Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2026

Minirecenzje kompletnie przypadkowych kosmetyków 5

 Hello!

Dzisiejszy wpis mógłby nosić podtytuł tylko testowanie kremów do twarzy. Nie planowałam tego, w sumie to nawet nieszczególnie lubię testować nowe kosmetyki (chociaż to chyba czas zweryfikować to stwierdzenie, bo rzeczywistość mówi coś innego), ale oto przed wami krótkie opinie o ośmiu kremach, których miałam okazję używać ostatnio.

Nacomi, Soothing Instant Relief Cream 

W sumie miły krem, nie podrażnił mnie, jak mają to w zwyczaju kremy mające nie podrażniać, ale spektakularnych efektów też nie było.

Teaology. Peach Tea Hydra Cream 

Znów miły krem, który normalnie kosztuje milion monet, a ja kupiłam go chyba za 1/3 ceny. I za tę cenę był w porządku, ale gdy pomyślę, ile kosztuje standardowo, to w ogóle nie jest wart tej ceny. 

Kimoco. Glass Skin Glow Duo Elixir 

To jest za to coś ciekawego. I znów skusiłam się, bo był w promocji, a na dodatek, to krem i serum w jednym. I ogólnie byłam z nich bardzo zadowolona z tym zastrzeżeniem, że a) nie wyobrażam sobie, jak to połączenie miałoby współpracować jeszcze z kremem z filtrem, bo b) nie nadawało się nawet do użycia pod żaden z trzech podkładów, z którym to testowałam, ani pod krem BB, który akurat miałam. Natomiast trzeba przyznać, że różnica na skórze jest natychmiastowa i bardzo efektowna. Ogólnie zużyłam ten krem na noc i sobie chwalę, rano skóra wyglądała naprawdę dobrze, ale na dzień zupełnie mi się nie sprawdził.

Yoskine. Japan Pure. Rice Face Cream

Ryżowy krem do twarzy, który wpisuje się w powyższą serię - jest spoko, ale nie za taką cenę, a na dodatek jest bardzo niewydajny, a raczej nie używałam go za dużo, bo ma akuratną pompkę do odmierzania. Jest dość lekki i wręcz żelowy, więc pewnie będzie się sprawdzał dobrze na lato. Nie wykluczam, że kiedyś jeszcze go kupię, ale na razie testuję inne kremy.

Face boom. Nawilżająco-rozświetlający krem-żel 

Powinnam przestać kupować kremy, na których pojawia się hasło żel, bo one będą dla mnie za słabe. Mogę nałożyć 3 warstwy, a nawilżenia nie odczuję. Rozświetlenia nie zauważyłam wcale. A na dodatek użyłam do ledwie kilka razy (przy czym tak, często nakładałam 2 warstwy, a potem jeszcze jeden krem) i zupełnie z zaskoczenia się skończył, bo ma tylko 40 ml. W bardzo dużym opakowaniu ze śmieszą pompką.  

BIELENDA Revital Derm Krem do twarzy, kolagenowy na dzień

Uczulił mnie. Dałam mu dwie szanse, ale no niestety wyszło, że to od tego kremu robią mi się czerwone suche placki na skórze. Ale to moja wina, bo jakimś sposobem nie zwróciłam uwagi, że na kartoniku jest jasno napisane liposomalna witamina C - a moja skóra się z witaminą C bardzo nie lubi.

BERGAMO, Cica, ujędrniający krem do twarzy

Kojarzycie, gdy aktorzy promowali film Don't Worry Darling, Harry Styles powiedział coś w stylu: "to film, który naprawdę jest jak film". Więc zamieńcie słowo film na krem i macie moją opinię o tym produkcie. W porównaniu z tymi wszystkimi opisanymi wyżej - to jest krem, a nie jakiś żel albo inna dziwna konsystencja, i nie musiałam nakładać dwóch warstw, bo wydawał się za lekki. Nawet pomimo tego, że jest ujędrniający (co doczytałam dopiero w domu, bo moją uwagę zwróciło raczej hasło po angielsku: Essential Intensive Cream), nie był zbyt ściągający.

Eveline Cosmetics, Cica Skin, Moisturizing and Nurishing Cream, krem nawilżająco-odżywczy

Z jednej strony nie spodziewałam się wiele po tym kremie, z drugiej spodziewałam się czegoś, a to najbardziej nijaki produkt, jakiego używałam.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

LOVE, M

 

sobota, 7 czerwca 2025

Minirecenzje totalnie przypadkowych kosmetyków 4

 Hello!

Oto kolejna odsłona prawie regularnego cyklu na blogu! Jak człowiek pisze tyle tekstów, recenzji i opinii, to trudno mu się powstrzymać od oceniania i pisania o wszystkim - a szczerzę wierzę też w polecenia i ostrzeżenia! 

 

Eveline Better Than Perfect podkład nawilżająco-kryjący

W skrócie rozczarowanie. A nie spodziewałam się wiele, ale podkład nie jest ani szczególnie kryjący, ani szczególnie nawilżający, za to utlenia się BŁYSKAWICZNIE i bardzo brzydko. Dosłownie w drodze dłoń-gąbka-twarz. Być może jest odporny na ścieranie, ale wyświeca się tak szybko, że trzeba go dobrze przypudrować, więc i tak się ściera. Najogólniej to jeden z najbrzydszych podkładów, z jakim miałam do czynienia. 

Aktualizacja: okazuje się, że ten podkład lepiej działa z czasem i nie mam pojęcia, czym to się ma. Wątpię, czy moja skóra się zmieniła/przyzwyczaiła. Nie wiem, ale uczciwie napisać, że ostatecznie nie jest taki okropny, jak się początkowo sprawdzał. Ale raczej nie kupię drugi raz.

Dr. Jart+ Cicapair™ Tiger Grass Color Correcting Treatment

Wiecie za to, co nie okazało się rozczarowaniem? Magiczny krem z internetu! Gdzieś w lutym 2024 roku moja skóra postanowiła się zbuntować na amen (prawdopodobnie dostałam bardzo mocnego uczulenia na serum Face Boom skin dopamine - po zużyciu połowy opakowania i w zasadzie byłam z niego całkiem zadowolona) i nie za bardzo chciałam się malować, ale nie mogłam też chodzić cała czerwona do pracy. I zdecydowałam się wypróbować zielony krem, który staje się koloru skóry. I była to jedna z najlepszych inwestycji kosmetycznych mojego życia, bo mi ten krem sprawdza się fantastycznie. Jakimś sposobem nie jest za ciężki dla mojej skóry, kryje lepiej niż niektóre podkłady, a jak się przypudruje, to nie sposób powiedzieć, że to krem a nie podkład. Wiem, że na niektórych osobach robi efekt ducha - i co ciekawe robi taki na przykład na moim o wiele bledszym bracie - ale nie na mnie. Jakimś sposobem do mojej skóry dopasowuje się idealnie. 

Lirene, Power of Plants, masełko do demakijażu mango

Najbardziej działające na mnie hasło reklamowe - mango! Oraz zielona herbata / matcha. Ale teraz o mango. Zmywa makijaż i działa, ale masełko nie jest rewelacyjne i nie wierzcie w te super zapewnienia o blasku i nawilżeniu. 

tołpa, pure trends, krem upiększający na dzień, malina i dzika róża

Mam dziwne (nie)szczęście do kremów, które okazują się błyszczące - w tym dosłownie jest brokat. Nie jest odpowiednio nawilżający dla mojej skóry, ale na dwie warstwy dawał radę. Nawet ładnie wyrównuje kolor skóry, ale powoduje też uczucie ściągnięcia. Nie był to najgorszy krem, którego używałam, ale na pewno nie kupię go nigdy więcej. 

TOŁPA Pure Trends Super Fruits, Żel-peeling do mycia twarzy, z czerwoną glinką 

Nie wiem, czy to zapach aceroli czy borówki, ale ten peeling pachnie bardzo nieprzyjemnie, powiedziałabym, że chemicznie. Działać działa i nawet nie podrażnia skóry, ale używanie go przez ten zapach jest trudne.

Pureheals Centella 70, łagodzący krem do twarzy z wąkrotą azjatycką

Moja skóra, gdy na kosmetyku jest napisane „łagodzący, redukujący czerwony kolor itd.”, prawie zawsze reaguje dokładnie tym - podrażnieniami i zaczerwienieniem. Ale nie tutaj. Ten krem jest cudny! Jest takie hasło reklamowe, że krem działa jak plaster lub coś w tym stylu - idealnie pasowałoby do tego produktu. 

hydrastars, moist&mild, nawilżające serum barierowe 

Sprawdziło mi się fantastycznie, bardzo polubiło się z moją skórą, ale co najważniejsze przy tego typu produktach - jest bardzo wydajne i nie kończy się po dwóch tygodniach (a niektóre sera tak właśnie robią).

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

 

środa, 7 lutego 2024

Minirecenzje totalnie przypadkowych kosmetyków #3

 Hello!

Dziś post z gatunku nieczęstych gości na blogu, ale skoro te minirecenzje gromadzę, to wypadałoby od czasu do czasu je opublikować. Więc polecam i ostrzegam!

Hello! YOU, Rączki całuję, krem do rąk, Aloes i Drzewo Herbaciane 

Odkryłam go przypadkiem i dałam się skusić na hasło drzewo herbaciane i okazało się, że słusznie, bo to jeden z najlepszych kremów do rąk, jaki widziałam. Szybko się wchłania i od razu pomaga na suchość skóry.

Soraya, I LOVE SERUM, normalizujące serum, niacynamid 8%

Na początku lipca 2022 moja skóra postanowiła się zbuntować przeciwko nowemu kremowi z filtrem i wysypało mnie na twarzy jak nastolatkę. Potrzebowałam czegoś prostego i szybkiego, co pomoże mi zaradzić tej sytuacji i to serum znalazło się pod ręką. Od razu napiszę, że się sprawdziło, ale więcej raczej go nie kupię, bo a) w kartoniku, w którym było zmieściłyby się dwie buteleczki, b) jest brokatowe. Nie mam pojęcia, dlaczego ktoś pomyślał, że złoty brokat w serum to dobry pomysł, bo to raczej śmieszne. Przy czym nie zauważyłam, aby zostawał on na twarzy, natomiast na dłoniach - bardzo! Ale nie przenosił się na inne rzeczy. To serum ma też bardzo, bardzo wodnistą konsystencję. Więcej go nie kupię, bo jednak minusy przeważają nad plusami, ale jak pisałam - na mój nagły wysyp pomogło. 

OnlyBio szampon balansujący

Najgorszy szampon, jakiego używałam. Robił dokładnie odwrotnie, niż powinien działać. Gdybym miała go używać, musiałabym myć włosy codziennie! Jest okropny, gdy myłam głowę, miałam wrażenie, że powinnam to zrobić jeszcze trzy razy, bo nie była umyta. Ogólnie trzymajcie się od niego z daleka - z jego używania nie przyjdzie wam nic dobrego. 

Catrice, Szybkoschnący Top Coat 

Najlepszy zakup kosmetyczny roku, żałuję, że przez lata byłam pewna, że to top coaty to scam i wcale nie pomagają. Pomagają! To naprawdę magia, moje pomalowane paznokcie nigdy nie wyglądały lepiej. 

Tipsy. Czy też rebranding, który przeszły, czyli press-on nails

Nie potrafię żyć z długimi paznokciami (czyli dłuższymi niż opuszki palców), ale próbuję się nauczyć i pomyślałam, że naklejane paznokcie będą dobrym pomysłem. I mogą być pod warunkiem, że nie są to paznokcie z Sinsaya (co ja sobie myślałam, gdy je kupowałam???) - te się odklejają zanim jeszcze przyklei się wszystkie. Nieco lepsze były Essence, French Manicure Click & Go Nails, ale tylko nieco, wszystkie wytrzymały może 3 godziny, następnego dnia nie było po nich śladu. Postanowiłam się jednak nie poddawać i kupiłam w Rossmanie imPRESS - i te się trzymają fenomenalnie. Plus są wygodne i prawie nie czuć,  że ma się coś naklejone. Zobaczymy, ile dni wytrzymają (na razie mają za sobą 24 godziny), ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.  

BIO.TEEN kuracja punktowa AcneTherapy

Tak się kończy kupowanie niesprawdzonych rzeczy w przypływie potrzeby. Jednym z haseł, którym reklamuje się ta kuracja to "Łagodzi podrażnienia i miejscowe stany zapalne" - niestety nie. Niestety wzmaga podrażnienia i skóra robi się czerwona w miejscu zastosowania. Myślałam, że może ja mam na to jakąś złą reakcję, ale wypróbowałam na bracie - i było to samo. Nie polecam i trzymajcie się od tego z daleka. 

Garnier Vitamin C Super Serum

Nie! W Rossmanie była chyba akcja, że jak nie działa to zwrot pieniędzy i bardzo żałowałam, że kupiłam je w Hebe. NIC nie robi, nic. Nie kupujcie, szukajcie innego, tym bardziej, że jego cena jest dość kosmiczna, a można kupić podobny kosmetyk 10-20 złotych taniej.

FACEBOOM Superstar Krem nawilżająco-rozświetlający

To jest zaskoczenie. Po pierwsze krem jest nieco gęstszy, niż się spodziewałam. Po drugie nie bez przyczyny jest to krem na dzień i nazywa się rozświetlający. Bo to trochę złoty rozświetlacz w kremie. Mocno się zdziwiłam, gdy użyłam go wieczorem. Ogólnie jest bardzo przyjemny do używania. 

Bielenda, Make-up Academie, Cover++, kryjąco-korygujący fluid do cery naczynkowej

Nie mam cery typowo naczynkowej, ale mam skłonność do czerwienienia się (przy wysiłku fizycznym i tak dalej) i przeczytałam, że to dobry produkt. Dla mnie jest mocno średni. Ma dość kremową i gęstą formułę, ale rozprowadza się nieźle na skórze i w sumie nawet go nie czuć. Problemem jest to, że niesamowicie szybko się utlenia, do tego stopnia, że mam wrażenie, że robi to już w tubce. Przy pierwszym użyciu kolor na twarzy był dla mnie idealny, przy kolejnych to była loteria. Mógł albo pasować, albo być pomarańczowy, a z czasem był coraz bardziej i bardziej pomarańczowy. Problemem jest też to, że niesamowicie ściera się z twarzy przy nawet najmniejszym kontakcie z czymkolwiek. Zdecydowanie nie kupię go po raz kolejny.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

środa, 15 czerwca 2022

Minirezencje totalnie przypadkowych kosmetyków 2

Hello!

Gdy w 2020 siedziałam w domu i trochę mi się nudziło napisałam wpis Minirecenzje totalnie przypadkowych kosmetyków. A ponieważ mam znaną tendencję do robienia kolejnych części wszelkich możliwych wpisów - oto znowu polecam i ostrzegam!

Minirezencje totalnie przypadkowych kosmetyków 2

Natura Siberica, Oblepikha C-Berrica Professional, Vitamin C Energy Face Serum (Energizujące serum do twarzy z wit.C)

Pierwsze i największe zaskoczenie - jest w plastiku. To pierwsze serum z witaminą C, z którym miałam styczność i które jest w plastikowej buteleczce. Nie podoba mi się to na wielu płaszczyznach. Co do działania - drugie zaskoczenie przy nakładaniu pojawia się pianka, co jest nieco dziwne, ale sprawdziłam i nie powinno być niepokojące. Skuteczność: to chyba było pierwsze serum, którego działanie jakoś się utrzymywało i widać było różnicę, ale raczej w ogólnym rozświetleniu skóry niż w redukcji przebarwień a na tym najbardziej mi zależy.

Podsumowując: będę szukała dalej. 

Skin Academy, Zero, 100% Natural Eye Cream (Krem pod oczy)

Niby to krem pod oczy, ale najlepiej sprawdza się jako... maska do twarzy na noc. Stosowałam dwa razy w tygodniu i uwielbiam działanie tego kremu.

Przy czym nie jest on zbyt tani, mi udało się go upolować na ogromnej wyprzedaży i jeśli nie spotykam go na kolejnej to raczej nie kupię. Ale kusi mnie też wypróbowanie innych kosmetyków z tej firmy. 

Nacomi, Magic Dust, Cleansing Powder Acne-Fighting (Pyłek oczyszczająco-przeciwtrądzikowy)

Początkowo byłam sceptyczna, bo obawiałam się, jak będzie z wydajnością tego cuda. Niepotrzebnie, bo wydajność ma jak każdy żel, którego używałam. Przy czym, gdy pyłek już się kończył i było go niewiele, miał tendencję do zbijania się w kulki i to było nieco niepokojące. Trzymałam go z daleka od wszelkiej wilgoci, ale coś musiało się dostać. Inna sprawa: pyłek teoretycznie powinien zmienić formę na żelową pod wpływem wody - i zasadniczo to robi, ale malusieńkie ziarenka są wyczuwalne, więc ma on działanie też nieco peelinujące. A nie wiem, czy każdy chciałby robić peeling dwa razy dziennie, wydaje się, że to nieco za dużo ścierania skóry. Ogólnie jest jednak bardzo przyjemny do używania. 

Bioliq, Clean, Oczyszczający żel do mycia twarzy ze szczoteczką 

Pominę to, że szczoteczka odpadła po dwóch czy trzech próbach użycia i ogólnie była nieco zbyt mocna i ścierająca, aby jej używać. I opakowanie jest wybitnie nieporęczne. Sam żel jest bardzo, bardzo delikatny. Bardzo. Tak bardzo, że gdy zaczęłam używać innego, to zdziwiłam się, że żel może jednak coś zmieniać na skórze i dawać jakiś efekt. Przy czym to nie tak, że nie oczyszczał. Robił swoje, ale bez efektu wow. Jest po prostu bardzo neutralny. 

Bielenda, Eco Sorbet, nawilżająco-kojący, malinowy 

Nie jest zły, efektu kojącego nie zauważyłam. Jego największy problem to wydajność, bo po jednym nałożeniu nie czułam prawie różnicy na skórze i musiałam go dokładać. Ogólnie to malutki krem w wielkim słoiczku.

Nacomi next lvl, Vitamin C 15%

Znowu witamina C w plastiku, ale po pierwsze - jest dużo wydajniejsza niż pierwsze serum, o którym pisałam, po drugie - to buteleczka z pompką nie pipetą, po trzecie - nie była przezroczysta. Co do działania - nie było spektakularne, ale mam wrażenie, że w końcu miesiące używania witaminy C się kumulują i jakąś różnicę widać. Jeśli nie zdecydują się na wypróbowanie retinolu to kupię kolejne opakowanie. 

ARGANOVE, naturalne mydło w kostce z czarnuszką 

NIE KUPUJCIE TEGO! Jedyna czynność, do której to mydło się nadaje to peeling stóp. Trzymajcie to z daleka od swojej twarzy! 

NIUQI, odżywka regenerująca + vegan oliwka

Nie planowałam tego kupować, nie miałam żadnych oczekiwań wobec rezultatów, a okazuje się, że ta odżywka to najlepsza odżywka do paznokci, jakiej używałam. W formie lakieru. Moje paznokcie są dosłownie stalowe, ale odżywka nie wżera się w płytkę, ale także nie odchodzi i nie łuszczy się, a paznokcie są niesamowicie błyszczące. Zakup roku po prostu. 

Oliwka jest całkiem skoro, chociaż niemiłosiernie śmierdzi. Lakier zresztą trochę też. 

REGENERUM, regeneracyjne serum do paznokci

Zużyłam w życiu chyba z osiem, jeśli nie więcej tubeczek tego serum, jest najlepsze na świecie. Przy czym - no właśnie to serum. Lakier z tej serii niekoniecznie mi podszedł, dlatego tak ucieszyłam się z odkrycie NIUQI.

REGENERUM, serum do rzęs 

Jest super i poświadczam działanie, przy regularnym stosowaniu naprawdę widać ogromną różnicę. 

LIRENE, Eco krem-maska naprawcza, na noc

Po pierwsze - dziwnie pachnie. Po drugie - jak na maskę, na której jest napisane, żeby zmyć nadmiar rano, jest mało maskowa. Dosłownie wchłania się szybciej, niż mój krem na dzień. Do tego stopnia, że nakładałam dwie warstwy, bo miałam wrażenie, że pierwsza zamiast odżywiać i naprawiać - wysusza mi skórę. 

Soraya, Kombucha, nawilżający krem na dzień 

Zużyłam dwa (teraz to już nawet 3), dobrze sprawdził się w zastępstwie mojego ulubionego kremu. Przy czym, nie zawsze, ale czasami po nałożeniu czułam coś dziwnego na skórze, szczególnie wieczorami. Ogromny plus za to, że sprzedawany jest w kartoniku, który rzeczywiście ma rozmiar słoiczka (plastikowego...) i nie płaci się za powietrze! Ma też 75 ml, jest całkiem wydajny. Ale nie lubię, bardzo nie lubię słoiczków, wolę opakowania z pompkami. 

Bielenda Good skin hydra

Gdy skończył mi się kombucha krem, chciałam wrócić do malwowego kremu Lirene, ale go nie było (i dalej go nigdzie nie widzę). Nie było też kombucha kremu. A ten nawilżający Good skin wyglądał okej i był w promocji. To krem w tubce, co jest dziwne, bo chyba marka chce go promować jako jakąś apteczną formułę i jak maść, ale to nic. Większym problemem jest to, że w kartoniku, w którym się ten krem kupuje, zmieściłby się dwie tubki. To powinno być nielegalne. Marnuje się papier, marnuje się miejsce. A krem jak krem, jest nawet dobry. Lepszy niż ten opisywany wyżej.

Lovely Classic Nail Polish

Miałam go w ciemnoniebieskim kolorze. Nie kupujcie, chyba że macie jakieś sprawdzone sztuczki, aby wysechł. Gdyż on nie wysycha. Nawet gdy się wydaje, że to zrobił. W ogóle nie zgrywa się z płytką paznokcia. Tworzy taką dziwą warstwę, która się porusza i na której wszystko się odciska. Wzór pościeli po nocy, nawet gdy pomalowałaś paznokcie rano i byłaś pewna, że lakier wysechł? Proszę bardzo. Ślady przypadkowo odciśniętych linii papilarnych - proszę bardzo, specjalista od kryminalistyki jeszcze podziękuje. Zapomniałam wspomnieć, że jak na tak ciemny kolor, to lakier jest bardzo przejrzysty, więc... warstwy. Kilka warstw lakieru, który nie schnie. Nie polecam. 

Catrice Galactic Glow 07

Kocham go. Jest piękny. I chociaż ma być przejrzysty (bądź półprzejrzysty), jest lekko niebieski. Na czarnym lakierze wygląda bosko, na ciemnozielonym/butelkowym - przepięknie, oczywiście sprawdza się na granatowym, ale to akurat nie jest moje ulubione połączenie. Interent mówi, że jest jeszcze biała/półprzezroczysta jasna wersja, ale kosztuje dwa razy więcej, w każdym razie ją też bym wypróbowała. 

Skin79 Magic Return Cream 

Skusiłam się marketingiem i się oparzyłam. Całkiem dosłownie. Krem reklamowany jest jako przynoszący ulgę, kojący, nawilżający, zapobiegający czerwienieniu. Dupa a nie krem. Przy nałożeniu jest miły i początkowo myślałam, że nieźle się sprawdza. Dopóki nie zobaczyłam, jak niesamowicie czerwona się zrobiłam. Nie żeby piekło czy coś, nie. Ale byłam czerwona. A kupiłam go głównie, aby czerwoną nie być. 

Sensique puder ryżowy Matte & Fix Rice Powder

Ogólnie to puder jak puder - używałam lepszych ALE on się nie kończy. Miałam go chyba 3 lata i nie powiem pod koniec już kusiło mnie, aby resztkę wyrzucić. To najbardziej wydajny puder, jaki miałam.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagrama!  

PS Jestem ostatnio BARDZO zajęta (deadline wyczerpującego projektu w przyszłym tygodniu!), ale czytam Wasze komentarze i zaglądam na Wasze blogi, nawet jeśli nie zostawiam komentarzy. Pomijam to, że ogólnie z komentowaniem są ostatnio problemy i na niektórych blogach nawet nie jestem w stanie nic napisać, ale wiem też, że nie tylko mnie te kłopoty dotyczą.   

LOVE, M 

sobota, 3 października 2020

Minirecenzje totalnie przypadkowych kosmetyków

Hello!

Po zaskakująco dobrym przyjęciu wpisu Tego się nie spodziewałyśmy - recenzja produktów Your KAYA pomyślałam, że mogę zebrać jeszcze trochę podobnych refleksji i podzielić się moimi wrażeniami  o różnych kosmetykach, których używam bądź używałam. Także trochę ostrzegam i trochę polecam.

Bielenda - Bluberry C-TOX krem pianka do twarzy nawilżająco-rozświetlający

Duetus - serum regulujące 

Zużyłam 2 opakowania - nie zauważyłam różnicy. A dokładnie, lekką różnicę czuć/widać może przez pierwsze 3 dni, gdy serum ma najbardziej ziołowy zapach (a ma bardzo), potem dość szybko zapach znika, a wraz z nim działanie serum. Działanie to też polegało raczej na łagodzeniu - moje czoło jak świeciło się jak księżyc w pełni, tak dalej się świeci. Ale to też może kwestia tego, że na mojej skórze olejek z drzewa herbacianego nie robi wrażenia. 

Bielenda - Bluberry C-TOX krem pianka do twarzy nawilżająco-rozświetlający 

Chciałabym napisać coś dobrego o tym kremie, ale się nie da. Ewentualnie zapach, bo piankowa formuła jest dziwna. Po nałożeniu krem sprawia, że cała twarz się lepi i wszystko się do niej lepi. Dosłownie czuć, gdy kurz przykleja się do twarzy. Nie wyobrażam sobie używania go pod podkład czy inny makijaż. Ahhh i ma on błyszczące drobinki, które roznoszą się wszędzie, rąk nie można domyć przez 3 dni.

Lirene Natura Eco Krem nawilżający na dzień 

Jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, krem, którego używałam! Mogę z czystym sumieniem polecić. Skutecznie nawilża i nie powoduje zapychania i trądziku ani nic.

Lirene Natura Eco Krem matujący na dzień

Nope! Nigdy więcej. Trzeba się nauczyć i zapamiętać, że jak coś matuje to oznacza, że nie pozwala skórze działać tak, jak powinna. Gdy użyłam tego kremu, w ciągu dnia dosłownie czułam jak robią mi się nowe krostki. 

Używałam też Eco żelu, ale nie robił mojej skórze za dużej różnicy. 

Pyunkang Yul ACNE Cream

Bardzo lubię i też polecam! Ma żelową konsystencję i trzeba poczekać, aż się wchłonie przed makijażem. I naprawdę, naprawdę widać różnicę na skórze po nałożeniu i całkiem przyzwoicie nawilża. Zużyłam dwa opakowania i myślę, że w przyszłości spróbuję innych kosmetyków tej firmy. 

PureHeals by Nature Village Propolis 80 Cream

Miód (dosłownie) na skórę, plasterek, kocyk i ciepełko. Od razu przy nakładaniu czuje się jego łagodzące właściwości i barierę ochronną na skórze. Cudny. Ale nie wchłania się tak zupełnie i do końca, nie zapycha, ale dla niektórych może być ciężkawy na skórze. Zwykle używam go w kryzysowych sytuacjach i co jakiś czas na noc jak supermaskę.  

Kiedyś, kiedyś używałam też ampułki z tej serii i myślałam, że nie daje efektów. Dopóki nie przestałam jej używać - okazało się, że jednak robiła różnicę. 

Nivea Urban Skin Ochrona Krem na dzień

Kiedyś kupiłam go na wypróbowanie, bo miał napisane "zielona herbata" na opakowaniu i był ona najgorszą rzeczą z zieloną herbatą, z jaką miałam styczność. Uciekajcie, nie kupujcie.

Soraya - Aqua Shot Nawadniająca mgiełka mineralna

Nie wiem, czy jest dobra czy niedobra, ale chcę ostrzec, że ma tendencję do szczypania, szczególnie, gdy używa się jej wieczorem - nie mam pojęcia, z czym jest to związane. To szczypanie przechodzi, skóra nie robi się też czerwona, ale jak widać ta mgiełka ma coś, co skórę podrażnia. 

Lirene 100% hydrolat z róży 

Nie wiem, dlaczego w ogóle kupuję inne mgiełki/hydrolaty, bo ten jest najlepszy na świecie. 

Lirene 50% hydrolat-tonik z chabru 

Nope, szczypie w oczy, skórze nie robi różnicy.

Lirene 100% hydrolat z ylang ylang

Z jakiegoś powodu chciałam go spróbować, bo myślałam, że ylang ylang ma cytrusowy zapach - nie ma. Jeszcze nie wiem, co o nim sądzę, bo dopiero zaczęłam go używać, ale z 4 wymienionych mgiełek/hydorlatów póki co plasuje się na 2 pozycji. 

Jedyny problem z tymi hydrolatami jest taki, że kończą się niesamowicie szybko. 

Glinkowa pasta myjąca z bambusem, pomarańczą i miętą 

Kosmetyk z gatunku tych, co nie robią mojej skórze różnicy przy używaniu codziennym; gdy zostawiłam na te 3-5 minut jako maskę, było widać różnicę, ale bałam się używać tej pasy w ten sposób zbyt często, aby nie wysuszyć skóry. Mogę tylko ostrzec, że pachnie, ale nikt nie wie czym, bo nie jest to ani mięta, ani pomarańcza. 

Bielenda Botanic Formula kremowy olejek do mycia twarzy olej z granatu+amarantus 

Bielenda Botanic Spa Rituals kremowy olejek do mycia twarzy olejek z pestek malin+melisa

Najlepszy olejek do oczyszczania jakiego używałam, jest kremowy (!), choć prawdę powiedziawszy ta formula przypomina gęstą śmietanę i to jest świetne, bo nie ma tego problemu, co przy większości olejków - że przy wyciskaniu rozbryzgują się na wszystkie strony. Malinowy jest najlepszy, ale bardzo trudno go znaleźć stacjonarnie (niestacjonarnie chyba też, z tego co widziałam), dlatego próbowałam tej wersji z olejem z granatu - jest zupełnie w porządku, ale malinowa wersja jest lepsza. 

Bourjois Healthy Mix podkład witaminowy

I ja dałam się kiedyś skusić na wypróbowanie, bo tylu ludzi go lubi. U mnie nie sprawdzał się za dobrze, bo nie tylko od razu był lekko za ciemny to utleniał się niesamowicie i prawie do pomarańczowych odcieni. 

Max Factor Facefinity

Nie wiem, jak ten podkład to robi, ale moja mieszana skóra wygląda po nałożeniu ja pustynia. Mogę zrobić mojej twarzy super spa wcześniej, doskonale ją nawilżyć i przygotować - po nałożeniu tego podkładu będzie wyglądała jakby nie dotknęła kremu nawilżającego od lat. 

Maybelline Affiniotone

Potrzebowałam podkładu, aby rozjaśnić za ciemny, który niechcący kupiłam - i w tej roli sprawdzał się nawet dobrze, ale ogólnie jest zdecydowanie zbyt rzadki, aby komfortowo go używać. Szczególnie  z takiej tubki, w jakiej jest sprzedawany. 

Rimmel Match Perfection

Prawdopodobnie spośród 4 podkładów, które do tej pory opisałam, tylko ten zdecydowałabym się kupić ponownie, bo nie był najgorszy. Ale jego kolor jest dla mnie lekko za ciemny. Albo raczej robi się za ciemny w ciągu dnia. Chociaż nie tak strasznie jak ten z Bourjois. 

L'Oreal Paris True Match 

Jedyny słuszny podkład. Koniec kropka.
Nie jest idealny, ale jest najlepszy. 

LOVE, M

sobota, 15 sierpnia 2020

Tego się nie spodziewałyśmy - recenzja produktów Your KAYA

 Hello!

Nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że napiszę recenzję podpasek. Ale oto jest. Ostatnio odkryłam, że bycie wkurzonym to doskonała (choć prawdopodobnie niekoniecznie zdrowa)  motywacja do pisania (a tej mi ostatnio brakuje), więc postanowiłam to wykorzystać. Tym bardziej, że jakieś 100% komentujących na blogu to dziewczyny (nie wiem, jak z czytającymi, ale przypuszczam, że może być w sumie podobnie), więc skoro mogę podzielić się swoim doświadczeniem i ostrzec, to czemu mam tego nie zrobić. 

Your KAYA

O produktach Your KAYA usłyszałam po raz pierwszy po koniec 2019, ale zupełnie ich oferta mnie nie zainteresowała. Za to w ciągu ostatnich dwóch miesięcy widziałam reklamy Your KAYA za każdym razem, gdy otworzyłam Facebooka. I jakimś sposobem, nawet gdy wyłączałam te reklamy i nie chciałam, aby się pojawiały i tak jakimś sposobem Facebook dalej mi je wyświetlał. Skutecznie, bo w końcu zrobiłam się tak zaintrygowana, że zamówiłam wkładki higieniczne oraz podpaski na dzień i na noc. Jeszcze tak dla informacji - mam prawdopodobnie najbardziej książkowy okres, jaki mieć można, i z takiej perspektywy to wszystko piszę.

Teraz muszę wspomnieć, jak te produkty są reklamowane, a hasła (czy też fragmenty z recenzji) mają niesamowicie błyskotliwe. Na samej stronie głównie reklamują się tym, że są organiczne, ekologiczne, biodegradowalne. Oraz miękkie i chłonne, ale tym reklamują się chyba wszystkie podpaski. Ogólnie można przeczytać o nich w samych superlatywach (nie przekręcają się! oddychają razem ze skórą!). 

A teraz prawda! Albo rzeczy, które sama chciałabym przeczytać, zanim zamówiłam te podpaski. 

Zacznę od wkładek, bo tak dokładnie rozpoczęła się moja przygoda z marką Your KAYA. Tak też zaczęła się moja chęć napisania bardzo złej opinii o tej marce. Otóż te wkładki to oficjalnie najgorsze wkładki higieniczne, których używałam. Z bardzo prostego, wykluczającego z dalszego użytkowania powodu - rozwarstwiają się. Możecie wyobrazić sobie mój szok, gdy to zaobserwowałam. Używam różnych wkładek od lat i nigdy w życiu nie widziałam, aby któraś się rozwarstwiła, nawet raz. Nie odkleiła się od bielizny - sama wkładka podzieliła się na 3 warstwy. Na początku myślałam, że trafił mi się jeden felerny okaz. Nie, kolejne 10 było dokładnie takich samych. Największy błąd popełniłam, gdy jeszcze wierząc, że to był pojedynczy wypadek, poszłam na rower. Efekt był taki, że wyglądało to jakbym zamiast użyć wykładki, wykorzystała zwykłą watę. 

Jak widzicie - moje pierwsze doświadczenia były dość traumatyczne. Dlatego bałam się użyć podpasek. Rozwarstwienie się wkładki jest nieprzyjemne (ale faktycznie są miękkie i prawie niewyczuwalne - więc nawet nie zorientujesz się, że coś jest nie tak!), ale nie spowoduje katastrofy. Gdyby coś takiego stało się z podpaską... Ale ponieważ siedzę w domu, mogłam spróbować, nawet gdyby coś się stało, nie byłoby tragedii. Na szczęście okazało się, że podpaski są całkiem przyzwoite. Chociaż są mniej chłonne niż przeciętne podpaski z drogerii, w związku z czym 10 sztuk w opakowaniu to trochę żart, biorąc pod uwagę, jak często trzeba je zmieniać, żeby czuć się czysto i świeżo. O tym też nigdzie się nie przeczyta, a wbrew pozorom to wcale nie jest takie oczywiste, nie tylko są one mniej chłonne niż typowe podpaski, ich przewodzenie krwi wewnątrz podpaski działa dużo słabiej. Używający tych podpasek, zrozumiałam moje koleżanki, które mówiły, że czasami, gdy mają okres, muszą zmienić podpaskę za każdym razem, gdy wchodzą do łazienki, nawet jeśli wchodziły tylko umyć ręce. 

Inna ciekawa rzecz, której nie doczytałam, chociaż jest na stronie. Podpaski na noc są tylko dłuższe. Nie są grubsze ani bardziej chłonne. Na oko wygląda to wręcz tak, że te na noc są cieńsze niż na dzień. Nie przekonały mnie na tyle, aby faktycznie użyć ich na noc, ale założyłam w ciągu dnia i w sumie nie różnią się bardzo od tych na dzień. Inne ogólne spostrzeżenie: podpaski się przesuwają - szczególnie ich przód.  

Podsumowując, nie ma opcji, abym zamówiła je po raz kolejny. Co się zaś tyczy wkładek, poważnie zastanawiałam się nad złożeniem reklamacji, bo zdecydowanie nie odpowiadają jakości, jaką powinny mieć wkładki. Podpaski nie były bardzo złe (tyle że naprawdę trzeba je zmieniać dużo częściej niż typowe), ale ostatnio wyczytałam, że Facelle ma ekologiczne wkładki i podpaski, których nie trzeba zamawiać przez internet i które są tańsze niż produkty Your KAYA, więc pewnie je wypróbuję. Ale już o tym raczej nie napiszę.

Pozdrawiam, M

piątek, 27 czerwca 2014

Prapremiera: Wakacje

Hello!
Oficjalnie zakończyłam rok szkolny 2013/2014. Trzeba krzyknąć na całe gardło: wakacje! Ale, że o podsumowaniu roku i o planach na ten czas już pisałam, dziś coś co niezbyt często tutaj pokazuję, czyli mój strój na tej uroczystości. I prawdopodobnie nie zamieszczałabym go tutaj, jednak wspominałam o moim planie na cykl notek o "Doctorze Who" i mój strój oraz moje paznokcie (!) delikatnie nawiązują do tego serialu i wprowadzają w nastrój. Nie ma co ukrywać, gdyby nie to, że oglądałam 5, 6 albo 7 sezon w czasie kupowania stroju galowego, to raczej nie zaczęłabym piszczeć na widok białej bluzki z muszką. I nie było wyjścia, musiałam ją kupić.
Efekt ponad godzinnej pracy Zebry.  <3
Na pytanie co ja bym bez niej zrobiła, stwierdziła, bardzo logicznie: Cóż... prawdopodobnie miałabyś niepomalowane paznokcie ^^





Wiwat Wakacje!