Hello!
Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że z ciekawością będę wypatrywała kolejnego serialu o zombie, to poprosiłabym go grzecznie, aby uderzył się w czoło. A tu proszę bardzo - chociaż początkowo Zomvivor włączyłam tylko do prasowania, to skończyłam oglądając na raz 4 odcinki i kawałek piątego...
Szkoda, że Zomvivor nie jest przez Netflixa lepiej promowany, chociażby niezbyt oryginalnym „Tajlandzkie All of Us Are Dead” - chociaż nie jest to akuratne stwierdzenie, bo Zomvivor i ogólnie oglądało mi się lepiej, i chyba po prostu zwyczajnie jest lepszym serialem. Ktoś podjął dobrą decyzję i Zomvivor ma 7 odcinków (serial z Korei - 12) oraz jest o wiele bardziej intrygujący.
Punkt wyjścia jest prosty - na uniwersytecie rozprzestrzenia się wirus zombie, a jego teren zostaje odcięty od świata. Studenci muszą sobie poradzić w zaistniałej sytuacji. I od razu uprzedzę, że tych grup studentów jest kilka i przez ekran przewija się wielu bohaterów (na plakacie naliczyłam 26). Za najistotniejszą można uznać Ning - utalentowaną studentkę, która czuje na sobie oczekiwania całego świata, zaangażowaną w pewien nieoczywisty i tajemniczy projekt. Kolejną ważną postacią jest jej młodszy brat Non. Oraz ich matka. I warto zapamiętać, że rodzina w różnych odcieniach to istotny temat tego serialu.
W Zomvivorze z jednej strony obserwujemy to, jak studenci radzą sobie z zagrożeniem na bieżąco, jakie mają pomysły i dylematy - i jak na serial z młodymi dorosłymi oczywiście podejmują oni wiele wątpliwych i wprost głupich decyzji, ale jednocześnie (przynajmniej w niektórych wypadkach) można ich emocjonalność jakoś zrozumieć. Udaje im się także opracować plany i podjąć działania, które przyczyniają się do ich przetrwania - ale wciąż, to nie jest superbłyskotliwy serial o zombie tylko serial o zombie na uniwersytecie. I chociaż bohaterowie nie są nastolatkami, to czasami zachowują się jak dzieci w przedszkolu. Na tej płaszczyźnie należy przyjąć Zomvivor z dobrodziejstwem inwentarza. A jak wspominałam, ponieważ mamy wielu bohaterów, przekrój reakcji, działań, większej i mniejszej racjonalności i idiotyzmu postaci jest dość duży. Z drugiej strony mamy też retrospekcje (momentami istotniejsze niż teraźniejszość bohaterów) oraz szukanie wyjaśnienia tego, co się stało. I w tym leży prawdziwa siła tego serialu, bo nie tylko jest to widzowi dawkowane powoli, to także zdecydowanie najbardziej intrygujący element serii. We wspomnieniach odkrywane są też nieoczywiste relacje pomiędzy bohaterami, które kształtują to, co i jak dzieje się obecnie na uniwersytecie.
Do tego serialu naprawdę pasują takie słowa jak odkrywanie czy odsłanianie, bo nadrzędna intryga naprawdę ujawnia się przed widzem tak, jakby coraz wyraźniej jej części wyłaniały się z mgły. Czasami mniej, a czasami bardziej tego widza szokując i zaskakując, a czasami wpadając jak puzzel na odpowiednie miejsce, pokazując kawałek większej układanki. Chociaż ostatecznie sprawy wyłożone są kawa na ławę, co jest szokujące dla bohaterów, ale dla widza stanowi zgrabne podsumowanie niezabierające niczego z rozrywki odkrywania wcześniejszych tropów.
Czy jest to bardzo odkrywczy i niesamowity serial o zombie bez irytujących bohaterów? Nie. Czy oglądałam go z wielkim zainteresowaniem i zaangażowaniem? Tak. Zapomniałam też wcześniej wspomnieć, że jest on również dość paskudny, a zachowania zombie bywają nieoczywiste i postaci muszą także zauważać i odkrywać ich schematy i przyczynki do działania.
Oglądając ostatni odcinek mocno zastanawiałam się, jak twórcy postanowią zamknąć tę historię i... rzeczy częściowo się wyjaśniają, ale drzwi na kolejny sezon nie mogły zostać szerzej otwarte.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!
Trzymajcie się, M
Ciekawe zestawienie, zwłaszcza to porównanie do All of Us Are Dead i zwrócenie uwagi na wątek rodzinny. Brzmi jak coś, co faktycznie potrafi wciągnąć mimo specyfiki gatunku. Przekonałaś mnie tym dawkowniem intrygi i retrospekcjami, chyba dam mu szansę w wolny wieczór.
OdpowiedzUsuńTeż mam podobnie, czasem włączam serial „na chwilę”, a kończy się na kilku odcinkach pod rząd, bo historia po prostu wciąga. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń