zaskoczeniem. Nie gwarantuję jednak, że pozytywnym. Możecie też poszukać różnych innych poradników w księgarni Taniaksiazka.pl. Jak widać ja ostatnio próbuję znaleźć książkę poradnikową, która przypadnie mi do gustu.

Pozdrawiam, M

środa, 18 sierpnia 2021

Kraj niespokojnego poranka - Koreańskie bingo

 Hello!
A teraz czas sprawdzić, na ile książka Kraj niespokojnego poranka naprawdę jest książką o Korei. A poważnie, najpierw przeczytajcie recenzję, a dopiero później bingo. W innym wypadku możecie odnieść wrażenie, że w Kraju... różne kwestie są przedstawiane powierzchownie jak w wielu innych książkach, a tak nie jest. 

Kraj niespokojnego poranka

Większość cytatów to pierwsze pojawienie się danego hasła w książce, ale nie wszystkie.

KOREA PÓŁNOCNA

Narzekanie na przewodników
> "Na każdego odwiedzającego czeka dwójka specjalnie wyszkolonych przewodników wybranych z lojalnych elit." (s. 147)

Co prawda nie jest to narzekanie, ale autor podkreśla - w sumie wiele razy - jak bardzo to, co turyści widzą w KRLD, jest zaplanowane i kontrolowane. I chociaż nie ocenia osób jeżdżących do Korei Północnej, to już osoby promujące takie podróże - owszem.

Przeszłość gospodarki
> "Był środek zimnej wojny (...). Korea Północna byłą w tym okresie silniejsza ekonomicznie i wizerunkowo (...)." (s. 86)

Nawiązywanie do Orwella
> "Dzisiejsza trudność w uchwyceniu ewolucji terminu i jego znaczenia ma źródła w orwellowskim z natury systemie politycznym KRLD." (s. 163)

Co do terminu - chodzi o dżucze (które byłam pewna, że jest kategorią mojego bingo, ale chyba jest tak oczywiste, że nawet nie ma sensu go tu umieszczać). Poza tym autor co najmniej dwa razy wspomina o Kafce i raz o Folwarku zwierzęcym.

(Nie)bezpieczeństwo Air Koryo
> "Siedziałem na pokładzie starego rosyjskiego samolotu północnokoreańskich linii lotniczych Air Koryo." (s. 143)

Co prawda, autor nie bał się samego przelotu, ale już hamburgera na pokładzie nie zjadł.

Podział społeczeństwa na klasy
> "W badaniach nad KRLD długo utrzymywano, że naród został podzielony na pięćdziesiąt jeden klas i trzy duże grupy: lojalną, neutralną i wrogą." (s. 130)

Jak możecie domyślać się po pierwszej części tego zdania (oraz po tym, co napisałam w recenzji i w pierwszym akapicie tego tekstu), autor postanawia nieco kwestię seongbun (songbun) rozwinąć.

Historia hotelu Ryugyŏng
> "Monumentalny był również trzystutrzydziestometrowy projekt hotelu Rjugjong (Ryugyeong) (...) przedsięwzięcie okazało się jednak zbyt kosztowne. Budynek w kształcie piramidy do dziś straszy." (s. 166)

Fryzury
> "W internecie krążą historie, że metro w stołecznym Pjongjangu jest tylko dla turystów albo że wszyscy muszą nosić fryzurę "na Kima"." (s. 169)

Porwanie Choi Un-hui i Shin Sang-oka
> "Agentom natomiast udało się do Pjongjangu sprowadzić słynnego reżysera Shin Sang-oka i aktorkę Choi Eun-hee (...)." (s. 155)

I kto by pomyślał, że Un-hui i Eun-hee to ta sama osoba... Dlatego kwestia zapisywania imion tak mnie fascynuje.

13 centymetrów
> "Wiele osób słyszało o tym, że mieszkańcy Północny są średnio niżsi i żyją krócej od mieszkańców Południa." (s. 129)

Takie uzupełnienie niekoniecznie w bezpośrednim odniesieniu do książki. Średnia różnica wzrostu wynosi 6-7 nie 13 centymetrów. Ale w tym punkcie niekoniecznie chodzi o precyzję danych. Chociaż z jednej strony może powinno, bo niektórzy autorzy powtarzają te 13 centymetrów - no właśnie jako średnią a nie najwyższą odnotowaną różnicę - bez pojęcia i sprawdzenia skąd to się wzięło. Albo lepiej - podają źródło, tylko źle je cytują. Polecam dwa źródła: 

1. Nutrition Assessment 2002 D.P.R Korea, https://reliefweb.int/sites/reliefweb.int/files/resources/80D3B9468465EDBAC1256CD2004C8A40-unicef-dprk-20feb.pdf, 

2. D. Schwekendiek, Heigh and weight differences between North and South Korea, “Journal of Biosocial Science” 41 2009, Cambridge University Press (online 2008), http://citeseerx.ist.psu.edu/viewdoc/download?doi=10.1.1.1050.662&rep=rep1&type=pdf. 

Niestety nie wiem, czy były prowadzone jakieś inne badania później.

Narzekanie na bycie dziennikarzem / Podkreślanie faktu bycia dziennikarzem
Rachuba czasu
Kraj, którym kieruje zmarły
Samochody
Prezenterka wiadomości

Jak na książkę z Koreą Południową w tytule 9 na 14 punktów z części o Korei Północnej to bardzo dobry wynik.

KOREA

Kimchi
> "K-pop jest słuchany w całej Polsce, ogląda się południowokoreańskie seriale, a nawet kuchnia koreańska ze swoim słynnym kimchi coraz częściej pojawia się na polskich stołach." (s.7)

Hanbok
> "Organizowane są dni hanboku, parady, wystawy i pokazy mody, na których prezentuje się tradycyjne stroje i ich nowoczesne warianty." (s. 29)

Konfucjusz
> "Współcześnie w społeczeństwie koreańskim mało zostało z konfucjanizmu (...)." (s. 9)

Ondol
> "Koreańczycy są dumni zwłaszcza z tradycyjnego systemu ogrzewania podpodłogowego ondol (dosł. "gorący kamień"), który narodził się na mroźnej północy." (s. 22)

Soju
Soju nie ma, ale autor wspomina o hwoesik - imprezy z alkoholem dla pracowników po pracy.
 
Kim, Park, Lee to najpopularniejsze nazwiska

 > "Na koniec mam nadzieję, że czytelnik nie dostanie zawrotu głowy od liczby Kimów, Parków, Lee i Choiów w tej książce. Te cztery nazwiska stanowią prawie pięćdziesiąt prcent wszystkich w Korei." (s. 15)

Dziękuję Szarlotce, która zwróciła mi uwagę na ten punkt! Jak pisałam w recenzji - Uwagi do transkrypcji... czytałam tuż po tym, gdy książka do mnie przyszła i gdy czytałam całość już do nich nie wracałam, a zupełnie zapomniałam (nic zaskakującego), że to tam wspomniane są nazwiska.

 
Historia o metalowych pałeczkach
Hangul (hangeul) i Sejong Wielki
 

5 z 8 punktów, a ja nie mam pojęcia, jakim sposobem hangul nie pojawił się w tej książce.

KOREA POŁUDNIOWA

Czebol
> "Weźmy za przykład choćby czebole, wielkie ekonomiczne konglomeraty (...)." (s. 7).
 
Pali-pali
> Ostre "ppalli, ppalli" rozbrzmiewa wśród krzyków mew, gdy rybacy wyciągają sieć z zimnego Morza Żółtego." (s.17)

Ciekawostka - to zdanie rozpoczyna pierwszy rozdział tej książki i jak pisałam w recenzji - kultura pośpiechu jest następnie opisywana. Nie tylko rzucona jako hasło. 

W sumie to pierwszy rozdział rozpoczyna cytat z wiersza (albo i cały wiersz) - i zapomniałam o tym wspomnieć w recenzji, ale bardzo lubię, gdy rozdziały mają takie motta czy cytaty.

Hallyu / Koreańska fala. Albo inaczej: spróbować napisać o hallyu i nie napisać o serialu "Winter Sonata"
> "Widać to szczególnie w branży turystycznej: w biuletynach w duchu promocji hallyu, koreańskiej fali, obejmującej muzykę, kino czy kosmetyki, mówi się o "k-domu"." (s. 29.) 

W sumie to mówi się już nawet nie o hallyu, nie "k-domu", ale po prostu "k-kulturze", a ja mam nieustanne obawy, że to będzie nowe hygge.

> "Niektóre miejsca, takie jak wyspa Nami, przeżyły wręcz najazd turystów po tym, jak pojawiły się w znanej dramie - w tym wypadku po sukcesie Gyeoul yeonga [Zimowej sonaty]." (s. 85)

Przegrana Polski z Koreą Południową w piłce nożnej w 2002 roku

> "(...) przy okazji mistrzostw świata w piłce nożnej (to wtedy przegraliśmy z Koreą 2:0 w ćwierćfinałach, o czym przypomni wam co drugi koreański taksówkarz)." (s. 211)

Oraz co druga książka i to bez różnicy czy autorem jest ktoś z Polski, czy z innego kraju. Poważnie, wspomina o tym nawet Barbara Demick w Światu nie mamy czego zazdrościć.

Cud nad rzeką Han
> "Nie ma wątpliwości, że gdyby nie Japonia, nie byłoby "cudu na rzece Han"." (s. 64) 

Nie ukrywam że to "na rzece" zamiast "nad rzeką" nieco mnie zdziwiło, ale sens zasadniczo ten sam.

Myślałam, że azjatycki kryzys z roku 1997 też jest w bingo, ale chyba wypadł gdzieś po drodze - w każdym razie autor o nim wspomina na stronie 266.
Tak samo byłam pewna, że symbolika flagi jest w bingo, ale w pewnym momencie musiała się zacząć mniej powtarzać, a autor wspomina o znaku, który się na niej znajduje.

Samobójstwa
Autor pisze niesamowicie dużo o samobójstwach, byłam bardzo zaskoczona, jak wiele razy ten temat powracał. Ale dopiero w ostatnim rozdziale odniósł się do tego, co zwykle mówi się o Korei Południowej w tym kontekście.

> "Podobnie ma się sprawa z samobójstwami - wbrew rozpowszechnianym mitom współczynnik samobójstw w Korei wśród młodzieży w wieku piętnastu-dziewiętnastu lat nie odbiega znacząco od współczynnika w pozostałych krajach OECD. Wysoką statystykę samobójstw kraj ma właśnie za sprawą najstarszych." (s. 280)

To jest coś, o czym informacje zaczęłam zauważać dopiero jakiś czas temu, ale podobno system emerytalny Korei Południowej jest w na skraju upadku albo już upada i sytuacja osób starszych w kraju jest bardzo poważna. W dramie Move to Heaven jest odcinek o starszym małżeństwie, które postanowiło razem odejść.

Nadgodziny
Metafora o krewetce

6 z 8. W sumie 20/30 punktów, bardzo dobrze. Chociaż jak soju i hangeul się w książce nie pojawiły, to ja nie wiem.

Gdy ktoś miał wątpliwości albo nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. To bingo oczywiście - zwykle - to nie jest żaden wyznacznik czegokolwiek.Chyba że po cytatach można wnioskować o stylu całej książki i podejściu autorów do tematu. Nie bez powodu pomysł bingo rozwinął się po przeczytaniu przeze mnie kolejnej książki o KRLD, której autor uważał się za kogoś lepszego i opisywał Koreę Północną z poczuciem wyższości. Ale nie można zaprzeczyć, że są tropy, bez których tekst o Korei praktycznie nie istnieje. Inną sprawą jest też to, że im bardziej coś się powtarza, tym bardziej się to pamięta, więc dobrze zwracać na to uwagę. Bo hasło bez wyjaśnienia do hasła rzuconego bez kontekstu i nagle mamy stereotypy i jakieś społeczne przeświadczenia o kulturze (czy jeszcze gorzej - naturze) innego społeczeństwa. Trochę się poważnie zrobiło.

LOVE, M