sobota, 5 sierpnia 2017

Z historią niestety nie wygrasz ("Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo")

Hello!
Już prawie miałam nie pisać o dramie "Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo", ale nawet po ponad dwóch tygodniach odkąd ją obejrzałam, w mojej głowie kłębią się pewne spostrzeżenia na jej temat i dopóki ich nie spiszę, to nie dadzą mi spokoju. 

"Moon Lovers" to pierwsza pełnoprawna drama, jaką obejrzałam. I już po jakiś dwóch odcinkach miałam głowę pełną przemyśleń, jak innym doświadczeniem dla widza może być oglądanie dramy, jeśli do tej pory nie miał z nimi styczności, ale może zostawimy ten temat na inny post. Dziś skupię się na tym konkretnym serialu. 

Główna bohaterka (będę się posługiwać jej imieniem, którego używała w przeszłości) Hae Soo, przeniosła się w czasie i wylądowała w łaźni królewskiego lub książęcego pałacu. Cofnęła się jedenaście wieków i musiała poradzić sobie w naprawdę niesprzyjającym klimacie intryg, knucia i niełatwej hierarchii pałacu. Co prawda Hae Soo odrobinę za szybko godzi się z tym, co ją spotkało i nie wykazuje chęci szukania możliwości powrotu (z drugiej strony nie za bardzo ma do czego wracać), ale faktycznie pałacowe życie wciąga, a bohaterka na swój sposób bardzo szybko zaskarbia sobie sympatię książątek. 


Początkowo bohaterka jest jednak dość irytująca, ale z czasem daje się polubić. To bardzo pozytywna osoba, nie daje sobie w kaszę dmuchać, nie chce dostosować się do standardów traktowania ludzi w X wieku, co można odbierać, jako głupotę albo odwagę. Stawiam na odwagę, bo udowodniła ją kilkanaście razy stawiając swoje życie na szali w różnych sytuacjach. Na początku dramy Hae Soo jest dwórką żony jednego z książąt (ósmego, w sumie jest 7, ale nie po kolei), ale ponieważ akcja dramy jest rozłożona na kilka lat, przechodzi przez różne pozycje na dworze - nawet najniższej z możliwych służących. I każda z tych ról przyjmuje z pokorą, sam fakt jak i jej reakcja na zdarzenia bardzo mi się podobały. 


Muszę wspomnieć o zaskoczeniu jakim było odkrycie, kto wciela się w bohaterkę. Zdziwiłam się, bo gdy zobaczyłam ją na ekranie, wydała mi się znajoma, a moja orientacja w koreańskich aktorkach jest praktycznie zerowa. Więc sprawdziłam i okazało się, że Lee Ji-eun to nie kto inny, a IU - piosenkarka, którą już wtedy znałam. Dzięki temu na pewno oglądanie było milszym przeżyciem. 

Do komplementów względem dramy wrócimy zaraz, a teraz chwilę pomarudzę. Ponieważ odcinki trwają godzinę, jest problem z konstrukcją poszczególnych epizodów. Dużo się w nich dzieje, ale montaż scen jest niespójny, czasami trudno odnaleźć się w czasie i przestrzeni. Jest okropnie poszatkowany. Ale to też problem scenariusza, który przypomina miejscami szwajcarski ser, a miejscami patchworkową narzutę na łóżko. Chyba najlepszym przykładem na to jest wykorzystanie postaci jednej z królowych (poza tym wiece, królowa zawsze knuje, bo chce, aby to jej syn został następcą tronu) oraz księżniczki. Scenariusz przypomina sobie o nich tylko i wyłącznie wtedy, gdy ich obecność jest konieczna i niezbędna do popchnięcia fabuły. Wpadają na jedną, dwie sceny robią zamieszanie i znikają. Oprócz tego, że są złe i knują, wiemy o nich niewiele. Poza tym tak przypadkowego wstawiania "2/5/10 lat później", jak w tym serialu nigdzie nie widziałam. Na dodatek te przeskoki często robione są z zaskoczenia. Ale tylko dla widza, bo dla bohaterów chyba nie, rzadko coś się zmienia i wydaje się, jak by jednak to, co teoretycznie wydarzyło się 2 lata wcześniej, stało się wczoraj.


Co się zaś tyczy tego, że serial jest posklejany jak kolaż. Mamy w nim dużo postaci więc było to nieuniknione. Poza tym odcinki są długie i trzeba było je zapełnić. I w tym miejscu można pójść w dwie strony: jeżeli polubiło się książątka to ich interakcje z główną bohaterką, nawet jeśli to tylko rozmowy czy zabawa (a zdecydowana większość ich kontaktów jest zabawna, przynajmniej przez jakaś pierwszą połowę dramy - potem się robi poważniej) będą się nam podobać, a fragmenty, gdzie bardziej bezpośrednio ich poznajemy bardzo nas zainteresują. Trzeba tylko zaznaczyć i samemu serialowi nieźle to wychodzi, że istnieje w nim wyraźny podział na sceny ważne dla rozwoju akcji oraz sceny ważne dla poznania bohaterów, które z kolei dzielą się na te dodane dla zapełnienia czasu antenowego oraz dla rozwoju ich historii, charakterów czy wątków. Najprościej jest polubić książątka - bez tego oglądanie może być trudne.


Z tym że nie wszyscy są dobrzy, a niektórzy bardzo zmieniają się w trakcie dramy. Źli są tak oczywiści, przewidywalni i sztampowi, że bardziej być nie mogą, a biorąc pod uwagę, że akcja dzieje się w pałacu wystarczy mieć minimalne pojęcie, jak zwykle takie rzeczy się rozwiązują, aby skutecznie przewidzieć rozwój fabuły. Główna bohaterka próbuje mieszać i często zachowuje się nieprzewidywalnie, ale z historią nie wygra.

Wróćmy do książątek. "Moon Lovers" to romans historyczny, ale wbrew temu czego można by się spodziewać nie mamy trójkąta. Hae Soo dostaje co prawda dwóch panów do kochania, ale sprawa rozwija się zaskakująco naturalnie. Ósmy książę daje widzom lekcję, że nie można być tchórzem, bo się będzie tego żałowało do końca życia. Natomiast czwarty to tragiczna postać, odrzucona przez matkę, jest nieakceptowany przez środowisko, sam siebie też nie akceptuje, ale zostaje uratowany przez bohaterkę. Od początku był nią szczerze zainteresowany, ale ona (naiwna) wierzyła w 8. Potem wiele spraw potoczyło się źle i Hae Soo dogadała się z 4, chociaż była to droga długa i wyboista, a później zamiast być lepiej było tylko gorzej. Z historią. Na historię nic się nie poradzi, a aby wyjaśnić zawiłości relacji Soo i 4 potrzebowałabym chyba oddzielnej notki.


Pozostałe książątka (10, 13 i 14; książę koronny to postać praktycznie trzecioplanowa; 3 to złol, a 9 to zaskoczenie) to przeurocze, przemiłe postaci drugoplanowe, także najprostsze rozwiązanie, aby przyjemnie oglądało się dramę, czyli ich polubić, nie może być łatwiejsze. Poznajemy ich razem z Hae Soo i chyba nawet szybciej od niej, zaprzyjaźniamy się z nimi. Ich poboczne wątki zaczynają nas szczerze interesować, zaczynamy im kibicować i przeżywać ich historię. I zostajemy wpuszczeni w maliny.


Mniej więcej połowa dramy jest naiwna, słodka i urocza. Później do głosu dochodzą intrygi. I o ile samo knucie jest średnio intrygujące, to konsekwencje polityki ponoszą nasi bohaterowie. Gra o tron nie tylko w "Grze o tron" jest krwawa. SPOILER Jak wiadomo wszem i wobec M płacze na wszystkim i jest do tego przyzwyczajona. Ale "Moon Lovers" złamało mi serce, gdy 10 książę został zabity. Płakałam do tego stopnia, że po jakiś 30 minutach skończyły mi się łzy, a nie miałam pojęcia, że to możliwe. Naprawdę, w tym wypadku można było namieszać w historii, bo Dziesiąte książątko to była kochana, słodka, zabawna, urocza, przemiła, troskliwa postać, najjaśniejszy punkt tej całej dramy, a musiał zostać uśmiercony. KONIEC. 

Podobno ma powstać drugi sezon. Ucieszyłabym się, bo może miałabym okazję lepiej opisać relację Hae Soo i Czwartego Księcia. Prawie zapomniałam, a niewspomnienie o tym, byłoby wielkim niedociągnięciem. Drama na cudowny soundtrack.

LOVE, M

6 komentarzy:

  1. Hej
    Bardzo mi się spodobała tematyka tej dramy :) Uwielbiam takie klimaty!
    Czytając Twój opis, przypomniało mi się "Wspaniałe stulecie". Pewnie z ciekawości sięgnę po pierwszy odcinek, jak będę miał więcej czasu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele o niej słyszę, ale jak na razie nie mam zamiaru oglądać następnej smutnej produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz jak ja podziwiam Twoją pasję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli widzę, że się podobało. Również oglądałam i nawet naskrobałam małą recenzję na temat tej dramy :D
    Mnie się bardzo podobała i, szczerze, pomimo, że od seansu minęły prawie 2 miesiące, to ja nadal o niej myślę! To chyba o czymś świadczy. Serial cudo <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam dopiero zamiar obejrzeć jakąś dramę, gdyż moja znajoma uwielbia Koreę - dramy i zespoły. Zawsze uważałam, że to nie dla mnie, że za dużo tam "słodyczy", ale kiedyś chętnie spróbuję i przekonam się czy moje obawy były słuszne. Uważam, ze rozpoczęcie od tytułu, o którym napisałaś powyżej będzie dobrym posunięciem, gdyż są obecne w nim elementy historyczne, które bardzo doceniam.
    A soundtracku posłucham nawet teraz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie oglądałam jeszcze żadnej dramy; kiedyś coś zaczęłam oglądać, ale zraziło mnie po połowie odcinka (niestety nie pamiętam co to było).
    Może jeszcze kiedyś się przełamię :p

    OdpowiedzUsuń

Jesteście dla mnie największą motywacją.
Dziękuję.
<3

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...