Hello!
Chyba wróciłam do oglądania dram (oraz filmów!) na dobre. Zobaczyłam Idol I, teraz No Tail To Tell, w kolejce czeka trzeci sezon Yumi's Cells oraz Perfect Crown. Poza tym była pewna, że No Tail To Tell ukazało się już w zeszłym roku, a to produkcja ze stycznia 2026. Sięgnęłam po nią oczywiście dlatego, że zawiera fantastyczne i magiczne elementy - jej główną bohaterką jest Eun-ho, czyli lisica o dziewięciu ogonach, która w wyniku wielu zawirowań, zmieniania przeznaczenia ludzi i przyczyniania się do ich zarówno szczęścia, jak i nie, nieco przez przypadek zostaje człowiekiem, co jej się bardzo nie podoba i znacząco utrudnia odwrócenie zamieszania, którego narobiła.
Tak do 7 odcinka to jest naprawdę ciekawa, wciągająca drama, a potem niestety wątek romantyczny zaczyna grać pierwsze skrzypce i jest to problem, bo niestety podbudowa pod niego jest dość słaba. I nie ma tu zarzutów do aktorów, bo to, co mieli do zagrania, zagrali znakomicie. Problem leży w scenariuszu, który nieco za bardzo pokłada wiarę tylko i włączenie w fakt, że bohaterowie i tak muszą skończyć razem, więc ich droga pokazana zostaje tylko w ułamkach i drobnych momentach. Które owszem się kumulują, ale przeskok pomiędzy romantycznymi momentami a całowaniem oraz udawanym byciem parą i byciem parą w pierwszym przypadku jest zbyt nagły, w drugim - mało wiarygodny. Naprawdę aktorzy robili, co mogli, ale relacja romantyczna między naszym bohaterami jest niestety zbudowana niewiarygodnie, co nie zmienia faktu, że gdy już są razem są całkiem uroczy.
Nie jestem rozczarowana zakończeniem tej dramy, ale na pewno nie było ono tak emocjonujące, jak mogłoby być. I niestety jest to chyba wina konstrukcji charakteru głównej bohaterki - teoretycznie powinna ona przejść jakąś drogę i się czegoś nauczyć, ale w zasadzie do ostatniego momentu jest ona niereformowalna i w swoim mniemaniu bardzo racjonalna. I trudno ją polubić z perspektywy widza, a tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego Kang Si-yeol ją romantycznie polubił. Chociaż Kim Hye-yoon ogólnie sprawdza się w roli cynicznego dziwęcioognosiatego lisa.
Trzy pierwsze odcinki No Tail To Tell są bardzo ciekawe i wciągające, dzieje się w nich bardzo dużo i zarysowują bardzo ciekawy potencjał na rozwój fabuły. Jak wspominałam opowieść jest jeszcze spójna i koherentna tak do 7 odcinka, ale następnie się sypie. Złole, którzy powinni być przeciwnikami naszych bohaterów snują się gdzieś po trzecim planie, a ich motywacje są w dużym stopniu powierzchowne i nieco karykaturalne. Wszystkie kwestie dotyczące przeznaczenia, losu, karmy, które potencjalnie są bardzo ciekawe i niosą daleko idące konsekwencje - kończą się większą ilością owijania w bawełnę i zupełnie niepotrzebnego gadania niż jakimiś refleksjami nad ludzkim losem, a był tu ogromny nienachalny potencjał na wiele spostrzeżeń i choćby zastanowienie się, na ile jesteśmy kowalami swojego losu. O tym, że motywacja bohaterki, aby nigdy nie stać się człowiekiem i się nie zakochać jest słaba lepiej w ogóle nie pisać, bo chociaż oczywiście jest smutna i tragiczna, została pokazana bardzo blado. Eun-ho - bo tak ma na imię główna bohaterka - to trochę taki typ "na złość mamusi odmrożę sobie uszy".
No Tail To Tell zagubiło się chyba nieco także w pokazywaniu tego, jaka jest natura ludzka, do tego stopnia, że bohaterów - praktycznie wszystkich - trudno było polubić. Z jednej strony chyba miało tu chodzić o akceptację swoich słabości, a szczególnie egoizmu, ale z drugiej mottem bohaterki było "nierobienie dobrych uczynków, a złych - tylko do ustalonej granicy, żeby nie przesadzić". Jednym z wątków serialu jest to, że i tak przesadziła - i to niejako w obie strony, więc została człowiekiem i okazało się, że aby zyskać duchową energię musi odwrócić swoje wcześniejsze złe uczynki.
Innym niewykorzystanym potencjałem jest postać lisicy o ośmiu ogonach, która nieoczekiwanie pojawia się w życiu bohaterów... Chciałam tu dalej pisać o słabych punktach fabuły, zmarnowanych szansach, niewyjaśnionych i niepociągniętych dalej wątkach, ale wydaje mi się, że nie ma co już kopać leżącego, a mam wrażenie, że do tego by się to sprowadzało.
Trzeba jednak No Tail To Tell oddać sprawiedliwość - aktorzy są znakomici, co do tego nie ma wątpliwości. I jeśli lubicie Kim Hye-yoon i Lomona to wręcz polecałabym obejrzenie tej dramy - mimo wszystkich zastrzeżeń, bo zdecydowanie stoi ona na ich występach. Ponieważ drugi plan, to w zasadzie trzeci plan, to na ich barkach spoczywa cały ciężar opowieści. Ale Lee Si-woo jako ośmioogoniasta lisica ma najbardziej wyróżniającą się garderobę, ale jest też pokazana jako za miła dla tego świata, a Hyun Woo-seok przyjaciel Si-yeola grany przez Jang Dong-joo także ma kilka ciekawych scen, gdzie musi balansować między przerażeniem, próbą manipulacji oraz faktem, że jednak jest przyjacielem bohatera.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!
Pozdrawiam, M
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3