Hello!
Przy recenzji netfliksowej Lalki wspominałam o tym, co pamiętałam z jej omawiania w szkole i na studiach, a oglądając ten film coś sobie uświadomiłam - że w tym bardzo analitycznym, rozkładającym na czynniki pierwsze interpretowaniu tego dzieła zupełnie zapomniałam, jak w zasadzie bardzo smutna jest to lektura. Nie jest to natomiast coś, o czym można zapomnieć, oglądając ten film, bo on cały czas jest głęboko smutny. I niekiedy głęboko niepokojący (nie sądziłam, że Marcin Dorociński może wyglądać aż tak przeraźliwie); choć nie są to odczucia, które się w tym obrazie przecinają.
Jest w tej adaptacji Lalki coś takiego, co sprawia, że mimo pełnej świadomości, że w wybranych fragmentach jest to niemal jeden do jednego przeniesienie treści książki, widz - a przynajmniej ja - ma wrażenie, że Wokulski może się jednak opamięta, zrozumie, nie sprzeda sklepu, a nawet gdy już go sprzedał - jego opowieść pójdzie w inną stronę. Nie idzie.
Poważnie zastanawiam się, czy nie zatytułować tego tekstu „Maturzyści uratowani!”, ale jeszcze pomyślę. W kontekście netfliksowej Lalki widziałam głosy, że uważanie, że maturzyści nie będą potrafili odróżnić treści książki od serialu to podważanie ich inteligencji, ale to nie do końca o to chodzi. Ten problem mogą mieć wszyscy (przypomnijmy sobie serial The Crown, który jest chyba jeszcze lepszym przykładem tego zjawiska, bo opowiada fabularyzowaną historię prawdziwych ludzi), bo obrazy zazwyczaj bardziej przemawiają do wyobraźni i łatwej się je zapamiętuje. Tyle tylko że dla większości ludzi Lalka nie jest tekstem użytkowym, z którego znajomości są oceniani, a w przypadku maturzystów tak właśnie jest. Więc nie chodzi tu o ich inteligencję, a o ogólne mechanizmy ludzkiej pamięci i co z tego wynika. I należy też napisać, że to jest dwu i półgodzinny film, a książka w zależności od wydania może mieć i 600 stron, więc oczywiście, że wiele wątków ten film pomija. Więc wciąż należy ją przeczytać.
Co mi się ogromnie podobało w filmowej Lalce to montaż i muzyka. Muzyka bardzo podkreślała ten ogólnie smutny nastrój tego obrazu. Momentami była też wręcz bardziej... monumentalna, niż człowiek spodziewałby się w ekranizacji powieści realistycznej (i pasowałaby do ogromnego otwartego fantastycznego świata; widziałam też, że niektórzy określają ją wręcz jako pompatyczną - ja bym tak nie powiedziała, ale rozumiem, skąd bierze się to wrażenie). Podobno montaż w filmie jest jak korekta w książce - nie powinno być go widać i nie powinien zwracać na siebie uwagi, bo jeśli to robi, to istnieje szansa, że z powodu jakiejś wpadki lub usterki. Nie tutaj. Tutaj zwraca uwagę, bo jest taki zmyślny i pasujący - tu przejście na otwartych drzwiach, tu na ogniu, tu bardzo pasująca dynamiczna sekwencja montażu równoległego.
A teraz trochę o tym, co mi się nie podobało. Zaczynając od spraw mniejszych - stroje Wokulskiego, a w zasadzie strój, bo wydaje się, ze chodzi on przez calusieńki film w jednym szarym płaszczu. Bardzo na plus za to stroje Kazimiera Wąsowskiej. (A zupełnie na marginesie: Jakież Borys Szyc ma niesamowicie niebieskie oczy, niesamowicie). Dwa. Przyznam też, że dużo lepiej oglądało mi się pierwszą godzinę i 10 minut tego filmu niż resztę. Wiem, że wielu osobom podobała się sekwencja w Paryżu, ale mi wydało się, że film traci w niej narracyjną siłę rozpędu. Znaczy ona też wyraźnie podział filmu na dwie części. Ona lub moment gdy Wokulski kupuje kamienicę, Miałam wrażenie, że do tego czasu Wokulski niejako się rozpogadzał po dramacie, którego był świadkiem na wojnie, a po zakupie kamienicy i po powrocie z Paryża znów zatapia się on w rozpaczy. A na pewno w ciemności i film nie jest pod tym względem subtelny, bo liczba scen nocnych, nagrywanych w ciemnych wnętrza zwiększa się o jakieś 1000%. I pozostając w temacie subtelności. Nie pamiętam słowo w słowo tekstu Lalki, ale nie wydaje mi się, że było on aż tak łopatologiczny, jak momentami są dialogi w tym filmie. Ewentualnie jest to kwestia tego, że te teksty nie wydają się tak kuriozalnie proste, gdy są napisane, natomiast wypowiadane sprawiają wrażenie tego, że ktoś bardzo wątpi w inteligencję widza (tym bardziej, że chyba każdy - nawet osoby, które Lalki nie czytały - ma jakieś pojęcie o fabule i głównych tematach tej książki).
Ten film sprawił też, że zaczęłam się zastanawiać, czy jeśli pani Meliton nie dałaby Wokulskiemu spokoju i nie zainteresowała się jego zainteresowaniem Izabelą, to czy cały ten ambarans nie skończyłby się dla wszystkich zainteresowanych lepiej. Wokulski by sobie wzdychał z daleka i nikomu nie musiałby niczego udowadniać, a Izabela w sumie pewnie i tak skończyłaby w klasztorze, bo inne okoliczności jej życia by się zmieniły.
Pracuję w instytucji, której częścią jest kino, więc w pracy, ale i po pracy, rozmowy o Lalce pojawiały się często i wiele z nich streścić można w następujący sposób: „Byłaś/eś już na Lalce? Nie? To idź, bo warto”. I z tym idź, bo warto i ja was zostawiam.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!
LOVE, M

















