sobota, 10 października 2026

I tyle – Odyseja

 Hello!

O filmie Odyseja powiedziano i napisano już chyba wszystko. I jestem pod wrażeniem, że można było z niego wyciągnąć aż tyle tematów do dyskusji, bo...


Nie chcę napisać, że Odyseja mi się nie podobała albo że to słaby film - bo to zupełnie nieprawda. Podobała mi się i to fantastyczny filmowy film. Natomiast nie wiem, czy obiła wam się o uszy lub oczy recenzja tego filmu autorstwa Emily Wilson - tłumaczki, z której przekładu Odysei czerpał reżyser filmu Christopher Nolan. Gdy po entuzjastycznych recenzjach i wyniku finansowym dowiedziałam się o jej opinii o filmie, sądziłam, że jej opinia była dosyć surowa, ale po seansie - choć sama nie użyłabym tak mocnych słów i nie zgadzam się ze wszystkimi jej stwierdzeniami - doskonale jej opinię rozumiem.

Dla mnie samej największym problemem tego filmu było to, że prawie nie wywołał we mnie żadnych emocji. Gdyby nie niektóre nakręcone w bardzo horrorowym stylu sceny, które jakoś były niepokojące, ciekawe i gdy teraz o tym myślę, to właściwie tylko je pamiętam, to ogólnie byłby to taki bardzo neutralny emocjonalnie - pod względem samego odbioru wizualnego - seans.

Filmowa Odyseja nie jest do końca achronologicza, ale jest dość poszatkowana. Nie przypominałam sobie przed seansem mitu o Odyseuszu ani Odysei jako takiej, więc nie jestem pewna, jak taki sposób dzielenia opowieści ma się do wersji zapisanej przez Homera. Filmowo to jakoś pomaga utrzymać uwagę widza, choć rozbija narrację. 

Przy czym należy pamiętać, że ten film ma prawie 3 godziny (a w kinie siedzi się nawet więcej, z zegarkiem w ręku reklamy i zwiastuny trwały 20 minut) i jeśli czytaliście, że tego czasu trwania nie czuć - to mimo wszystkich zastrzeżeń - to tak właśnie jest. Ten film się po prostu ogląda i ogląda, i ogląda. Wbrew wszystkiemu on się wcale nie dłuży i nie jest nużący. 

A teraz może jakieś prawdziwe pozytywy - bardzo podobał mi się Tom Holland w roli Telemacha. Wypadł bardzo uroczo i pasował do tej roli. Podobają mi się też koncepcje interpretacyjne dotyczące tego, że Odyseusz w jakimś stopniu po całej wojnie cierpiał na PTSD; choć jednocześnie w filmie są sprzeczności dotyczące konstrukcji postaci i charakteru Odyseusza. Naprawdę podobało mi się to zrozumienie, że tym strasznym ludem morza, który terroryzował wybrzeża byli, jeśli nawet nie tylko żołnierze pod wodzą Odyseusza, to ogólnie żołnierze wracający spod Troi, bo po takim doświadczeniu nie można wrócić takim samym. Była to też trochę filmowa opowieść o tym, że zwycięzcą jest ten, kto jako ostatni złamie prawa gościnności, a nie ten, kto w ogóle ich nie złamie, bo ważniejsze jest to, żeby ostatecznie wyjść na szczycie. Jest to na pewno film, nad którym można się zastanawiać i go analizować, ale jednocześnie niekoniecznie trzeba, bo można po prostu na niego patrzeć i obserwować, co robią bohaterowie.  

Aby zobaczyć ten film prawie jak reżyser nakazał wybrałam się z bratem do Warszawy do sali imax i powiem tak - jak się wchodzi na tę salę to można niemalże dostać lęku wysokości. Co prawda nie jest to aż takie wrażenie, jak na przykład w Teatrze Muzycznym w Gdyni, ale ten wielki prawie kwadratowy i lekko zaokrąglony ekran kinowy jest początkowo trochę trudny do objęcia. I przyznam też, że oglądając, prawie cały czas zastanawiałam się, jak zupełnie inaczej ten film musiał wyglądać na normalnym ekranie i jak wpływało to na jego odbiór. Jednocześnie, co mnie zaskoczyło, to fakt, że jakość dźwięku nie przystawała trochę do takiej sali i takiego ekranu - to znaczy była ona dobra, ale nielepsza niż jakość dźwięku w kinie w moim mieście. Co do samej muzyki, to na palcach jednej ręki można policzyć momenty, w których zwracała ona na siebie szczególną uwagę widza - i były to bardzo podobne typy scen, gdy muzyka robiąc się coraz głośniejsza, szybsza, bardziej intensywna podkreślała to, że dana scena zbliża się do punktu kulminacyjnego. I tyle. 

Także Odyseja jest filmowym filmem, wywołała mnóstwo dyskusji, ale dwa miesiące później nikt już o niej nie mówi, a już szczególnie nikt nie mówi o niej w Polsce - bo w Polsce mamy obecnie tylko jeden temat i jest to oczywiście Lalka. I jeśli dobrze pójdzie to moje wrażenia z filmowej wersji przeczytacie już w następnym wpisie.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki i wracam do regularnego postowania!

Trzymajcie się, M

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3