sobota, 27 czerwca 2026

O nowym wydaniu „Atlasu chmur”

 Hello!

 Atlas chmur jest jedną z moich ulubionych, a w zasadzie jest moją ulubioną książką. Dowiedziałam się o jej istnieniu oczywiście przy okazji ekranizacji z 2012 roku, chociaż jeszcze wtedy ani książki nie przeczytałam, ani filmu nie widziałam - nastąpiło to dopiero w roku 2014. I tak, film obejrzałam jako pierwszy i bardzo, bardzo mi się podobał, chociaż doskonale pamiętam, że w kinach nie został ciepło przyjęty. Wspominałam i o filmie, i o książce na blogu, ale nie były to długie wpisy, a zdecydowanie warto poświęcić - szczególnie książce - więcej miejsca. Ale nie będzie to recenzja, chciałabym napisać kilka słów o nowym (i poprzednich wydaniach) oraz pewną anegdotę. 

Przypuszczam, że jeżeli kojarzycie jakieś wydanie książkowe Atlasu chmur, to jest to wersja z filmową okładką - i to jest jedna wersja, którą sama widziałam na oczy. Ale według Lubimy Czytać w roku 2012 ukazało się także wydanie z inną okładką, jej nigdy i nigdzie nie widziałam. Bo w ogóle Atlas chmur był książką, którą było bardzo trudno dostać, już w 2014 roku nie było mowy o jej kupnie, a nawet w bibliotekach było trudno. W Ostrołęce są co prawda trzy egzemplarze (i nawet chciałam jeden teraz wypożyczyć do zestawienia - wszystkie trzy są niedostępne, a jeden jest przetrzymany od roku 2020), ale jest to swojego rodzaju ewenement. Na przykład ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu nie było jej (i wciąż nie ma!) w Bibliotece Uniwersytetu Gdańskiego i kilku innych gdańskich bibliotekach. A wiem o tym, bo potrzebowałam jej do mojej pracy licencjackiej i musiałam przywozić ją do Gdańska z domu. 

A dlatego potrzebowałam Atlasu chmur w pracy licencjackiej, której tytuł brzmiał: Sposoby zapisu koreańskich nazw własnych (miejscowych i osobowych) w książkach wydawanych w języku polskim? Bo jedna z opisywanych w niej historii dzieje się w pewnej wersji przyszłości w Korei i nie mogłam przepuścić okazji, aby o niej wspomnieć. 

I z tym wiąże się moja minianedgota. Otóż bohaterką tej części jest fabryktanta.  A ponieważ Atlas chmur - chociaż powinien być znaną powszechnie książką, z jakiegoś powodu wydaje mi się bardzo niszowy i niewiele osób kojarzy, o czym jest (bo sam tytuł wydaje się mniej więcej rozpoznawalny) - zarówno gdy pisałam licencjat, jak i później wykorzystywałam ten przykład w kolejnych pracach naukowych za każdym razem, czy to promotor, czy to recenzenci kazali mi tłumaczyć, czym jest fabrykanta. Co z jednej strony rozumiem, ale z drugiej - bardzo to rozbijało przedstawienie tego, co naprawdę ważne, czyli sposobów zapisu i ogólnie bardzo mnie irytowało.

Atlas chmur całkiem niedawno okrzyknięty został Best Book of This Century (Najlepszą książką XXI wieku) na Goodreads. Książka swoją premierę miała w roku 2004, a pierwsze polskie wydanie ukazało się już dwa lata później w 2006 w wydawnictwie Bellona. Kolejne wydania to już Wydawnictwo Mag (dwa w 2012 i to z 2026). Jako tłumaczka wszystkich podpisana jest Justyna Gardzińska. Wynika z tego, że książka świętuje właśnie dwadzieścia lat na polskim rynku i to ładne wydanie w różowej okładce, to wydanie jubileuszowe.

Ale czy aby na pewno różowej? Otóż nie! Dowiedziałam się tego już po zakupie - którego musiałam dokonać online, bo w żadnej księgarni w Ostrołęce ta książka nie była dostępna stacjonarnie, a wręcz jeden księgarz bardzo się ze mną kłócił, że nie ma żadnego nowego wydania i czego ja oczekuję, że kupię książkę z 2012, a w ogóle to niemożliwe, że to nowe wydanie, to musi być dodruk - to może być nawet i wznowienie; i jak sprawdziłam każda z trzech książek ma inny ISBN - ale zanim książka do mnie trafiła i nie widziałam w internecie ani jednego zdjęcia okładki pod obwolutą. Więc bardzo, bardzo się zdziwiłam, gdy ją zdjęłam, bo okładka jest czarna z błyszczącymi niebiesko-turkusowymi tłoczeniami. Ma też barwione brzegi, które pasują do obwoluty, i jest chyba pierwszą książką z takimi dekoracjami w mojej kolekcji. 

W porównaniu z wydaniami z 2012 roku tej przybyło 100 (!) stron. Ma 640, tamte mają po 544 (i z tego co pamiętam miały też niższą wysokość). Bardzo się zastanawiam, jak te poprzednie wydania się zmieściły, bo nie jest tak, że ta książka jest napompowana, a wręcz, może nie to, że mogłaby mieć więcej stron, bo chyba ta liczba jest w porządku, natomiast mogłaby być grubsza, bo wydrukowana jest  na dość cienkim papierze i jeśli komuś przeszkadza prześwitywanie kolejnych stron, to będzie miał problem. Ach, książka ma też wstążeczkę-zakładkę.

Mam nadzieję, że Atlas chmur przy okazji tego wydania stanie się bardziej rozpoznawalny!

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Trzymajcie się, M

 

1 komentarz:

  1. Świetny, bardzo merytoryczny wpis. Anegdota z pracy licencjackiej i promotorami idealnie pokazuje, jak wyjątkowa, a zarazem niszowa jest to powieść. To jubileuszowe wydanie wygląda obłędnie, a kontrast między różową obwolutą a ciemną okładką z tłoczeniami świetnie współgra z wielowarstwową strukturą książki Davida Mitchella.

    OdpowiedzUsuń

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3