Hello!
Przed wami druga część mojego poradnika czytania reportaży. Zachęcam do zapoznania się z pierwszą, bo tu jest wprost dalszy ciąg tamtych punktów i bez kontekstu może być trudno załapać o co dokładnie chodzi w niektórych punktach, wyjaśniam tam też, kiedy ten tekst powstawał.
Krótki poradnik czytania reportaży, część 1
Zlecenie?
Nie wydaje mi się, aby był to częsty przypadek - otwarcie kojarzę tylko ten wspominany już reportaż o Tajlandii - ale zdarza się, że reportaż (literacki, w formie książki) powstaje nie z potrzeby (serca lub rozumu) dziennikarza czy redakcji, ale dlatego, że dziennikarzowi zostaje powierzona misja pojechania do jakiegoś kraju i zrobienia z niego reportażu - chociaż wcześniej się nim nie zajmował, nie ma o nim pojęcia, nie zna języka i kontekstu kulturowego. Może to rodzić różne wątpliwości: czy reportażowi nie stanie się bliżej do relacji z podróży? czy poczynione obserwacje nie będą zbyt powierzchowne? i tak dalej. Liczba wątpliwości co do takiej praktyki wzrasta wraz z tym, jak małe doświadczenie i pojęcie ma osoba, która ma się tym zająć, i z tym, czy zna język.
Reportaż a książka
Jeśli w tym tekście używam słowa reportaż, to mam na myśli reportaż literacki w formie książki napisany z zamysłem bycia książką. Ale zdarzają się też reportaże w formie książki, które są zasadniczo zbiorczym wydaniem tekstów, które pojawiały się wcześniej na stronie jakieś gazety, czasopisma czy nawet na różnych stronach internetowych.
I może nie byłoby to wielkim problemem, gdyby czytelnik był o tym informowany. A często nie jest. Jak więc łatwo poznać, czy reportaż jest całością czy nie? Niestety nie ma łatwego sposobu, ale są pewne wskazówki. Dlaczego jednak nie ma łatwego sposobu? Bo pierwsza wskazówka to: sprawdzić czy rozdziały są krótkie i jak się ze sobą łączą. Jeśli są krótkie i poruszają wiele różnych tematów to może oznaczać, że wcześniej funkcjonowały jako samodzielne, pojedyncze teksty. Przy czym nie musi, bo równie dobrze autor mógł założyć, że zależy mu na poruszeniu wielu kwestii w jednej książce pod jakimś łączącym je tytułem - i mamy tu książkę-zbiór reportaży.
Powiedziałaby, że im bardziej specyficzny tytuł reportażu (dotykający - nawet szerokiego - ale jednego zagadnienia), tym większe prawdopodobieństwo, że był on w zamyśle książką. Można by się chyba nawet pokusić o tezę, że im bardziej literacki jest reportaż, tym bardziej jest książką (ale definiowanie literackości w kontekstach reportażu bywa trudne i tutaj zdaje się na wrażenia czytelnika).
Czas
Typowe reportaże raczej nie „przeterminowują” się bardzo szybko oraz problem ten nie dotyczy zazwyczaj książek pisanych przez polskich reportażystów - tu kłopotliwe są książki tłumaczone z kategorii relacji z podróży, quasi-przewodników, takiej literatury turystycznej, szczególnie, jeśli dotyczą szybko zmieniającego się tematu. Jak k-pop na przykład. Kilka lat temu na polskim rynku wydawniczym pojawiła się książka, która w oryginale ukazała się siedem lat wcześniej i w największym skrócie (pomijając fakt, że były w niej rażące błędy) jej duża część była zwyczajnie nieaktualna w momencie wydania.
W każdym razie sprawdzajcie daty pierwszych/oryginalnych wydań.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!
LOVE, M
Cenne uwagi, zwłaszcza ta o sprawdzaniu daty pierwotnego wydania. Takie analityczne podejście pozwala zupełnie inaczej spojrzeć na rzetelność czytanych reportaży.
OdpowiedzUsuń