niedziela, 7 czerwca 2026

Szantaż? - Chiny jednego dziecka

 Hello!

Ostatnio czytam zdecydowanie mniej, niż bym chciała, ale gdy zobaczyłam w bibliotece (w której niestety byłam zupełnym przypadkiem) książkę Chiny jednego dziecka już widziałam, jaka będzie moja kolejna lektura.


Tytuł: Chiny jednego dziecka
Autorzy: Piotr Sochoń, Weronika Truszczyńska, Nadia Urban
Wydawnictwo: Znak Literanova

Może zacznę od tego, że jeśli boicie się tytułów z przypisami, statystykami i danymi to nie jest to książka dla was, bo w każdym rozdziale Chin jednego dziecka jest przynajmniej 40 przypisów, a w rozdziale dotyczącym edukacji - ponad 100. Dla mnie to jednej z największych, jeśli nie największy, plus tej książki. 

Książka ma 6 rozdziałów, plus wstęp oraz zakończenie, które są zdecydowanie jej integralnymi częściami bardziej jak wprowadzenie i podsumowanie, niż zapoznanie z tematem i podziękowania, które niekiedy kryją się w takich częściach książki. Każdy rozdział ma innego autora (i trochę brakowało mi o tym informacji w spisie treści, który jest na początku książki - i to także jej wielki plus; tylko dodam tutaj jeszcze, że przypisy, poza kilkoma, są końcowe) i tak: wstęp, zakończenie, rozdział drugi o polityce i czwarty o edukacji są autorstwa Piotra Sochonia, rozdział piąty o małżeństwach i szósty o samotności - Weroniki Truszczyńskiej, a pierwszy o matkach i trzeci córkach - Nadii Urban. Książka zasadniczo ma 309 stron i jest naprawdę bardzo ładnie wydana. Czytałam wersję w twardej oprawie i jest naprawdę solidna. Poza tym środek jest ładnie zaprojektowany, ma trochę za szerokie marginesy zewnętrzne z ozdobnikami, a za wąskie wewnętrzne, ale nie trzeba książki odginać, aby doczytać wersy. W Chinach jednego dziecka wykorzystano także kolor czerownopomarańczowy - między innymi do odnośników przypisów - więc bardzo rzucają się w oczy, jeszcze bardziej odstraszając wszystkich, dla których sama obecność przypisów w książce jest znakiem tego, że jej treść jest nieprzystępna. 

I tu nie można by się bardziej pomylić, bo pomimo aparatu naukowego i tego, że ogólnie jest to bardzo ciekawa książka i napisana bardzo przystępnie, to wręcz można stwierdzić, że jest aż za bardzo przystępna. Już w połowie 2 rozdziału  nabrałam poczucia, że tylko ślizga się po podejmowanych tematach i z każdego rozdziału po rozbudowaniu można by stworzyć osobną, fascynującą książkę. W tym poczuciu nie pomagał fakt, że pomimo nadrzędnego tematu Chiny w kontekście polityki jednego dziecka rozdziały pomiędzy sobą są mało powiązane (nawet jeśli się do siebie odnoszą) i każdy jest trochę sobie. Poszczególnym rozdziałom brakowało też choćby akapitowych podsumowań (niektóre miały kilka zdań, które można by za takie uznać, ale były zdecydowanie niewystarczające) i częściej niż rzadziej po prostu się one urywały i nie miałam poczucia, że ani wyczerpały temat, ani że otwierają czytelnika na samodzielne dalsze jego eksplorowanie, po prostu się kończyły. Ale nie wszystkie, bo na przykład rozdział o samotności były poprowadzony fantastycznie, widać, że linia narracyjna była przemyślana i została otworzona, przeprowadzona i zamknięta. 

Inną sprawą jest fakt, że moje zainteresowanie czytaniem tego tytułu trochę falowało - i nie wynikało to chyba bezpośrednio z zawartości czy jakości książki, ale z tego, że słucham podcastu autorów od pierwszego odcinka, Chinami interesowałam się mniej niż Koreą i Japonią, ale się interesowałam od lat, i Chiny jednego dziecka niekoniecznie szczególnie poszerzyły zasób mojej wiedzy o Państwie Środka. Może trochę uporządkowały w kontekście wpływu polityki jednego dziecka, ale nie dowiedziałam się wielu rzeczy, których wcześniej nie wiedziałam. I z jednej strony myślę sobie, że jestem specyficznym czytelnikiem, ale z drugiej - przypuszczam, że większość odbiorców podcastu może mieć podobnie, a chyba byli oni przynajmniej częściowo targetem tego tytułu.

Przy wszystkich tych uwagach to jest naprawdę ciekawa, rzetelna książka, którą się dobrze czyta. I gdy się to robi można dojść do być może daleko idących wniosków, że chińskie społeczeństwo opiera się na wzajemnym - być może nieuświadomionym - szantażu (stąd tytuł recenzji) oraz że dwoma skrajnymi punktami, ale jednocześnie dwoma stronami tej samej monety polityki jednego dziecka jest wykształcona za granicą jedynaczka z wielkiego miasta oraz jej nigdy nienarodzona odpowiedniczka ze wsi. Poza tym bardzo skrajne przemiany społeczno-polityczne odbyły się w zasadzie na przestrzeni 3 pokoleń i jest to tempo przerażające.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

LOVE, M

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3