sobota, 12 września 2026

Poza tytułową - Byłem kurierem w Pekinie

 Hello!

W tym roku jakoś wyjątkowo czytam dużo książek związanych z Chinami - może dlatego, że ich wydawanie nie zastopowało w przeciwieństwie do książek o Koreach (a w porównaniu nawet z początkiem tego roku wyhamowało także wydawanie literatury koreańskiej - w tym temacie wszystko zostało zdominowane przez inspiracje, mniej i bardziej oficjalne publikacje ze świata K-popowych łowczyń demonów). Tyle tytułem ogólnego wstępu, a teraz wstęp o książce Byłem kurierem w Pekinie. O jej istnieniu w wersji albo oryginalnej, albo anglojęzycznej dowiedziałam się z social mediów Weroniki Truszczyńskiej, po jakimś czasie zobaczyłam ten tytuł w zapowiedziach Wydawnictwa Insignis, a później o książce mówiono w podkaście Mao Powiedziane (książkę autorów też czytałam w tym roku - TU recenzja!).

Tytuł: Byłem kurierem w Pekinie
Autor: Hu Anyan
Tłumaczenie: Jarosław Zawadzki
Wydawnictwo: Wydawnictwo Insignis

Ta książka to poruszający zakulisowy portret chińskiego społeczeństwa i rynku pracy. To intymny i szczery zapis zmagań jednostki z odczłowieczającą naturą współczesnego globalizmu.
Hu Anyan opowiada o wyczerpującej pracy bez perspektyw na spełnienie. Znosi ją ze stoickim spokojem, surowym humorem i silnym poczuciem własnej tożsamości. To właśnie ono sprawia, że za każdym razem kiedy Hu utyka, po chwili rusza dalej: w ciągu dziewiętnastu lat zmienił pracę aż dziewiętnaście razy.

(fragment opisu wydawnictwa)

Z informacji technicznych: książka ma 300 stron, 4 rozdziały i posłowie. Autor ma bardzo rzeczowy styl pisania, raczej relacjonuje niż analizuje i ocenia - chociaż czasami samo przedstawienie faktów buduje czy obrazuje pewne stany emocjonalne, czy to jego, czy współpracowników. Co wydało mi się ciekawe, to w akapicie, gdzie napisał o tym, dlaczego w ogóle znalazł się w Pekinie - a była to decyzja związana z jego partnerką - czuć ogromną szczerość i radość w jego słowach. Gdybym miała sobie wyobrazić autora piszącego ten fragment, to na pewno pomyślałabym literacko "jego twarz pojaśniała". A wracając do bardziej mierzalnych aspektów tekstu - autor posługuje się raczej krótkimi zdaniami i wieloma czasownikami. 

Niektóre fragmenty narracji są bardziej dynamiczne - szczególnie te, gdzie autor decyduje się na przytoczenie dialogów - ale w dużej części to relacja. Miejscami autor decyduje się na pewną introspekcję i przedstawienie swojego stanu ducha, co jest dość ważne, bo szczególnie początek książki może się wydać niektórym czytelnikom dość suchy. 

Później jednak książka zmienia się w coś pomiędzy zbiorem anegdot a pamiętnikiem, który teoretycznie jest uporządkowany, ale jednocześnie odrobinę chaotyczny. Niekiedy autor opisuje coś, jakby był tego świadkiem przez długi czas albo coś trwało bardzo długo, a okazuje się, że były to trzy dni. Ale jednocześnie - zgodnie z blurbem - autor średnio w jednej pracy spędzał rok, więc na dobrą sprawę jakie dalekosiężne i ogólne obserwacje mógł poczynić. I żeby nie było - nie spodziewałam się, że ta książka to reportaż. 

Przyznam, że po obiecującym początku później miałam problem, aby wciągnąć się w opowieść autora. Biorąc po uwagę, jak krótka jest to książka i jak zasadniczo prosto jest napisana, jej czytanie zajęło mi zdecydowanie więcej czasu niż powinno, bo nie było w niej nic, co po przerwanym czytaniu, skłaniałoby mnie, aby szybko sięgnąć po nią ponownie. Tak naprawdę dokończyłam ją głównie dlatego, że musiałam już oddać ją do biblioteki i nie chciałam przedłużać jej wypożyczenia.

Przy czym ostatni rozdział zbierający inne prace autora oraz informacje o jego początkach i związkach z pisarstwem znów czytało mi się dobrze. Autor zaprezentował w nich dużą samoświadomość i opisywał, jak zmieniało się jego podejście do życia, pracy czy kontaktów z innymi ludźmi. Autor w tej części nie wprowadza dialogów - skupia się na opisywaniu swojego życia i swoich obserwacji. Paradoksalnie muszę napisać, że z czterech części książki ta tytułowa podobała mi się zdecydowanie najmniej, chociaż to może nawet trochę za dużo napisane, bo po prostu nie wciągnęła mnie tak, jak się spodziewałam, że relacjonowanie pracy kuriera może być ciekawe, na pewno jednak najgorzej mi się tę część z całej książki czytało. Nie mogę jednak napisać, że Byłem kurierem w Pekinie to zła książka albo zniechęcić do czytania, bo zdecydowanie warto spróbować, a nie trzeba czytać całej, można przeczytać wybrane rozdziały.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki i wracam do regularnego postowania!

Trzymajcie się, M

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3