sobota, 8 stycznia 2022

O tym jak w 2021 roku postanowiłam być kreatywna

 Hello!

Po doświadczeniach 2020 miałam taki plan, aby nie kupować kalendarza na rok 2021, bo obawiałam się, że będzie to zakup bez sensu. Jednocześnie jednak od lat miałam kalendarze, a od 4 lat byłam wierna kalendarzom Chatolandii. Miałam w pewnym momencie ambitny plan, aby rozpisać sobie kalendarz w zeszycie, taki bullet journal, ale na dłuższą metę to nie dla mnie. W końcu zaczęłam rozglądać się za gotowym kalendarzem. I znalazłam idealny - taki z rozkładem roku (a nawet dwóch), który po jednej stronie ma rozkład tygodnia a po drugiej stronę w kropki (a na końcu ma jeszcze więcej kartek w kropki!). To jest poziom zorganizowania i miejsca dla kreatywności, którego potrzebowałam. 

Lista przeczytanych książek

Lista książek do przeczytania

Pomysł na "regał" z książkami, które chciałabym przeczytać? Wpisać je ołówkiem i poprawić długopisem, gdy zostaną przeczytane. Druga rozkładówka - bo jak widać na tej skończyło się miejsce - to projekt rozłożonej książki. Jeszcze nie jest zapełniony, więc na 2022 listy książek "do przeczytania" nie będę robiła.

Naoglądałam się bullet journalów i poczułam się wyjątkowo zainspirowana. Szczególnie regał z przeczytanymi książkami. Znalazłam też obrazek idealnie oddający mój stan przed sesją oraz postanowiłam zrobić w zeszycie celebrację comebacku ONEUS z pełnym albumem. Chciałam jakoś lepiej uchwycić momenty roku. 

Student przed sesją

 To ja przed sesją.

Wyszło... średnio. Ale w sumie cieszę się z tego, bo moja kolekcja washi tapów nie rozrosła się za bardzo. Ich szukanie i oglądanie w pewnym momencie na początku 2021 roku było moją główną rozrywką i hobby. Mam za to mnóstwo wyciętych kartek z gazet. Albo czegokolwiek papierowego, co nadawało się do pocięcia i pomyślałam "może będę mogła to wykorzystać w kalendarzu!". Są tego dwie teczki... i gdybym chciała to wykorzystać, to chyba potrzebowałabym jeszcze 6 kalendarzy.

Chciałam wykorzystywać kalendarz do świętowania chwytania dnia i celebracji tygodni, ale czasami zwyczajnie nie ma co celebrować, a zmuszanie się, aby to robić może być kontrproduktywne i przygnębiające. Zmuszanie się do czegokolwiek, nie jest dobrym pomysłem. A ja też nie jestem najlepsza w celebrowanie.

SHINee ONEUS COMEBACK CELEBRATION

Nie chcecie wiedzieć, ile czasu zajęło mi zapisanie całej strony Don't Call Me i jak bardzo bolała mnie ręka po fakcie. Ale jednocześnie - to chyba moja ulubiona strona w całym kalendarzu.

Puste strony w tygodniach, gdy nie miałam, co pomysłu, co na nich zapisać, może nie oznaczały porażki - bo nie patrzę na to w ten sposób, ale denerwuje mnie marnowanie miejsca i papieru. W sumie bez zaskoczenia zauważyłam, że im bliżej końca roku, tym miej kreatywne a bardziej zapiskowe i planowe stały się te wykropkowane strony. 

Ale dzięki temu dowiedziałam się co chcę i co potrzebuję zapisywać. Jak wspominałam, kalendarz ma dużo pustych stron - w zasadzie prawie połowę objętości - więc będę jednak sama rozpisywała sobie tygodnie i robiła kreatywne rzeczy, tylko wtedy gdy naprawdę je czuję - aby nie marnować miejsca i papieru. 

Eric Nam - I Don't Know You Anymore

Co odkryłam w ciągu roku? Że listy przeczytanych książek to muszą być listy, ponumerowane, jeden tytuł pod drugim. Lista, którą widać na pierwszym zdjęciu, początkowy wyglądała zupełnie inaczej - nie była listą - ale w końcu postanowiłam zakleić to, co było tam wcześniej i zrobić listę. W kalendarzu jest także jej druga część, ale znów - postanowiłam pokombinować i chociaż też jest listą, wygląda koszmarnie. Na 2022 wrócę do tła z brązowego papieru i pisania ołówkiem. Za to książki do przeczytania mogę sobie układać na bardziej kreatywnych rysowanych półkach. 

Odkryłam też, że lubię notować słowa piosenek. Że strony w kropki, przy odrobinie wysiłku (dwóch kolorach długopisu, aby było ładnie), sprawdzają się do zapisywania ważnych punktów z webinarów, których zdarzało mi się w tym roku słuchać. Przed każdym miesiącem potrzebuję rozpisanego kalendarza na tenże miesiąc. Te malutkie rozkładówki roczne z początku kalendarza są zwyczajnie za małe. Chociaż dla nich mam osobne zadanie. 

Bardzo chciałam zrobić w kalendarzu jedną "kreatywną" rzecz, ale mi się nie udało (prawie!). Być może wiecie, że zbieram te miniaturowe plakaty promocyjne filmów, które można znaleźć w kinach. I planowałam przygotować stronę i taki plakacik wkleić do kalendarza. Nie udało się, bo w moim kinie nie było plakacików filmów, które mnie interesowały. Podwójnie rozczarowujące, bo nie mam ich zarówno w kalendarzu, jak i w mojej kolekcji. Udało się dopiero ze Spider-Manem! A naprawdę byłam przekonana, że nie da tego zrobić w 2021 roku. I wyszło nawet świątecznie. I krzywo - ile bym się nie starała, mierzyła i przykładała linijkę - zawsze jeśli coś przyklejam - jest krzywo. Zawsze. Nawet to poprawiałam, aby wyglądało na mniej krzywe, gdy już zrobiłam pierwsze zdjęcie i je wymieniałam.

Spider-Man Bez drogi do domu

Trochę Spider-Mana, trochę świąt.
Ponadto ciekawe komu przypomniało się, że ma spinacze do papieru i nie musiał wykorzystywać tableta do przytrzymywania kalendarza, po tym, gdy wykonał już wszystkie zdjęcia?

Problemem z wklejaniem rzeczy do kalendarza, jest to że zeszyt szybko, bardzo szybko, zwiększa swoją objętość, co zmniejsza komfort użytkowania. I być może wklejałabym więcej, gdybym nie była przerażona wizją, że w końcu nie będę mogła w nim pisać. Poza tym - moja drukarka nieszczególnie dobrze radzi sobie z drukowaniem niedużych, ale bardzo kolorowych obrazków. To, co widać na zdjęciach, to oczywiście nie wszystko, ale tych "kreatywnych" projektów, które wykonywałam nieco na siłę nie chcę pokazywać. 

Literatura istnieje jako funkcja książki

Powyżej widzicie moje dwa ulubione cytaty z 2021 roku. Szczególnie ten o literaturze bardzo do mnie przemawia. Drugi brzmi: "Im więcej dowiaduje się reporter, tym więcej pokory nabywa narrator".

Ogólnie wiem też, jakie rzeczy mogłabym śledzić habit trackerami. Nie robiłam tego prawie wcale w tym roku (na początku zapisywałam na kartce z kalendarza wiszącej nad biurkiem), ale mam dwie rzeczy, których częstotliwość chciałabym sprawdzać i planuję to sobie rozpisać. 

Dowiedziałam się też, że są rzeczy, których śledzenie mi nie idzie: lista oglądanych filmów i seriali na przykład - ale robiłam tę listę w drugim kalendarzu. Notatniku bardziej, bo coś czułam, że będzie bez sensu. Myślę, że z czasem zrobię w nim rozpiskę blogową (blog ma osoby zeszyty i jeszcze jeden notatnik...), gdy miejsce w obecnym zeszycie się skończy. Chociaż może się to stać nawet za trzy lata. 

Myślę, że za rok dam znać, jak poszło mi z tworzeniem własnej rozpiski tygodniowej i co kreatywnego jeszcze znalazło się w kalendarzu. 

LOVE, M

środa, 5 stycznia 2022

K-pop 2021 (lipiec-grudzień)

 Hello!

Oto trochę moich opinii o comebackach z drugiej połowy 2021!  Jest tego sporo - a mogłoby być więcej - i już przy poście o pierwszej połowie roku zauważyliście i zauważyłyście, że wychodzi z tego dość długi wpis - także rozważam, czy nie podzielić tego na 3 części, co 4 miesiące - taki podział odzwierciedliłby też chyba lepiej ogólną roczną trajektorię comebacków. Myślę też, że zacznę bardziej pilnować dopisywania miesięcy, bo trochę tego brakuje.

Jedna rzecz - wydawało mi się to oczywiste, ale chyba może nie być. Nie tworzę tego wpisu całego na raz. Dopisuję do niego piosenki czy płyty, gdy się ukazują i zdążę je przesłuchać. Także bywają to nieco rozemocjonowane oceny - a potem sama się przekonuję, do których piosenek tak naprawdę wracam. Także bardzo proszę nie brać tego wszystkiego bardzo poważnie.

D.O - Rose

Jaka niesamowicie przyjemna płyta! Gdy nie mogłam jeździć rowerem, wróciłam do spacerowania i to była cudna towarzyszka podróży. 

AKMU with IU - NAKKA (fall)  

Bardzo dobra płyta! I chociaż NAKKA to fenomenalna piosenka, to moją ulubioną jest zdecydowanie Everest z Samem Kimem. Ale warto zapoznać się ze wszystkimi piosenkami. I wszystkie, a jest ich 7, mają teledysk! A całym konceptem na płytę jest to, że w każdej piosence ktoś AKMU towarzyszy. 

Dreamcatcher - BEcause

Deramcatcher lubi sobie pogrywać z mrocznym dziewczęcym konceptem i choć miały teledyski, które były mu zdecydowanie bliższe niż ten i on jest bardzo, bardzo ciekawy. 

Golden Child - Ra Pam Pam

Otóż wygląda na to, że członkowie zespołu Golden Child nie mogą żyć w spokoju. Albo są w świecie, gdzie są zombie, albo żyją w jakimś postapokaliptycznym scenariuszu. W każdym razie to ich kolejny bardzo filmowy i bardzo dramatyczny teledysk. Z rodzajem muzyki, który prezentuje Ra Pam Pam stanowi pewien kontrast, ale wizualia i piosenka zaskakująco dobrze się uzupełniają.

Fuxxxxx Crazy - Park Won

Jakoś nie było chyba okazji na blogu wspomnieć, że bardzo lubię tego wykonawcę, a teledysk do jego nowej piosenki bardzo mnie zaskoczył. Jeśli go nie znacie, to koniecznie powinniście poznać. Jego najbardziej znana piosenka to all of my life, Try też jest znana. Ale możecie go też kojarzyć z piosenek z dram - do Mr. Sunshine - Stranger, do It's Okay to Not Be Okay - My Tale, do Sisyphus: The Myth - You're My Light: Lacrimosa.

Red Velvet - Queendom

Wakacyjne piosenki Red Velvet zwykle bywały dla mnie... za trudne. Albo inaczej - nie nadawały się do takiego codziennego słuchania. Aż wchodzi Queendom cały na biało -  jest przyjemną piosenką z całkiem niezłym, niepretensjonalnym (a było o to łatwo) tekstem i ciekawym teledyskiem. Strukturalnie przypomina mi trochę Psycho, ale to może z powodu podobieństwa partii rapowych Irene.

CIX - WAVE

Już kiedyś pisałam, że CIX jest jednym z najciekawszych zespołów nowej (czwartej) generacji k-popu i zdania nie zmieniam. Cała płyta jest bardzo przyjemna do słuchania. 

Ten&Yangyang - Low Low

Miałam nie pisać o tej piosence, ale to jedna z najbardziej wpadających w ucho i łatwych do zapamiętania piosenek, jakie słyszałam od nie pamiętam kiedy. Ma słowa po angielsku i można je zapamiętać automatycznie po dwóch przesłuchaniach. (Po czym szybciutko zapomnieć).

Jay B - B.T.W

Tyle piosenek mi się podobało, aż w końcu musiało przestać. Otóż, gdy usłyszałam tę piosenkę, nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Wlatywała jednym uchem, wylatywała drugim, teledysk miał zerową zdolność przykuwania uwagi a całość była tak niesamowicie mdła, że naprawdę nie mogłam uwierzyć, że to jest pierwszy singiel promujący płytę. 

Każda jedna piosenka z tej płyty - na czele ze Switch it up, które było wypuszczone tuż po zmianie wytwórni przez JB - to ciekawsza i lepiej nadająca się na singiel piosenka niż ta. Piosenka z Whee In - świetna. FAME - chyba moja ulubiona. Switch it up nie powinna była być pokazana światu wcześniej. Ogólnie każda. B.T.W przy tych piosenkach wygląda jak wypadek przy pracy, coś co powinno pozostać w wersji demo. To jest mój największy tegoroczny k-popowy szok. 

Ciekawostka: Jay B był w podkaście Erica Nama Daebak Show i sam przyznał, że jakość teledysku mogłaby być lepsza... I wydaje mi się, że nie odnosiło się to tylko do kwestii pogody... Tym bardziej, że z klipem miało coś wspólnego VM Project Architecture, które zasadniczo robi jedne z najlepszych teledysków w k-popie.

KEY - Hate that...

Pokochałam tę piosenkę od pierwszych sekund, to taki idealny radiowy przebój i tylko żałować, że nie ma szans, aby usłyszeć go w Polsce. Co nieczęste - ogromnie podobają mi się także słowa. Ogólnie to w sumie nie jest szczególna piosenka - o tym, jak bolesne jest rozstanie, bardziej oklepany temat to tylko sama miłość - ale jest fenomenalnie zrobiona. 

BTOB - Outsider

BTOB i ich teledyski inspirowane filmami! Płytę przesłuchałam od razu, jest świetna. Poprzednia zresztą też była, a ja chyba powinnam poznać lepiej twórczość całego BTOB nie tylko tego składającego się z 4 członków. Płyta BTOB uratowała mnie też przez zamordowaniem Hate that..., bo byłam na dobrej drodze, aby słychać te piosenki przez cały dzień bez przerwy (a akurat miałam trochę pracy... i skończyłoby się to tak, że nie była bym w stanie włączyć jej już nigdy). 

LeeHi - 4ONLY

Mam mniej więcej zerowe zainteresowanie w kupowaniu albumów (chociaż na początku roku bardzo podobały mi się zapowiedzi Don't Call Me SHINee), ale ten album bym kupiła. Tak po prostu. Z trzech teledysków, które się ukazały, aby go promować, najbardziej podoba mi się Savior z B.I. Ale z piosenek na płycie - każda jest świetna. 

NCT 127 - Sticker

Miałam w ogóle nie wspominać o tej piosence, bo szczerze nic o niej nie myślałam. Dobra myślałam, że to nie jest piosenka, bo muzycznie niewiele się w niej dzieje (w sumie byłam prawie przekonana, że moje słuchawki oddały życie, gdy oglądałam teledysk i dlatego nie słyszę muzyki), ale wydawała mi się zabawna. A potem przeczytałam, że fani nie są tą piosenką zachwyceni. Delikatnie powiedziane. Moim zdaniem ta piosenka ma w dyskografii NCT 127 wiele sensu i do nich całkowicie pasuje. Może jest nawet trochę zbyt podobna do Kick It. 

ITZY - LOCO i SWIPE

Jak już ustaliliśmy - ITZY to nie jest zespół, którego jestem targetem. Natomiast nie przypuszczałam, że chciałabym, aby dziewczyny wróciły do swojej fazy "nastolatek z wymyślonymi hejterami", bo LOCO jest kolejną nijaką piosenką od JYPE i sprawia, że mam ochotę w kółko słuchać Crazy in Love Beyoncé - piosenki, która ma 12 lat i broni się w każdych czasach. Nie wiedziałam nawet, że będzie drugi teledysk - a SWIPE jest piosenką z konceptem, który może obrobiłby się w 2020 roku. Ogólnie obie te piosenki są jakieś nie na czasie - i to nie w znaczeniu, że są awangardowe, a raczej, że powinny się były ukazać rok, dwa, trzy lata wcześniej. 

KEY - BAD LOVE

Hate that było singlem zapowiadający tę płytę - i Bad Love jest jedną z nielicznych piosenek, które okazują się w całości dużo lepsze niż to, co zapowiadały zwiastuny. Jest retro, ale nie jest taka oczywista, bo jest całkiem wewnętrznie różnorodna, a jednocześnie - nie ma się poczucia, że to 3 zszyte piosenki. Cała płyta jest jednocześnie znakomita do pracy i sprawia, że idąc po ulicy ze słuchawkami w uszach czujesz się zajebiście i możesz podbić świat - a to nie jest coś, co często czuję. 

Co ciekawe - dosłownie kilka dni wcześniej ukazał się nowy singiel Woosunga (wokalisty The Rose) Dimples i też jest retro i w sumie to pasowałaby na tę płytę. 

Miałam już moment zmęczenia retro konceptem (i dlatego dopiero teraz - to jest we wrześniu - doceniłam piosenkę Abittipsy), ale prawda jest taka że bardzo, bardzo go lubię. 

aespa - Savage

Gdy zobaczyłam trailer tej piosenki, była tylko jedna rzecz, o której pomyślałam - How You Like That Blackpink... Cała piosenka nie pomogła. Intro jest tragiczne - tak efekty, jak i wprowadzenie Winter (WTF? Co to miało być?). Mam wrażenie, że całą piosenkę niesie Giselle i jest to dziwne wrażenie. Ogólnie to trochę piosenka bez piosenki i jest w tym podobna do Sticker NCT, a jednocześnie to - znów - trzy piosenki w jednej, chociaż czuć to zdecydowanie mniej niż przy Next Level. Prawda jest jednak taka, że w tym momencie przestałam rozumieć koncept aespy. Nie wiem, czy to koncept jest dla zespołu, zespół dla konceptu - i w którą stronę to działa. Szczerze pokonały mnie słowa "My naevis we love U" i nie potrafię podejść poważnie do tego wszystkiego. 

Tego samego dnia comebacki mieli: Youngjae (GOT7) z Vibin' (przyjemna piosenka, zupełnie nic specjalnego), Golden Child z DDARA (nie wiem do końca, co się dzieje w klipie, jaki vibe chcieli osiągnąć, ale to ładna, elegancka piosenka) oraz WOODZ i Waiting. Płyta nazywa się Only Lovers Left i nie ukrywam, że chciałam dodać Alive - jak w tytule filmu. W Waiting podoba mi się szczególnie rozdźwięk pomiędzy melodią i chęcią tańczenia do tej piosenki a teledyskiem i słowami. Miałam też chwilę czasu, aby przesłuchać płytę i pewnie nie powinnam być zaskoczona, bo wcześniejsze jego piosenki też miały ten vibe - to znaczy soft pop-rock. To się nie zdarza często w k-popie, a to mój ulubiony typ piosenek. Jeśli też go lubicie, to polecam sprawdzić płytę.

Only Lovers Left to może być moja trzecia ulubiona płyta w tym roku, jest znakomita, szkoda, że to minialbum.  

Raiden - Love Right Back 

Słuchałam tego albumu na zmianę z Only Lovers, bo akurat wyszedł, gdy miałam dużo, dużo pracy i są na nim ciekawe piosenki, przy czym samo Love Right Back jest chyba najsłabsze. W każdym razie musicie koniecznie sprawdzić It Wasn't Me, które na albumie śpiewa Choi Yoojung z Weki Meki! Musicie! 

Eric Nam - I Don't Know You 

Nie wiem, czy istnieje na świecie druga piosenka, z która tak bardzo bym się utożsamiała. Posłuchajcie koniecznie i zwróćcie uwagę na słowa!

SEVENTEEN - Rock with you

Miałam nie pisać o tej piosence, ale mnie ona fascynuje, bo brzmi jak by składała się z łącznika, pre-refrenu i czegoś, co ma być refrenem, ale z jakiegoś powodu nie robi wrażenia. Ogólnie - jakby czegoś brakowało, była napompowana na pokaz, ale nie dostarczała odpowiednich wrażeń. To nie jest zła piosenka, jest tylko dziwna. 

NCT 127 - Favourite (Vampire)

Pozostajemy w rejonie dziwnych piosenek, bo oto NCT ma coś, co jest bardziej piosenką niż Sticker, ale wciąż jest bardzo NCT. Jednocześnie ma refren jak piosenka sprzed lat, w której teledysku ktoś... wypruwa sobie żyły,  jest tak dramatyczny, że aż śmieszy. I ma... dance break, który pasuje do tego wszystkiego... no nie pasuje. Wycięli go z zupełnie innej piosenki i wkleili w tę. Ogólnie bawi mnie ta piosenka bardziej niż powinna.

Zastanawiałam się, czy wspominać o nowych piosenkach The Boyz - Maverick i ONEUS - LUNA, bo w sumie najlepsze, co mam o nich do powiedzenia to fakt, że pasują do tych zespołów. Cały koncept Maverick - szczególnie grafika oraz pomysł na klip - bardzo mi się podoba, ale piosenka jak piosenka. LUNA z tegorocznych comebacków ONEUS podoba mi się najbardziej, ale to żaden przełom. W sumie trochę szkoda, bo mam wrażenie, że ONEUS szuka swojego rozpoznawalnego dźwięku, a ich dwie pierwsze piosenki były takie charakterystyczne. Ale dostali pierwszą nagrodę w programie muzycznym!

TWICE - Scientist

Dosłownie z każdym kolejnym comebackiem TWICE coraz mniej wiem, co myśleć o kolejnej piosence. Science to nijaka piosenka, ale w takim neutralnym znaczeniu. Jest ani naprawdę dobra, ani zła - kompetentna piosenka. Tyle. 

SF9 - Trauma 

Miałam nie pisać o tej piosence, ale jest z nią coś dziwnego. Piosenka jak piosenka (pasuje do zespołu i to jest najlepsza rzecz, jaką można napisać o wszystkich comebackach od czasu Bad love - czyli dwóch miesięcy), ale mam wrażenie, że jej wersja, która jest na Youtube i na Spotify to dwie różne piosenki. I ta ze Spotify podoba mi się bardziej. Nie wiem, dlaczego mój mózg taką ją odbiera, ale tak właśnie jest. 

Ale jak już przesłuchałam całą płytę: Memory to trochę dziwna hip-hopowa ballada (?), całkiem mi się podoba. Dreams brzmi, jakby mogło być debiutancką piosenką jakiegoś zespołu, Gentelman ma smyczki (skrzypce?) i dawno nie byłam tak zbita z tropu, słuchając piosenki. I jest trochę jak piosenka-siostra dla Good Guy. On and On to taka piosenka, która powinna być na każdej płycie. Scenario jest trochę jak Gentelman 2.0. For Fantasy to piosenka dla fanów, a piosenki dla fanów to osoby gatunek. 

Bernard Park - Bad Influence

Czuję, że byłabym nieszczera, gdybym nie napisała o tej piosence. W sumie piosenkach. Bo są dwie: Bad Influence i Easier. I przez długi czas, po tym, gdy wyszły, gdy nie wiedziałam, czego słuchać - to słuchałam ich. Pierwszą polecam sprawdzić, jeśli lubicie sensualne koncepty, drugą - jeśli lubicie nieco bardziej melancholijne piosenki. Ponadto Easier ma ten plus, że jest po angielsku i jest świetna na karaoke. 

Kai - Peaches

Niczego nie spodziewałam się po tym minialbumie, bo Mmmh mi się nie podobało i rzadziej niż częściej ogólnie podoba mi się głos Kaia. No to się zdziwiłam. Peaches - moim zdaniem - pasuje do niego o wiele bardziej niż Mmmh. Teledysk jest taki ładny, podobają mi się szczególnie stroje i to uwaga - tancerek. Ale podoba mi się ogólnie cały vibe - i uwaga w sumie całkiem podoba mi się cała płyta! Akurat gdy wychodziła miałam mnóstwo pracy, więc i dużo czasu na słuchanie - i trzeba jej przyznać, że sprawdza się bardzo przyjemnie w słuchawkach do czytania. 

Woosung - Genre 

Jeśli ominęła Was ta płyta - to nie powinna i idźcie ją sprawdzić. Po prostu. Możecie ominąć C.W.S, ale resztę sprawdźcie. Szczególnie No String Attached (być może odkryłam w tym roku, że mam jakąś podświadomą słabość do anitdropów w piosenkach).

Minho - Heartbreak 

Oczywiście obserwowałam zapowiedzi singla Minho, ale w sumie nie spodziewałam się, że Heartbreak aż tak mi się spodoba. To naprawdę dobra piosenka, trochę inna, bardzo pasująca do Minho. Teledysk też jest warty uwagi. I z tego, co wiem, nie tylko mi Heartbreak bardzo przypadło do gustu.

BamBam - Who Are You

Szok, nie powinno się wypuszczać tak dobrych piosenek w tak niesprzyjającym czasie. Piosenka wydaje się prosta a gitara wprost wydaje się nieco za blisko niemalże latynoskich trendów obecnych w k-popie, ale coś jest w tym utworze, że jest zupełnie inny. I teledysk! W sumie nie spodziewałam się tak dużego udziału Seulgi w klipie i nawet samej piosence, ale gdy jej słucham i oglądam teledysk nie za bardzo potrafię wyobrazić sobie kogoś innego, kto by do Who Are You pasował. Powiedziałabym nawet, że BamBam z taką piosenką jest bardziej zaskakujący niż Seulgi jako gościnna gwiazda. W każdym razie to naprawdę udana kolaboracja. 

Mam nieodparte wrażenie, że pierwsza połowa roku w k-popie była dużo, dużo, dużo ciekawsza niż druga. Gdybym jednak miała jakoś ten 2021 podsumować - to dziewczyny rządzą i niejako wisienką na torcie tego stwierdzenia jest fakt, że SM ogłosiło dziewczęcą supergrupę Girls on Top - a dokładnie GOT the beat (chociaż, co ciekawe, o ile ludziom podoba się muzyka i koncept, tak całość jest owszem powerful, ale niekoniecznie empowering). Ale i bez tego mieliśmy: solowe debiuty członkiń Red Velvet i Blackpink (oprócz Lisy, bardziej w pierwszej połowie roku), aespa jest absolutnie w awangardzie k-popu ma się świetnie, STAYC to też świetna grupa, która stabilnie buduje swoją pozycję w k-popie. Ogólnie liczba debiutów i comebacków dziewczęcych zespołów była wyjątkowo duża. IVE i ich grudniowy debiut Eleven rozbiło bank. Nie można też nie wspomnieć o wybuchu popularności tancerek i grup z programu Street Woman Fighter! Od zakończenia roku promują się one (i słusznie!) lepiej niż niektóre grupy idoli. Zauważyłam też, że Miyeon z (G)I-DLE miała sporo występów gościnnych tu i tam i wydało mi się to ciekawe. 

The Rose - Beauy and the Beast

To że The Rose - jako cały zespół - wypuści cokolwiek w 2021 było chyba ostatnią rzeczą, o jakiej mogłam pomyśleć, że się wydarzy (i jak widać po powyższym akapicie - praktycznie skończyłam pisać ten wpis, gdy piosenka się ukazała). A jednak. Piosenka jest oczywiście ładna, The Rose nigdy nie zawodzi na jakości, ale teledysk! Teledysk jest piękny, a członkowie zespołu wyglądają znakomicie! 

A jakie są Wasze spostrzeżenia dotyczące k-popu w 2021 roku?
LOVE, M

sobota, 1 stycznia 2022

PODSUMOWANIE 2021

Hello!

Oto moje podsumowanie 2021 roku! Moje ulubione, Wasze ulubione i te wpisy, na które zwróciłam uwagę, gdy wybierałam posty do tego wpisu. Bardzo lubię robić podsumowania, bo dla mnie rok praktycznie zawsze podzielony jest na "do lipca", "wakacje", "od września/października" i zobaczenie go jako całości czy zauważenie jakiś zmian to zawsze ciekawe doświadczenie. Ponadto koncept czasu od dwóch lat to coś, czego nie ogarniam i nawet nie wiecie, jak bardzo muszę się zawsze pilnować, aby napisać wszędzie dobry rok - przez cały rok. Robiłam nawet umowę w grudniu i 3 razy upewniałam się, czy na pewno jest 2021. Także gdyby gdzieś coś było nie tak z rokiem - to przepraszam. 

Podsumowanie 2021

STYCZEŃ

Zacznę od przypomnienia recenzji dramy The Romance of Tiger and Rose - tytuł tej recenzji wiele mówi: Bajeczne rozczarowanie. Warto wrócić jeszcze do innych recenzji Kierunek: Noc, Niebo o północy, Alice in Borderland - szczególnie w kontekście późniejszego Squid Game. 

LUTY

W lutym pisałam, że moja biblioteczka to dość ciekawy zbiór książek, wspominałam też o książce z reportażami z Tajlandii (Człowiek w przystępnej cenie). Opisywałam też lustra w k-popowych teledyskach (Lustereczko powiedz przecie, kto jest najbardziej wkurzony na świecie).

MARZEC

Marzec był bardzo książkowym miesiącem. Mamy recenzję książki Plutopia, Ciemne typki (to książka o typografii, nie kryminał!) oraz Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym. W sumie chciałam czytać więcej o turystyce w 2021, ale niestety mi nie wyszło, mam nadzieję, że uda mi się wrócić do tego tematu.

KWIECIEŃ

Kwiecień to mój ulubiony miesiąc w roku i najchętniej przywołałabym po prostu wszystkie wpisy. Dlatego też zrobiłam wpis oraz podstronę na blogu Wszystko, co napisałam i jest związane z Koreami - zachęcam do sprawdzenia.

W 2021 roku do Szekspira w anime oraz Szekspira w k-popie dołączył Szekspir w dramach i to ten wpis linkuję. Chciałabym także wrócić do recenzji książek Republika Samsunga i Dworska tancerka.

MAJ 

 Kolejny wpis z pewnym przewijającym się w k-popie motywem - Lepiej umrzeć, niż zostać złapanym - Bonnie & Clyde w k-popie. Gdy tak patrzę na ten początek roku to był on bardzo książkowy i  chciałabym jeszcze wrócić do mojej opinii o książce Języczni. Teraz przełamanie - dość zaskakujące, bo to już prawie połowa roku a tu druga recenzja chińskiej dramy (gdzie koreańskie?), do której chcę wrócić - Word of Honor.

CZERWIEC

Czerwiec też obfitował w dobry content, aż trudno wybrać. Warto wrócić do filmu Minari, pierwszego od chyba w tamtym momencie 11 miesięcy filmu, który widziałam w kinie. Zastanawiałam się, czy przywołać recenzję dramy Navirella, ale wydaje mi się, że So Not Worth It nie było aż tak popularne - a powinno! Bo to zupełnie inne podejście do koreańskiej popkultury niż to, do którego zwykle jesteśmy - jako odbiorcy Netflixa - przyzwyczajeni. I jeszcze książka - Babel!

LIPIEC 

To może zaskakujące, ale chciałabym wrócić do recenzji dramy Doom At Your Service, która okazała się niezbyt dobra. Razem z eM z bloga eM Poleca zastanawiałyśmy się, co działo się w k-popie w roku 2017. A sama pisałam, co podobało mi się w k-popie w pierwszej połowie roku 2021.

SIERPIEŃ 

Więcej teledysków - w połowie roku ukazała się Wanna vol. 6 (teledyski na 7 już się zbierają). Chciałam też wrócić do recenzji książek Rzeczy, których nie wyrzuciłem i Kraj niespokojnego poranka.

WRZESIEŃ

Nie żartuję - sama siebie zaskoczyłam, że obejrzałam dramę The King: Eternal Monarch, bo zupełnie i całkowicie o tym zapomniałam. Ale jak już sobie przypomniałam, to mogę do niej wrócić. Za to inną dramę pamiętam znakomicie i jest to drama Nevertheless, której tytuł recenzji ogromnie mi się podoba, bo wymyśliłam go jako "Definicja pretty privilege". Nie wiem, czy to nie jest mój ulubiony tytuł recenzji w całym 2021 roku. Chciałabym jeszcze wrócić do recenzji porażającej książki Nadchodzi chłopiec.

PAŹDZIERNIK

Znowu trudno się zdecydować, ale wybór ważnych wpisów z października mogę zacząć od recenzji Squid Game - to proste i oczywiste. Zaskakującym tekstem była natomiast moja analiza artykułu z gazety - Czytam tekst "Najlepsza Korea" i zastanawiam się, czemu w nim tak dużo o Japonii. Odrobinę paradoksalnie - w kontekście przywoływanego tekstu - chciałabym przywołać znakomitą książkę o japońskiej popkulturze - Czysty wymysł.

LISTOPAD 

W listopadzie wywiadem ze składaczką Natalią rozpoczęłam prawdopodobną serię wywiadów na blogu. Odrobinę poczułam się wywołana do tablicy, gdy w internecie zaczęłam czytać o promowaniu różnicy wzrostu w dramach (czy ogólnie popkulturze) i napisałam wpis Jak to jest mieć 158 centymetrów wzrostu?. Mało tu recenzji, więc przywołuję kilka punktów o dramie D.P. 

GRUDZIEŃ 

Zaskakująco bogaty w recenzje był grudzień i to recenzje rozchwytywanych wytworów popkultury: Arcane, drugiego sezonu Wiedźmina, Spider-Man: Bez drogi do domu. Także drama Happiness - która mam wrażenie, była popularna w pewnych kręgach fanów dram, ale nie dotarła do innych - a powinna. Gdy tak patrzę, na to, co obejrzałam w 2021 roku, wygląda na to, że Happiness było najlepszą dramą. W grudniu pojawił się także kolejny wywiad - z administratorką twitterowej fanbase zespołu Kep1er. Z tych bardziej rozchwytywanych recenzji to jednak ta Spider-Mana wydaje się najlepsza do znalezienia się w podsumowaniu. 

Wiem, że piszę o książkach, ale nie spodziewałam się, że pisałam aż tyle na początku roku. Natomiast fakt, że do dram powróciłam szczególnie w drugiej połowie nie zaskoczył mnie szczególnie. Mam nadzieję, ze uda mi się rozwinąć pomysł z wywiadami, bo całkiem się do niego zapaliłam i muszę napisać, że to o wiele ciekawsze niż się spodziewałam. A mogę wspomnieć, że dawno temu chciałam zostać dziennikarką i specjalizować się w przeprowadzaniu wywiadów-rzek, wydawanych potem w postaci książek (jednocześnie chciałam być komentatorką sportową ^^), zainspirowana lekturą książki Każdy szczyt ma swój Czubaszek. 

Blogowo to był dość zaskakujący rok, wydarzyło się kilka rzeczy, których się zupełnie nie spodziewałam i mam też wrażenie, że blogosfera jako taka w 2021 nieco odżyła. Moje plany na czas po studiach nieco nie wypaliły - przez dużą część drugiej połowy 2021 żyłam w stanie zawieszenia, gdy nie wiedziałam, co będę robiła. Nie był to dobry czas. Pierwotne plany nie wypaliły, ale redaguję i robię korekty książek więc nie jest źle, ale w 2022 będę musiała podjąć znacznie poważniejsze decyzje. Nie powiedziałabym też, że klimat społeczno-polityczny w Polsce oraz ceny sprzyjają usamodzielnianiu się, więc jest to nieco przerażająca perspektywa. 

Zapraszam Was serdecznie na mojego Instagrama, gdzie pokazuję, co akurat robię! Pojawiają się tam też zdjęcia książek i czasami recenzje, które na blogu można przeczytać jakieś pół roku później - gdyby moje blogowe opóźnienie Was interesowało to momentami wynosi ono nawet rok. 

Wszystkiego dobrego w nowym roku!
LOVE, M

środa, 29 grudnia 2021

Wszystko, o co chciałam zapytać fankę [wywiad z KEP1ER POLAND]

Hello!

Być może wywiady zagoszczą na blogu na dłużej! Dziś przedstawiam Wam Martynę, która prowadzi na Twitterze stronę fanowską KEP1ER POLAND. Zespół Kep1er został uformowany w programie survivalowym Girls Planet 999. Jego debiut planowany był na 14 grudnia, niestety musiał zostać przesunięty na 3 stycznia. Mam nadzieję, że jesteście równie ciekawi jak ja, jak prowadzi się taki fanbase na Twitterze!

KEP1ER

Jak zostać osobą prowadzącą taki fanpage na Twitterze? Spontanicznie – to nowy zespół: zakładam! Czy może coś ciekawego działo się za kulisami przed założeniem? Masz może wcześniejsze doświadczenie w prowadzeniu takich stron?  

Jest to bardzo proste, wystarczy założyć konto. Trzeba mieć też jednak świadomość, że wymaga to bycia dostępnym praktycznie cały czas w social mediach- fani chcą wiedzieć co dzieje się u ich idoli jak najszybciej jest to możliwe. Z odpowiednim zorganizowaniem, wszystko jest jednak do ‘ogarnięcia’😊 Prowadziłam kilka lat wcześniej wiele stron na Facebooku czy też ask.fm, były to strony o moich ówczesnych idolach. Zainteresowanie tłumaczeniem, wyszukiwaniem informacji i przekazywaniem ich dalej jest już u mnie zatem od wielu lat.  

 

Pewnie powinnam od tego zacząć – jednak początki samego fanpage’a wydają mi się bardzo ciekawe – ale skąd u Ciebie zainteresowanie zespołem Kep1er? Oglądałaś program, śledziłaś wcześniej którąś z dziewczyn biorących w nim udział? Może kibicowałaś komuś szczególnie?

Oglądałam oczywiście program, poznając przy tym wszystkie z dziewczyn. Wspierałam wszystkie z nich, lecz kibicowałam szczególnie Bahiyyih oraz Mashiro. Jeśli chodzi o Bahiyyih, urzekła mnie faktem, że nie trenowała wcześniej w żadnej wytwórni i praktycznie wszystkie swoje umiejętności wypracowała zupełnie samodzielnie. Emanuje też pozytywną energią, od początku poczułam z nią dość silną więź. W przypadku Mashiro, trenowała ona kiedyś z jedną z grup, które również obserwuję, ITZY. Po zobaczeniu jej umiejętności w programie, zainteresowała mnie swoją historią i dowiedziałam się, że jest to jej ostatnia szansa na debiut. Bardzo mnie to zmartwiło, bo uważam, że bardzo na to zasługuje, więc zmotywowało mnie to do wspierania jej poprzez głosowanie. Jak widać, urzekła nie tylko mnie, wiele osób również oddało na nią swoje głosy i koniec końców obie z dziewczyn znajdują się w debiutującym składzie.  

 

A skąd w ogóle zainteresowanie k-popem? 

K-pop pojawił się w moim życiu w najmniej spodziewanym momencie, ale z perspektywy widzę, że też to wtedy najbardziej go potrzebowałam. Byłam bardzo zagubiona, nie potrafiłam się zupełnie odnaleźć w otaczającym mnie świecie. Pierwszym zespołem jaki poznałam były BLACKPINK. Wciąż bardzo je cenię, lecz w momencie, w którym odkryłam BTS, związałam się na stałe z chłopakami i ze społecznością fanów tej muzyki- ARMY, a także ogólnie ze społecznością fanów k-popu. Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że były momenty w moim życiu, kiedy to właśnie idole, ich muzyka oraz inni fani, których poznałam przez Twittera mnie uratowali. Nawet jeśli kiedyś przestanę tak zagłębiać się w ten świat i śledzić co dzieje się u k-popowych zespołów, nie zapomnę nigdy tego, jaki pozytywny miały na mnie wpływ.  

 

Jak wygląda dzień i harmonogram osoby prowadzącej fanpage? 
Pomiędzy Polską a Koreą różnica czasu obecnie wynosi 8 godzin (w Polsce jest 10, w Korei – 18) – czy to w jakiś sposób przeszkadza bądź pomaga w prowadzeniu strony? 

Zazwyczaj kiedy wstaję, są na profilu Kep1er dostępne koreańskie artykuły do przetłumaczenia lub udostępnienia wraz z ogólnym ich skrótem. Około godziny 12:00 lub 13:00 polskiego czasu są często organizowane Q&A lub transmisje na żywo na VLive. Bywa to czasami ciężkie do pogodzenia, biorąc pod uwagę fakt, że jestem wciąż osobą uczącą się, miewam w tych godzinach często zajęcia. Zawsze jednak w pierwszej wolnej chwili staram się wszystko uzupełnić tak, aby nie pozostawiać fanów śledzących mój profil w oczekiwaniu. Co jest ogromną dogodnością, koreańska północ przypada na godzinę 16:00 czasu polskiego (aktualnie, po zmianie czasu będzie to godzina 17:00). Jest to ostateczny możliwy czas publikowania nowości, a co za tym idzie, daje to dużo czasu na uzupełnienie ewentualnych zaległości. 

 

Jak emocje przed debiutem zespołu? Masz jakieś oczekiwania lub podejrzenia, co do konceptu, liczby piosenek na minialbumie? Może spodziewasz się utrzymania tego gwiezdnego, kosmicznego, planetarnego motywu?  

Jestem bardzo podekscytowana. Z doniesień wynika, że na minialbumie znajdzie się 6 piosenek, w tym 3 zupełnie nowe. Jeśli chodzi o koncept, nie mam zupełnie żadnych podejrzeń. Ciężko mi cokolwiek przewidzieć. Z racji, że dziewczyny są tak wszechstronnie uzdolnione, przewiduję, że nie będą trzymać się tylko jednego z góry ustalonego formatu, lecz będą eksperymentować. Bardzo na to liczę, ponieważ pozwoli to w pełni pokazać ich, być może jeszcze skrywany w niektórych dziedzinach potencjał. 

 

Zastanawiam się nad motywacją. Tej do samego prowadzenia strony musi być dużo, ale czy działa to też w drugą stronę? Czy prowadzenie strony jest motywujące: na przykład do nauki języka czy dodatkowego wyszukiwania ciekawych informacji? Albo szczególnie budzi kreatywność w jakiś inny sposób?  

To prawda, prowadzenie strony wymaga motywacji. Dotychczas pozwoliło mi rozwinąć się w kwestii języka angielskiego i minimalnie koreańskiego. Angielskiego uczę się odkąd pamiętam, koreańskiego jednak dopiero zaczynam. W obu językach jest to mimo wszystko dla mnie możliwość, aby nauczyć się nowych słów lub zapamiętać charakterystyczne zwroty. Pomaga mi to bardzo w szybkim tłumaczeniu treści. Próbuję opanować też w trochę lepszym stopniu grafikę, umożliwiłoby mi to urozmaicenie moich tweetów. Potrzebuję jednak jeszcze sporo praktyki, aby prace były zadawalające. 

 

Masz poczucie misji? Choć to może za duże słowo – może poczucie promowania działalności zespołu w ogólnym polskim fandomie k-popu (jeśli taki istnieje i czy czujesz się jego częścią), czy może tylko chcesz po prostu informować, co dzieje się u dziewczyn, osobom już zainteresowanym?  

Chciałabym oczywiście, żeby na temat dziewczyn dowiedziało się jak najwięcej fanów k-popu z całego świata. Wierzę, że stanie się to w niedalekiej przyszłości, dziewczyny zapowiadają się naprawdę dobrze! Trzymam kciuki, aby przyciągnęły do siebie wielu fanów, ja oczywiście w miarę swoich możliwości wciąż będę je wszystkim z nich przybliżać. 

 

Czy stawiasz przed sobą jakieś cele – niekoniecznie dotyczące fanowskiego wsparcia zespołu – ale osiągnięcia jakiejś liczby obserwacji na Twitterze bądź budowania relacji z osobami obserwującymi? 

Nie myślałam o tym, nie dążę raczej do określonej liczby obserwacji. Chciałabym jednak stać się dla fanów dobrym i rzetelnym źródłem informacji, do którego będą wiedzieli, że będą mogli sięgnąć w każdej chwili i dowiedzą się ciekawiących ich informacji. 

 

Zdarzają się na stronie jakieś dziwne, hejterskie komentarze, może trolle? Może nawet dostajesz jakieś nieprzyjemne wiadomości bezpośrednio? Jeśli tak – czy się nimi przejmujesz, czy raczej po prostu je usuwasz? I ogólnie – jak wygląda moderacja komentarzy?  

Nie zdarzyło mi się jeszcze, aby otrzymać negatywny komentarz. Niestety pojawia się duża ilość negatywnych komentarzy skierowanych w stronę samych dziewczyn. Są jednak odpowiednie profile, które zajmują się ochroną Kep1er pod tym względem. Blokują i zgłaszają one profile szerzące hejt. Sama wytwórnia dziewczyn spisuje się również bardzo dobrze i dba o ich dobre imię, do hejterów docierają stale pozwy do sądu, sytuacje szybko się wtedy uspokajają. 

 

Wspomniałam o polskim fandomie, ale widziałam, że na przykład podajesz dalej wpisy zagranicznych fanpage’y – czy za kulisami jest jakaś współpraca, kontaktujesz się z osobami, które tamte strony prowadzą? Jak to wygląda?  

Tak, jestem członkinią Międzynarodowego Zgromadzenia Fanbase Kep1er. Za kulisami dzieje się bardzo dużo. Ustalamy wiele rzeczy razem i dyskutujemy o ważnych dla fandomu i dziewczyn sprawach. Myślę, że współpraca przynosi wiele korzyści i cieszę się, że mogę włączyć polskich fanów do podejmowania ważnych decyzji, które mają swoje skutki na skalę międzynarodową. 

 

Pozostając w temacie szeroko pojętego k-popu: jesteś fanką innych zespołów? Może masz jakieś propozycje ciekawych piosenek do sprawdzenia?  

Tak, oczywiście śledzę inne zespoły. Jak wcześniej wspomniałam, należę do fandomu BTS oraz ITZY. Obserwuję również TXT, ENHYPEN, STAYC oraz aespa. Szczerze mogę polecić piosenki tych zespołów, myślę, że w tym gronie każdy znajdzie coś dla siebie - artyści tworzą bardzo zróżnicowane piosenki. Jeśli chodzi o piosenki, które mogę aktualnie polecić, warta sprawdzenia jest debiutancka piosenka IVE oraz cała dyskografia poleconych przeze mnie zespołów 😊 

 

Pięknie dziękuję za odpowiedzi!  

Bardzo dziękuję za pytania, niezwykle miło było mi udzielić wywiadu 😊 


Jeszcze raz dziękuję Martynie za odpowiedzi i mam nadzieję, że dowiedzieliście się czegoś ciekawego.
LOVE, M

niedziela, 26 grudnia 2021

Jak dziecko w Disneylandzie - Spider-Man: Bez drogi do domu

 Hello!

Jeśli miałabym wybierać dwa najważniejsze dla mnie filmy superbohaterskie to byliby to pierwsi X-Meni (2000) oraz Spider-Man (2002) - bo pokazują, że superbohaterowie są na moim popkulturalnym radarze praktycznie od zawsze. Fakt ten wyjaśnia także, dlaczego na nowym Spider-Manie bawiłam się jak dziecko w Disneylandzie. 

Spider-Man: Bez drogi do domu

Wydarzenia filmu Spider-Man Bez drogi do domu dzieją się bezpośrednio po wydarzeniach pokazanych w filmie Spier-Man: Z dala od domu. Peter musi zmierzyć się z ujawnieniem jego tożsamości oraz problemami z dostaniem się na studia. W końcu postanawia poprosić o pomoc Doktora Strange'a i rzeczy oczywiście wymykają się spod kontroli. Bez drogi do domu jest epickim crossoverem i filmem, który powoduje, że oprócz filmów MCU, aby go zrozumieć, należy koniecznie zobaczyć wszystkie poprzednie filmy, w których jest Spider-Man. W sumie to nawet nie trzeba oglądać poprzednich Spider-Manów MCU, wystarczy zobaczyć te Sony i spokojnie ogarnie się ten film. Nie tylko z powodu ściągnięcia złoczyńców z innych filmowych serii. Bardziej, aby zrozumieć, jakim bohaterem jest sam Spider-Man. Aby pamiętać, że próby naprawienia wszystkiego są bardzo zgodne z jego naturą (i tak, zawsze fakt, że ktoś ginął w Spider-Manach, był dziwny) - ale tak samo zgodna jest pewna impulsywność. Ogólnie na tym filmie zapewne znakomicie bawiłaby się nawet moja mama - która zna ten świat trochę z oglądania, a trochę z osmozy. Ja bawiłam się świetnie, bo w sumie świat Spider-Mana poznawałam na bieżąco. Mój najmłodszy brak, który urodził się gdzieś pomiędzy zakończeniem pierwszej trylogii a Amazing Spider-Man - też bawił się bardzo dobrze.

Na przykład, gdy człowiek widzi na ekranie Spider-Mana z MCU wraz z Normanem Osbornem i nagle tak oczywiste staje się, że Spider-Man przecież zawsze otoczony był przez geniuszy i naukowców i Osborn - gdyby został w tym uniwersum - idealnie wpasowałby się przecież w rolę mentora tego Petera Parkera w miejsce Starka. A jednocześnie - człowiek nauczony doświadczeniem wie, że Osbornowi nie można ufać - nawet jeśli bardzo by się chciało - nie można, bo to zawsze źle się kończy. Na dobrą sprawę Zielony Goblin jest jednym z najstraszniejszych przeciwników Spider-Mana. 

Albo gdy cała sala się śmiała, gdy Spider-Man Tobiego Maguire mówił Spider-Manowi Andrew Garfielda, że jest niesamowity. Pięć razy.  Ponadto podobało mi się, jak wewnętrznie się ten film ładnie spina i większość jego elementów naprawdę pokazuje logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Od momentu pojawienia się Octopusa w filmie - ten film naprawdę bardzo, bardzo łatwo podzielić na pomniejsze części i to nawet niekoniecznie 3. To, co działo się przed pojawieniem się Octopusa - czyli początek - to prawdopodobnie najsłabsza część filmu.

Mój jedyny problem związany z tym filmem - którego film jest także samoświadomy i nie ma tu zaskoczenia - to fakt, że nasz Peter Parker to nastolatek, który zamiast złożyć odwołanie od decyzji o nieprzyjęciu na studia (i poważnie - MJ powinna była o tym pomyśleć, ale oni we trójkę - razem z Nedem - trochę się poddali w tym względzie), chce wykorzystać magię - co prawda, aby jego przyjaciele, nie on sam, a skąd, dostali się na studia. Wydaje mi się, że taka nieprzystawalność rozwiązania do skali problemu nie była konieczna. Tym bardziej, że na dobrą sprawę - poza kwestią dostania się na studia - wątek poznania prawdziwej tożsamości Petera Parkera nie jest eksplorowany. Prokurator porzuca zarzuty wobec Spider-Mana/ Petera Parkera, ale praktycznie poza jedną sceną w szkole - nie za bardzo widzimy zmagania Petera z nową rzeczywistością. Ponadto - nie wiem, czy to tylko wrażenie, ale czy Doctor Strange w tym filmie nie ma trochę nadto naciąganego charakteru - tak, aby nie tyle wpisał się w rolę Strange, co wpisywał się w rolę do odegrania w tym filmie. 

Podsumowując, pod pewnymi względami Spider-Man: Bez drogi do domu jest lepszym zebraniem bohaterów w jednym filmie niż Avengersi - to prawie 20 lat filmowego universum! Pod innymi: skalą konsekwencji i stawki filmu oraz charakteru Doktora Stranga - można mu trochę zarzucić. Bez wątpienia jednak oglądanie i zabawna, jaką ma się w kinie, w trakcie seansu, jest nieporównywalna z niczym, co widziałam w ciągu ostatnich kilku lat. 

LOVE, M

środa, 22 grudnia 2021

Zaskakujące korelacje - Na marne i Znajomy świat

 Hello!

Książki, o których dziś Wy przeczytacie, ja czytałam jedna po drugiej i doszłam do wniosku, że tylko w takim zestawieniu mogę o nich napisać na blogu.  Nie robię tego często, ale lektura Na marne silnie oddziaływała na moje doświadczenie czytania Znajomego świata. Na marne jest reportażem o - jak można łatwo się domyślić - szeroko rozumianym marnowaniu jedzenia, nawet bardzo szeroko. Znajomy świat to niewielka powiastka o chłopcu i jego matce, którzy zmuszeni są do zamieszkania na Wyspie Kwiatów - czyli wysypisku śmieci na obrzeżach Seulu.

Znajomy świat recezja

Tytuł: Na marne
Autorka: Marta Sapała
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne

Gdy wypożyczałam tę książkę z biblioteki, miała zakładkę zostawioną dokładnie w połowie. Zastanawiałam się - to przypadek czy znak? I miałam lekkie obawy przed rozpoczęciem czytania. 

Po zakończeniu lektury zrozumiałam, dlaczego ta zakładka mogła tam zostać - tej książki nie czyta się źle. Po prostu, gdy przerwie się lekturę - szczególnie w drugiej połowie - nie ma się zupełnie ochoty do Na marne wracać. To nie jest wciągająca opowieść. To zbiór raczej krótkich reportaży, które w bardzo różny sposób łączą się z tematem marnowania żywności. Mam wrażenie, że w pewien przewrotny sposób autorka zaczyna temat od zero waste a kończy w sumie na tematach powiązanych z psuciem się żywności, terminami przydatności i osobami bezdomnymi. 

Autorka oddaje głos wielu przeróżnym osobom. I przedstawicielom organizacji, i naukowczyniom, osobom, z którymi po prostu rozmawia o marnowaniu żywności. Opisuje dzienniki marnowania osób, które poprosiła o prowadzenie takowych. Kłopot jest tylko taki, że z samego zebrania głosów jeszcze nic nie wynika. Brakuje w książce podsumowań rozważań. Autorka czasami wspomina, że naukowcy piszą o rzeczach bardzo ostrożnie: szacuje się, przypuszcza się, należałoby prowadzić dalsze badania. Miałam wrażenie, że ona robi bardzo podobnie. Jak pisałam z samego zestawienia różnych głosów jeszcze nic nie wynika.

Nie mam dobrej pamięci, ale z tej książki zapamiętałam tylko jedną rzecz - że popularna medialnie sprawa najbardziej znanego polskiego piekarza oddającego chleb była bardziej skomplikowana. 

Ponadto zdenerwował mnie fragment o pleśni na chlebie. Między innymi. Miałam wrażenie, że był jakiś taki sensacyjny na siłę. To nie jest ani nic zaskakującego, ani odkrywczego, że ludzie nie chcą jeść spleśniałego chleba. Ale ułożenie rozdziału jest takie, że najpierw autorka opisuje przedstawienie teatralne, na którym widzowie próbowali "spleśniałego" chleba - chleba specjalnie przygotowanego z grzybem, który nie był toksyczny dla ludzi. Później opisuje, że nie każda pleśń jest trująca, ale bez mikrobiologicznych testów trudno to stwierdzić. I na koniec zestawia to z faktem, że gdy w jakiejś jadłodajni przypadkowo wydano spleśniały chleb, to osoby w kryzysie bezdomności miały pretensje do ośrodka. W całym tym rozdziale - dokładnie to w całej książce - zabrakło mi jednej prostej obserwacji, a w zasadzie wrażenia węchowego, które na pewno nie jest obce osobom posiadającym dzieci - mianowicie zapachu kanapki znalezionej w plecaku na koniec wakacji. 

To jest też pewien kłopot całej tej książki. Autorka podejmuje tak wiele wątków, że czytelnik może się zastanawiać, czemu nie napisała jeszcze o tym i o tamtym. Dlaczego tak skupia się na chlebie, ale nie wyjaśnia, z jakiego powodu chleb jest tak istotny i ważny w kulturze, choć rozważa resztki z pańskiego stołu. Dlaczego wszystkie rozdziały dotyczące chleba nie są ułożone po kolei? 

Jakiś czas temu zaczęłam słuchać podcastu "Raport z przyszłości" - to część marki "Raport o stanie świata" - i narracja tego reportażu oraz sposób konstrukcji odcinków "Raportu z przyszłości" wydały mi się bardzo podobne. 

 

Tytuł: Znajomy świat
Autor: Hwang Sok-Yong
Tłumaczenie: Beata Kang-Bogusz
Wydawnictwo: Sonia Draga

Wzięłam tę książkę z biblioteki, bo była to jedyna książka koreańskiego autora, która rzuciła mi się w oczy. Dopiero w domu przeczytałam opis - miała to być kolejny wytwór koreańskiej kultury, który dotyczył kapitalizmu i nierówności społecznych. Byłam bardzo ciekawa, co autor ma do powiedzenia. 

Ależ się zawiodłam. Ale mam pewną teorię dlaczego. Otóż są w tej książce zdania błyskotliwe, ciekawe rozpoznania i sugestie, że jest tam coś więcej - ale jest to zanurzone w językowej przeciętności. Jakaś metaforyka zagubiła się w tłumaczeniu. Przy czym nie sądzę, aby to była wina tłumaczenia - raczej nieprzystawalności języków. Bo jeśli nie to, że jakaś metaforyka zagubiła się w drodze koreański-polski (wielkie brawa, że książka była tłumaczona z koreańskiego, bo to nie jest coś oczywistego, chociaż powinno), to oznacza, że książka zupełnie nie spełnia zapowiadanych ambicji. Jest ciekawa, szybko się ją czyta, ale jest zupełnie nieszczególna. Choć mogłaby być, bo miała ogromny potencjał. 

Tak naprawdę najciekawszą rzeczą, którą wyniosłam z lektury tej książki, jest potwierdzenie czy dodatkowe zwrócenie uwagi na to jak zapachy są istotne, jak ludzie zwracają na nie uwagę i poprzez nie się oceniają. 
 
Pozdrawiam, M