sobota, 7 marca 2026

Krótki poradnik czytania reportaży, część 1

Hello!
 
To jest wpis, który napisałam prawie cztery lata temu, ale przypuszczam, że pisałam go około dwóch lat wcześniej i zbiera on moje doświadczenia z pisania dwóch prac na filologii polskiej, czyli mojego licencjatu, a nawet bardziej pracy magisterskiej, w której analizowałam między innymi dwie książki niefikcjonalne (non-fiction) / literatury faktu. W tytule ma też krótki, ale zupełnie zapomniałam, nie tylko o samym tekście, ale także o jego długości - a musiałam go pisać w czasie mojego głębokiego zaangażowania w temat - i zdecydowałam się go podzielić na dwa.
 

Zacznę od tego, że to, co tutaj przedstawiam to pewne idealistyczne i romantyczne wyobrażenie o reportażach literaturoznawcy z zacięciem do literatury niefikcjonalnej, a nie analiza reportażu jako gatunku dziennikarskiego i metodologii pracy w terenie. Poza tym w literaturze niefikcjonalnej mieszczą się nie tylko reportaże, ale też wiele stanów pośrednich (reportażo-przwodniki, biografio-przewodniki, biografio-popularnonaukowe). 

Kto pisze i do kogo?

Najprostszy podział w odniesieniu do polskich czytelników będzie wyglądał tak:

Polak/Polka pisze do Polaków/Polek o Polsce.

Polak pisze do Polaków o innym kraju.

Nie-Polak pisze do Polaków o Polsce/innym kraju.

Nie-Polak pisze do osób ze swojego kraju o swoim kraju.

Nie-Polak pisze do osób ze swojego kraju o innym kraju. 

Z tego, co wiem, na półkach w księgarniach królują typy pierwsze i ostatnie. W dwóch ostatnich punktach oczywiście chodzi o tłumaczenia. I trzeba mieć świadomość, że wiele tłumaczonych reportaży czy innych książek niefikcjonalnych (na przykład poradników) za punkt odniesienia ma krąg kulturowy swojego autora/autorki i istnieje różnica w pisaniu autorów z USA czy Wielkiej Brytanii a Polski - chociażby z prostego względu jak historia i geografia tych państw się różnią. 

Nie wiem też do końca, jak określić teksty pisane na przykład przez Amerykanów koreańskiego pochodzenia tworzone w Stanach, po angielsku, dla potencjalnie amerykańskiego czytelnika o Korei. One też są w Polsce tłumaczone. 

Przypisy i bibliografia

Nie ja wymyśliłam powyższą klasyfikację (choć odrobinę ją rozszerzyłam) - powstała na podstawie tekstu Podróż egzotyczna i zwrot do wnętrza: narracje niefikcjonalne między "orientalizmem" a intymistyką profesor Małgorzaty Czermińskiej („Teksty Drugie” 2009, 4(118), s. 13–22). I tu dochodzimy do kolejnego punktu. Jeśli książka niefikcjonalna nie ma przypisów i bibliografii (o ile naprawdę nie ma w niej przywołanych żadnych danych, kontekstów, informacji, które przypisów nie wymagają) - takiej książce dziękujemy. Po prostu. 

Smutna prawda jest jednak taka, że gdyby było to takie proste, to nie przeczytałabym większości książek, które czytałam, bo większość z nich ma duże problemy z przypisami, ma zbiór literatury, ale bez konkretnych odniesień albo nie ma przypisów. 

Zawsze można sięgnąć po książki bardziej naukowe niż reportażowe - one mają mniej problemów w tym zakresie (a ja się zastanawiam, czy dziennikarzy nikt nie uczy robienia przypisów; i może tak być, bo słyszałam, że w tekstach dziennikarskich ogólnie, powoływanie się na dane z innej redakcji jest widziane jak strzelanie sobie w kolano).

Język 

Ustaliliśmy kto i do kogo może pisać, to teraz zastanówmy się, skąd będzie wiedział, co pisać. 

Jakiś czas temu czytałam reportaż o Tajlandii, przekonana, że autorka zna język. Nie znała, a informacja ta pojawiła się trochę przypadkiem, gdy wspominano o etykiecie w jakimś kontekście sacrum i tłumaczka coś musiała wyjaśnić autorce. Poczułam się trochę oszukana, ale do budowania autorytetu reportażysty i zaspokajania pewnych podstawowych informacji o autorze jeszcze dojdziemy.

Najprościej rzecz ujmując - należy sprawdzić, czy autor/autorka reportażu mówi w języku kraju, który opisuje i potrafił/potrafiła się porozumieć ze swoimi rozmówcami, mógł/mogła skorzystać ze źródeł w danym języku. Ogólnie znajomość języka to trochę uproszczone powiedzenie, że dana osoba zna się (lub potoczniej - ma pojęcie) na danym kraju czy szerzej kręgu kulturowym. (I książka nie będzie tłumaczeniami angielskich artykułów oraz obserwacjami dotyczącymi krajobrazu i architektury przy optymistycznym założeniu, że autor/autorka rzeczywiście pojechali do miejsca, które opisują).

Największy problem z tym punktem jest taki, że te informacje nie są zawsze oczywiste i łatwo dostępne. Jednocześnie w bardzo, bardzo, bardzo niewielu książkach informuje się o tłumaczach, fikserach i innych osobach na miejscu (lub robi się to w podziękowaniach i to czasami w bardzo zawoalowany sposób). 

Autorytet 

Rozmawiałam na ten temat z moją promotor, gdy pisałam pracę magisterską, i podobno przyznanie się do korzystania z tłumacza jest z jednej strony podważeniem autorytetu reportażysty, z drugiej elementem budowania jego wiarygodności, a z trzeciej może istnieć założenie, że czytelnik zdaje sobie sprawę, że reportażysta nie zna języka (to chyba jednak naiwne). 

Tu możemy przejść do kolejnego punktu, który zaobserwowałam w ciągu lat - mianowicie to, że ktoś jest znanym dziennikarzem (zajmującym się danym tematem) nie znaczy, że jest znanym autorem książek. Obrazowo można to przedstawić tak - większość księgarni nie sprzedaje gazet i czytelnik książek może nie mieć pojęcia, kim jest autor. Nie wspominając o tym, że jeśli jest zagranicznym dziennikarzem - to jeśli nie on-line - polski czytelnik naprawdę nie będzie miał wielu okazji, aby dowiedzieć się, kim jest autor.

Przy całej konieczności budowania przez reportażystę wiarygodności nie można sprawić, aby książka stała się autobiografią. Nie jest to łatwe, jeśli chcemy przekonać czytelników, że mogą nam ufać - tak w przedstawianiu wydarzeń, jak i doborze rozmówców. 

Większość książek niefikcjonalnych na skrzydełkach ma nie tylko biogram autora - ma też jego zdjęcie. Niektóre książki mają także jakiś rodzaj wprowadzenia. I to jest ważne, ale autor musi jeszcze zdobyć zaufanie czytelnika w samym tekście. 

Na autorytet reportażysty mogę wpływać także inne czynniki zewnętrzne - na przykład nagrody, które dostał. Takie informacje także zwykle znajdują się gdzieś na okładkach. 

Myślę, że część druga pojawi się jeszcze w tym miesiącu, ale chyba nie będzie to już kolejny wpis. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M


1 komentarz:

  1. Bardzo trafne uwagi o braku transparentności w kwestii tłumaczy i przypisów. To zupełnie zmienia perspektywę patrzenia na znane nazwiska w reportażu. Dobra, merytoryczna robota.

    OdpowiedzUsuń

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3