Hello!
Jakiś czas temu brałam udział w booktourze zorganizowanym przez Oliwię (@catgirl_with_books) i był to też czas, gdy moja wena do wyszywania osiągnęła apogeum, właśnie skończyłam breloczek Calcifera i szukałam pomysłu na coś nowego. A że wiedziałam, że Oliwia jest wielką fanką anime Kuroshitsuji / Black Butler - i być może nie wiecie (bo od lat na blogu jest coraz mniej i mniej treści związanych z anime), ale ja też. Ba, dawno temu (w 2015 roku!) już jednego Sebastiana wyszyłam. I to ze wzoru, który sama rozrysowałam. Tym razem postanowiłam jednak poszukać gotowego.
Mogę napisać o kulisach tego projektu. Znalezienie wzoru nie było trudne, wydaje się, że to bardzo popularny, nie za duży projekt z serii nieco podobnych, chibi postaci z innych anime. Nie jestem pewna, co z założenia ma robić postać na obrazu, ale dla mnie Sebastian próbuje tańczyć Gangnam Style.
Muszę napisać, że rozmiar tego projektu był dla mnie wprost idealny - okazało się, że nawet mam już ucięty idealny kawałek kanwy. Wyszycie czarnych konturów postaci było wręcz zaskakująco proste - podczas pracy okazało się, że to bardzo logiczny wzór.
Tak naprawdę największe wyzwanie stanowiło znalezienie... ciemnoszarej muliny. Wydawało mi się, że taką mam, ale najciemniejsza dostępna mulina z firmy, której nici zwykle używam, okazała się za jasna dla moich celów. Obejście pasmanterii w moim mieście niewiele dało, bo prawie czarnej szarej muliny nie było, a najlepszym, co mogły zaoferować mi sklepy, były albo granaty, albo ciemne brązy. I już prawie byłam gotowa zdecydować się na jeden z tych kolorów, ale doszłam do wniosku, że inny niż ciemnoszary zniszczyłby sens tego wzoru i ogólnie zrujnował moją pracę. Więc zamówiłam mulinę - albo coś, co sądziłam, że jest muliną - w internecie.
Zamówiłam dwa kolory, dwóch różnych rodzajów muliny. Tylko że sądziłam, że różnią się one jedynie połyskiem. Gdy nici do mnie dotarły - po pierwsze ucieszyłam się, że zamówiłam dwa rodzaje, bo kolor prawdziwej muliny był połączeniem zielonego i brązowego (z bratem doszliśmy do wniosku, że to idealny kolor starego drzewa w lesie). Po drugie - zdziwiłam, bo nici, które rzeczywiście były ciemnoszare (hura!), nie były muliną. Nie wchodząc w szczegóły, to wciąż nici do haftu, ale z założenia niepodzielne i pięcionitkowe. Trzeba im przyznać, że były milusie w dotyku i to dzięki nim włosy i garnitur Sebastiana wyglądają na wełniane. Bo oczywiście podzieliłam sobie te nitki i wyszywałam dwoma. Gdybyście się zastanawiali, ile nici tak na metry wykorzystałam, wyszywając jego włosy i ubranko, to informuję, że w kanwę wszyte są jakieś 22-23 metry tych ciemnoszarych nici. I tylko to zajęło mi dobre 4 dni... (a książkę z booktouru przeczytałam w trzy wieczory).
Innym niecodziennym elementem tego szczególnego projektu jest fakt, że zazwyczaj jakoś obrazki do dania w prezencie oprawiam. W tym przypadku by to nie przeszło, bo bardzo nie chciałam dodawać niepotrzebnej wagi do booktourowej paczki. Więc musiałam opracować, jak inaczej Sebastiana zaprezentować. I udało się. Pierwszy elementy były proste, bo został zwyczajnie podklejony na kartonik, ale jestem szczególnie dumna z tego, że udało mi się dojść i wykonać element trzymający obrazek w pionie! Myślę, że teraz mogę zostać inżynierem i budować mosty.
Muszę napisać, że moje ostatnie wyszywane projekty sprawiają mi niesamowicie dużo frajdy i satysfakcji i też bardzo się cieszę, że mam bloga, na którym mogę opisywać i pokazywać kulisy ich powstawiania.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!
Spaniele Kochana. Masz talent.
OdpowiedzUsuńAleż to piękne! Tak dopracowane, że wcale się nie dziwię że odczuwasz satysfakcję z tego tworzenia!
OdpowiedzUsuńSuper, że znalazłaś gotowy wzór! Czasem proste rozwiązania są najlepsze, a efekt końcowy zawsze cieszy oko. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć więcej Twoich prac, pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuńTa postać przypomina mi trochę Damona z "Pamiętników Wampirów" ;)
OdpowiedzUsuńNie wpadłabym na to, ale coś w tym jest!
UsuńPiękny ten Sebastian! Masz ogromny talent :) Trzeba przyznać, że anime w latach 2015 było jakieś takie bardziej wciągające i bardziej emocjonujące niż obecnie... a może to ja widziałam w nim więcej. Miło wspominam te czasy :)
OdpowiedzUsuńSuper niespodzianka, na pewno sprawiła radość. Pięknie wykonane, efekt końcowy robi wrażenie. ;)
OdpowiedzUsuń