środa, 11 lutego 2026

Porządna robota - Dług. Reportaże spod kreski

 Hello!

Pamiętam taką scenę ze studiów: zajęcia z literatury pozytywizmu, omawiamy książkę Elizy Orzeszkowej „Marta”, nie zostawiając na bohaterce suchej nitki. Prowadząca - trochę przerażona naszym brakiem wyrozumiałości wobec bohaterki i ogólnie zaskoczona naszym krytycznym podejściem do opowieści (która była powieścią z tezą i specjalnie napisana w taki, a nie inny sposób) - w końcu pyta, a kto z nas niby jest taki zaradny i ma oszczędności/konto oszczędnościowe i regularnie odkłada pieniądze. I na grupę około 15-17 osób tylko 3 przyznały się, że nie mają oszczędności. I to zaskoczyło naszą prowadzącą jeszcze bardziej, bo była pewna, że studenci nie odkładają i raczej nie myślą o przyszłości. I ta anegdota chodziła mi po głowie prawie cały czas, gdy słuchałam książki Agnieszki Gałki-Reczko Dług. Reportaże spod kreski. 

Tytuł: Dług. Reportaże spod kreski 
Autorka: Agnieszka Gałka-Reczko
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Różnorodne historie i styl także różny. Autorka jest bardzo sprawna warsztatowo, a jednocześnie niektóre historie bohaterów przedstawia lepiej niż inne. Zastanawiałam się, czy w jakiś sposób nie imituje sposobu wypowiadania swoich bohaterów, czy może wynika to z czasu - materiały do książki były zbierane przez cztery lata. Zapoznawałam się z wersją audiobookową książki i niektórych historii słuchało się zdecydowanie lepiej niż innych. Bardzo nie lubię takiego psychologicznego odtwarzania i malowania przed czytelnikiem obrazów, o których autor lub autorka nie może mieć pojęcia i na szczęście nie ma tego wiele w tym reportażu. Autorka relacjonuje raczej blisko swoich bohaterów i widać, że odtwarza to, co jej powiedzieli - w jednych rozdziałach mniej, w drugich bardziej, ale są to opowieści tych konkretnych osób, a nie odmalowane historie. 

Napisałabym też, że w książce nie ma ani jednego niepotrzebnego słowa, ale postrzeganie całego reportażu trochę zepsuła mi część o dłużniczce solidarnej/solidarnościowej. Była to zaskakująco rozwleczona część, w której znalazło się dużo informacji przedstawiających historię rodzinną bohaterki (dwa pokolenia wstecz i trochę na boki), ale sama część o długu i jak sobie z nim radziła w zestawieniu z innymi opowieściami była dosyć krótka i niezajmująca. Ten rozdział miał jakieś zaburzone proporcje tematyczne, zarówno w swoim wnętrzu, jak i w stosunku do innych rozdziałów. Mam wrażenie, że mogło to wynikać z dwóch rzeczy - dowiadujemy się z tekstu, że dla dłużniczki pochodzenie jej rodziny jest ważne i/lub autorka uznała, że jest to ciekawe i wpadła w częstą pułapkę opisywania wszystkiego, co uznała za interesujące. Miałam też niestety wrażenie, że koherencję tekstu nieco zaburzył rozdział o ludziach, którzy uwierzyli, że w wyjściu z długów pomógł im o. Wenanty Katarzyniec. To nie jest zły rozdział, jest wręcz bardzo ciekawy, ale rozmywa bardzo przyziemną tematykę długów, bo jednak pieniądze nie spadają z nieba.  

Poza tym to jednak naprawdę bardzo ciekawa, różnorodna, sprawna, zajmująca, otwierająca oczy na wiele aspektów długów i zadłużania się - od sytuacji, w których ludzie zrobią wszystko, aby nie zostać zadłużonym i prawnej walce o nieodziedziczenie długu, po historie wręcz zatrważającego niedbania o własną sytuację oraz wydaje się brak jakiejkolwiek refleksji ze strony zadłużonych. Autorka przedstawia także drugą stronę medalu - to znaczy komorników. Oraz lombardów - to też były bardzo ciekawe fragmenty.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

LOVE, M

 

5 komentarzy:

  1. Ta anegdota o studentach i oszczędnościach daje do myślenia w kontekście całej książki. Ciekawy wątek z tymi różnymi perspektywami, zwłaszcza że wspominasz o komornikach i lombardach, bo to rzadko idzie w parze w jednej publikacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto przeczytać by uniknąć błędów i pułapek z finansowej tematyki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm, chyba tym razem to propozycja nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie przeczytałabym tę książkę. :) Sama należę do osób, które nie znoszą mieć długów i ze zdumieniem patrzą na tych, którzy je robią. Nigdy nawet nie kupuję niczego na raty. Jeśli chodzi o bohaterkę „Marty”, ja akurat bardzo jej współczułam, dziwi mnie więc bezwzględność studentów, którzy nie zostawili na niej suchej nitki. Przecież ta Marta tak się starała…

    OdpowiedzUsuń

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3