Hello!
Jak wiadomo wszem i wobec skończyłam filologię polską, ale moja uczelnia - Uniwersytet Gdański - a przynajmniej prowadzący, z którymi miałam zajęcia - nie była bardzo lalkocentryczna. Chociaż to profesor Józef Bachórz jest autorem opracowania Lalki w wydaniu Biblioteki Narodowej. Natomiast moi prowadzący wyszli z założenia, że Lalka omawiana jest na wcześniejszych etapach edukacji i nie ma sensu skupianiu się na tej lekturze, gdy jest tyle innych dzieł Prusa do nadrobienia. Co nie znaczy, że nie miałam zajęć o Lalce - miałam, ale były one dość ukierunkowane tematycznie. I przyznaję, już po obejrzeniu serialu, poszłam i przegrzebałam notatki ze studiów, aby to napisać. Na przykład musieliśmy przeczytać tekst/rozdział „O pieniądzach i kwestiach ekonomicznych w Lalce”, omawialiśmy rozdziały z Paryżem i trochę mniej Pamiętnik starego subiekta, mam też notatki z rozdziału Medytacje.
Co nie znaczy, że wiele pamiętam z chronologii wydarzeń, a nawet samych wydarzeń - ale raczej więcej niż mniej byłam w stanie określić, co zostało zaczerpnięte bezpośrednio z Prusa, a co stanowiło wenę scenarzystów. Bo w napisach końcowych jest wyraźnie napisane „Scenariusz na motywach powieści »LALKA« Bolesława Prusa”. Co prawda motywy te często idą w zupełnie inną stronę, niż jak się wydaje, widział je Prus, ale też jest to serial ukazujący się w 2026 dla zupełnie innego odbiorcy niż odcinkowa Lalka w gazecie czy nawet jej książkowa wersja (a też trzeba to napisać - seriale tworzone dla Netfliksa mają swoją estetykę i pewne podejście do pokazywanych tematów; czy jest to dobre, czy nie to inna sprawa). W każdym razie po obejrzeniu serialu martwię się jednak trochę o osoby układające matury oraz maturzystów, bo sama nie ryzykowałabym dawania Lalki na przyszłorocznej maturze w obawie, że maturzyści zamiast do zdarzeń z książki Prusa, znaczną odnosić się do zdarzeń z serialu, myśląc, że znajdują się one w tekście.
Po tym przydługim wstępie czas przejść do zasadniczej części wpisu.
Tytuł tego tekstu wymyśliłam gdzieś w połowie drugiego odcinka i zastanawiałam się, czy po kolejnych będę musiała zastanawiać się nad nowym, czy w serialowej opowieści niewiele się zmieni. Nic się nie zmieniło. Może tylko to, że po tych 2-3 odcinkach, którym jeszcze udało się jakoś trzymać moje zainteresowanie, 3 kolejne mnie znudziły. I to naprawdę zaskakująco bardzo, szósty dooglądałam na siłę, bo chciałam zacząć pisać ten tekst i opublikować go w zaplanowanym czasie.
Ogólne wrażenie, że z serialowej Lalki jest takie, że jest nudna - i to mimo dodania do niej nowych wątków, eksplorowania tematów, których w Lalce Bolesława Prusa nie ma; a gdy jeszcze się wie o kontrowersyjnych i szczególnie wywołujących dyskusję aspektach tego dzieła kultury i nawet one nie mają szansy widza zaskoczyć, a raczej wywołują lekkie zażenowanie ("o to ta szokująca scena, niech już się skończy, bo nie jest nikomu i niczemu potrzebna"), to już w ogóle robi się zupełnie nieciekawie. I jak już wszyscy się za ciebie oburzyli, to nawet, jak pisałam, nawet ten element nie jest poruszający.
Netflixowa Lalka jest bardzo izabelocentryczna. Chyba chciano dobrze, Izabela jest mniej zblazowana niż jej książkowa odpowiedniczka, ale przez pierwsze odcinki bardzo podkreśla się to, jak jest znudzona wszystkim i wszystkimi i serial daje jej przestrzeń, aby z tą nudą mogła sama jakoś walczyć, ale trudno uwierzyć w szczerość jej walki i intencji. Gdy już się wydaje, że bohaterka przeszła pewną drogę, odrobiła pracę domową, zrozumiała to i owo, może nie jest aż taka wyrachowana, okazuje się, że nie, nie, jednak jest; a wręcz momentami można by dość do wniosku, że to jej wyrachowanie pokazane jest w pozytywnym świetle, co jest dość dziwne w odbiorze. Przyznam też, że nie wiem, jak podejść do kwestii emancypacji Izabeli i powiązanych z tym wątków. To powinno być ciekawe i stoi w kontraście do książkowego pierwowzoru, ale być może z tego właśnie powodu wydaje się nieszczerze i wciśnięte na siłę. Aczkolwiek jest w serialu kilkanaście ciekawych scen, gdy Izabela pokazuje, że ma pewną sprawczość i może - w ograniczony sposób - wziąć sprawy w swoje ręce (choć najczęściej i tak w końcu będzie zmuszona oddać je w ręce mężczyzn). I to głównie stąd wziął się tytuł tego tekstu, który znakomicie podsumowuje cały serial. Zostając jeszcze na moment w temacie Izabeli - jej stroje są naprawdę piękne i ogromnie podobała mi się wybrana dla niej paleta kolorystyczna oraz fakt, że w całej produkcji jest ona postacią zawsze ubraną najjaśniej.
Ale netfliksowa Izabela przynajmniej jest jakaś w porównaniu z Wokulskim, o którego kreacji trudno napisać cokolwiek, a już w ogóle cokolwiek ciekawego lub oryginalnego. (I nie mam na myśli aktora - bo ten się sprawdza znakomicie - a charakter postaci). Jeszcze gorzej jest z Rzeckim, którego niemalże można by wyciąć i niewiele by się zmieniło dla całości, co jest w sumie dosyć smutne biorąc pod uwagę jego rolę w książce. Ale wracając do Wokulskiego - chyba najlepszą sceną w całym serialu, taką gdy naprawdę poczułam napięcie i niepokój była scena gdy w karty w drugim odcinku - ona się naprawdę twórcom serialu udała.
Co mi się w całości tego serialu natomiast nie podobało to to nieznośne winietowe rozmazanie; jest to ono bardzo irytujące. Z uwag ogólnych warto wspomnieć jeszcze o tym, że są w tym serialu bardzo współczesne one-linery, które często wypadają bardzo akuratnie i są zaskakująco na miejscu; szczególnie w porównaniu z wulgaryzmami - te zdecydowanie bardziej wydają się wciśnięte na siłę i jak w przypadku kilku innych rzeczy, ten serial nic by nie stracił, gdyby bohaterowie ich nie używali. A wręcz zyskałby to, że widz nie skupiałby się na pojedynczych w większości nieistotnych słowach i mógłby poświęcić tę energię na odbiór całej sceny.
Ostatecznie wydaje się, że Lalka to po prostu kolejny ładny serial zrobiony w netfliksowej konwencji, ale tak naprawdę nic szczególnego.
Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki i wracam do regularnego postowania!
Pozdrawiam, M

Jakoś nie ciągnie mnie do tego aby oglądać ten seria.l Może kiedyś znajdę na to czas.
OdpowiedzUsuń