niedziela, 10 maja 2026

Klapki na oczach - Bez wyjścia

 Hello!

Ostatnio mam naprawdę dobry czas, jeśli chodzi o oglądanie seriali i filmów i bardzo się z tego cieszę, bo dawno tak nie było. Niestety jednak okazało się, że film Bez wyjścia, który bardzo chciałam obejrzeć od czasu, gdy tylko pojawił się w polskiej dystrybucji, jest dość mało inspirujący do pisania. Po Kokuho miałam sporo przemyśleń i tropów interpretacyjnych - chociaż mogłoby się wydawać, że podejmował on bardziej oklepany temat - zaś Bez wyjścia wydaje się powtarzać powiedziane już wiele razy tematy, niekoniecznie dodając do nich coś nowego.

Man-su (gwiazda „Squid Game”, Lee Byung-Hun) prowadzi idealne życie: stabilne zatrudnienie, rodzina, dom, dwa golden retrievery. Ale wystarczy jeden dzień, by sielanka zmieniła się w horror. Man-su traci pracę w fabryce papieru, a z nią status, męskość, tożsamość, honor i sens życia. By je odzyskać, nie cofnie się przed niczym, szczególnie że mokra robota przynosi tyle samo satysfakcji, co ta papierkowa.  

To nie jest tak, że miałam jakieś szczególne oczekiwania wobec tego filmu, ale wydaje mi się, że jest on promowany jako bardziej ekscytujący, niż okazuje się w rzeczywistości. Widziałam hasło: bohater postanawia pozbyć się konkurencji na stanowisko pracy - więc wydawać by się mogło, że tych konkurentów będzie wielu - jest trzech. Czas ekranowy poświęcony na "załatwienie" każdego z konkurentów jest bardzo nierównomiernie rozłożony, a główny bohater zabiera się do realizacji swojego planu początkowo zaskakująco sprytnie, a potem jak pies do jeża. I z jednej strony można na to spojrzeć, że nie jest on przecież wyrachowanym mordercą, ale z drugiej - widzowi w kinie czas się dłuży. 

Tym bardziej, że to nie jest typ filmu z antybohaterem, któremu się kibicuje, albo którego skrajność i transgresję można zrozumieć. To obraz, który ogląda się, aby zobaczyć dokąd doprowadzą czyny bohatera. A jego decyzje częściej trudno niż łatwo zrozumieć. Ale muszę jeszcze zaznaczyć, że trzeba tu oddzielić dwie rzeczy. Bez wyjścia to w zasadzie zamknięta opowieść, której początek i koniec się ze sobą łączą i jako taki właśnie całościowy obraz chyba należałoby go rozpatrywać. Bo wszystko, co robi bohater, pasuje do tego, jak wymyślony jest ten film - czyli komedio-thrillera, z różnymi ciekawymi pomysłami wizualnymi. W ramach określonych przez tytuł (Bez wyjścia, No other choice, koreański tytuł przetłumaczyło mi jako: Nic nie mogę z tym zrobić). Bo paradoksem tego filmu jest to, że wbrew pozorom świat nie został w nim przedstawiony jako taki, w którym bohater nie miał innego wyjścia. (To znaczy widzimy i wiemy, że w tym samym czasie inne postaci także straciły pracę i bezrobocie nie jest małe). Bohater mógł sprzedać dom - ale nie chciał. Mógł spróbować naprawdę z zaangażowaniem się przebranżowić - ale ani on, ani inni bohaterowie nie chcą tego robić; i na takim realistycznym poziomie odbioru tego filmu, to było dla mnie najtrudniejsze do zrozumienia, dlaczego oni tak się upierali przy tej produkcji papieru, ale to chyba kwestia tego, jak bardzo ich praca zlała się z ich tożsamością. W każdym razie - to nie jest film obyczajowy, więc bohater dochodzi do wniosku, że nie ma wyjścia, więc z klapkami na oczach zaczyna kombinować jak koń pod górę, jak pozbyć się konkurentów. 

Bez wyjścia to taki film, że z jednej strony na seansie ludzie płakali i pokładali się ze śmiechu, ale z drugiej - uprzedzam - trzecie morderstwo pokazane jest w taki sposób, że jeśli macie słabszy żołądek, to radzę być gotowym zasłonić sobie oczy (to ja), bo kilka osób naprawdę prawie uciekło z sali (np. pani, która siedziała obok mnie, już wstawała). I to nie jest jedyna skrajność pojawiająca się w tej produkcji. Chociaż może lepiej pasowałoby określenie, że jest on absurdalny, a w różnych momentach podkręcone są różne jego aspekty - od głośności po niesubtelny montaż. 

Wróciłam do mojej recenzji poprzedniego filmu reżysera, czyli Podejrzanej, i z tego, co widzę zarówno długość, jak i rozłożenie akcentów czasowych w obu filmach jest podobne (i podobnie oba mogły być nieco krótsze). I Podejrzana podobała mi się bardziej. A gdy już zestawiamy Bez wyjścia z innymi filmami, to nie może nie pojawić się Parasite (i nawet dystrybutor o tym wspomina). I gdybym miała wybierać, to wolałabym jeszcze raz obejrzeć Parasite (chociaż widziałam ten film już ze 3 razy, a wcale nie jestem jego wielką fanką) niż Bez wyjścia. Przy czym to nie tak, że Bez wyjścia jest złym albo słabym filmem - nie jest, mam jednak wrażenie, że Parasite mimo wszystko był bardziej spójny. A jednocześnie w Bez wyjścia jest chyba więcej kreatywnych aspektów związanych z pokazywaniem świata przedstawionego (zbliżenia, oddalenia, nietypowe kąty, kamera zaskakująco długo pokazująca nietypowy kadr; a także niektóre pomysły montażowe). W każdym razie Bez wyjścia mimo to, że mogłabym jeszcze napisać o żonie głównego bohatera - bo to ciekawa, jak się wydaje rozsądna, twardo stąpająca po ziemi postać, która wie dokładnie, co powinna robić - i całej relacji rodzinnej, to jednak dla mnie w tym momencie jest mało inspirujące, aby głębiej o nim pisać.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Pozdrawiam, M

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3