sobota, 10 stycznia 2026

Jak udało mi się opublikować tekst w czasopiśmie „Onomastica”

 Hello!

Zazwyczaj nie mam problemu z używaniem słowa „udało się” nawet, gdy coś wymagało ogromnych nakładów czasu, pracy i energii, ale w przypadku tej publikacji, to się nie udało. To było moje świadome, wytrwałe - albo zwyczajnie uparte - zawzięcie się, że opublikuję tekst w tym czasopiśmie, choćby nie wiem co i miało mnie to kosztować krew, pot i łzy. Tego akurat nie kosztowało, kosztowało trochę nerwów i mnóstwo czasu.

Ten tekst to w pewnym sensie druga część wpisu Moje przygody z czasopismami naukowymi - naprawdę zachęcam do przeczytania! 

Dlaczego tak mi zależało na tekście w tym czasopiśmie? Bo gdy szykowałam moją pracę licencjacką (zatytułowaną Sposoby zapisu koreańskich nazw własnych (miejscowych i osobowych) w książkach wydawanych w języku polskim) około roku 2018 i szukałam do niej źródeł i odkryłam istnienie tego czasopisma, sądziłam, że oto odnalazłam Świętego Graala. Spędziłam więc dużo czasu przed komputerem i pół dnia w bibliotece, przeszukując spisy treści kolejnych numerów, licząc, że znajdę coś, co będę mogła wykorzystać w pracy. I co? I nic. W tym czasopiśmie do tej pory nie ukazał się żaden tekst dotykający koreańskich nazw własnych. Postanowiłam to osobiście zmienić. 

Ale minęło trochę czasu zanim zdecydowałam się wysłać tam zgłoszenie. Po traumatycznych przeżyciach z recenzją do „Perspektyw kultury” nie chciałam sobie tego ponownie robić, ale jednocześnie nabrałam trochę pewności siebie podczas pisania pracy magisterskiej. Pierwsze zgłoszenie wysłałam w 2021 roku. 

W sumie wysłałam 3 albo 4 zgłoszenia, z 4 lub 5 wersjami tekstu - jeśli dobrze liczę, ale mogło mi coś umknąć. Jest to trochę bardziej skomplikowane, bo ten pierwszy tekst i ten, który został opublikowany zatytułowany Adaptowanie do języka polskiego koreańskich nazw miast – historia standaryzacji i uzus, chociaż dotyczą nazw własnych, a dokładnie nazw miast, nie są do siebie w ogóle podobne. Z tych 4/5 tekstów, 2 na pewno zostały wysłane do recenzji, a wszystkie przeszły też rundę wprowadzania przeze mnie sugestii, które dostałam od samej redakcji czasopisma - podpowiedzieli mi mnóstwo rzeczy i źródeł, na które sama bym nie wpadła [tym bardziej, że jestem daleko od ośrodków akademickich i porządnej biblioteki (chociaż dostałam w Ostrołęce publikację o nazwach geograficznych z 1959 roku)], a które według redakcji były istotne. I jak wspominałam te recenzje, sugestie - to kosztuje człowieka wiele nerwów. Ale nie dlatego że jestem jakoś bardzo przywiązana do samego tekstu - jestem do jego koncepcji, ale nie kolejności słów czy tego, że mogłam coś źle (albo kolokwialnie) napisać, bo tu mam dużą świadomość, że podchodzę do tematu z bardzo dosłownie tekstowej i niezniuansowanej pozycji osoby po filologii polskiej z nienaukową i niezamierzoną tendencją do pisania w sposób ironiczny i oceniający. I naprawdę bardzo chętnie poprawiam moje teksty, wierząc, że i mi, i recenzentom zależy, aby były lepsze. Niestety obawa, że recenzenci napiszą coś złośliwego uderzającego we mnie osobiście, jest naprawdę wielka przez tę wspominaną pierwszą recenzję (od tamtej pory dostałam już kilkanaście recenzji i niektóre odrzucały moje teksty, ale żadna nie była tak obraźliwa i kąśliwa jak tamta i z każdym kolejnym rokiem utwierdzam się w przekonaniu, że tamten recenzent z jakiegoś nieuzasadnionego powodu zwyczajnie się na mnie wyżył i jego recenzja na dobrą sprawę nie była zbyt profesjonalna). Co nie zmienia faktu, że teraz do recenzji podchodzę bardzo, bardzo powoli i czytam je na raty. 


 

Dostałam mniej więcej dwa tygodnie na wprowadzenie sugestii z recenzji, więc oczywiście zabrałam się za to 5 dni przed terminem (bo na przykład rozkręciłam i umyłam rower, zaczęłam pisać ten wpis albo oglądać nowy serial, aby tego nie robić). Ostatecznie wprowadzenie poprawek z jednej zajęło mi 15 minut, na drugą musiałam poświęcić dwa dni. Po odesłaniu poprawionej wersji miałam jeszcze obawę, że redakcja podejmie jednak mimo wszystko decyzję o niepublikowaniu mojego artykułu - niestety tak było z jedną z jego poprzednich wersji. Przeszła przez redakcję, recenzję, poprawki, ale ostatecznie redakcja nie zdecydowała się na jego publikację.

Gdyby się tak stało po raz kolejny, to po prostu wysłałabym go jeszcze raz (albo wysłała do innego czasopisma). 

Wcześniej dostawałam wiadomości, że tekst jednak się nie ukaże na początku września, więc gdy tym razem przez cały miesiąc nie dostałam żadnej informacji (i calusieńki wrzesień byłam mocno zaniepokojona), byłam już gotowa, aby po weekendzie 4-5 października po prostu napisać do sekretarza redakcji, ale z samego rana w piątek przesłany został do mnie tekst do autoryzacji po korekcie językowej! CO (chyba) OZNACZA, ŻE NAPRAWDĘ UKAŻE SIĘ NA KONIEC GRUDNIA (to czasopismo to rocznik i ukazuje się 31 grudnia). Tak naprawdę, to nawet gdy odesłałam tę korektę, to jeszcze nie była pewna i czekałam na informację w sprawie umowy. I dopiero, gdy ją dostałam za jakiś miesiąc, to finalnie się uspokoiłam.

Gdy okazało się, że tekst zostanie opublikowany, miałam w głowie taki cichy głosik, że redakcja w końcu postanowiła umieścić go w numerze czasopisma właśnie dokładnie dlatego - abym już więcej do nich nigdy nie pisała. I chciałoby się deprecjonująco dla siebie, dopisać – nie marnowała ich czasu, ale mogli oni równie dobrze napisać mi, że nie, nigdy i wcale nie opublikujemy pani tekstu, a zamiast tego dostawałam od redakcji tonę uwag i wskazówek, aby tekst poprawić, więc postanawiam wierzyć, że widzieli oni jakiś potencjał w tej mojej pisaninie. (Ta teoria może być jednak trochę prawdziwa, biorąc pod uwagę, że mój tekst jest ostatnim przed częścią z recenzjami i nie znajduje się w części Artykuły i rozprawy, tylko w części Materiały i komunikaty - i jeśli mam być szczera, nie mam pojęcia, co to znaczy; wydaje mi się, że mój tekst to jest normalny artykuł, ale może rzeczywiście to bardziej zbiór danych i materiał dla kolejnych badaczy).

Gdy w grudniu tekst przyszedł do mnie jeszcze po recenzji i korekcie (już w pdf-ie) to muszę przyznać, że z jednej strony było to trochę nie do uwierzenia, z drugiej miałam tego artykułu serdecznie dosyć i bardzo się cieszę, że nie będę go już nigdy w życiu czytała od deski do deski, aby go jeszcze poprawiać. Ale było mi też trochę szkoda, bo - jak wspominałam, pisałam ten tekst z perspektywy redaktorki i celowałam moje ostrze krytyki w wydawnictwa, które jedno pisały w notach redaktorskich (będą polskie nazwy własne), a drugie robiły (w tekście były nazwy funkcjonujące po angielsku) i chciałam bardziej zwrócić uwagę na praktykę i rzeczywiste funkcjonowanie tych nazw. A zrobił się z tego poważny (mam nadzieję) tekst językoznawczy. I ja to rozumiem, a jednocześnie widzę, jak bardzo ten artykuł, stając się naukowym, stracił trochę błyskotliwości i osobowości. I muszę przyznać, że są w nim dwa szczególne miejsca, gdzie nie wiem, czy przekaz podsumowujący dany akapit jest wystarczająco jasny i dosadny. Ale rozumiem, dlaczego musi brzmieć, jak musi. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

 

wtorek, 6 stycznia 2026

K-pop 2025 - grudzień

 Hello!

W grudniu idole i zespoły skupiali się raczej na występach na końcoworocznych rozdaniach nagród, galach i festiwalach oraz na publikowaniu piosenek świątecznych i specjalnych niż na wypuszczaniu nowych płyt, ale o kilku i tak warto wspomnieć! Na marginesie, to chyba był kolejny rok, który udowodnił, że występy idoli na festiwalach są ciekawsze niż na rozdaniach nagród. 

 

VERIVERY - RED (Beggin')

Przyznaję, ta piosenka zupełnie mi początkowo uciekła. I mam też wrażenie, że gdyby ją wypuścić pod koniec października poniosłaby się dużo lepiej. Ale muzycznie to są właśnie moje klimaty totalnie, a poza tym bardzo się cieszę, że zespół wciąż jest aktywy bez zmian w składzie (chociaż niektórzy są w wojsku).  

Taeyeon - Panorama

Taeyeon wydała album the best of i SM nie promowało go wcale. A Panorama to bardzo ładna piosenka, gdyby SM się postarało, to mogłaby spokojnie zrobić zamieszanie jak ostatnia piosenka Hwasy.

DAY6 - Lovin’ the Christmas

Ależ mi się podobały zapowiedzi tej piosenki! Przecież to były wzory do haftu krzyżykowego dosłownie. Kiedyś się zabiorę i je powyszywam (jeśli mam wśród czytających fanów czy fanki zespołu, to dajcie znać, z chęcią zrobiłabym je komuś na prezent!). Piosenka jest urocza, klip jest przeuroczy, prześliczny i w ogóle cudny!

WayV - Eternal White

Nie podoba mi się piosenka, ale za to naprawdę bardzo podoba mi się jej choreografia. Przesłuchałam też całą płytę - nawet dwa razy - i muszę napisać, że jest niestety zupełnie nieszczególna, a ja bardzo lubię słuchać muzyki po chińsku, gdy pracuję. 

Minho - Tempo

Zawsze czekam na nowe piosenki Minho, bo liczę, że wyda coś, co spodoba mi się tak bardzo jak Heartbreak, ale jeszcze się nie doczekałam. Tempo mi się bardzo podoba, naprawdę, ale jakoś nie widzę, abym miała do tej piosenki wracać.

Zico, Lilas - Duet

Przyznaję piosenka zaciekawiła mnie przy pierwszym przesłuchaniu, ale teledysk wydał mi się zbyt rozpraszający, jak do tak prostego utworu. Tym, co mnie bardzo przekonało był występ Zico i Lilas na rozdaniu nagród MMA - i naprawdę polecam sobie zerknąć, bo świetnie pokazuje, jak bardzo sympatyczna jest to piosenka. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

 

piątek, 2 stycznia 2026

PODSUMOWANIE 2025

 Hello!

Zazwyczaj podsumowanie roczne, to prosty wpis z linkami do tekstów z minionego roku, do których warto według mnie wrócić, ale tym razem chciałabym go wykorzystać, aby zwrócić uwagę na pewien skradający się, ale obecny problem, który zauważyłam na blogu w 2025 roku. 

Otóż niepokoi mnie fakt, że są komentujący, którzy wrzucają teksty z bloga w czata GPT (czy inny model językowy), aby napisał im komentarz, który potem zamieszczają pod wpisem. I nie chodzi nawet o to, że dają sztucznej inteligencji materiał do nauki (to i tak jest w internecie), ale o pewną bezrefleksyjność takiego działania i fakt, że to zwyczajnie widać. Modele językowe piszą w bardzo specyficzny sposób, takie komentarze są zazwyczaj długie (mają 3-4 akapity w szkolnym układzie wstęp-rozwinięcie-zakończenie) i bardzo kontrastują z bardziej ludzkimi komentarzami w stylu: „Ciekawy wpis”, „Dzięki tobie zainteresuję się tą książką”, „To nie w moim guście” itp. i (uwaga!), aby napisać taki komentarz nie trzeba nawet czytać wpisu (oczywiście zawsze zachęcam do dokładnego czytania, ale nie będziemy się oszukiwać, że każdy ma na to zawsze czas, a wiele osób chce dać znać, że zobaczyło nową publikację na blogu)! Który - skoro albo przesłałeś link/tekst modelowi - już i tak otworzyłeś. Ale otworzenie modelu, to jednak jakiś dodatkowy krok przed przekopiowaniem i opublikowaniem komentarza. Z mojej strony wrzucam takie komentarze od razu do spamu, bo nie są one niczym innym, jak tylko zanieczyszczaniem internetu. 

I zastrzeżenie, którego chyba nie muszę czynić, ale napiszę dla jasności - oczywiście nie wszystkie komentarze, które mają 3 akapity to dzieła modelu językowego. Różnica jest taka, że zwyczajnie zna się wielu blogerów, wie, jak oni piszą na swoich blogach, że lubią dyskutować i ogólnie jest to o wiele bardziej ludzkie. A nawet jak się nie zna - to można wejść na ich stronę i to sprawdzić. Jeszcze nie widziałam blogera, który tak wytrenował swój model, aby dobrze udawał jego sposób pisania postów. 

STYCZEŃ 

Ze stycznia chciałabym przypomnieć recenzję k-dramy Wiszenie na telefonie - When the Phone Rings  - przy czym napiszę uczciwie, że serial mnie znudził. A w roku 2025 jakoś tak wyszło, że prawie dram nie oglądałam! I na dokładkę recenzja książki - Dystans - Świat na sprzedaż.

LUTY

Tu zostawię polecenie książki Zostać zrozumianym - Tragedia w Waco. Oraz polecenie dramy i muszę sama się pochwalić, bo bardzo podoba mi się tytuł jej recenzji, który wymyśliłam - Helikopterowa propaganda - The Trauma Code: Heroes on Call.

MARZEC

Widzę, że wpadam w pewien schemat: jedna książka, jedna drama. W przypadku marca są to: Wszystkie znaki na niebie i ziemi - Katastrofa Challengera oraz  Życie obok siebie - Melo Movie.

KWIECIEŃ

Zmieniamy odrobinę temat - zostajemy przy książkach, bo nie mogę nie wrócić do Nieszczęście drugiej kolejności - O północy w Czarnobylu, ale kwiecień to tradycyjny miesiąc Szekspira na blogu - powstają 3 wpisy, ale chciałabym wrócić do tego, który wszystko zapoczątkował, czyli tego dotyczącego anime - Szekspir w anime i mandze #10.

MAJ 

Rok 2025 był całkiem udany pod względem wywiadów, więc wypadałoby przywołać choć jeden - Wszystko, o co chciałam zapytać tłumaczkę [wywiad Aleksandra Woźniak-Marchewka]. Wracając do wpisów z początku roku, widzę, że wiele seriali, które wtedy oglądałam bardzo mnie nudziło - i może dlatego w drugiej połowie roku nie miałam motywacji, aby cokolwiek oglądać - Nagromadzenie strzelb Czechowa - Projekt UFO.

CZERWIEC

Pierwszy k-popowy wpis na liście! To przegląd motywu Ride or die albo Bonnie i Clyde w k-popie 2!Niech czerwiec będzie miesiącem pierwszych razów - i oto pierwszy wyszywany projekt, do którego wracam - Wyszywany kiciuś. Ale niech będzie też coś bardziej konkretnego w postaci książki - Życiowe historie - W cieniu AI. Jak sztuczna inteligencja ingeruje w nasze życie?.    

LIPIEC

Zaczynamy od ostatniego sezonu Squid Game, bo wypadałoby domknąć tę historię - Naturalne konsekwencje - Squid Game sezon 3. Anime pojawia się na blogu mniej więcej trzy razy w roku (chociaż, uwaga!, mam zaczętą pewną recenzję, tylko bardzo brakuje mi czasu, aby ją dokończyć, ale ja to na pewno zrobię!) i to był jeden z tych przypadków - Czymże trzeba zapłacić za prawdę o naturze wszechświata? - O ruchach Ziemi.

SIERPIEŃ

Miesiąc blogowego urlopu. 

WRZESIEŃ

Nie oglądałam dram, ale oglądałam inne rzeczy na Netflixie, głównie drugie sezony I w kółko - Wednesday 2  oraz Nigdzie albo wszędzie dopiero będzie - 1670 sezon 2. We wrześniu ukazała się też kolejna część najliczniejszej i najstarszej serii na blogu dotyczącej aktorów i aktorek występujących w teledyskach -  Nie tylko w kinie i teatrze 37.

PAŹDZIERNIK

Halloweenowo-kpopowe wpisy na blogu mają się świetnie - Wampiry w k-popie 2. Trochę książkowo zostałam w tyle, a warto wrócić do tych dwóch tytułów: Ciepło - Masło  oraz W porównaniu i skojarzeniach - Tajwan. Herbatka na beczce prochu.

LISTOPAD 

O ile seriale oglądałam, jakieś k-dramy też widziałam, tak nowe filmy (o ile nie były to produkcje dokumentalne Netfliksa, które są zebrane we wpisach Naoglądałam się dokumentów), które widziałam w 2025 roku, mogłabym chyba policzyć na palcach jednej ręki - a jednym z nich byłaby Nie ma okazji ich poznać - Fantastyczna 4: Pierwsze kroki. Z listopada wydaje mi się, że warto jeszcze zwrócić uwagę na wpisy: o książce - Nie przeszkadza - Dom zła  oraz o serialu - Należy zebrać drużynę - The Witcher 4.

GRUDZIEŃ 

Grudzień to miesiąc list i naprawdę nie wiem, którym należy się szczególne wyróżnienie - tym bardziej, że miesiąc dopiero co się skończył. Ale może najnowszy dodatek do listy list, czyli w końcu zaczęłam także zbierać wydane w danym roku książki o Japonii - Książki o Japonii 2025. I nie mogę zapomnieć o chyba najciekawszym i najbardziej wieloetapowym wyszywanym projekcie 2025, czyli Karta The Lovers.

I tak w skrócie prezentował się rok 2025 na blogu!

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

LOVE, M