sobota, 20 czerwca 2015

A zapowiadało się całkiem nieźle ("Elementary" S3)

Hello!
Po dość nudnym pierwszym sezonie, całkiem ciekawym drugim z entuzjazmem zaczęłam oglądać trzeci sezon "Elementary". Niestety już pierwszy odcinek zdecydowanie ostudził mój zapał.


Watson zamieszkała osobno, a Sherlock zniknął na kilka miesięcy w Londynie, w sumie wszytko pasuje do postaci, nic zaskakującego. Holmes wrócił z Wielkiej Brytanii tyle, że nie sam. Tu pojawia się ogromny problem w postaci Kitty- jego "protegowanej". Znienawidziłam ją od pierwszej sekundy na ekranie i z każdą nie lubiłam coraz bardziej. Nie pomogło poznanie jej dramatycznej i smutnej, nie da się ukryć historii. Obserwowanie jej relacji z Holmesem i Watson też nie było przyjemne. Niesamowicie mnie denerwowała. Twórcy jednak postanowili ulżyć nerwom i podzielić sezon na dwie części, co oznacza, że ku mojej uldze, wątek Kitty zakończył się na 12 odcinku. Jego rozwiązanie było ciekawe, a ja pod koniec nawet przekonałam się do "protegowanej". Z tym, że powtórzono motyw z zemstą z końcówki pierwszego sezonu. Trzeba odmówić oryginalności scenarzystom.


Wątek Kitty się zakończył i na pozostałe 12 odcinków chyba zabrakło pomysłu. Nie było nic co by je ze sobą jakoś ściślej łączyło. Za to pojawiało się jeszcze więcej epizodów zupełnie oderwanych od wcześniejszych, ale nie zaczynających żadnych innych wątków. To znaczy zagadki były jak zawsze, tylko elementy życia prywatnego bohaterów to totalny chaos, a dla mnie to jeden z najistotniejszych elementów serialu. Nie było też super finału, chociaż ostatni odcinek był całkiem mocny, szczególnie po takim sezonie. Oczywiście miał on swoje lepsze strony, ale nigdy nie były to całe odcinki, raczej fragmenty, z których później i tak nic nie wynikało. To jest najbardziej denerwujące. Jak coś się zaczyna, to dobrze by było to jednak skończyć, a tu tego brakuje. Nie wiem na ile pytań i czy w ogóle pojawi się odpowiedź w następnym sezonie.


W dwóch poprzednich recenzjach nie wspominałam, że Jonny Lee Miller całkiem mi odpowiada w roli Sherlocka, chociaż czasami robi tak dziwne miny, że nie mogę na niego patrzeć. Generalnie jego sposób bycia Holmesem jest charakterystyczny, ale nie przytłaczający. I Lucy Liu jako Watson też się sprawdza.
Tylko, że oboje oprócz aspektów detektywistycznych naprawdę niewiele mają do pokazania. Nie przestanę się czepiać nierozwijania wątków prywatnych. Chciałabym polubić te postaci bardziej, a mam wrażenie, że od pierwszego sezonu nic się nie zmieniło. Na 24 odcinki w dwóch pokazano trochę więcej z życia kapitana Gregsona i jego córki, i w 2 coś więcej o detektywie Bellu. Czyli w 20 powinno być o głównych bohaterach, to daje spore pole do popisu, ale nikt nie ma zamiaru się popisywać.

Wszystkie gify znalezione na tumblrze.

Naprawdę wierzyłam, że mogę się wczuć w ten serial, ale jest on tak niesamowicie nierówny poziomem i nie wiadomo czego się spodziewać, a ja nie przepadam za rozczarowaniami. Będę czekała i oglądała następny sezon, ale liczę na jakieś zaskoczenie, bo 24 nudnych odcinków nie wytrzymam.

Trzymajcie się, M

PS. Na przyszły tydzień przygotowałam coś specjalnego, zupełnie nie związanego z Sherlockiem Holmesem. 

czwartek, 18 czerwca 2015

Zachwyt ("Studium w szkarłacie")

Hello!
Naprawdę dużo obiecywałam sobie po "Studium w szkarłacie" i nie dość, że się nie zawiodłam to dostałam książkę, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Sir Artur Conan Doyle to mistrz słowa i opowiadania. Pisze jednocześnie lekko, łatwo, tak, że słowa idealnie do siebie pasują, nie ma ani jednej niepotrzebnej literki, a wszystko jest niesamowicie dokładne. Po prostu nie ma możliwości oderwania się od tego tekstu. Jestem absolutnie zachwycona i pod wrażeniem.


"Moje zdziwienie sięgnęło szczytu, gdy dodatkowo zorientowałem się , że nie ma pojęcia o teorii Kopernika i budowie układu słonecznego"

Pierwsza część książki to "Przedruk z pamiętnika doktora Johna Watsona z oddziału medycznego armii brytyjskiej", druga to dokładne wyjaśnienie historii i motywów mordercy jakiego ścigają Sherlock Holmes i Watson w części pierwszej. Ale znajduje się tam także dokładny tok rozumowania i dedukcji Holmesa w związku z tą sprawą. To bardzo miłe, że autor pozwala jednocześnie zachwycać się umiejętnościami Sherlocka ale także daje nam ich wyjaśnienie. Chyba po to abyśmy mogli się z tego uczyć.

"-Gregson to najbłyskotliwszy z pracowników Scotland Yardu (...) On i Lestrade wybijają się wśród beznadziejnej reszty. Obaj sązybcy i energiczni, ale niestety bardzo konwencjonalni, co jest szokujące . Ponadto toczą ze sobą ciągłe spory. Są tak zazdrośni jak para profesjonalnych modelek. To może być zabawne, jeśli razem będą prowadzić tę sprawę."

Doktor Watson bardzo szczegółowo charakteryzuje postać Holmesa. Jednak z tego co pisze nie pojawia nam się obraz antyspołecznego Sherlocka-socjopaty (tak trochę się czepiam do serialu BBC), ale raczej człowieka entuzjastycznego i pracowitego, przy tym obdarzonego niezmierzonymi pokładami sarkazmu i tolerancji na ludzką głupotę. To w wielkim skrócie. Dużo trudniej powiedzieć coś o Watsonie, bo choć wszystko poznajemy z jego strony i to niezwykle dokładnie, to o sobie pisze niewiele. Trochę o swojej historii, ale poza tym nie jest tego dużo.


"-Nieważne, co robisz na tym świecie (...) Wszystko sprowadza się do tego, jak to okazujesz" 

Jak wspominałam jestem zachwycona i gdyby nie to, że biblioteka jest w remoncie to już bym czytała "Znak czterech".

LOVE, M

wtorek, 16 czerwca 2015

Zagrożenie w ruchu lądowym

Hello!
Jeszcze tu o nie wspominałam, że od 25 maja zaczęłam moją przygodę z prawem jazdy. Temat powracał całą klasę maturalną, ale nie było mowy, abym zaczęła kurs w trakcie roku szkolnego. Ja wcale nie chciałam go zaczynać, prawdę powiedziawszy. Po maturze z historii rodzice dali mi dosłownie jeden dzień spokoju, a w czwartek do lekarza, w piątek do urzędu i do szkoły jazdy.

Jakoś nie za bardzo widziałam siebie za kółkiem i moment rozpoczęcia jazd odkładałam jak najdłużej. Ostatecznie pierwszą jazdę miałam wczoraj. Generalnie całym tym prawem jazdy stresuję się tysiąc razy bardziej niż maturą czy czymkolwiek innym w dotychczasowym życiu. Okazało się jednak, że nie jest tak strasznie. Wszyscy mówili, że od razu instruktor każe mi jeździć po mieście. Wydawało się to nieprawdopodobne i na szczęście tak nie było. Przeszłam szkolenie na placu manewrowym i odwiozłam się do domu. Co oznacza, że faktycznie jechałam po mieście. I jakimś cudem nie zrobiłam krzywdy ani sobie, ani nikomu na drodze, ani samochodowi. Zastanawiałam się przed jazdami czy testamentu nie napisać, ale chyba nie będzie to konieczne.

Co się zaś tyczy obsługi samochodu. Zapominam, że istnieje coś takiego jak sprzęgło i przeważnie jak kazano zmienić mi bieg to go nie używałam. Poza tym nie za bardzo rozumiem ideę sprzęgła i biegów, wydaje mi się to zupełnie niepotrzebne. Podobnie jak lusterka. To znaczy wiem, że są potrzebne, ale nie wyobrażam sobie jak mam jechać pamiętać o sprzęgle, zmienić bieg i jeszcze ogarniać lusterka. Zawsze myślałam, że z moją koordynacją ruchową wszystko jest w porządku, ale teraz mam pewne wątpliwości. Jednoczesne wykonywanie 5 czynności póki co mnie przerasta.

Generalnie jestem jednak pozytywnie nastawiona, co jest dość dużym zaskoczeniem, bo miałam wcale nie robić tego prawa jazdy. A wróciłam z tych jazd tak zadowolona, że biegłam do domu, a potem chodziłam od jednego do drugiego okna, nie mogąc usiedzieć w spokoju.

LOVE, M

niedziela, 14 czerwca 2015

Dlaczego zaczynamy oglądać seriale?

Hello!
Codziennie podejmujemy mnóstwo decyzji. Chociażby co zjeść na obiad, albo mniej trywialne jak na przykład jaki kierunek studiów wybrać. Gdzieś pomiędzy nimi plasują się decyzje dotyczące jakie książki czytamy czy jakie filmy oglądamy. Jednak na film czy książkę poświęcamy przeważnie mniej czasu niż na oglądanie serialu. Zaczęłam się zastanawiać co sprawia, ze zaczynamy oglądać ten a nie inny. Bo to dlaczego serial oglądamy dalej, sezon po sezonie, to już zupełnie inna sprawa. Poniższa lista jest dość osobista, ale wydaje mi się, że przedstawia pewne typowe motywacje fanów seriali. Dodałam do niej konkretne przykłady z mojego życia i jeśli pisałam o poszczególnych serialach to także linki do recenzji.

Bo miałam zamiar napisać o tym na blogu. Idealnym przykładem jest "Elementary" sezon I, sezon II

Bo powstaje na podstawie książek, które lubię. Trochę oszukuję, bo serial "Shadowhunters" jest ciągle nagrywany i prawdę powiedziawszy niezbyt mnie do siebie przekonuje, ale powstaje na podstawie "Darów Anioła" więc będę musiała dać mu szansę.

Bo Benedict Cumberbatch zaczął wyskakiwać z lodówki. Oczywiście chodzi o "Sherlocka" BBC. Wyjaśnię to dokładniej gdy będę opisywała serial.

Bo tak naprawdę zainteresował mnie jeden bohater. I tak ze względu na wygląd. Kapitan Hak z "Once Upon A Time" Ponieważ są 4 sezony, z tym, że niektóre podzielone są jeszcze na wie części, wybrałam trzy recenzje. sezon I, sezon II, sezon IV, część II

Bo chciałam sobie pokazać, że dam radę obejrzeć coś zupełnie nie pasującego do mnie. To znaczy strasznego. A definicją strachu jest Hannibal. sezon I, sezon II. I oczywiście oglądam trzeci sezon. Ponad to od strasznego Hannibala już tylko krok do oglądania największego strachu dzieciństwa czyli "Z Archiwum X". Gdy ogłosili, że nagrywają kolejne odcinki i w radio puścili tę charakterystyczną muzyczkę niewiele brakowało, a dostałabym zawału serca.

Bo stacja wypuszcza cały sezon na raz, a ja jestem przed maturą. Przypuszczalnie nawet gdyby wystąpił tylko jeden z tych czynników, tak czy inaczej na pewno obejrzałabym Daredevila.

Bo jest związane z Marvelem.  Gdyby w przypadku "Daredevila" nie wynikłyby inne okoliczności pojawiłby się obok "Agent Carter", ale ten punkt należy tylko do niej. Prawie, zapomniałam o wytworze "Agenci TARCZY". Widziałam kilka odcinków z ciekawości i żeby zobaczyć powiązania z filmami, ale nawet pomimo obecności Coulsona to jest bardzo zły serial.

Bo słyszało się o nim dużo dobrego.  W sumie to same zachwyty. "Gdzie pachną stokrotki" sezon I, sezon II

Bo był popularny. I obijał się o uszy, wszędzie. Nawet w szkole. Moje koleżanki z gimnazjum się zakochały, a ja bardzo szybko zrozumiałam dlaczego. Mam na myśli "Plotkarę". Nie pisałam bezpośrednio o serialu, w linku znajdziecie kilka gifów z Chuckiem i Blair.

Aby mieć o czym rozmawiać z K. Obejrzałam anime "Kuroshitsuji", a potem wyszyłam Sebastiana.

Bo zobaczyłam w internecie gif i mnie zainteresował. Było to dawno temu i był to gif z anime "Elfen Lied". Dość paskudny i nie powinien był zwrócić mojej uwagi, a jednak. Nawet go znalazłam.



Bo leciał w telewizji, gdy wracałam ze szkoły.  A konkretniej mniej więcej w czasie obiadu. I przez to wpadłam nie tylko ja, ale i cała moja rodzina. O "Wspaniałym stuleciu" mam zamiar jeszcze napisać.

Bo dziwnym trafem przypomniałam sobie o serialu, który jakimś cudem widziałam w telewizji wieki temu.  Telewizja polska wyemitowała chyba pierwszy sezon "Doctora Who", bo wiem, że to widziałam, chociaż tego nie pamiętam. Ale wiele tak później niesiona popularnością kultury brytyjskiej obejrzałam 8 sezonów tego genialnego serialu. sezon II, sezon IV, zeszłoroczny odcinek świąteczny

Bo wredny lekarz rozwiązujący medyczne zagadki to idealny pomysł na serial.  Jeśli ktoś ma wątpliwości o jaki serial może chodzić to nie mam pojęcia gdzie się uchował. Oczywiście, że o "Housa".

Bo miłość do kryminałów i zagadek to nieodłączna część życia. Mogłoby się tu znaleźć na przykład "CSI" czy inne skrótowe literki i miasta w USA, bo i te seriale oglądałam. Ale największy romans przeżyłam z serialem "Castle".

15 powodów. Myślę, że gdyby poszukać znalazło by się ich z 50, ale daję sobie czas, jak je znajdę to na pewno Was o tym poinformuję.

Trzymajcie się, M




piątek, 12 czerwca 2015

Zmiana ("Elementary" S2)

Hello!
Drugi sezon "Elementary" podobał mi się dużo bardziej niż pierwszy. Pomijam już fakt, że w pierwszym odcinku twórcy zabierają nas do Londynu, co samo w sobie jest fantastyczne. Ale oprócz tego spostrzegli, że na formule pierwszego sezonu daleko by nie zaszli. Dlatego pojawiają się mniej schematyczne odcinki, różnego rodzaju urozmaicenia, nawet na chwilę wróciła Moriarty. Plus serial złapał lepszą proporcję pomiędzy sprawami zawodowymi a prywatnymi bohaterów, co oznacza, że tych drugich jest więcej i są rozegrane z większym sensem. Jednak w drugim sezonie pojawia się kolejna tajemnicza postać- Mycroft.


Rhys Ifans, który gra brata naszego głównego bohatera, w każdym filmie wydaje mi się podejrzany, ale tylko dlatego, że zawsze mylę go z aktorem, który gra głównie złe role. Mniejsza o to. Jednak w czasie oglądania "Elementary" mocno odczuwałam pewien niepokój dotyczący jego postaci. I jak się okazało słusznie. Mycroft to wyjątkowo skomplikowanie przedstawiona postać. Nawet jak już wydaje się nam, że coś o nim wiemy, to na pewno jest inaczej niż przypuszczamy. A twórcy dają nam duże pole do snucia teorii wręcz spiskowych.


W notce dotyczącej pierwszego sezonu wspomniałam, że nie przeszkadza mi fakt, że Watson jest kobietą, i że nie oczekiwałam romansu pomiędzy nią a Sherlockiem. W drugim sezonie zaczęło mi to przeszkadzać, ale z bardzo konkretnego powodu. Otóż, ktoś nie mógł wytrzymać samotnej Watson i postanowił wyswatać ją ze starszym Holmesem. Ciężko było mi na to patrzeć. Tak niepotrzebnego i na siłę, i robionego specjalnie, i naciąganego wątku dawno nie widziałam. Ponad to Watson postanowiła się wyprowadzić i może się to źle skończyć dla trzeźwości Sherlocka.

Zupełnie zapomniałam o żółwiu. On jest prawdziwym powodem, dla którego oglądam "Elementary". Uwielbiam żółwie.

Bardzo w "Elementary" podoba mi się to, że finał rozgrywany jest już praktycznie od 20-21 odcinka (na 24). Można pozwolić sobie na skomplikowanie fabuły i spektakularne rozwiązanie. I przy okazji zakręcenie tak, że z niecierpliwością czeka się na kolejny sezon.

 Co zaś się tyczy naszego głównego bohatera. Cały sezon to obserwowanie jego zachowań i relacji międzyludzkich. Sherlock to wyjątkowo ciekawy obiekt do takich obserwacji. Twórcy serwują nam dużo sytuacji, w których zagubiony Holmes musi się odnaleźć. Sprawa detektywa Bella czy tego, że Sherlock dostał pod swoje skrzydła uzależnionego. Ale jak wspominałam wyżej z powodu Watson jego sytuacja na trzeci sezon może się bardziej skomplikować. A już była szansa, że całkowicie zasymiluje się ze zwykłymi, normalnymi ludźmi.

Nie spodziewałam się niczego niezwykłego po "Elementarz", a dostałam całkiem ciekawy serial. Zabieram się za trzeci sezon.

Miłego weekendu, M

środa, 10 czerwca 2015

Nie tylko w kinie i teatrze IV - Polskie akcenty

Hello!
Czwarta część teledysków, w których występują aktorzy i aktorki miała się pojawić jeszcze w kwietniu, ale nie udało mi się tego zrobić przez cały maj. Nawet nie wiem kiedy on zleciał. Na szczęście przypomniałam sobie, że mam zapisanych kilka teledysków- tym razem polskich. A gdyby kogoś interesowały poprzednie to zapraszam I, II, III.

Agata Buzek "Don't get around much anymore" Rod Stewart & Krzysztof Krawczyk.


Katarzyna Herman "Po drugiej stronie chmur" Bracia


Paweł Deląg  "Niech mówią, że to nie jest miłość" Piotr Rubik


Marcin Bosak "Ostatnia nocka" Yungopolis i Maciej Maleńczuk


Marcin Dorociński "Reconcile" Curly Heads


Andrzej Chyra "Z twarzą Marilyn Monroe" Myslovitz


Agnieszka Dygant "Dla Ciebie" Myslovitz


Małgorzata Socha "Jeszcze o nas" Łukasz Zagrobelny


Za każdym razem, gdy przeglądam te teledyski to odkrywam coś nowego, czy to zespół czy zdolności aktorskie. Niektóre z tych teledysków są dziwne, inne fascynujące. Warto poszukać samemu, bo aktorzy często wybierają mało znane zespoły i tworzą z nimi fenomenalne rzeczy. Takie, że aż ich tu nie pokazuję.

Trzymajcie się, M


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Wystarczy być sprytniejszym ("Sherlock Holmes: Pociąg do Edynburga")

Hello!
Film "Sherlock Holmes: Pociąg do Edynburga" obejrzałam zupełnym przypadkiem w zeszłą środę. Po śniadaniu skakałam po kanałach filmowych i gdy tylko zobaczyłam tytuł wiedziałam jak spędzę poranek.
Okazało się, że film jest niezbyt długi a całkiem przyjemny. Przeważnie trochę przerażają mnie daty powstania filmu typu 1946 rok, jak to ma miejsce w tym wypadku, ale zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona.


Akcja dzieje się oczywiście w pociągu. Osobiście mam słabość do rzeczy dziejących się w pociągach, bo jednym z moich pierwszych kryminałów i początkiem mojej miłości do tego typu książek i filmów było "Morderstwo w Orient Expressie" Agathy Christie. Poza tym ograniczona przestrzeń i powiedzmy niezmienna liczba bohaterów daje wbrew pozorom twórcom duże pole do popisu. I albo mogą wykorzystać je idealnie, albo polec.
Basil Rathbone oprócz tego filmu w postać Sherlocka Holmesa wcielił się jeszcze 12 razy, o ile dobrze policzyłam, co  więcej "Pociąg do Edynburga" był jego ostatnim występem. Nie wiem czy obejrzę pozostałe, ale ponieważ ten całkiem mi się podobał istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo.


Sam film natomiast jest niezwykle ciekawy. Każdy może być oskarżony o popełnienie zbrodni albo o współudział, nawet ci, którzy wyglądają najniewinniej. Sherlock Holmes nie daje się złapać na takie rzeczy, zawsze jest o jeden, a nawet dwa kroki przed mordercą. Przewiduje z ogromnym wyprzedzeniem i planuje rzeczy nawet niemożliwe. Nie spodziewałam się, że to śledztwo może mnie aż tak zafascynować. Obok Sherlocka Holmesa pojawił się oczywiście Waston, który był przezabawny i Lestrade, który był jeszcze zabawniejszy niż Watosn. 

Trzymajcie się, M

sobota, 6 czerwca 2015

Detektyw w Nowym Yorku ("Elementary" S1)

Hello!
Dziś naprawdę zaczynamy wakacje z Sherlockiem Holmesem.
"Elementary" to schematyczne połączenie rzeczy znanych z seriali "Castle" i "House". Plus biorąc pod uwagę, że House jest w zasadzie Sherlockiem Holmesem medycyny, to wyraźne nawiązanie może budzić pewne podejrzenia względem poziomu serialu. I troszkę to razi, ale idzie się przyzwyczaić.


Po pierwszym odcinku, pomimo licznych obaw, byłam entuzjastycznie nastawiona do serialu. Niestety, później zaczęło wiać nudą. Co odcinek to samo: pokazanie mniej więcej przestępstwa, którego zagadkę będziemy rozwiązywać, chwila w domu Sherlocka, posterunek, badanie sprawy w miejscu zbrodni i bieganie po całym mieście w poszukiwaniu podejrzanych, rozwiązanie zagadki. A na koniec odcinka twórcy rzucali hasła typu: coś się wydarzyło w Londynie, Irene Adler, odejście Watson, ale jakaś kontynuacja tych wątków osobistych, następowała znów dopiero w końcówce kolejnego odcinka. Prawie do samego finału nic z tego nie wynikało. Mały przełom, zarówno w poziomie zagadek, jak i w relacjach Sherlock-Watson nastąpił w 16 odcinku i już do końca serial utrzymywał się na fali wznoszącej.


Nie miałam problemów z tym, że Watson jest kobietą. Nawet nie poruszył mnie fakt, że była kompanem w trzeźwości. Ale irytuje płytkość relacji jej i Holmesa. I wcale nie mam na myśli żadnych romansów, bo akurat to naprawdę do niczego by nie pasowało. Po prostu w ich wspólnej egzystencji wszystko za prosto się układa. Wszystko im wychodzi. W życiu raczej tak łatwo nie jest. Nawet jak ze sobą "szczerze" rozmawiają to wydaje się, to niemożliwe, bo z tego co pokazane w serialu, to oni za mało się znają. Niepokój Watson o Sherlocka jest odrobinę naciągany.


Co się zaś tyczy głównego bohatera to podoba mi się, że jednak jest bardziej ludzki i ma nie tylko negatywne odczucia względem otaczającego go świata. Oczywiście tu się wkrada element porównawczy z  serialem BBC, ale może po obejrzeniu pozostałych sezonów "Elementary" faktycznie pobawię się w napisanie porównania, teraz ten temat zostawiam. Z tym, że chyba jednak wolę Sherlocka z "Elementary",  który ma swoje słabości i docenia ludzi, których ma wokół siebie, na swój pokręcony sposób.


W tym serialu jest coś niesamowitego- lubię każdą postać a to rzadkość. Zarówno główną parę bohaterów jak i kapitana Gregsona i detektywa Bella. A i postaci pojawiające się na drugim planie czy tylko w pojedynczych odcinkach często są dość ciekawe.


Finał i powinno być wielkie bum, ale nie było. Pierwszy sezon wyszedł w 2011 roku i w internecie nietrudno natknąć się na spoilery. Trzeba jednak pogratulować twórcom pomysłu, bo faktycznie jest wyjątkowo ciekawy, a wręcz szalony.

Pozdrawiam, M

czwartek, 4 czerwca 2015

Liebster Blog Award - książkowe

Hello!
W zeszłym tygodniu zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez addictedtobooks i dziś przyszedł czas na zmierzenie się z pytaniami.


Czy jest jakaś książka, która doprowadziła Cię do łez? Jeśli tak, to jaka? 
Prościej byłoby mi wybrać książkę, podczas czytania której nie płakałam. Jestem człowiekiem, którego historie w książkach bardzo często doprowadzają do łez. Akurat jestem w trakcie czytania "Dawida Copperfielda" Dickensa, a początek książki jest tak smutny, że nawet 100 stron nie przeczytałam, a już było ze mną źle.
 Jaka jest według Ciebie najlepsza książka napisana przez polskiego pisarza/pisarkę?
Nie umiem się zdecydować. Naprawdę lubię książki polskich autorów, które są w kanonie lektur, a z nich najbardziej Sienkiewicza. Ale lubię też współczesną polską fantastykę.
Jaka jest najgrubsza przeczytana przez Ciebie książka?
Prawdę powiedziawszy zupełnie nie zwracam uwagi na grubość książek, ale myślę, że mogła to być ostatnia cześć Harrego Pottera, "Anna Karenina" albo "Nędznicy".
Po jakie książki najchętniej sięgasz? (fantasy, romanse, science-fiction…)
Fantasy, kryminały i prawie wszystko co dzieje się w przeszłości.
Jaki jest według Ciebie najbardziej irytujący bohater i w jakiej książce możemy się z nim spotkać?
W prawie każdej książce jest niesamowicie irytująca postać, aż trudno wybrać jedną, jednak, gdy dłużej zastanowiłam się nad tym pytaniem to przyszedł mi do głowy Quasimodo z "Katedry Marii Panny w Paryżu". Moja irytacja mogła wynikać z tym, że myślałam, mylnie, że jest to zupełnie inna postać niż faktycznie została przedstawiona w książce. To wina Disneya.
Czy lubisz oglądać ekranizacje książek które kiedyś przeczytałaś/eś?
Lubię. A najbardziej jak niczego nieświadoma oglądam film, a potem okazuje się, że była to ekranizacja. Miałam mnóstwo takich sytuacji.
Jaka jest najlepsza książka jaką przeczytałaś/eś w tym miesiącu?
Czerwca minęły dopiero 4 dni, a ja skończyłam czytać "Mechanicznego księcia" więc niech będzie. Cóż był bezkonkurencyjny,
Gdzie najczęściej kupujesz książki? (księgarnia, internet …)
Księgarnia. Ale ja najczęściej książki dostaję w prezencie i bardzo się z tego faktu cieszę.
Czy któryś z Twoich rodziców zaszczepił w Tobie pasję do czytania?
Nie do końca, w zasadzie była to siostra mojej mamy.
Gdzie najchętniej czytasz książki?
W pokoju, na łóżku. A latem na balkonie.
Wolisz czytać książkę papierową czy w wersji elektronicznej na czytniku e-booków.
Papierową! Nie wyobrażam sobie czytania książki w innej formie, to już nie byłaby książka. 


Miłego długiego weekendu, M

wtorek, 2 czerwca 2015

Wakacje z Sherlockiem Holmesem

Hello!
Historia upiornego Ericka zniknęła już z paska po prawej stronie, zastąpiona odpowiedniejszym do tematu najbliższych czterech miesięcy obrazkiem z Sherlockiem Holmesem.


Rok temu w wakacje towarzyszył nam "Doctor Who" w tym roku jest to najsłynniejszy detektyw świata. Chyba każdy wie kim był Sherlock Holmes, tym bardziej, że w ostatnich latach mamy wysyp produkcji z tym bohaterem, zaczynając od dwóch filmów z Robertem Downeyem Jr., poprzez serial BBC, a na "Elementary" kończąc. Do dnia dzisiejszego obejrzałam filmy, serial BBC i jednej z trzech sezonów "Elementary", ale zaległość mam zamiar jak najszybciej nadrobić. Ale także obejrzeć starsze produkcje w jak największej licznie, oraz, oczywiście, przeczytać dzieło Sir Artura Conan Doyle'a. Mam 4 miesiące, myślę, że dam radę.


A Sherlock miał swój debiut na blogu prawie rok temu jako prezent urodzinowy dla K.


LOVE, M