środa, 13 lipca 2022

Jak praca domowa - Thor: Miłość i grom

 Hello!

Thor po powróceniu do formy fizycznej i przeżywaniu kolejnych przygód wraz ze Strażnikami Galaktyki, spotyka na swojej drodze godnego (czy raczej niegodnego) przeciwnika - Gorra Bogobójcę, co sprowadza go na Ziemię. Gdzie odkrywa, że Jane Foster została Potężną Thor. Ponieważ przed wyruszeniem w drogę trzeba zebrać drużynę, zgarniają Walkirię, aby prosić innych bogów o pomoc w pokonaniu Bogobójcy...

Thor: Miłość i grom

Już pisałam, że nie jestem największą fanką Thora i oglądanie tego filmu będzie dla mnie jak praca domowa i cóż... nie pomyliłam się. Gdy Thor: Miłość i grom nie jest zabawnym filmem, jest filmem nudnym. Jestem jedną z nielicznych osób, którym Mroczny świat nie przeszkadza i nie uważam go za najgorszy film Marvela (chociaż może powinnam obejrzeć go ponownie), a prawdę napisawszy - przysypiałam, gdy fabuła nowego Thora przeniosła się w głębię kosmosu bez kolorów i film zrobił się czarno-biały. I naprawdę doceniam grafikę, efekty, stronę wizualną, ale chciało mi się spać.

Drugi problem jest taki, że to kolejny film, który w połowie jest zrealizowany bardzo ciemno. Antagonista filmu - Bogobójca - jest postacią poruszającą się w nocy i korzystającą z cieni, aby tworzyć swoje potwory.  Ukrywa się także najciemniejszej głębi kosmosu. Podsumowując - jest ciemno. 

Co mi się w tym filmie podobało? To, że problemy Thora są takie Thorowe. To znaczy po kosmosie grasuje Bogobójca a Thor jest bogiem, więc to logiczne, że się przejmuje. Chociaż najwyraźniej nie jest to logiczne dla innych bogów, z Zeusem na czele -  wizja tego, że jest szansa w przyszłości poeksplorować inne bóstwa, religie i wierzenia jest ciekawa. Chociaż nie nastawiam się na wiele, bo chociaż Miłość i grom dotyka pewnych aspektów religijności i funkcjonowania bogów, to robi to niesamowicie powierzchownie i ostatecznie nie ma to wiele wspólnego z rozwiązaniem fabuły (nie dowiadujemy się też za wiele o ich dokładnym statusie w MCU). Może tyle, że nawet bogowie nie mogą wszystkiego - ale nie jest to coś, czego nie wiedzielibyśmy wcześniej. 

Jak pisałam, gdy Thor: Miłość i grom nie jest komedią jest nudny i to zostawia mnie z kolejnym problemem. To znaczy - wyraźnie widać, że komedia jest zwyczajnie porzucona w pewnym momencie, ale czy ona w ogóle musiała (i powinna) w tym filmie być od początku? Moim zdaniem nie do końca, ale obawiałabym się, że gdyby potraktować pewne elementy tego filmu poważniej - zacząłby się robić nudny znacznie wcześniej. Ale w tym filmie jest wiele elementów, które powinny były być potraktowane poważniej i dogłębniej!!! Tym bardziej, że to nie jest tak, że nasz antagonista nie ma powodów, aby być złym i w sumie bardzo łatwo zrozumieć jego motywacje. Jasne można to wytłumaczyć zatrutym mieczem, ale może warto byłoby się wysilić w kreowaniu głównego przeciwnika bohaterów.

To nie jest też tak, że nienawidzę komedii i ten film mnie tak zupełnie nie śmieszył. Nie, nie - kozy ciągnące latający statek napędzany mocą młota były zabawne. I nawet urocze. Thor i jego relacja z młotami - często bardzo ciekawie pokazana. Ale czasami czułam się szantażowana, że muszę się zaśmiać. Jasne bożek Bao był uroczy i zabawny, ale czy to nie było aż za fajne? Pod koniec filmu poraziło (hehe) mnie też to, jak bardzo jest on niewychowawczy. Nawet jeśli dzieci strzelają laserem do postaci z cienia i nawet jeśli to są Asgardczycy, to wciąż jest jakieś zabijanie...

Co mi się jeszcze podobało? Fakt, że Thor dostał w końcu jakieś domknięcie i czystą kartę na przyszłość, przy czym nie wiem, czy sposób, w jaki to osiągnięto, na pewno mi się podobał. Jestem przeciwna traumatyzowaniu bohaterów.  A jednocześnie Thor i w ogóle wszystko, co dzieje się w tym filmie, jest takie obojętne. Płaskie i powierzchowne. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagrama (bookart_klaudia)!  

Trzymajcie się, M

sobota, 9 lipca 2022

Wszystko, o co chciałam zapytać administratorkę [wywiad z KOREAN NEWS PL]

 Hello!

Zapraszam Was na nowy wywiad! Tym razem z administratorką strony na Twitterze KOREAN NEWS PL - "Strona poświęcona informacjom z południowokoreańskiego przemysłu". Mam nadzieję, że dowiecie się czegoś ciekawego!

Wszystko, o co chciałam zapytać administratorkę [wywiad z KOREAN NEWS PL]

Czasami, gdy widzę newsy związane z przemysłem rozrywkowym Korei Południowej po polsku to, delikatnie mówiąc, są one bardzo niezgrabne. To znaczy wyglądają na przemielone przez automatyczne tłumaczenie Googla i niezredagowane. Twoja strona zwróciła moją uwagę, bo informacje brzmiały poprawnie po polsku.

Przykładam dużą uwagę do tłumaczonych materiałów. Staram się przede wszystkim, aby były one zrozumiałe dla odbiorców, niżeli przetłumaczone dosłownie słowo w słowo. Oczywiście zachowując przy tym ich faktyczny sens i przekaz. Nie ze wszystkich wpisów jestem całkowicie dumna i uważam, że mogłam poświęcić im więcej czasu i dokładności, ale jest to dla mnie cenna lekcja na przyszłość.

Przejdźmy do początków strony – nie ma ona jeszcze roku, w profilu widać, że założona została w sierpniu 2021. Skąd pomysł albo potrzeba, aby działać na Twitterze?

Plan, by założyć takie konto miałam tak naprawdę od dawna, ale mam dość słomiany zapał i długo z tym zwlekałam. Pewnego dnia po prostu postanowiłam to zrobić – była to bardzo spontaniczna decyzja, ale bardzo cieszę się, że ją podjęłam. Skłoniło mnie do niej m.in szerzona dezinformacja na naszym polskim podwórku odnośnie do różnych skandali czy nawet zwykłych informacji, które bywały podawane dalej, jedynie by wpasowały się do czyjejś narracji. Skutki takich działań bywały mniej bądź bardziej szkodliwe. Bardzo chciałam stworzyć coś, co mogłoby chociaż w minimalnym stopniu temu zapobiec, aby użytkownicy mogli czerpać informacje o swoich ulubieńcach ze sprawdzonych i zaufanych źródeł. A dodatkowo, uwielbiam dzielić się z ludźmi informacjami i obserwować ich reakcje – te pozytywne czy negatywne, móc czytać ich opinie i osobiste spostrzeżenia na dane tematy. Dlaczego Twitter? Sposób jego funkcjonowania bardzo mi odpowiada oraz wiem, że jest jedną z najpopularniejszych aplikacji wśród kpoperów. Sama forma pisania krótkich i treściwych komunikatów jest bardzo wygodna, chociaż nie ukrywam, że czasami liczba znaków jest ograniczająca.

Gdy przygotowywałam rozmowę z KEP1ER POLAND byłam zdziwiona, że za profilem stoi tylko jedna osoba – bo podobne zagraniczne strony zwykle są prowadzone przez kilka osób. Tutaj jest podobnie – a wydawałoby się, że do strony newsowej przydałoby się kilka rąk do pracy – a jesteś sama.

Pomysł, aby prowadzić stronę samemu wynika trochę z mojej niechęci do pracy w grupie. Jestem indywidualistką, która woli sama wszystkiego dopilnować, zweryfikować i dopatrzeć. Jest to jednocześnie moja wada, ponieważ pracując w kilka osób, z pewnością konto mogłoby prosperować jeszcze lepiej, a ja zostałabym odciążona z nadmiaru obowiązków. Nie wykluczam jednak opcji, że kiedyś przyjmę kogoś do pomocy, ale zależałoby mi, aby byłaby to osoba zaufana i dobrze obeznana w prosperowaniu przemysłu k-popowego. Na ten moment, nie znalazłam jeszcze odpowiedniego kandydata.

Wydawało mi się, że jestem całkiem na bieżąco z newsami, ale gdy zaczęłam obserwować KOREAN NEWS PL, okazało się, że trochę rzeczy jednak mi umyka. Skąd bierzesz swoje informacje i jak wygląda proces ich publikowania (tłumaczenia, redagowania) na profilu? I oczywiście – jak decydujesz, które informacje i w jakiej formie podać dalej?

Mam swoje źródła informacji, które są przeróżne: od blogów, innych kont informacyjnych, grup facebookowych, osób prywatnych, moich obserwatorów, a nawet koreańskich stron publicystycznych typu Naver. Jest tego naprawdę dużo i czasami trudno dojść do tego, które z nich jest najbliżej prawdy. Zazwyczaj wybieram informacje, które powielają się w kilku materiałach, a jeśli czegoś nie jestem pewna w stu procentach – zaznaczam, że jest to plotka bez rzeczowego potwierdzenia. Nadmiar informacji czasami jest tak duży, że będąc osobą, która musi je wszystkie zweryfikować chociaż w minimalny sposób, taki proces potrafi lekko przytłoczyć, przez co małe, ale istotne niuanse potrafią mi umykać. Niekiedy z ścian tekstu, wybieram tylko te najistotniejsze i najważniejsze kwestie, które w mojej opinii, mają największe znaczenie.

Czujesz presję czasu związaną z tym, że zgodnie z nazwą jest to profil newsowy?

Presja, która czuje jest ogromna. I może zdawać się to zabawne, bo to tylko konto na Twitterze o k-popie, więc co może być w tym stresującego, ale żyjąc w dobie kultury cancelowania za każde najmniejsze potknięcie, jest to dość odczuwalne. Przede wszystkim, podjęłam się zadania przekazywania prawdziwych informacji, przez co wiele osób w jakimś stopniu zaufało mi i wyczekuje zamieszczanych przeze mnie treści. I niestety pomimo najszczerszych intencji, czasami nie jestem w stanie uchronić się przed fake newsami, które czyhają w internecie. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się w nie uwierzyć. Staram się reflektować jak najszybciej i natychmiast redagować rzeczy, które finalnie okazują się fałszywe i niewątpliwie powstanie wówczas opcji edytuj tweeta jest najbardziej przeze mnie pożądane.

Jest jakiś typ newsów czy wiadomości, którym jesteś szczególnie zainteresowana? Jakieś grupy zwracają Twoją większą uwagę niż inne?

Myślę, że nie mam swoich ulubionych rodzajów postów, wszystkie mają dla mnie podobne znaczenie i wartość. Co najwyżej, weryfikacja niektórych wiadomości zajmuje więcej czasu np. gdy wybuchnie jakiś skandal to wówczas zebranie wszystkich ważnych dla sprawy aspektów jest bardziej czasochłonne niż ogłoszenie, że dany zespół ogłosił comeback. Także informacje o popularnych grupach/artystach są ogólnodostępne oraz pożądane, przez co można zauważyć, że liczba takich postów przeważa nad innymi, jednakże staram się, by każdy znalazł na KOREAN NEWS PL coś dla siebie. Zachęcam też swoich obserwujących do podsyłania mi treści, które ich zdaniem są ciekawe, a nie zostały przeze mnie umieszczone.


Zastanawiałaś się może nad utworzeniem strony czy bloga i umieszczeni wiadomości także tam? Albo może rozważasz w przyszłości pisanie jakiś dłuższych tekstów czy analiz?

Nigdy nie zastanawiałam się nad prowadzeniem bloga, głównie dlatego, że jest to dość czasochłonna i wymagająca forma aktywności w internecie, a zazwyczaj odzew od strony odwiedzających jest bardzo minimalny. Nie ukrywam, że pisanie w eter, bez widocznych efektów i interakcji, jest dla mnie bardzo demotywujące, a strona poświęcona informacjom z Korei Południowej oraz k-popu już istnieje, także nie widzę również potrzeby, by miała powstać taka druga. Dłuższe teksty czy analizy miałyby prawo bytu, gdyby tylko nadarzyła się ciekawa okazja do ich powstania. Na ten moment, nie mam tego w planach, ale nie mówię nie.

I czy może studiujesz dziennikarstwo, czy prowadzenie takiego Twittera nie za związku z Twoją ścieżką naukową/zawodową?

Akurat tak, trafiłaś! Ukończyłam właśnie pierwszy rok studiów dziennikarskich, co wiąże się z moimi zainteresowaniami oraz poniekąd z samą tematyką prowadzonego przeze mnie konta. Pomimo tego, że KOREAN NEWS PL powstało dość spontanicznie i w zamiarze nie miało mieć nic wspólnego z drogą edukacji, jaką obrałam, to jednak w jakimś stopniu traktuję zajmowanie się kontem jako bezpłatne praktyki, które są metodą ciągłych prób i błędów.

Angażujesz się w moderowanie komentarzy pod wpisami? Masz może jakieś ciekawe opowieści z nimi związane – zarówno pozytywne, jak i negatywne?

Przed założeniem konta obrałam sobie dwie główne zasady: pierwsza, konto, które prowadzę jest czysto informacyjne – przekazuję informacje w sposób nacechowany neutralnie, bez mojego osobistego komentarza, który mógłby w jakikolwiek sposób wpłynąć na odbiór umieszczanych treści. Każdy ma prawo interpretować je zgodnie z swoimi zasadami i moralnością, jaką kieruje się w życiu. Nie wdaję się również w dyskusje z osobami w cytowanych czy pod wpisami, chyba, że jest to jakieś pytanie bądź prośba o wytłumaczenie czegoś. Oraz druga zasada: każdy ma prawo mieć dostęp do informacji, dlatego nikogo nie blokuje, nie wyciszam. Nawet jeśli w moją stronę lądują nieprzyjemne komentarze za pomyłki, których się dopuszczam – nie ma tutaj miejsca na prywatę ani unoszenie się dumą. Każdy jest tak samo równy. Jednakże, jeśli zostałaby przekroczona granica w postaci np. gróźb śmierci czy innego karygodnego zachowania, z pewnością bym zareagowała.


A może z drugiej strony – jak wygląda ogólne zaangażowanie osób obserwujących stronę?

Zaangażowanie użytkowników z pewnością widać po liczbie serduszek, retweetów, cytowanych czy komentarzy pod tweetami. Niekiedy te liczby są tak duże, że przekraczają moje oczekiwania. Dla osoby, która lubi obserwować mechanizmy zachodzące w ludziach jest to dość fascynujący proces oraz ukazuje, które treści są bardziej pożądane i pozwala mi sprawdzać jaki rodzaj informacji najbardziej interesuje moich followersów.

Czy za kulisami – pomiędzy na przykład Tobą a właśnie bezpośrednimi twitterowymi stronami danych zespołów – jakoś się kontaktujecie, wymieniacie informacje lub dochodzi do jakiś innych interakcji?

Zazwyczaj nasze kontakty polegają głównie na wzajemnej współpracy, w celu wykorzystania wzajemnych zasięgów i nagłośnieniu pewnych spraw, konkursów czy akcji fandomowych. Jeśli któraś ze stron ma do siebie sprawę, kontaktujemy się przez wiadomości prywatne w celu dogadania szczegółów.

Jak wygląda dzień z życia administratora takiej strony? Są momenty, gdy prowadzeniu takiej strony trzeba poświęcić więcej czasu i gdy można sobie trochę odpuścić? I ogólnie – ile średnio w ciągu dnia godzin zajmuje prowadzenie profilu?

Myślę, że to dość indywidualne podejście uwarunkowane takimi elementami jak tematyka konta (czy jest ona dość ogólna, poświęcona bardziej/mniej aktywnemu artyście) czy sam stosunek do założenia takiej strony i nasze zamiary. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że to praca na pełen etat i tak naprawdę nie ma od niej odpoczynku. W każdej wolnej chwili, a nawet w tej, kiedy powinnam zająć się czymś innym, sprawdzam czy nie pojawiła się nowinka, którą powinnam dodać jak najszybciej, ponieważ ludzie czekają na nowy wpis. Mogę nawet stwierdzić, że to w jakiś sposób uzależniające – uzależniłam się od dostarczania ludziom informacji. Swój dzień rozpoczynam od przeglądnięcia swoich źródeł, ponieważ wiem, że z powodu różnych stref czasowych, w Korei jest już okolica południa i z pewnością ukazały się nowe newsy. Potem o godzinie 11:00 są premiery comebacków, które również muszę umieścić na stronie. W zależności, ile wydawnictw się ukazało, czasami zajmuje mi to chwilę, a czasami się przedłuża. Następnie oczekuje wyników programów muzycznych, aby poinformować swoich obserwujących, kto tym razem zabierze ze sobą statuetkę do domu. Czasami w międzyczasie ukaże się jeszcze jakaś informacja, którą także udostępniam. O godzinie 17:00 wychodzą nowe zapowiedzi, teasery czy ogłoszenia związane z przyszłymi comebackami, także również muszę, być w tej godzinie dostępna i gotowa na nadmiar nowych treści. Z tyłu głowy pamiętam także, że o godzinie 2:00 w nocy także często wychodzą nowe informacje, przez co zdarza mi się nie spać o tej porze. Jako że KOREAN NEWS PL jest poświęcone ogólnej tematyce k-popowej, liczba tych wszystkich rzeczy momentami jest naprawdę ogromna. I pomimo wyszczególnienia pewnych godzin, o których standardowo zostaje zasypana nowymi materiałami, czasami coś ukaże się niespodziewanie i również muszę wówczas poświęcić swój czas. Tak naprawdę, od sierpnia 2021 cały rytm mojego dnia został podyktowany prowadzeniu tego konta.

Masz jakieś życzenia albo ambicje dotyczące Korean News? Chciałabyś zbudować społeczność, przekazywać więcej newsów dotyczących na przykład mniej znanych grup lub rozbudować grupę administratorów? A może coś jeszcze zupełnie innego chodzi Ci po głowie w związku ze stroną?

Staram się nie wybiegać za bardzo w przyszłość, aby nie nastawiać się na rzeczy, które mogą nie nadejść. Skupiam się na tym co jest tu i teraz, ale z pewnością najbardziej zależałoby mi, aby KOREAN NEWS PL, przede wszystkim, dalej istniało, rozwijało się i pozyskiwało nowych odbiorców. Chciałabym, aby liczba pojawiających się informacji uległa jeszcze większemu wzrostowi, by konto mogło stać się prawdziwą skarbnicą wiedzy dla każdej zainteresowanej osoby i poruszało różne tematyki związane z przemysłem koreańskim.


Dziękuję za odpowiedzi!

Dziękuje bardzo za propozycje, było mi bardzo miło móc udzielić takiego wywiadu!



środa, 6 lipca 2022

Nieznane poziomy nudy - Zmora wilka

 Hello!

Zamiast - jak rozsądny człowiek - nie włączać czegoś, o czym przeczytałam, że nie jest dobre, wręcz słyszałam, że jest bardzo słabe - postanowiłam obejrzeć Zmorę wilka. I jest to dokładnie tak słabe, jak wszyscy pisali. 

Zmora wilka - plakat

 Vesemir ucieka od biedy i zostaje wiedźminem zawodowo zabijającym potwory. Jednak gdy na jego drodze staje nowe zagrożenie, musi stawić czoła demonom przeszłości.

Pomijam cały wątek, czy jest to zgodne z książkową linią czasu i kanonicznymi wydarzeniami - bo to najmniejszy problem tej animacji. Największy - słaba animacja. Słabe dialogi. Nuda. Wszystko można podsumować brzydkie, sztywne i sztuczne. Twarze postaci są niesamowicie wręcz płaskie i są w stanie zaprezentować dwie emocje na krzyż. Projekty postaci i animacja są żenująco proste. Ba, animacja wygląda momentami - i to ważnymi momentami - jakby zabrakło na nią budżetu. 

Narysowana krew nawet w hektolitrowych ilościach nie sprawi, że historia będzie interesująca i ekscytująca. A Zmora wilka osiąga jakieś prawie nieznane mi wcześniej poziomy nudy. Wzbudza zero zaangażowania. Ani w postaci, ani w historię - w nic. Mam wrażenie, że nikt nawet się nie starał, aby jakieś bardziej filozoficzne wątki wybrzmiały, bo można się było skupić na złości i zemście.  

Widzowi powinno być smutno, że siedziba wiedźminów upada, ale prawda jest taka, że widz chce, aby to jak najszybciej się skończyło, bo ani ta walka ciekawa, ani interesująca - wiemy, co się stanie. Jest tylko niesamowicie i niepotrzebnie rozwleczona.

Rodzi się tylko jedno pytanie: po co to powstało? (I dlaczego ja publikuję ten wpis prawie rok po premierze, gdy nikt już nawet nie pamięta, że to powstało). 

Jeśli widziałyście Zmorę wilka, to koniecznie dajcie mi znać!

sobota, 2 lipca 2022

Kinowe plany 2022 #2

 Hello!

 Zostawiam Wam zaskakująco krótką listę interesujących filmów w drugiej połowie roku. 

Plataty filmów Thor Miłość i grom, Trzy tysiące lat tęsknoty, Avatar. Istota wody

Thor: Love and Thunder

Nie jestem wielką fanką Thora, a jestem jeszcze mniejszą fanką komediowego podejścia do Thora i oglądanie jego kolejnych części to trochę jak praca domowa. Poza tym nowy Doktor Strange dopiero co miał premierę! Ale nawet mimo tych zastrzeżeń i przesytu Marvela w kinach - nowego Thora oczywiście obejrzę. 

Bullet Train 

Widziałam zwiastun tego filmu przed nowym Top Gunem i bardzo mi się spodobał.  

Trzy tysiące lat tęsknoty 

Nie słyszałam wcześniej o tym filmie, zobaczyłam go, dopiero szykując tę listę. Gra w nim Tilda Swinton i Idris Elba - ona jest uczoną, on jest dżinem. Zwiastun wygląda bardzo kolorowo i odrobinę jakby to miała być komedia (ale chyba nią nie jest). W każdym razie wygląda wystarczająco intrygująco, aby znaleźć się na tej liście. 

Baby Broker

Nie wiem, czy chcę iść na ten film do kina, ale chciałam go wykorzystać, aby napisać, że z każdym rokiem (czy półroczem), gdy robię te zestawienie pojawia się coraz więcej informacji o dystrybucji koreańskich filmów w Polsce i to też jeden z takich filmów. 

Avatar: Istota wody

Bardzo nie lubię pierwszego Avatara za jego pretekstową i nieoryginalną fabułę, ale całkiem lubię na ten film patrzeć. Wiem, że oglądanie w kinach Avatara było wielkim wydarzeniem i w ogólnie cały Avatar był wielkim wydarzeniem. I chociaż wydaje się, że Istota wody nie wzbudza nawet połowy uczuć, jaką mogłaby, gdyby tak wyszła w powiedzmy 2014 roku (pierwszy Avatar to film z 2009! 2009!) to jednak mam wewnętrzne przeczucie, że jeszcze może zostać nowym fenomenem. Mam nadzieję, że pozytywnym, ale z drugiej strony ciekawe byłoby, gdyby tak okazała się klapą... 

Może jeśli uda mi się obejrzeć pierwszą część Shazama, to wybiorę się na drugą, bo też ma mieć premierę w grudniu. 

Ta lista wygląda zaskakująco ubogo. Ale nawet trudno znaleźć mi filmy, które mogłabym wciągnąć na nią trochę na siłę, bo nic szczególnego zupełnie nie rzuciło mi się w oczy. Poza Trzema tysiącami lat tęsknoty, ale ten obraz naprawdę mnie zaciekawił. Oczywiście wiele filmów, które mogą wyjść na sam koniec roku może jeszcze nie mieć dat premier. Ale wciąż jestem zaskoczona, jak niewiele udało mi się znaleźć. Może coś ominęłam. A na jakie filmy Wy czekacie?

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagrama!  

LOVE, M

środa, 29 czerwca 2022

Lista potencjalnie popularnych koreańskich wytworów kultury

 Hello!

Jakiś czas temu eM z eM Poleca podesłała mi wywiad przeprowadzony na fali popularności Squid Game, w którym to rozmawiające osoby (a było one jakoś tam związane z przemysłem filmowym) wydawały się kojarzyć tylko 3 (Squid Game, Parasite i Gangnam Style) produkty kultury koreańskiej (bądź z Koreą Południową związane), więc postanowiłam zebrać nieco więcej rzeczy, które wydały mi się popularne lub nawet bardzo popularne i związane z Republiką Korei (bo mam nieuleczalną tendencję do robienia list i gromadzenia informacji).

Lista potencjalnie popularnych koreańskich wytworów kultury

Pisałam ten wpis trochę od końca i bardzo w częściach - dlatego jego czytanie może być delikatnie dziwne. Więc radzę zjechać do samego końca wpisu i czytać go od dołu go góry - będzie miał więcej sensu.

2022

Nowy format telewizyjny, który wszedł do Polski - Mask Singer - to pomysł z Korei Południowej. Chociaż wydaje się, że polska wersja inspiruje się bardziej sezonami amerykańskimi. 

Poczyniłam też w tym roku ciekawe spostrzeżenie - otóż w sklepach zaczęłam zauważać coraz więcej i więcej kimchi. Początkowo były to głównie zupki błyskawiczne o jego smaku; z czasem także zupki typowo koreańskie zaczęły się pojawiać w supermarketach w moim mieście (na mieszkańcach Warszawy czy Gdańska może nie robić to wrażenia, ale mieszkam w raczej mały mieście). Kimchi-kimchi pojawiało się na tygodniach azjatyckich w Biedronce czy Lidlu, ale teraz można je znaleźć i bez tego i w mniejszych sklepach. Przy okazji mogę też wspomnieć o mojej tezie, że w Polsce Korea Południowa do mainstreamu weszła za pomocą kosmetyków (patrz kremy BB i Sekrety Urody Koreanek, które mają już chyba ze dwanaście wydań!), natomiast w innych krajach - tu chyba szczególnie USA, ale nie tylko - za pomocą jedzenia! Kuchnia koreańska, koreański grill Korean BBQ) oraz mukbangi - które w Polsce chyba niekoniecznie się przyjęły (przynajmniej ja nie kojarzę tej formy kontentu). 

Ostatnio byłam na "pikniku rodzinnym" (z pracy mojego taty) i człowiek DJ pomiędzy disco polo (to był piknik rodzinny nie wesele...) a hitami Krzysztofa Krawczyka włączył Maniac Stray Kids. Do ej pory się zastanawiam, jak to zaszło.

2021

Squid Game 

Minari 

2020

Jakaś dziura się tu zrobiła - prawdopodobnie spowodowana koronawirusem. Jednocześnie można tutaj umieścić dalgona coffee, która stała się w tym czasie viralowym hitem internetu. I tak, swoimi korzeniami sięga Korei Południowej.  

A tak naprawdę to nie - zapomniałam tylko, że w sierpniu 2020 wyszło Dynamite BTS i też puszczali je w radiu. I to całkiem często, przynajmniej w RMF FM, bo przez pewien czas było w Popliście.

2019

Parasite

Kingdom 

Chyba mogę tu też wspomnieć o k-popie w przestrzeni publicznej! Bo tak, gdy myślałam nad tym wpisem, przypomniało mi się, że w Empiku w Gdańsku w 2019 słyszałam Boy With Luv BTS. Wiem też, że w sklepach słyszałam piosenkę Tiffany Young - to był chyba H&M. Później w Empikach słyszałam chyba wszystkie bardziej popularne k-popowe piosenki. W każdym razie Empiki i H&M mają szczególnie różnorodne playlisty.

2018

Zimowe Igrzyska Olimpijskie były w Korei Południowej - dokładnie w Pjongczangu. 

BLACKPINK - DDU-DU-DDU-DU
(to chyba była ich przełomowa piosenka, tak sądzę) 

Sama zapominam nieco o aspekcie e-sportu, ale potem przypomniało mi się, że w 2018 roku firma odpowiedzialna za Leaugue of Legends wyprodukowała wirtualny girlsband inspirowany k-popem, który nazywa się K/DA. Mistrzostwa w tę grę odbywały się w 2018 roku w Korei Południowej. Zawodnicy z Korei mają też 6 tytułów mistrzowskich w tę grę. W każdym razie o esporcie nie wypada zapomnieć. 

Płomienie (Burning) 

Wspólna piosenka Duy Lipy i BLACKPINK Kiss and Make Up była puszczana w radiach. 

2017

Okja

Serial The Good Doctor jest oryginalnie z Korei Południowej. Ale kto o tym wie, chociaż serial popularny. 

Wrzesień - BTS wydaje DNA, a potem mnóstwo kolejnych popularnych piosenek

2016

Train to Busan (Zombie Express)

Trzymam się z daleka od wszelkich horrorów albo rzeczy, które można za nie uważać, ale nawet ja wiem, że Korea ma dobre układy z zombie i nawet jest z nich całkiem znana. 

Handmaiden (Służąca) 

Przypuszczalnie to popularność kremów BB przyczyniła się znacznie do wprowadzenia koreańskich kosmetyków do świadomości konsumentek i konsumentów w Polsce, a w 2016 roku ukazało się pierwsze wydanie książki Sekrety urody Koreanek. Myślę, że nie można pominąć kosmetykowego i pielęgnacyjnego szaleństwa w pisaniu o Korei Południowej. Od premiery, jeśli się nie mylę, ta książka miała co najmniej 5 nowych wydań.

2015

W 2015 roku w polskiej telewizji pokazywano serial Cesarzowa Ki. 

W tym samym roku Konkurs Chopinowski wygrał Seong-Jin Cho.
Chciałabym wierzyć, że to mogło przyczynić się do lepszego wzajemnego poznawania Polski i Korei Południowej. 

Oprócz niego w Polsce popularna jest południowokoreańska skrzypaczka Kim Bomsori. Gdy ostatnio przeglądałam jakieś katalogi Empiku przed Bożym Narodzeniem polecano i jej płytę, i płytę Seong-Jina, ale ani BTS, ani BLACKPINK w całym katalogu (a nawet trzech w przedświątecznej serii) nie widziałam. 

Zostając jeszcze na moment przy muzyce klasycznej - nie wiem, czy cała twórczość Yirumy jest w Polsce popularna, ale na 99,99% słyszeliście River Flows in You. Szczególnie w okolicach 2008 roku. Szczególnie jeśli byliście czy byłyście fankami filmowej sagi Zmierzch, bo to tak zwana nieoficjalna kołysanka Belli. Nawet na YouTube prędzej jako Bella's Lullaby znajdziecie River Flows In You niż Kołysankę Belli skomponowaną przez Cartera Burwella. Ogólnie polecam zapoznać się z innymi utworami Yirumy, bo to znakomity i ciekawy muzyk.

2013

Snowpiercer: Arka przyszłości 

Ten film tak bardzo nie wygląda na południowkoreańską produkcję, że sama dowiedziałam się po latach, że nią jest. Powiedzmy częściowo - na pewno jej reżyserem Bong Joon-ho.

2012

PSY - GANGNAM STYLE

2010

Yuna Kim zdobywa złoto w łyżwiarstwie figurowym na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver. W 2014 zdobyła medal srebrny w Sochi (co było związane z pewnymi kontrowersjami - w sensie: dlaczego nie złoty?). Wydaje mi się, że jest ona wciąż rozpoznawalną łyżwiarką także poza Koreą Południową.

2003

Oldboy

Wiosna, lato, jesień, zima i... wiosna

W 2013 Amerykanie zrobili swoją (niezbyt udaną) wersję Oldboya. Ponadto, o ile o Oldboyu słyszałam, tak tytuł drugiego filmu nic mi nie mówił (a starałam się tu zbierać tylko rzeczy, które kojarzę i które wiem, że widziałam komentowane, recenzowane i ogólnie jakoś obecne w Polsce), ale pojawiał się w wielu tekstach, które przeczytałam, gdy przygotowywałam ten wpis, więc jest na liście.

2002

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2002 odbywały się w Korei Południowej i w Japonii. I wszyscy dosłownie wszyscy, wspominanie o tym wydarzeniu to jest trop w książkach o Korei Południowej i Północnej, o tym piszą. To znaczy o tym, że Polska z Koreą Południową przegrała. Albo Korea Południowa wygrała z Polską. 


Zmora wilka (której recenzja gdzieś się kurzy w wersjach roboczych...) powstała w koreańskim studiu animacji - to raczej ciekawostka. 

Mam nadzieję, że o niczym bardzo oczywistym nie zapomniałam i że nie umknęło mi coś ciekawego. 

Pozdrawiam, M

środa, 22 czerwca 2022

Sympatycznie - The Good Doctor

 Hello!

Mam w życiu dwa stany. Pierwszy - gdy jestem w stanie oglądać seriale medyczne i drugi - gdy nie jestem. Zazwyczaj działało to tak, że oglądałam serial, oglądałam do czasu, aż pokazano czy powiedziano w nim coś, co mnie przestraszyło. Przy czym, jednego razu to mogło być jakieś ujęcie z sali operacyjnej (nawet gdy mogę oglądać dramy, ujęcia typu wyciąganie nerwu z nadgarstka nadwyrężają moje siły), a kolejnego jakaś tropikalna choroba, której nawet nie mogłabym mieć, ale kto wie. Sama nie wiem, co może nagle sprawić, że na 2 lata mogę zapomnieć o oglądaniu czegokolwiek medycznego.

The Good Doctor

Ostatnio nie byłam jednak zupełnie zainteresowana serialami medycznymi. Ogólnie nieszczególnie dobrze idzie mi oglądanie seriali. Aż włączyłam The Good Doctor. Tytuł obił mi się o uszy, bo to nieczęsty przypadek, gdy serial oryginalnie z Korei Południowej został zaadaptowany w Stanach. Przez chwilę rozważałam, czy nie zerknąć na pierwowzór, ale drama jest z 2013 roku, a to nie zapowiada dobrego seansu. Po dramach naprawdę widać, kiedy powstały i ile w ich powstanie włożono pieniędzy - w skrócie: bardzo źle się starzeją. 

Wracając do głównego tematu. Wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać, ale nie sądziłam, że The Good Doctor to taki sympatyczny serial, w którym naprawdę kibicuje się głównemu bohaterowi. I chociaż miał też ogromny potencjał, aby być trudnym serialem do oglądania, skupiono się na nieco lżejszych sprawach. I teraz zdałam sobie sprawę, jak źle może być odebrane to, co napisałam, gdyż nasz główny bohater - Shaun Murphy  rezydent na oddziele chirurgii - ma autyzm. Oraz fotograficzną pamięć, stracił też brata bardzo wcześnie i zajmował się nim dyrektor szpitala, do którego właśnie przychodzi pracować. W każdym razie Shaun sobie radzi - raz lepiej, raz gorzej - gorzej szczególnie, gdy chce mu się pomagać na siłę. Ogólnie jest takim bohaterem, któremu widz naprawdę kibicuje. 

Szczególnie, że dopiero pod koniec sezonu mamy jakąś "prawdziwą" rywalizację, gdyż do zespołu dołączają dwie nowe osoby i jedną z nich jest wyjątkowo antypatyczna blondynka. Zwiększenie liczby bohaterów to jeden kłopot. Drugi - nasi podstawowi bohaterowie nie dostali zbyt wielu historii, ich wątki na trzecim planie pojawiają się i urywają, nigdy się do nich nie wraca. Ogólnie cały ten serial - pomijając głównego bohatera i dyrektora - nie grzeszy głębią i rozważaniem motywacji bohaterów. Coś pokazują, coś urywają. Znamy ich charaktery. Do czasu, aż w sumie ważnych postaci było osiem, a ja miałam ochotę przewijać sceny, gdy pokazywano akurat tę grupę, w której nie było Shaun. Także nie spodziewajcie się pogłębionej refleksji, ale ogromnych dram też nie - to bardzo sympatyczny serial do oglądania. (Pomijając to, że dzieje się w szpitalu, a w szpitalu dzieją się różne rzeczy).

Drugi sezon już bardziej przypomina typowe seriale medyczne i trudno znaleźć w nim jakiekolwiek porywy serca, czy to wobec bohaterów, czy wobec ich pacjentów. Shaun dalej ma swoje przygody w i poza szpitalem, ale bohaterowie drugoplanowi - szczególnie ci ze szpitala - potracili swoje charaktery. Gdyby kogoś to interesowało z jakiegoś powodu - w drugim sezonie jest odcinek o superzaraźliwym wirusie. Jak pisałam typowy odcinek serialu medycznego - odhaczony. 

Kłopot (tak naprawdę to nie) z tym serialem jest taki, że jak typowy by nie był i jak postaci drugoplanowe nie potraciłyby charakterów albo nie znikały na 5 do 10 odcinków bez wyjaśnienia, jest wciągający. Bardzo. A to zwykły serial medyczny. Nawet wredny nowy ordynator chirurgii mnie nie zniechęcił do oglądania, chociaż wiedziałam, że już nie będzie to ta sama rozrywka, co wcześniej. Ale nawet to szybko wraca do normy. Sezon 3 jest w większości bardzo dobry do oglądania. Oprócz ostatniego odcinka. 

Póki co na Netflixie są tylko 3 sezony więc muszę, niestety, tutaj skończyć. 

Żartowałam, przełamałam się, chciałam sprawdzić, jak bohaterowie sobie radzą z zakończeniem trzeciego sezonu, a okazało się, że czwarty zaczyna się Covidem... także poczekam cierpliwie, aż będzie na Netflixie. Ale przy okazji poczytałam trochę opinii o zakończeniu trzeciego sezonu i muszę się z nimi zgodzić - był zbyt smutny i w sumie ludzie wcale nie popierają związku Shauna z Leą. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagrama!  

Pozdrawiam, M

sobota, 18 czerwca 2022

Ważne tematy i kłopotliwy styl - Mężczyźni objaśniają mi świat

 Hello!

O "Mężczyźni objaśniają mi świat" słyszałam już bardzo wiele i w końcu znalazłam okazję, aby zapoznać się z całym zbiorem tekstów. Byłam bardzo ciekawa pierwszego - tytułowego - eseju z tej książki. Chociaż słyszałam już o "objaśnianiu świata" wiele, temat wciąż jest żywy i się do niego powraca. Cieszę się, że poznałam oryginał, nie tylko wersję z internetowych anegdot. I to tyle dobrego, ile mogę o tej książce napisać.

Mężczyźni objaśniają mi świat

Tytuł: Mężczyźni objaśniają mi świat
Autorka: Rebecca Solnit
Tłumaczka: Anna Dzierzgowska
Wydawnictwo: Karakter, 2017

I to nie tyle ze względu na tematy, które podejmuje - bo to wszystko jest ważne. Nie spodziewałam się jedynie, że ten zbiór będzie się czytało tak trudno ze względu na warstwę językową. I nie wydaje mi się, aby był tu problem z tłumaczeniem, obawiam się, że te teksty są niestety takie w oryginale. Drugą rzeczą, której się obawiałam - że ze mną jest coś nie tak i czegoś w tych tekstach nie dostrzegam. Ale wygląda na to, że wiele osób ma problem z językiem, stylem autorki.  

Czytałam te eseje wyrywkowo, czytanie ich jeden po drugim męczy jeszcze bardziej. Teksty powstawały na przestrzeni kilku lat. Przypuszczalnie z tego powodu - oraz dlatego że odnoszą się do aktualnych w tamtych momentach wydarzeń - są bardzo nierówne. Poza tym są sprawy, o których wiedziałam wcześniej, czytałam inne opracowania, widziałam filmy dokumentalne i perspektywa autorki w tym momencie okazuje się nieszczególnie ciekawa czy przełomowa. Ale trudno powiedzieć, czy nie była w momencie, gdy eseje ukazywały się w oryginale. Pewnie była. Czas naprawdę działa na niekorzyść tego zbioru. Poza tym momentami nie wiedziałam, dlaczego autorka sili się na ubieranie opisywanych sytuacji w wielkie słowa i hasła ideologiczne - skoro niektóre sprawy (przemoc w różnych formach na przykład) nie docierają do społeczeństwa przekazywane najłatwiej, jak tylko się da te sprawy wyjaśnić.

Inna rzecz - wiem, że czasami należy i jest to potrzebne i otwierające oczy, aby pewne wydawałoby się oczywiste, ale niekoniecznie opisane rzeczy, wyciągnąć na światło dzienne. Ale mam wrażenie, że nie wiem, do kogo ta książka jest kierowana. Albo inaczej - wolałabym poczytać coś z perspektywy europejskiej. Albo nieamerykańskiej. 

A jednocześnie - czytałam tę książkę mniej więcej w tym samym czasie, gdy mediami wstrząsała historia Gabby Petito i naprawdę trudno nie było odnieść wrażenia, że policjanci woleli rozmawiać i wziąć stronę narzeczonego blogerki, który wydawał się spokojny i elokwentny, niż wyraźnie roztrzęsionej dziewczyny... 

Ogólnie zanim sięgniecie po tę książkę zapoznajcie się z jej recenzjami na Lubimy Czytać, bo recenzenci naprawdę celnie punktują ten zbiór. Trochę żałuję, że sama zrobiłam to dopiero zaniepokojona stylem autorki, bo uniknęłabym zdziwienia. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagrama!  

Pozdrawiam, M

środa, 15 czerwca 2022

Minirezencje totalnie przypadkowych kosmetyków 2

Hello!

Gdy w 2020 siedziałam w domu i trochę mi się nudziło napisałam wpis Minirecenzje totalnie przypadkowych kosmetyków. A ponieważ mam znaną tendencję do robienia kolejnych części wszelkich możliwych wpisów - oto znowu polecam i ostrzegam!

Minirezencje totalnie przypadkowych kosmetyków 2

Natura Siberica, Oblepikha C-Berrica Professional, Vitamin C Energy Face Serum (Energizujące serum do twarzy z wit.C)

Pierwsze i największe zaskoczenie - jest w plastiku. To pierwsze serum z witaminą C, z którym miałam styczność i które jest w plastikowej buteleczce. Nie podoba mi się to na wielu płaszczyznach. Co do działania - drugie zaskoczenie przy nakładaniu pojawia się pianka, co jest nieco dziwne, ale sprawdziłam i nie powinno być niepokojące. Skuteczność: to chyba było pierwsze serum, którego działanie jakoś się utrzymywało i widać było różnicę, ale raczej w ogólnym rozświetleniu skóry niż w redukcji przebarwień a na tym najbardziej mi zależy.

Podsumowując: będę szukała dalej. 

Skin Academy, Zero, 100% Natural Eye Cream (Krem pod oczy)

Niby to krem pod oczy, ale najlepiej sprawdza się jako... maska do twarzy na noc. Stosowałam dwa razy w tygodniu i uwielbiam działanie tego kremu.

Przy czym nie jest on zbyt tani, mi udało się go upolować na ogromnej wyprzedaży i jeśli nie spotykam go na kolejnej to raczej nie kupię. Ale kusi mnie też wypróbowanie innych kosmetyków z tej firmy. 

Nacomi, Magic Dust, Cleansing Powder Acne-Fighting (Pyłek oczyszczająco-przeciwtrądzikowy)

Początkowo byłam sceptyczna, bo obawiałam się, jak będzie z wydajnością tego cuda. Niepotrzebnie, bo wydajność ma jak każdy żel, którego używałam. Przy czym, gdy pyłek już się kończył i było go niewiele, miał tendencję do zbijania się w kulki i to było nieco niepokojące. Trzymałam go z daleka od wszelkiej wilgoci, ale coś musiało się dostać. Inna sprawa: pyłek teoretycznie powinien zmienić formę na żelową pod wpływem wody - i zasadniczo to robi, ale malusieńkie ziarenka są wyczuwalne, więc ma on działanie też nieco peelinujące. A nie wiem, czy każdy chciałby robić peeling dwa razy dziennie, wydaje się, że to nieco za dużo ścierania skóry. Ogólnie jest jednak bardzo przyjemny do używania. 

Bioliq, Clean, Oczyszczający żel do mycia twarzy ze szczoteczką 

Pominę to, że szczoteczka odpadła po dwóch czy trzech próbach użycia i ogólnie była nieco zbyt mocna i ścierająca, aby jej używać. I opakowanie jest wybitnie nieporęczne. Sam żel jest bardzo, bardzo delikatny. Bardzo. Tak bardzo, że gdy zaczęłam używać innego, to zdziwiłam się, że żel może jednak coś zmieniać na skórze i dawać jakiś efekt. Przy czym to nie tak, że nie oczyszczał. Robił swoje, ale bez efektu wow. Jest po prostu bardzo neutralny. 

Bielenda, Eco Sorbet, nawilżająco-kojący, malinowy 

Nie jest zły, efektu kojącego nie zauważyłam. Jego największy problem to wydajność, bo po jednym nałożeniu nie czułam prawie różnicy na skórze i musiałam go dokładać. Ogólnie to malutki krem w wielkim słoiczku.

Nacomi next lvl, Vitamin C 15%

Znowu witamina C w plastiku, ale po pierwsze - jest dużo wydajniejsza niż pierwsze serum, o którym pisałam, po drugie - to buteleczka z pompką nie pipetą, po trzecie - nie była przezroczysta. Co do działania - nie było spektakularne, ale mam wrażenie, że w końcu miesiące używania witaminy C się kumulują i jakąś różnicę widać. Jeśli nie zdecydują się na wypróbowanie retinolu to kupię kolejne opakowanie. 

ARGANOVE, naturalne mydło w kostce z czarnuszką 

NIE KUPUJCIE TEGO! Jedyna czynność, do której to mydło się nadaje to peeling stóp. Trzymajcie to z daleka od swojej twarzy! 

NIUQI, odżywka regenerująca + vegan oliwka

Nie planowałam tego kupować, nie miałam żadnych oczekiwań wobec rezultatów, a okazuje się, że ta odżywka to najlepsza odżywka do paznokci, jakiej używałam. W formie lakieru. Moje paznokcie są dosłownie stalowe, ale odżywka nie wżera się w płytkę, ale także nie odchodzi i nie łuszczy się, a paznokcie są niesamowicie błyszczące. Zakup roku po prostu. 

Oliwka jest całkiem skoro, chociaż niemiłosiernie śmierdzi. Lakier zresztą trochę też. 

REGENERUM, regeneracyjne serum do paznokci

Zużyłam w życiu chyba z osiem, jeśli nie więcej tubeczek tego serum, jest najlepsze na świecie. Przy czym - no właśnie to serum. Lakier z tej serii niekoniecznie mi podszedł, dlatego tak ucieszyłam się z odkrycie NIUQI.

REGENERUM, serum do rzęs 

Jest super i poświadczam działanie, przy regularnym stosowaniu naprawdę widać ogromną różnicę. 

LIRENE, Eco krem-maska naprawcza, na noc

Po pierwsze - dziwnie pachnie. Po drugie - jak na maskę, na której jest napisane, żeby zmyć nadmiar rano, jest mało maskowa. Dosłownie wchłania się szybciej, niż mój krem na dzień. Do tego stopnia, że nakładałam dwie warstwy, bo miałam wrażenie, że pierwsza zamiast odżywiać i naprawiać - wysusza mi skórę. 

Soraya, Kombucha, nawilżający krem na dzień 

Zużyłam dwa (teraz to już nawet 3), dobrze sprawdził się w zastępstwie mojego ulubionego kremu. Przy czym, nie zawsze, ale czasami po nałożeniu czułam coś dziwnego na skórze, szczególnie wieczorami. Ogromny plus za to, że sprzedawany jest w kartoniku, który rzeczywiście ma rozmiar słoiczka (plastikowego...) i nie płaci się za powietrze! Ma też 75 ml, jest całkiem wydajny. Ale nie lubię, bardzo nie lubię słoiczków, wolę opakowania z pompkami. 

Bielenda Good skin hydra

Gdy skończył mi się kombucha krem, chciałam wrócić do malwowego kremu Lirene, ale go nie było (i dalej go nigdzie nie widzę). Nie było też kombucha kremu. A ten nawilżający Good skin wyglądał okej i był w promocji. To krem w tubce, co jest dziwne, bo chyba marka chce go promować jako jakąś apteczną formułę i jak maść, ale to nic. Większym problemem jest to, że w kartoniku, w którym się ten krem kupuje, zmieściłby się dwie tubki. To powinno być nielegalne. Marnuje się papier, marnuje się miejsce. A krem jak krem, jest nawet dobry. Lepszy niż ten opisywany wyżej.

Lovely Classic Nail Polish

Miałam go w ciemnoniebieskim kolorze. Nie kupujcie, chyba że macie jakieś sprawdzone sztuczki, aby wysechł. Gdyż on nie wysycha. Nawet gdy się wydaje, że to zrobił. W ogóle nie zgrywa się z płytką paznokcia. Tworzy taką dziwą warstwę, która się porusza i na której wszystko się odciska. Wzór pościeli po nocy, nawet gdy pomalowałaś paznokcie rano i byłaś pewna, że lakier wysechł? Proszę bardzo. Ślady przypadkowo odciśniętych linii papilarnych - proszę bardzo, specjalista od kryminalistyki jeszcze podziękuje. Zapomniałam wspomnieć, że jak na tak ciemny kolor, to lakier jest bardzo przejrzysty, więc... warstwy. Kilka warstw lakieru, który nie schnie. Nie polecam. 

Catrice Galactic Glow 07

Kocham go. Jest piękny. I chociaż ma być przejrzysty (bądź półprzejrzysty), jest lekko niebieski. Na czarnym lakierze wygląda bosko, na ciemnozielonym/butelkowym - przepięknie, oczywiście sprawdza się na granatowym, ale to akurat nie jest moje ulubione połączenie. Interent mówi, że jest jeszcze biała/półprzezroczysta jasna wersja, ale kosztuje dwa razy więcej, w każdym razie ją też bym wypróbowała. 

Skin79 Magic Return Cream 

Skusiłam się marketingiem i się oparzyłam. Całkiem dosłownie. Krem reklamowany jest jako przynoszący ulgę, kojący, nawilżający, zapobiegający czerwienieniu. Dupa a nie krem. Przy nałożeniu jest miły i początkowo myślałam, że nieźle się sprawdza. Dopóki nie zobaczyłam, jak niesamowicie czerwona się zrobiłam. Nie żeby piekło czy coś, nie. Ale byłam czerwona. A kupiłam go głównie, aby czerwoną nie być. 

Sensique puder ryżowy Matte & Fix Rice Powder

Ogólnie to puder jak puder - używałam lepszych ALE on się nie kończy. Miałam go chyba 3 lata i nie powiem pod koniec już kusiło mnie, aby resztkę wyrzucić. To najbardziej wydajny puder, jaki miałam.

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagrama!  

PS Jestem ostatnio BARDZO zajęta (deadline wyczerpującego projektu w przyszłym tygodniu!), ale czytam Wasze komentarze i zaglądam na Wasze blogi, nawet jeśli nie zostawiam komentarzy. Pomijam to, że ogólnie z komentowaniem są ostatnio problemy i na niektórych blogach nawet nie jestem w stanie nic napisać, ale wiem też, że nie tylko mnie te kłopoty dotyczą.   

LOVE, M 

sobota, 11 czerwca 2022

Ulubione piosenki z dram #5

Hello!

Do tej pory wpisy o piosenkach z dram pojawiały się raz do roku, ale muszę chyba nieco wyrównać tempo oglądania dram czy poznawania piosenek z nich z publikacją wpisów!

Napiszę to jeszcze raz wyraźnie: nie widziałam wszystkich dram, z których pochodzą wspominane w tym wpisie piosenki. Na część utworów wpadłam przypadkiem, część wykonywana jest przez artystów, których lubię.

Alone - JUNNY

1. We're Already - Kim Museum
drama: Nevertheless

Poprzedni wpis zakończyłam dramą, która miała lepsze piosenki niż fabułę i dzisiejszy zaczynam dramą, która w sumie nie ma fabuły, ma za to świetny OST i jest to niesławne Nevertheless. 

Nawet trochę szkoda, że taka ładna piosenka jak We're Already została wykorzystana w takiej dramie. Ogólnie to ciekawy utwór, bo właśnie wydaje się taki ładny, nawet łagodny, ale jest w nim coś chropowatego. 

Także piosenka Sama Kima Love Me Like That zasługuje na uwagę. Szczególnie jeśli ktoś lubi śpiewać (ja!), bo jest po angielsku i super na karaoke. 

2. Alone - JUNNY
drama: The Witch's Dinner

Są piosenki z dram, które mi się podobają, są to dobre piosenki, przyjemnie się ich słucha i chciałabym, aby więcej osób się o nich dowiedziało. Ale są także zupełnie niesamowite piosenki, które porywają od pierwszych sekund i o których wiedzieć powinni wszyscy. I taką jest Alone. Nie pamiętam, kiedy ostatnio piosenka z dramy zrobiła na mnie takie wrażenie, jakie zrobiło na mnie Alone, gdy usłyszałam je po raz pierwszy. To niesamowity utwór, koniecznie posłuchajcie, jeśli jeszcze nie znacie. I jest po angielsku. Naprawdę nie mam pojęcia, co ta piosenka ma w sobie, ale wyzwala w człowieku przeróżne emocje. 

To jest jedna z najlepszych piosenek z dram, jaką słyszałam i nie piszę tego lekko.

3. You Are My Star - Woosung
drama: IDOL: The Coup

Można by twierdzić, że cokolwiek zaśpiewa Woosung, to mi się spodoba i nie byłoby to dalekie od prawdy. Aczkolwiek - droga tej piosenki na tę listę wcale nie była prosta. You Are My Star - przy pierwszym odsłuchaniu nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia. Siłą tej piosenki okazało się, że o niej pamiętałam. To znaczy - kilka dni po przesłuchaniu, złapałam się na tym, że nuciłam i "śpiewałam" jej słowa. Zajęło mi moment, aby skojarzyć, co ja w ogóle nucę, ale gdy już sobie przypomniałam, musiałam uznać, że You Are My Star ma coś w sobie i trafiła na listę. 

4. Pray for Me - VICTON
drama: One Ordinary Day

Zobaczyłam tytuł tej piosenki i od razu czułam, że będzie ona w moim guście. Niekiedy - szczególnie przy OST z dram - tytuł piosenki może mówić o niej bardzo dużo. I tak było w tym przypadku. I chociaż zdawać by się mogło, że będzie to ballada - nic bardziej mylnego! Nie w przypadku dram i szczególnie nie w przypadku tej dramy - chociaż słowa i muzyka tego utworu nieco grają na oczekiwaniach i gatunkach. W każdym razie - muzycznie to nieco cięższa piosenka, ale słowa odnoszą się dość bezpośrednio do dramy i pragnienia bycia uwolnionym. Powiedziałabym, że to dość przewrotny utwór.

5. Ha Hyunsang - Becoming the Wind
drama: Mr. Sunshine

To pewne (ogromne!) niedopatrzenie z mojej strony, ale też wynik tego, że po obejrzeniu Mr. Sunshine do tej dramy trudno się wraca, a chyba przy pierwszym zetknięciu z utworami z dramy nie zwróciłam na nie szczególnej uwagi. A do Becoming the Wind wracam może nie bardzo często, ale zdecydowanie regularnie. 

Stranger Park Wona z tej dramy także zasługuje na uwagę - to też dziwne, że nie wspominałam wcześniej o tym utworze. A jeśli ktoś lubi mniej dramowe piosenki z dram to polecam Shine Your Star. Nie polecam za to słuchania albumu z piosenkami ze ścieżką dźwiękową na raz - szczególnie jeśli czujecie się jakoś emocjonalnie związane z tą dramą. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagrama!   

LOVE, M

środa, 8 czerwca 2022

O ludziach i samolotach - Top Gun: Maverick

 Hello!

Zdecydowanie lubię narzekać i czepiać się szczegółów, ale czasami niewiele wystarczy mi do szczęścia - na przykład możliwość obejrzenia filmu o samolotach w kinie.

Top Gun: Maverick recenzja

Mam tu oczywiście na myśli film Top Gun: Maverick. Podkreślę to jeszcze raz - jeśli chcecie obejrzeć ten film to koniecznie idźcie do kina (tylko przygotujecie się, że będzie głośno - a już szczególnie na samym jego początku!), bo chociaż jestem pewna, że ten film sprawdzi się oglądany na telewizorze, to doświadczenie go w kinie jest nieporównywalne. Pewnie więcej niż połowa tego filmu polega na lataniu odrzutowcami i trzeba to przeżyć!

Wydaje mi się też, że spokojnie można iść na ten film z mglistym pojęciem, o czym była część pierwsza. Oglądałam dawno temu i pamiętam, że mi się podobała - ale szczegółów prawie żadnych. I w sumie miałam wątpliwość tylko co do jednej informacji: czy była ona wcześniej znana, czy jej ujawnienie było osią konfliktu tego konkretnego filmu. 

A o czym Top Gun: Maverick opowiada dokładnie? Do wykonania jest supertajna misja wojskowa polegająca na wysadzeniu bunkra, gdzie może być wzbogacany uran. Oczywiście bunkier jest pod ziemią w głębokiej i wąskiej dolinie otoczonej stromymi i wysokimi górami. (Jak mi się to bardzo kojarzyło z Gwiezdnymi wojnami i strzałem w Gwiazdę Śmierci!) Misja niebezpośrednio, ale jednocześnie bardzo obrazowo, jest portretowana jako zasadniczo samobójcza. Główny bohater dostaje za zadanie - wcale nie polecenie tej misji - ale wyszkolenie i wybranie szóstki najlepszych z najlepszych pilotów do jej wykonania. 

Jeśli dobrze kojarzę tych potencjalnych pilotów jest dwunastka lub dziesiątka, ale praktycznie od razu wiadomo, kto będzie leciał. W każdym razie lepiej nie dać się zwieść, że postaci na drugim planie są ciekawe lub rozbudowane, bo nie są. Choć przynajmniej jedna być powinna, ale jej charakter składa się główne z bycia wkurzonym i nieco zbyt konserwatywnym w swoich decyzjach dotyczących sterowania odrzutowcem. Nie bez powodu ten film ma podtytuł Maverick - bo jest po prostu o tym bohaterze, a wszyscy dookoła niego tylko pomagają mu pójść do przodu. W pewnym sensie... emocjonalnie, ale niekoniecznie w aspekcie kariery. 

Czy ten film jest przewidywalny, czy stosuje subtelne zapowiedzi tego, co będzie ważne w jego kolejnych minutach? Powiedziałabym, że i jedno i drugie - to taka satysfakcjonująca przewidywalność. Taka sprawiająca, że historia jest bardzo spójna. I to też nie tak, że w ogóle zaskakujące rzeczy się w tym filmie nie dzieją - dzieją. Szczególnie w trzecim akcie i pod sam jego koniec. Który przyznaję, był nieco rozciągnięty i mógł być nieco krótszy, ale nie będę narzekała, bo dali więcej latania odrzutowcami. 

Co jeszcze rzuciło mi się w oczy - ładne i ciekawe kadry, gdy w pewnym sensie zupełnie nie musiałby takie być, a ustawienie i cała inscenizacja scen była taka artystyczna. A z drugiej strony, gdy ten film jest zabawny to jest naprawdę zabawny - aż się cała sala kinowa śmiała. I jest bardzo naturalny w tej swojej zabawności, chyba pokazując też to, że nie trzeba go brać bardzo poważnie. A jednocześnie mam poczucie, że oglądanie w wielu momentach bardzo rozemocjonowanego Toma Cruise'a na ekranie możne dla wielu osób w jakiś sposób ważne.

W tym akapicie będzie trochę spoiler. Gdy nasz główny bohater uczył swoich studentów, jak przelecieć kanion, to tylko ich obserwował (lub latał, głównie im przeszkadzając), a ja zastanawiałam się, dlaczego on pierwszy sam nie poleciał i nie pokazał, jak to zrobić. Okazało się, że zostało to zachowane na wielki moment i powód dlaczego to jednak on poprowadzi tę misję. W każdym razie nie wiem, czy mi się wydawało, czy naprawdę było to tak specjalnie zrobione, ale różnica w sposobie nakręcenia pilotowania (czy samego pilotowania powiedzmy) pomiędzy głównym bohaterem a studentami była ogromna! Nie bez powodu studenci nie mogli tego przelecieć - szarpali odrzutowcami i ogólnie brakowało im płynności. Symulowany przelot Mavericka jest taki gładki! 

Sądząc po wynikach box office tego filmu - nikogo nie trzeba szczególnie przekonywać, aby poszedł do kina - ba jestem pewna, że ludzie chodzą na niego więcej niż raz i sama też bardzo poważnie rozważam, czy tego nie zrobić!

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagrama!    

LOVE, M