środa, 9 czerwca 2021

Słyszenie - Notatki z terenu

 Hello!

Za każdym razem, gdy widzę książkę, przy której pracowałam jestem zaskoczona. Bez znaczenia, czy widziałam ją wcześniej tylko w formie tekstu w Wordzie, czy widziałam już pdf ze składem. Zawsze jestem zaskoczona. Notatkami z terenu byłam zaskoczona szczególnie, bo są... takie malutkie!  

Notaki z terenu książka

Tytuł: Notatki z terenu
Autor: Marcin Dymiter
Wydawnictwo: #części_proste (Wydawnictwo Części Proste)
Strony: 203
Rok: 2021

 Słyszenie, słuchanie... Z bliska, z pamięci…
Wieloaspektowe postrzeganie przestrzeni poprzez dźwięk to esencja zbioru miniesejów Marcina Dymitera. Autor stawia pytania między innymi o tożsamość i dźwiękową pamięć miejsc, o funkcjonowanie człowieka w konkretnej audiosferze, o ekologiczne aspekty pejzażu dźwiękowego. Opisuje soundscape wielkich miast, takich jak Berlin, Praga czy Lizbona, i przestrzeni nieoczywistych, jak pracownia Güntera Grassa. Przywołuje brzmienia przeszłości (Huta Uthemanna, Telefon Hírmondó), poddaje się intymnej aurze Oliwy, pustych plaż Pomorza, spalonej słońcem Malty.
Perspektywa, którą proponuje, jest zaproszeniem do refleksji nad dźwiękowym otoczeniem człowieka. Odkrywa przed odbiorcą prawdę, która nie dla wszystkich i nie zawsze wydaje się oczywista: że dźwięk (także ten wyabstrahowany z kontekstów muzycznych i estetycznych) jest zjawiskiem historycznym, politycznym, społecznym, ekologicznym. Wnioski z tych przemyśleń – inspirujące i napisane z szacunkiem dla znaczeń i brzmienia słów – bywają gorzkie, ale nie sposób przejść wobec nich obojętnie. (opis ze strony Wydawnictwa)

Chciałam napisać o tej książce od bardzo dawna, ale czekałam na swój egzemplarz i teraz, gdy już go mam, nie wiem, co napisać. Na początek przedstawię Wam moje pierwsze wrażenia, jeszcze takie wewnątrzwydawnicze. 

 > Na pewno zwraca uwagę różnorodność ujęć i refleksji  - od bardziej osobistych do bardziej ogólnych, ale są one jednocześnie niezwykle spójne. Największe wrażenie zrobiły na mnie uwagi dotyczące turystyki oraz fragmenty o Lizbonie.
Autor wspomina też o życiu slow, ale nawet nie musiałby, bo temat tej książki idealnie wpasowuje się w trend uważności i nie chciałabym, aby to jakoś negatywnie brzmiało, bo czasami uważność uważana jest za coś wymyślnego albo ludzie mają z nią jakieś złe skojarzenia, a ta książka to poradnik uważności bez uważności w tytule - ogólnie chodzi mi o to, że możne być bardzo inspirująca. Wierzę, że będą osoby, które po przeczytaniu tak po prostu pójdą na spacer i będą słuchać tego, co dzieje się dookoła nich. Uwagi dotyczące pandemii też były ciekawe. 

A teraz może trochę danych technicznych. Książka ma cztery części: Miasta, Miejsca, Słuchanie z bliska, Słuchanie z pamięci. Co ciekawe w książce są zdjęcia! A przynajmniej dla mnie to ciekawe, bo nie spodziewałam się, że będą. 

Może jeszcze o pierwszych wrażeniach: gdy zapoznawałam się z tą książką, miałam wrażenie, że otwiera się przede mną zupełnie inny świat i inna perspektywa czy możliwość jego odbierania. W sumie to nieco dwie osobne sprawy. W książce jest trochę informacji o pionierach nagrań terenowych (field recordingu), ale zdecydowanie, zdecydowanie więcej jest autorskiej perspektywy dźwiękowego odbierania świata. Takie tekstowe migawki, uzupełniające nagrania.

Jeszcze jeden rozdział, który lubię: Śpiewający budynek. I wracając na moment do różnorodności - podkreśla ją dodatkowo to, jak książka jest złożona i jak różne pomysły z tekstu wyglądają. Niektóre rozdziały to po prostu narracje, ale niektóre - na przykład właśnie Śpiewający budynek ma w sobie pięć podrozdzialików, każdy rozpoczyna się od przywołania fragmentu z pracy Śpiewający budynek. Niektóre rozdziały mają motta z dzieł literatury. Podsumowując, książka jest różnorodna nie tylko tematycznie - w ramach związanych z nagraniami terenowymi, ale wciąż - ale także formalnie. 

Pozdrawiam, M

sobota, 5 czerwca 2021

Mój ranking - Kingdom: Legendary War

 Hello!

Dziś miał się pojawić nieco ambitniejszy wpis, ale jestem na takim etapie pracy nad moją pracą magisterską, że nie wiem, czy to ja ja dokańczam, czy ona wykańcza mnie. Jedyną rzeczą, na którą mam siłę, jest oglądanie Youtube. A że niedawno skończył się program Kingdom: Legendary War to postanowiłam znów (bo robiłam ranking Road to Kingdom) pokazać moje ulubione i mniej ulubione występy!

 

Jeszcze słowem wyjaśnienia - uwielbiam takie występy, teatralność, choreografie. A program polega mniej więcej na tym, że zebrali (nie bez trudności) 6 k-popwych zespołów i kazali im występować. Przy czym ogólnie Road to Kingdom interesowało mnie zdecydowanie bardziej, śledziłam występy dużo bardziej na bieżąco. Dobór zespołów do Kingdom też był nieco dziwny. The Boyz wygrali Road to..., więc dostali się od razu. Później ogłoszono, że ATEZZ i Stray Kids dołączają i te występy z MAMA były chyba lepsze niż wszystko, co pokazano później w programie. Gdy okazało się, że iKON dołącza, szczerze pomyślałam, że YG Ent. nie ma zupełnie pomysłu, co robić z tym zespołem odkąd B.I. odszedł (chociaż ich ostatnia piosenka i tak była o niebo lepsza niż Dive). A gdy dowiedziałam, że BtoB będzie w programie to pomyślałam dwie rzeczy: albo że skończą jak Pentagon, który w Road był takim zespołem-seniorem, ale udział w programie nie wyszedł im w sumie jakoś super, oraz że w sumie akurat im to nie robi różnicy, w sumie mogą pasować i będą się bawić. Ostatni zespół, którego udział w tym programie wydawał mi się najsensowniejszy, to SF9. Uprzedzając, jeśli z tego zestawienia miałabym wybrać 2 zespoły, które najbardziej lubię to byłyby to SF9 i The Boyz. 

Na szczęście nie mam tutaj na blogu nieprzyjemnych komentujących, ale gdyby ktoś miał wątpliwości to nie nienawidzę żadnego z zespołów; jak mi się coś nie podobało, to po prostu mi się nie podobało, nie jest w moim guście, cokolwiek, ale to nie jest atak na żaden z zespołów.

Introduction Stage - 100 Seconds Performances


 
1. BtoB
2. The Boyz
Tak naprawdę występy SF9 i Stray Kids zrobiły na mnie podobne wrażenie, więc niech będą na 3 miejscu.

I tak samo występy ATEZZ i iKON - nie robi różnicy, który będzie 5, który 6.

Round 1 - To The World

 
1. The Boyz
2. BtoB
3. SF9
4. ATEZZ

5. iKON / Stray Kids
 
iKON pokazał inspirowaną teatrem i filmem wersję Love Scenario i Killing me, w sumie to taką musicalową i powinno mi się to było podobać, ale było zdecydowanie zbyt wesołe na mój gust. A część z Killing me zabiła słaba praca kamery. Występ Stray Kids podobał mi się do połowy. Utwierdziłam się w przekonaniu, że lubię mroczne koncepty, ale agresywne nie są dla mnie.SF9 zmieniło tytuł piosenki z Now or Never na Jealous, bo i tak wszyscy byli przekonani, że to jej tytuł. ATEZZ - super koncept, ale ci fluorescencyjni gimnastycy - to nie na moje nerwy.

Round 2 - RE-BORN



1. The Boyz

2. Btob

3. Stray Kids

4. SF9

5. iKON

6. ATEZZ

SF9 i The Boyz zamienili się piosenkami i była to jedna z najlepszych rzeczy, która przydarzyła się w tym programie.  SF9 wykonało The Stealer i chociaż broń na scenie to nie coś, co mi się podoba, to pasowało to do zespołu. The Boyz za to przearanżowali O Sole Mio - piosenkę, przez którą poznałam SF9 i którą bardzo, bardzo lubię - i dodali do niej tango. Jakim cudem byli w programie dopiero na 6 miejscu - nie wiem.
Stray Kids zrobiło za to cover I'll Be Your Man BtoB - to też moja ulubiona piosenka. Cały występ był taki spójny i teatralny jak lubię.
ATEZZ mam wrażenie, że chcieli dobrze, ale moim zdaniem przedobrzyli - piosenka była bardzo obok całego konceptu na ten występ. I inspiracja Domem z papieru, i trochę dodanej muzyki klasycznej, i tona innych rzeczy.

Round 3 - No Limit

Drużyny

Zespoły zostały podzielone (albo same się podzieliły - nie jestem pewna) na dwie drużyny : It's One (iKON, The Boyz, SF9) i Mayfly (BtoB, Stray Kids, ATEZZ) i przedstawiciele drużyn rywalizowali w 3 kategoriach:

Rap
1. Full DaSH (It's One)
2. Colours (Mayfly)
 
Taniec
1. Wolf (Mayfly)
2. King and Queen (It's One)
 
To było nierówny mecz. Jedna drużyna zrobiła cover Wolf EXO, druga występ inspirowany tradycyjną kulturą. Na dobrą sprawę byłoby to bez porównania, gdyby nie to, że występ King and Queen był niesamowicie nudny. Co jest zaskakujące, bo zwykle takie odwołanie do kultury wypada, jeśli nawet nieciekawie, to chociaż ładnie. A tutaj chyba wybrano jakiś motyw szalonego króla - i nie wyszło. I w jednej grupie (K&Q) były 3 osoby, w drugiej - 9.
 
Wokal
1. Love Poem (Mayfly)
2. Spark (It's One)
 
Wygląda na to, że liczne zespoły są dobre do tańca - do innych aktywności - im mniej tym lepiej. 

 
Zespoły
 

 
1. SF9
2. BtoB
3. Stray Kids
4. The Boyz
5. ATEZZ
6. iKON
 
Doszłam do wniosku, że oglądanie Kingdom nie było tak interesujące jak Road to Kingdom, bo za wiele rzeczy się powtarzało. Ile razy można być zaskoczonym, że któryś z członów zespołu rzuca się na materace z wysokości albo pozwala, aby tancerze go złapali? A z drugiej strony - może nie powinnam, ale prawie popłakałam się ze śmiechu, gdy strony usłyszałam "operowe" wykonanie Ody do Radości w występie ATEZZ. Dysonans poznawczy. Ale to może dlatego że 6 lat chodziłam do szkoły imienia Unii Europejskiej i Oda do Radości zwykle była wykonywana bardziej radośnie, mniej poważnie. Przykro mi też pisać, że występ The Boyz w tej rundzie był rozczarowujący i to podwójnie, bo pokazywali cover Monster EXO.
 
Final Round - Who Is The King
 

 
1. The Boyz
2. SF9 / BtoB
4. Stray Kids
5. ATEZZ / iKON
 
Mam nadzieję, że SF9 ma lub będzie miało teledysk do swojej piosenki, bo bardzo mi się podoba. Albo nawet może być performance video, koniecznie w strojach z programu. Chciałabym, aby piosenka iKON mi się podobała, ale słyszę w niej za dużo innych utworów i w występie widzę za dużo inspiracji. Stray Kids połączyło Mozarta z wilkołakami, bo słowo Wolfgang ma szerokie konotacje. I trochę kontynuowali pomysły z występu Wolf z poprzedniej rundy. Tak w sumie to 3 ostatnie piosenki nie robią mi różnicy.

Może nie powinnam była pisać, że lubię SF9 i The Boyz, bo i tak to w sumie widać. iKON jest mi szkoda, bo w sumie oni skończyli trochę jak PENTAGON, przy czym, choć nie widziałam całych odcinków, mam wrażenie, że oni (iKON) nie chcieli być w tym programie. Nie wiem, jakim sposobem SF9 szło w programie tak słabo, jak im szło. 

Tak z ciekawości postanowiłam zobaczyć dwa odcinki i oświeciło mnie, dlaczego fani na bieżąco pisali, że produkcja tego programu była beznadziejna. Przy oglądaniu samych występów jakoś nie było to tak oczywiste. Otóż nie wiem, kto projektował oświetlenie sceny do poszczególnych występów, ale nie była to odpowiednia osoba. Przy piosence Spark (chociaż tam śpiew był najważniejszy) jest tak czerwono i niewyraźnie, że trudno odróżnić poszczególnych wokalistów. Wyżej napisałam, że występ tancerzy z drużyny It's One był nudnawy, oglądając cały odcinek, zdałam sobie sprawę, że po prostu dobrze go nie widziałam. O tym jak kamera zamordowała fragment choreografii iKON w pierwszej rundzie już wspominałam. Ciemność mogła też zabić cover Monster The Boyz...
 
Ostateczne wyniki z programu to:
  1. Stray Kids
  2. THE BOYZ
  3. ATEEZ
  4. BTOB
  5. iKON
  6. SF9
Mój wyglądałby mniej więcej: The Boyz, SF9, BtoB, reszta. W sumie to bez znaczenia, bo występy z Road to Kingdom i tak podobały mi się bardziej. Gdybym miała wybierać występy z całego programu, które podobały mi się najbardziej to zdecydowanie The Boyz z 1. rundy z No Air (A Song of Fire and Ice). Cover Move SF9 został okrzyknięty legendarnym chyba już w momencie wypuszczenia odcinka, w którym się pojawił. Występy BtoB mają swoje specjalne i szczególne miejsce. 

Pozdrawiam, M

środa, 2 czerwca 2021

Straszak z podręcznika do pisania scenariuszy - Pandora

 Hello!

Dzisiejszy wpis miał być pierwotnie opublikowany gdzie indziej, ale z powodu powodów nie został. To dlatego jest napisany nieco inaczej, niż zwykle tworzyłam tekstu na blogu. Ale ponieważ jest tutaj mogę opisać małą historię zza kulis.

Otóż oglądałam ten film dokładnie w dni rocznicy katastrofy w Czarnobylu, a co ciekawe - dowiedziałam się o tym po seansie. To znaczy widziałam, że rocznica się zbliża - Youtube podpowiadał mi coraz więcej filmów związanych z tym tematem, ale dopiero po zakończeniu oglądania, zauważyłam że w Dzień Dobry TVN jest materiał na ten temat. A jeszcze ciekawiej - w ten weekend paliło się coś w elektrowni jądrowej w Ulsanie w Korei Południowej.

Pandora

Energia atomowa i elektrownie jądrowe towarzyszą ludziom już od lat jednak wciąż zarówno fascynują, jak i straszą. Jak na tym spektrum prezentuje się film Pandora?

Po pierwsze, wydaje się, że ten film jest bezpośrednią odpowiedzią na awarię elektrowni w japońskiej Fukushimie. A nawet wypadek przedstawiany w filmie jest dużo poważniejszy w skutkach niż wspominana awaria. W Pandorze elektrownia ulega wypadkowi na skutek trzęsienia ziemi – a później zniszczenia tylko postępują. Po drugie, od siły natury potężniejszy jest jednak pierwiastek ludzki. Elektrownia jest stara, jej konserwacja przeprowadzona niedokładnie – ale osobista ambicja zabija względy bezpieczeństwa. Ludzie, którzy powinni być odpowiedzialni, najczęściej są niedoinformowani. Bezpieczeństwo mieszkańców wioski, w której jest elektrownia oraz jej pracowników, jest ostatnim priorytetem zarządzających. Ciarki przechodzą po plecach, gdy ogląda się bohaterów, którzy dokładnie wiedzą, co powinni zrobić, ale tego nie robią. Niekiedy jednak znajdują się oni pomiędzy Scyllą a Charybdą – a procedur na wypadek awarii nie ma.

Pandora jest filmem katastroficznym, w którym nie dzieje się nic, czego po takim filmie byśmy się nie spodziewali. Pojawia się konflikt pomiędzy racjonalnymi działaniami a bohaterstwem, który jest raczej heroizmem w obliczu katastrofy niż immanentną cechą bohaterów. A i wtedy nie przychodzi postaciom łatwo. Dobrem zbiorowym a samolubstwem. Tym, ile powinno wiedzieć społeczeństwo a paniką. Ale wiara w to, że taką awarię można ukryć jest naprawdę naiwna. Konflikt w dowództwach – tak elektrowni, jak i w rządzie i pytanie: „Kto powinien podejmować decyzje?”

Można powiedzieć, że sama elektrownia jest bardziej bohaterem filmu niż jego nominalni główni bohaterowie. Kang Jae-hyeok – pracownik elektrowni – nie od razu staje się głosem wszystkich pracowników elektrowni, ale z czasem staje na ich czele. Jego matka, bratowa i jej dziecko – to przedstawiciele rodzin pracowników elektrowni z miasteczka. Narzeczona Jae-hyeoka - Yeon-joo -przedstawiona jest zaś jako zaradna, zorganizowana przewodniczka – dosłownie i w przenośni – i wydaje się, że to właśnie ona będzie niosła dalej nadzieję, o której mowa na końcu filmu. Jednym z ciekawszych bohaterów jest prezydent. o jedna z dwóch postaci, obok Jae-hyeoka, która w filmie przechodzi wyraźną drogę i dorasta. Jego bezsilność jest jednym z bardziej poruszających elementów filmu.

W filmie Pandora obserwujemy całe spektrum ludzkich zachowań – oraz zmian w nim – w obliczu sytuacji kryzysowej. Do tego film z każdą minutą staje się coraz bardziej dramatyczny (co podkreślane jest dobraną muzyką) i gdy wydaje się, że już nic nie może pójść gorzej – idzie. Ponieważ jednak poszczególni bohaterowie tylko nieznaczenie wyróżniają się na tle innych widzowi trudno związać się z nimi emocjonalnie. Jednocześnie ogólne pojęcie dramatyzmu całej sytuacji jest zaskakująco łatwe i przejmujące.

Pandora to nie jest dokładnie lekki film do oglądania, ale dla koneserów kina katastroficznego – raczej zupełnie nie odkrywczy i podobny do setek innych tytułów. Dodatkowo wiele ścieżek, którymi podąży fabuła zostaje zupełnie odsłoniętych już w części wprowadzającej, więc dla każdego widza ogromnych zaskoczeń nie ma. Najgorzej wykonanym elementem filmu są jednak efekty specjalne. Są straszne i to nie dlatego, że obrazują trzęsienie ziemi i wybuch. Ponadto, chociaż film i tak trwa ponad dwie godziny, wydaje się, że nagranego materiału mogło być więcej, bo wiele rzeczy organizowanych jest poza kadrem.

Na poziomie przesłania Pandora straszy. Na poziomie wykonania – jest filmem katastroficznym od linijki z kilkoma słabszymi elementami. 

Pozdrawiam, M