poniedziałek, 13 lipca 2026

Czego można oczekiwać - Minionki i straszydła

 Hello!

Miałam taką teorię - opartą na obserwacji sprzedaży biletów w kinie w moim mieście - że Minionki i straszydła sprzedają się lepiej niż Toy Story 5, bo nie mają w tytule liczby sugerujące, że trzeba przed seansem zobaczyć 4 inne filmy, aby zobaczyć kolejną część. Co nie do końca się przekłada na rzeczywistość, chociaż z tego, co udało mi się sprawdzić, to w pierwszym tygodniu wyświetlania filmów Minionki zobaczyło w Polsce o 100 tysięcy osób więcej, niż Toy Story 5, które jednak ogólnie i na świecie radzi sobie lepiej niż Minionki. Mnie samą Toy Story przestało interesować po 3 odsłonie cyklu i dwóch kolejnych już nie widziałam i nawet nie planuję. Przy czym czwartego filmu z serii Jak ukraść Księżyc też nie widziałam... ani filmu Minionki: Wejście Gru. Co w zasadzie tylko potwierdza, że na Minionki i straszydła można pójść nie wiedząc zupełnie nic o poprzednikach (chociaż mam wrażenie, że trudno w dzisiejszych czasach nic nie wiedzieć o Minionkach).

Ale o czym jest ten nowy Minionkowy film? Minionki tułają się po świecie - mitologicznym i legendarnym - szukając nowego szefa. Idzie im to lepiej lub gorzej, aż w końcu nieco przypadkiem trafiają do Hollywood około roku 1927, gdzie robią zaskakującą i zawrotną karierę. Dopóki w filmach nie pojawił się dźwięk. Wszyscy wiemy, jak Minionki mówią, więc filmy dźwiękowe pogrążają ich karierę. Do czasu. Aż James (to nasz utalentowany artystycznie Minionek-reżyser) nie wpada na pomysł, aby zrobić film... Minionki i straszydła. Potrzebuje tylko straszydła, najlepiej więcej niż jednego. W tym pomaga mu Ed, który zabrał księgę czarów od jednego z ich poprzednich szefów, oraz Henry - najlepszy przyjaciel Jamesa. Pierwsze, co przywołują, nie wydaje się potworne, ale potem ściągają na siebie prawdziwe koszmary. W tym samym czasie reszta tego plemienia Minionków szuka nowego szefa i znajduje go w... kosmicie imieniem Dort. 

Może zacznę od kilku prostych punktów: samo dotarcie Minionków do Hollywood zajmuje jakieś pół godziny, później ich "kariera" pokazana jest dość szybko, Minionki spotykają na swojej drodze zasadniczo 3 (chociaż w sumie 2) straszydła do czasu, aż na ekranie pojawia się największe straszydło. A James w zasadzie bardzo niewiele tego swojego filmu, w pewnym sensie, robi. Nie miałam wielkich założeń ani wymagań wobec tego filmu, ale jednak spodziewałam się większej liczby potworów. I trochę tego, że będą odrobinę straszniejsze. Bo można się przyczepić, że to taki film niby dla dzieci, ale nie dla dzieci - i to nie tylko ze względu na założenie, że Minionki z naturą służą największemu złolowi czy to, że humor momentami bywa frywolny, ale także dlatego, że nawet dla dorosłego widza (a dla widza poza USA w ogóle chyba więcej) wiele z intertekstualności tej animacji będzie nie do wyłapania. I z jednej strony nie musi być, ale z drugiej nawiązań do starego kina i ogólnych realiów tamtego czasu, ba! nawiązań do literatury jest w tym filmie ogromnie dużo. I niewyłapanie tego nie zepsuje seansu, ale wyłapanie na pewno doda do doświadczenia. Na przykład potwory nawiązują do Cthulhu i mają imiona po H.P. Lovecrafcie. Ogólnie jednak to wciąż film o Minionkach i chyba jego najlepszą sceną jest ostatecznie ta, gdy kierują pociągiem. Albo Shinkansenem - bo chociaż język Minionków jest specyficzny, co nie znaczy, że niezrozumiały i oprócz licznych słów z włoskiego, które można w nim usłyszeć, to w tym filmie bardzo rzuciły mi się w uszy dwa inne - właśnie Shinkansen (co jest bardzo, bardzo zabawne, bo film niby toczy się w latach 20 XX wieku) oraz kawaii. Przyznam, że wsłuchiwanie się w to, co mówią Minionki, aby usłyszeć jakieś znane słowa, było jedną z zabawniejszych rzeczy podczas seansu.

Minionki składające hołd kinu i robieniu filmów, utalentowany James, który podąża za swoimi marzeniami i ma prawdziwych przyjaciół, którzy go wspierają w tej drodze, oraz resztę Minionków, która ostatecznie też przyjdzie z pomocą, zaskakujący wątek robota - to jest film o Minionkach, który nie obraża inteligencji widza i jest w zasadzie wszystkim, czego można oczekiwać od filmu, którego głównymi bohaterami są te małe żółte stworki.  

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

LOVE, M

 

14 komentarzy:

  1. Świetna, nieoczywista analiza – bardzo celnie uchwyciłaś to, że pod warstwą prostej rozrywki kryje się tam masa smaczków dla dorosłego widza.
    Nawiązania do kina niemego, Lovecrafta czy te językowe wtrącenia pokazują, że twórcy wciąż potrafią bawić się formą i nie traktują widza protekcjonalnie. Twoje spostrzeżenie o barierze wejścia w długie serie też daje do myślenia – brak numerka w tytule to psychologicznie genialny zabieg marketingowy. Super się to czytało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię Minionki właśnie za to, że są rozrywką dla różnych odbiorców. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawie czytało się TWoją analizę. Obie animacje przede mną - jutro w planach Toy Story 5 - przed musiałam nadrobić Toy Story 4 :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam na "Minionki: Wejście Gru" i "Jak ukraść księżyc" i jeszcze 2 inne sezony widziałam w Tv. Ja i Minionki się bardzo lubimy ;) To chyba jeden z niewielu filmów, przy których tak się uśmiałam przy ich oglądaniu ;) Super to wspominam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybieramy się na Minionki do kina i jestem bardzo ciekawa jakie będą wrażenia:D Dzięki za recenzję, teraz tym bardziej czekam na seans!

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że to dlatego, że Minionki śmieszą prawie wszystkich! Pozdrawiam 🤗

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za recenzję. :) Na pewno kiedyś obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie widziałam. Moje córki były w kinie i według nich niezłe, ale już trochę na siłę robione. No ale mają 15 i 16 lat więc może już wyrosły z takich animacji...

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubie Minionki, ale raczej nie wybiorę się do kina. Za to byłam na słynnym zestawie w KFC. Obrzydliwy. Jedynie bułka była ładna. Reszta- tragedia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam dużo o Minionkach, ale nigdy ich nie oglądałam 😊

    OdpowiedzUsuń
  11. Oglądałam którąś część Minionków, ale pozostałe filmy muszę nadrobić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam Minionki, ale jakoś ciężko mi się wybrać na nich do kina ostatnio.

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę przyznać, że Minionki to chyba jeden z tych fenomenów, które albo się kupuje, albo kompletnie nie rozumie. Ciekawi mnie jednak ten pomysł z Hollywood i nawiązaniami do starego kina, bo brzmi to trochę ambitniej niż zwykła animacja oparta tylko na żartach. Fajne jest też to, że twórcy przemycają rzeczy, które dorosły widz może wyłapać, a dziecko po prostu odbierze jako dobrą zabawę.

    OdpowiedzUsuń

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3