Hello!
W czerwcu wspominałam o tym, że od kilku lat moim hobby oprócz samego wyszywania jest także wysyłanie moich prac na różne konkursy i ostatnio jedna z moich prac wróciła z konkursu, więc chciałam ją pokazać, bo wspominałam też kiedyś, że jeśli nie robię tego na bieżąco, to potem mam zaległe prace do opublikowania i o nich zapominam.
Jeśli ktoś mnie zna, to fakt, że postanowiłam wysłać pracę na konkurs zatytułowany „IN VINO VERITAS”, a tematem tegorocznej edycji było „Człowiek i wino – rytuały, gesty, praca, satysfakcja”, to mógł się bardzo zdziwić, bo w zasadzie jestem abstynentką i od alkoholu i wszystkiego, co z nim związane staram się trzymać jak najdalej się da. Ale gdy wypatrzyłam ten konkurs, to wymyśliłam też trochę przewrotny wzór i postanowiłam go wykonać.
Musiałam tę pracę jakoś zatytułować, więc nazwałam ją "Rytuał prawdy". I jak widzimy po lewej stronie mamy stukające się w toaście kieliszki, ale po prawej w lustrze są one stłuczone, rozbite, a płyn wypływa wręcz z ram obrazka. Wydaje mi się, że to dość prosty i przemawiający do wyobraźni obrazek. Całkiem jestem dumna z jego koncepcji.
Co zaś do wykonania - w internecie jest zaskakująco niewiele wzorów z pochylonymi kieliszkami, a jeszcze mniej z naprawdę niewielkimi kieliszkami, więc opracowanie odpowiedniego kąta i wysokości, na której powinny się one znajdować zajęło mi naprawdę bardzo dużo czasu. Wino w tych kieliszkach wyszyłam trzema różnymi kolorami czerwonej muliny (jednym kolorem dosłownie po 5 krzyżyków), ale efekt jest tego warty. Kieliszek nad winem jest wyszyty jedną nitką muliny. Liść winorośli (ciekawostka - to wzór liścia z wyszywanki Lisia rodzina nawet nie przypuszczałam, że tak może pasować!) wyszyłam czerwoną błyszczącą muliną.
A teraz gwóźdź programu, czyli lustro. To był pierwszy i ostatni raz, gdy wyszywałam tymi srebrnymi nićmi, a przynajmniej nigdy w życiu więcej nie podejmę się wyszycia więcej niż 10 krzyżyków na jednym projekcie. Nie tylko samo wyszywanie na czarnej kanwie było niesamowicie trudne z powodu jej koloru i wielkości (czy raczej małości) krzyżyków, to także było fizycznie ciężkie, bo nić była sztywna i wymagała mocnego wbijania się w materiał. Kanwa co prawda ma dziurki, ale już na zbiegu krzyżyków, gdy przez jedną musiała przejść więcej niż jedna nić, naprawdę wymagało to wysiłku fizycznego. A jeszcze założenie tej nici na igłę, to też była zabawa, której nie polecam. Do tego sporo tej nici się marnowało, bo bardzo się rozwarstwiała w miejscu załamania na igle, więc jak się igła ułożyła w jednym miejscu, to musiała w nim zostać - nie można jej było przesunąć, bo dalsza część nici nie nadawała się już do wyszywania - a trzeba jej było zostawić kilka centymetrów, żeby igła nie spadła.Samo to lustro robiłam chyba więcej niż tydzień, a potem kolejny bolała mnie cała prawa dłoń. Ale lustro wyszło jak się patrzy.
Na jego ramie też jest pewna ciekawostka, której niestety nie widać tak dobrze, jakbym chciała. Powinnam ją była zrobić tym brązowym, który jest w środku, a zdecydowałam się na ciemniejszy. W każdym razie rama dokoła jest wyszyta węzełkami francuskimi czy jak kto woli supełkami. Bo jak wymyślać, to wymyślać.Ostatni punkt programu - wino/krew 3D. Nitki na obrazku są po prostu przełożone przez materiał i potem wychodzą z tyłu ramki, a te z przodu są przyklejone do szybki na wikol. Praca ma też passe-partout, choć przyznaję, że zazwyczaj bardzo, bardzo, bardzo go nie lubię, ale tutaj jest czarne i naprawdę sprawiło, że cały obrazek wygląda na dużo elegantszy. Miałam też pomysł, aby zrobić go z szarego błyszczącego papieru lub papieru srebrnego (bo mam taki prawie lustrzany), ale wyglądało to kiczowato.
I na koniec - jak pisałam we wspominanym na wstępie wpisie, nie lubię, gdy dyplomy/podziękowania przychodzą z błędami w nazwisku, a tutaj też się tak zdarzyło. Dostałam bardzo ładny, personalizowany list z podziękowaniem wzięcia udziału w konkursie, ale niestety wkradł się błąd w moim nazwisku. Mam też wrażenie, że praca mogła być wyjmowana z ramki, bo na materiale i papierze widać o wiele więcej syfów, niż było, gdy pracę wysyłałam, ale może to być też wina samej ramki, może jakieś drzazgi czy coś się z niej ukruszyło.
Teraz praca wraca do szuflady, bo nie mam dla niej zupełnie innego zastosowania.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!
Pozdrawiam, M
Jestem pod wrażeniem!
OdpowiedzUsuńZmęczyłam się samym czytaniem. Wiem, że wielu ludzi takie prace relaksują, a mnie by frustrowały. Jeszcze jak piszesz o tej problematycznej nici... Nie mam kompletnie cierpliwości do takich zajęć, więc podwójnie podziwiam - i za umiejętności, i za efekt.
OdpowiedzUsuń