poniedziałek, 6 maja 2024

Kur - herb chińskiej knajpy

Hello!

 W zeszłym roku, ale w tym również, kury i koguty z jakiegoś powodu prześladują mnie na Instagramie - nawet nie wiedziałam, że może istnieć tyle treści z nimi związanych. Więc w odpowiedzi postanowiłam zrobić jedyną słuszną rzecz - koguta wyszyć. A tak naprawdę, owszem widzę zaskakująco dużo koguciego i kurzego kontentu, ale kura postanowiłam wyhaftować to po, aby sprawdzić, jak będzie się prezentował. 

Skąd tytuł wpisu? Jeden z moich braci, gdy zapytałam go o opinię o mojej pracy, powiedział, że to bardzo ładne logo chińskiej knajpy. A ponadto bardzo bawią mnie słowa kur i kurak, a kur rzeczywiście jest herbem szlacheckim, więc sobie to wszystko pomieszałam.

Wyszywanie kuraka nie było trudne - dopóki nie okazało się, że cała mulina to jednak za mało i musiałam szukać odpowiedniego koloru czerwonego. A to niełatwe, bo to mulina ze starszych zapasów. Co później okazało się kolejnym problemem. 

Otóż kur miał nie mieć tła. To miał być tylko czerwony kogut na białej kanwie, bo wyszywałam go trochę jako próbkę, aby sprawdzić, jak duży (większy niż się spodziewałam) i czy ładnie (tak) wyjdzie. Tylko że po praniu mulina zafarbowała kanwę, a to wielki problem i wyglądało bardzo źle. Przez jakiś czas zastanawiałam się, czy tło zrobić białe czy czarne. Przy białym obawiałam się, że zafarbowana kanwa będzie jednak przebijać i zdecydowałam się na czarne tło. Początkowo czarne miały być także części w środku kuraka, ale gdy wyszyłam na czarno jego oko i dalszy kawałek szyi, stało się jasne, że to marny i fatalny pomysł, więc kur został biały. Co zrodziło kolejną rozkminę pod tytułem - do jakiego momentu ma być biały, a od jakiego czarny? Chodzi tu o części głównie przy ogonie. Na szczęście okazało się, że wraz z wypełnianiem wzoru ułożyło się to dość naturalnie - a przynajmniej mam taką nadzieję. 

Gdy już było postanowione, że kur będzie miał czarne tło, trzeba było wymyślić, jak zrobić czarny tamborek, bo jasnobrązowy nie pasował. Dwa dni i jeden zniszczony talerz później pomalowałam sobie taborek tuszem do stempli (trzy warstwy), który nawet nie wiem, skąd mieliśmy w domu, oraz zabezpieczyłam... przyspieszaczem wysychania do lakierów do paznokci. Bo akurat lakieru do drewna nie znalazłam. Najważniejsze, że wszystko to okazało się zasadniczo skuteczniejsze, niż się spodziewałam. 

Ostatecznie jestem bardzo zadowolona z efektu i być może zgłoszę nawet kuraka na jakiś konkurs. A chcę w tym roku wziąć udział w jeszcze 3 (w jednym już brałam, ale nie zdobyłam żadnej nagrody). Z czego - razem z kogutem - mam gotowe 3 z 6 prac (a w zasadzie 2,5 z 5, bo jedna z prac to dwuczęściowy cykl i mam gotową jedną z jego części). Przy czym tylko jeden z tych konkursów jest ogłoszony, a akurat na ten jeszcze nie mam pomysłu, co zrobić.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz moje Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

Love, M

8 komentarzy:

  1. Jak dla mnie bomba! Wyszło genialnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Wow! Wow! Ten kurak jest rewelacyjny! Po przeczytałam tytuł posta, myślałam że będziesz opowiadać o jakiejś chińskiej knajpie i gdzieś z neta ściągnęłaś banerek do tego. A okazuje się że sama to wyhaftowałaś! Naprawdę jestem zachwycona! Serdecznie pozdrawiam 🙂

    OdpowiedzUsuń
  3. Prezentuje się bardzo ładnie :D
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3