Przejdź do głównej zawartości

Ziemia zawsze bezpieczna - Doctor Who 11 - Resolution (odcinek noworoczny)

Hello!
Tegoroczny (czy też raczej tegosezonowy) odcinek specjalny Doctora Who to nie odcinek bożonarodzeniowy, jak było to do tej pory i uwielbiałam tę tradycję, a odcinek noworoczny. I chociaż czas się zmienił, forma mojego pisania o odcinku specjalnym się nie zmienia - to znaczy jest to reakcja minuta po minucie. Lub prawie.  To komentarze do tego co widzę na ekranie plus mini podsumowanie. Natomiast recenzja/podsumowanie całego sezonu (za którego pisanie nie mogę się zabrać, bo obawiam się, że mam do napisania więcej uwag niż pozytywów) powinna pojawić się w przyszłym tygodniu. A przynajmniej mam taką nadzieję. 


Całkiem fajny koncept, opowieść mi się podoba.
Zgadzam się z jej opinią o Nowym Roku.
O, tatuś.
Jaka paskuda.
Gdy najciekawszą rzeczą, jaką możesz usłyszeć w odcinku jest Dalek. Dalekowie są straszni, bardzo, ale bardzo intrygujące.

Więcej tatusia. Lepiej żeby miał co robić, a nie stanowił dodatkowe 15 minut, którego potrzebował odcinek, bo jest specjalny. 
Takie poważne i ciężkie rozmowy. Wnioskuję, że będzie z tego jakieś poświęcenie?

Kosmita-psychopata. 

Kurczę, jednak mnie chyba ten odcinek nudzi. Te dodatkowe 15 minut to dużo. 
OO będzie UNIT. Albo i nie. To po co o nim w ogóle wspominać?

Znów tatuś. 
Ojojoj. Ale nie chodzi i nie krzyczy EXTERMINATE!

Dalek ma wejście na jakie zasłużył i krzyczy, co powinien.
Co to w ogóle za akcja z wojskiem?

Ponieważ Dalek wyłączył chyba i prąd i wi-fi to młodzi Brytyjczycy muszą się zastanawiać co oznacza rozmowa. 

Wiedziałam, że coś będzie z tatusia, ale spodziewałam się, że bardziej tragicznego.


To na tyle. Jak widać odcinek nie był szczególnie zachęcający do wyrażania jakiś emocji i komentowania. Nie żebym była zaskoczona. A Dalekowie naprawdę bywali bardzo intrygujący, a tu pokazano coś bardzo prymitywnego. Czuć, że odcinek ma godzinę, a po tym co napisałam, widać, że nie za bardzo wypełnioną fabułą. Nie ma też magii odcinków bożonarodzeniowych. 

Trzymajcie się, M

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

10 spostrzeżeń osoby z nogą w gipsie

Hello! Gipsu pozbyłam się 6 maja i przybywam, aby podzielić się spostrzeżeniami jakie poczyniłam w trakcie noszenia tej zbroi. Przemyślenia są moje i dotyczą mojego noszenia gipsu, to tak aby rozwiać wszelkie wątpliwości.
Dwie różne skarpetki, bo stabilizator niemiłosiernie uwiera, a prawa jest długa i miękka co czyni noszenie tego cudu techniki nieco bardziej znośnym.
1. Brzydki i dziwny gips Pierwszy raz w życiu miałam coś zagipsowane więc nie miałam pojęcia jak taki opatrunek powinien wyglądać i gdy zrobili mi go w Gdańsku stwierdziłam: okey gips jak gips. Do czasu kontroli w Ostrołęce - okazało się, że mój gips jest wyjątkowo brzydko zrobiony i pan technik bardzo nad tym ubolewał, a pani pielęgniarka całkiem dobrze kryła się ze śmiechem. Dobrze, że z domu nie wychodziłam. Natomiast przy zdejmowaniu pan technik (inny niż na kontroli) stwierdził, że przez dwadzieścia lat swojej kariery nie widział tak grubego i nawatowanego (właśnie stworzyłam to słowo) gipsu, a przy jego ściąganiu …

"Shigatsu wa Kimi no Uso" & "Norn9"

Hello!
"Shigatsu wa Kimi no Uso" było swego rodzaju fenomenem a od takowych trzymam się raczej z daleka. Z drugiej strony jednak anime o muzykach siedziało mi z tyłu głowy i zastanawiałam się skąd taka popularność. Postanowiłam sprawdzić.


"Shigatsu wa Kimi no Uso" Arima Kousei to geniusz fortepianu. Od wczesnego dzieciństwa otrzymywał nauki od matki, co pozwoliło mu osiągnąć niespotykaną precyzję w graniu i wygrać wiele muzycznych konkursów w Japonii. Jednak wszystko uległo zmianie po śmierci jego matki i mentorki. Dręczony widmem jej surowej dyscypliny, Kousei przestał słyszeć własną grę i rzucił to zajęcie. Od tego czasu spędza swoje zwyczajne szkolne życie z przyjaciółmi: Tsubaki Sawabe oraz Ryoutą Watarim.
Pewnego kwietniowego dnia Kousei spotyka piękną dziewczynę, Kaori Miyazono, grającą na harmonijce klawiszowej w tamtejszym parku. Okazuje się, że to skrzypaczka, która przeniosła się do szkoły głównego bohatera. Chłopiec jest zauroczony jej beztros…

Z historią niestety nie wygrasz ("Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo")

Hello!
Już prawie miałam nie pisać o dramie "Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo", ale nawet po ponad dwóch tygodniach odkąd ją obejrzałam, w mojej głowie kłębią się pewne spostrzeżenia na jej temat i dopóki ich nie spiszę, to nie dadzą mi spokoju. 
"Moon Lovers" to pierwsza pełnoprawna drama, jaką obejrzałam. I już po jakiś dwóch odcinkach miałam głowę pełną przemyśleń, jak innym doświadczeniem dla widza może być oglądanie dramy, jeśli do tej pory nie miał z nimi styczności, ale może zostawimy ten temat na inny post. Dziś skupię się na tym konkretnym serialu. 
Główna bohaterka (będę się posługiwać jej imieniem, którego używała w przeszłości) Hae Soo, przeniosła się w czasie i wylądowała w łaźni królewskiego lub książęcego pałacu. Cofnęła się jedenaście wieków i musiała poradzić sobie w naprawdę niesprzyjającym klimacie intryg, knucia i niełatwej hierarchii pałacu. Co prawda Hae Soo odrobinę za szybko godzi się z tym, co ją spotkało i nie wykazuje chęci szukania możliw…