Hello!
Zacznijmy od tego, że to nie jest zły i słaby film, nawet mogę napisać, że dobrze spędziłam czas w kinie, ale muszę przyznać, że zostawił mnie z bardzo mieszanymi odczuciami i na dobrą sprawę łatwo się go czepiać. Także uprzedzam to nie jest recenzja, to moje spostrzeżenia, czepianie się i zastanawianie, czemu film nie wygląda inaczej, więc tak piszę o fabule.
A gdybyśmy tak mogli rozmawiać ze zwierzętami i rozumieli, co mówią? Nowy film Disneya i Pixara „Hopnięci” opowiada historię naukowców, którzy wynaleźli hopnozę - technologię przeszczepiania ludzkiej świadomości zwierzętopodobnym robotom w celu poznania świata prawdziwych zwierząt! Główna bohaterka, Mabel, wielka miłośniczka przyrody, korzysta ze sposobności i dzięki hopnozie odkrywa tajemnice Matki Natury, o jakie nawet jej nie podejrzewała! (Disney)
Gdy pisałam już ten tekst, wróciłam do tego oficjalnego opisu ze strony Disneya, i jestem pod ogromnym wrażeniem, jak niesamowicie on jest ogólny. I mam wrażenie, że część moich problemów z ostatecznym kształtem tej animacji wynika właśnie z tego, że gdzieś z tyłu głowy kołatał mi się ten opis, a niewiele z niego wynikało.
I tak na przykład pierwszym, co rzuca się w oczy i co pokazywane jest widzowi, to niezwykła izolacja głównej bohaterki - zarówno od innych dzieci, jak i dorosłych. Innych bohaterów w wieku Malwiny w tym filmie nie ma, oprócz pierwszej sceny, gdzie dokuczają żółwiowi. Bohaterowie dorośli na każdym etapie chcą bohaterkę ograniczać, jej rodzice są w filmie niewidzialni i jedyną istotną pozytywną postacią ludzką w tym filmie jest jej babcia. Jest też pani profesor, która martwi się o Malwinę, i to właśnie jej technologię przeskakiwania świadomości z człowieka do zwierzaka pożycza bohaterka. Podsumowując, pomiędzy nią a każdym człowiekiem w filmie jest ogromny dystans, a Malwinie bardzo dokucza poczucie, że jest sama i samotna, także w swojej walce o środowisko.
Ale w zasadzie nawet trudno powiedzieć, że Malwina walczy o środowisko, bo walczy o jedno jeziorko, które ma dla niej emocjonalny związek z babcią. Gdy tak teraz o tym myślę, to Hopnięci to jest trochę klaustrofobiczny film. Sama jedna Malwina, walczy o jedno jeziorko na obrzeżu miasta, z jednym burmistrzem. Przyznam, że dawno nie oglądałam żadnych animacji, ale zazwyczaj przedstawiały one chyba nieco mniej punktowe i lokalne historie. I może samo to nie byłoby problemem, gdyby nie to, że Malwina jest w tej swojej walce sama. Mam wrażenie, że doszło tu do o jedno zawężenie za dużo - jedna bohaterka i jedno jeziorko.
Drugim ważnym bohaterem Hopniętych jest król ssaków, czyli bóbr Karol. I to on ma rolę odpowiedniego dorosłego w tym filmie, a jego najważniejszym zadaniem jest nauczenie Malwiny... w zasadzie wszystkiego, czego dorośli powinni ją nauczyć i jest to powiedziane bardzo wprost. A Malwina ma problem ze złością (ostatecznie nierozwiązany, bo tu przydałaby się pewnie terapia, a nie zostanie bobrem), poczuciem, że jest we wszystkim sama i tylko jej zależy (współpracy została nauczona).
Hopnięci dotykają wielu tematów, ale niewiele z nich ostatecznie wynika. Na przykład z tego, co wynika z ingerowania w życie zwierząt (w wykonaniu Malwiny nic dobrego) albo że człowiek jest zwierzęciem, a dokładniej ssakiem. Tu był taki potencjał, aby rozwinąć wątek, że natura nie służy tylko temu, aby Malwina mogła się uspokoić i miała o co walczyć, ale żeby pokazać, że człowiek jest częścią królestwa zwierząt. Ale film odbił w stronę w każdym gatunku są dobre i złe jednostki i nie można mierzyć wszystkich jedną miarą, ale wszystkim należy pomagać. Należy też walczyć o to, w co się jest zaangażowanym, nawet jeśli nikt inny nie jest zaangażowany. Ostatecznie jednak to zwierzęta i natura ponoszą większe konsekwencje wydarzeń z tego filmu i chociaż jeziorko zostaje uratowane (staje się nawet rezerwatem!), to nieprzyjemnym pytaniem, które można by postawić w rzeczywistości, jest to, czy gdyby obwodnica nawet powstała, to zwierzęta - może nie bory - i tak by tam wróciły.
W przywoływanym wyżej opisie filmu jest takie stwierdzenie, że Malwina odkrywa tajemnice Matki Natury - tyle że to nieprawda. Ona jest niesamowicie skupiona na sprowadzeniu bobrów do jeziorka, a osobami, które zwracają uwagę na tajemnice i nieoczekiwane zachowania zwierząt są naukowcy, do których technologia należy. To być może mała uwaga, ale istotnie pokazująca zawężenie perspektywy Malwiny.
Muszę napisać, że wyszłam z tego filmu z poczuciem, że bajki, które ja oglądałam, gdy byłam mała, niosły ze sobą jednak większe przesłania i były nieco bardziej skomplikowane. Wyszłam też z dużą potrzebą obejrzenia filmu Mój brat niedźwiedź (który premierę miał w 2003 roku!) i taką refleksją, że kiedyś w bajkach więcej było magii a mniej technologii. Ponadto, im więcej myślę o tym filmie, tym bardziej mnie on irytuje. Jest w nim technologia, aby przenieść świadomość z człowieka do wydrukowanego w drukarce 3D robotycznego bobra, ale nie ma internetu? Nasza główna bohaterka chodzi od domu do domu, w poszukiwaniu ludzi, którzy podpisaliby jej petycję o ochronę jeziorka i - co niezaskakujące - nikt nie jest zainteresowany - a to daje możliwość pokazania ładnej sceny, gdy zamykają się jej drzwi przed nosem, co przyczynia się do zwiększenia jej poczucia, że tylko jej na czymkolwiek zależy - ale w roku 2026 takie rzeczy - nawet w bajkach - robi się w internecie. Ten film naprawdę udaje, że zaangażowana nastolatka/młoda dorosła nie znalazłaby wśród swoich rówieśników - albo i pracowników uczelni, na którą uczęszcza, przecież nauczyciele akademiccy podpisaliby tę petycję! - osób, którym też zależy na bobrach; albo dlaczego gdy usłyszała, że z pozwoleniem na budowę obwodnicy jest coś nie tak, nie poszukała porady u prawnika (tak poszła do zaufanej profesor, ale nie w tej profesji). Możliwe, że chcę, aby ten film był aż nazbyt logiczny i naprawdę się czepiam. Jeszcze tylko dodam, że ludzie w Hopniętych pokazani są jako wygodniccy, niezaangażowani (co można wywnioskować z powyższego wywodu) i wprost idący za tym, co powie burmistrz Dziarski. Znów się czepnę, ale to miasteczko nazywa się Bobromyśl i to jasne, że bobry są ważne, więc dlaczego one z założenia nie są gatunkiem chronionym? Czy nie byłoby to nawet bardziej dramatyczne, gdyby burmistrz chciał wykurzyć z siedliska gatunek zagrożony wyginięciem? Ale może wtedy byłby już byt zły i zupełnie nie do odratowania, jak okazał się niecny do szpiku kości (których nie ma) król owadów.
To może trochę plusów. Hopnięci znakomicie wykorzystują każdą minutę czasu ekranowego, film jest idealnie zaplanowany, świetnie utrzymuje uwagę widza i ma znakomity balans pomiędzy elementami, które można przewidzieć i które są bardzo zaskakujące. Jest też zupełnie nienachalnie zabawny, a niektóre dialogi i wypowiedzi bohaterów to prawdziwe złoto i wręcz wydaje się, że polskie tłumaczenie do dubbingu odsłania prawdziwe polskie smaczki. Gdy już przy dubbingu jesteśmy - jest naprawdę fantastyczny. Animacja sama w sobie i styl Hopniętych także jest bardzo ładny: taki obły, puszysty, bez kantów i niepotrzebnej ostrości. I naprawdę dobrze się na to patrzy.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!
Trzymajcie się, M

Bardzo trafna i wnikliwa analiza. Widać, że mimo sympatii do oprawy wizualnej, te wszystkie uproszczenia fabularne mocno rzuciły ci się w oczy. Twoje uwagi o braku internetu czy izolacji bohaterki dają do myślenia i rzucają na ten film zupełnie inne światło.
OdpowiedzUsuńJest to pierwsza recenzja tego filmu, którą czytam. Nie miałam jeszcze okazji go zobaczyć na żywo!
OdpowiedzUsuń