środa, 16 września 2026

Gdańskie Targi Książki 2026

 Hello!

Byłam pewna, że to były moje drugie Gdańskie Targi Książki, a okazało się, że 3! Edycje z roku 2018 i 2019 zupełnie zlały mi się w jedno i nawet gdy już zobaczyłam, że napisałam relacje z tych dwóch lat, to wciąż mam wrażenie, że to była jedna impreza. W 2020 targi z oczywistych względów się nie odbyły i ja ja też od wtedy w Gdańsku nie mieszkałam. A w tym roku mój urlop i targi książki okazały się po części być dla siebie wymówkami, aby pojechać na kilka dni do Gdańska.

Biały namiot wystawowy z logo i napisem Gdańskich Targów Książki

O ile się nie mylę, jesienny termin i miejsce, w którym teraz odbywają się targi, zostało po raz pierwszy wymyślone i ogłoszone w 2021. I teraz targi są w Europejskim Centrum Solidarności, co ma więcej sensu niż filharmonia, ale i tak byłam zaskoczona, że jest ciasno. Ale to już chyba urok tego typu imprez. 

W piątek nie zachodziłam na tagi, bo robiłam inne rzeczy, ale w sobotę postanowiłam wybrać się na 3 wydarzenia: Kumple i kumpelka to grunt. Spotkanie z autorami Spółki Autorskiej Heca (Jacek Dehnel, Wojtek Miłoszewski, Zygmunt Miłoszewski i Grażyna Plebanek), przedpremierowe spotkanie z Michałem Rusinkiem wokół jego nowej książki Literatura od podszewki. Teorie pisania oraz spotkanie z autorami książki Schulz dzień po dniu: Narodziny pisarza (1933–1934)

Spodziewałam się, że na pierwszym spotkaniu będzie o wiele więcej ludzi, a były pojedyncze wolne krzesła, za to średnia wieku osób obecnych na spotkaniu była wyższa niż sądziłam, że będzie. Nie wiem, czy cała h/Heca obiła wam się o uszy, więc pokrótce - Zygmunt Miłoszewski postanowił założyć własne wydawnictwo i kilkoro innych autorów postanowiło także u niego wydawać, bo krótko mówiąc sytuacja (szczególnie finansowa) autorów na rynku książki wcale nie jest super, a oni mają taką już jednak taką pozycję, aby trochę ustawiać reguły gry po swojemu, co nie wszystkim się podoba i pojawiły się nawet polemiki z tym przedsięwzięciem. Ogólnie spotkanie ciekawe, warto było być, Wojtek Miłoszewski jest przezabawnym człowiekiem, ale były też poważniejsze tematy (Jacek Dehnel odpowiadał na przykład o pytanie z publiczności o kwestię pozycji redaktorów i korektorów na rynku książki). 

Spotkanie z Michałem Rusinkiem odbywało się w audytorium, było na nim dużo ludzi i oczywiście warto było być, bo Michała Rusinka zawsze dobrze się w takich okolicznościach słucha. Szczególnie ciekawa wydała mi się poruszana już na sam koniec kwestia tego, że sztuczna inteligencja może paradoksalnie sprawić, że rola/pozycja autora w literaturze będzie znacząca, przynajmniej w pewnym sensie.

Na spotkanie wokół książki Schulz dzień po dniu: Narodziny pisarza (1933–1934) poszłam, bo człowiek kończy edytorstwo na Uniwersytecie Gdański i to nigdy z niego nie wychodzi. UG jest chyba jednym z największych ośrodków badań nad Schulzem i to może się niekiedy udzielać studentom polonistyki. (Sama pracowałam przez jakiś czas przy Schulz / forum Kalendarzu życia, twórczości i recepcji Brunona Schulza, chociaż było to krótko, bo projekt stracił finansowanie i z całej mojej pracy ukazały się tylko dwie daty). Ze wszystkich trzech spotkań na tym - ku mojemu zdumieniu - średnia wieku była najniższa (sama siedziałam obok dwóch dziewczyn, które musiały być studentkami polonistyki i edytorstwa), a na pewno demografia była najbardziej zróżnicowana, a dwa - organizatorzy przewidzieli na to spotkanie jednak trochę za małą salę, bo co najmniej 6 czy 7 osób to spotkanie przestało. Spotkanie było i zabawne, i ciekawe, i różnorodne, bo ta książka to efekt pracy 7 osób (Małgorzata Ogonowska, Stanisław Rosiek, Piotr Sitkiewicz, Aleksandra Skrzypczyk, Tymoteusz Skiba,
Balbina Tarnowska, Katarzyna Warska, a spotkanie prowadził Jakub Orzeszek).

W niedzielę - po pierwsze było o wiele, wiele, wiele mniej ludzi i całe wydarzenie wydawało się o wiele spokojniejsze niż w sobotę, a po drugie byłam na tylko jednym spotkaniu - z Jagodą Grondecką wokół jej debiutanckiej książki Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan. I uwaga dopiero gdy prowadząca powiedziała, że to debiut, ja załapałam, że przez długi czas byłam pewna, że Jagoda Grondecka jest autorką książki, która ukazała się ze dwa lata temu, a ja chyba zlałam sobie dwie różne autorki w jedną osobę. W każdym razie spotkanie ciekawe, zawsze warto zobaczyć osobę, której słucha się w licznych podcastach (ostatnio chyba w Samcu beta, którego nawet nie słucham, ale ten odcinek pobrałam specjalnie, bo byłam bardzo ciekawa). 

Ja zawsze zapominam, że targi książki są po to, aby te książki kupować (i rzeczywiście z tych, na których dotychczas byłam wracałam z nowymi tytułami), ale z tych wracam jedynie z licznymi zakładkami i myślą, że z ciekawością przeczytam książki Emirat to my i  Literatura od podszewki. Teorie pisania, gdy/jeśli pojawią się w bibliotece w moim mieście.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki i wracam do regularnego postowania!

Pozdrawiam, M

 

2 komentarze:

  1. Dlatego w sumie nie jeżdżę na Targi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jeżdżę od dawna na targi z wielu powodów, ale kocham relacje z nich :) Obecnie więcej też książek wypożyczam z biblioteki niż kupuję, więc nie czuję pokusy żeby jechać na targi na zakupy :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3