sobota, 14 stycznia 2023

Wszystko, o co chciałam zapytać rekruterki-instagramerki [wywiad z Poradnik Kariery]

 Hello!

Wracam z wywiadami! Dzisiaj przedstawiam Wam Amelię i Justynę, które prowadzą na Instagramie Poradnik Kariery  (koniecznie zajrzyjcie!) - profil o między innymi procesie rekrutacji, poszukiwaniu pracy (od praw pracowników po sposoby na odpoczynek po pracy), tworzeniu CV oraz prowadzeniu profilu na LinkedIn. Dziewczyny działają na Instagramie od stycznia 2022 (czyli już rok!) i są superrzetelne i superentuzjastyczne, o czym się przekonacie, czytając wywiad! Ciekawostka: dziewczyny odpowiadały na pytania osobno i nie widziały wcześniej swoich odpowiedzi, a zobaczycie jak pięknie się one uzupełniają.

Wszystko, o co chciałam zapytać rekruterki-instagramerki [wywiad z Poradnik Kariery]

Nieczęsto widzi się profile na Instagramie prowadzone przez dwie osoby – jaka jest historia Poradnika Kariery?

Amelia: W trakcie studiów razem z Justyną byłyśmy wolontariuszkami w jednej z organizacji pozarządowych. Miałyśmy wtedy okazję pracować razem w zespole, a jednym z naszych zadań była między innymi rekrutacja innych wolontariuszy w Polsce i za granicą. W 2021 roku wspominałyśmy te czasy i pomyślałyśmy, że skoro wtedy tak dobrze nam się razem pracowało, to czemu by nie spróbować stworzyć czegoś razem, tym bardziej, że obie na co dzień zajmujemy się rekrutacją i widzimy podobne wyzwania, z jakimi zmagają się kandydaci.

Justyna: Prywatnie jesteśmy przyjaciółkami od prawie 5 lat. Pomysł na Poradnik Kariery zrodził się we wrześniu 2021 roku podczas wspólnej kolacji w indyjskiej restauracji. Wspominałyśmy czasy, w których aktywnie działałyśmy w jednej z największych na świecie organizacji studenckiej, mając realny wpływ na otoczenie (rozwijałyśmy postawy liderskie w członkach organizacji oraz organizowałyśmy wymiany międzynarodowe). Bardzo brakowało nam tego poczucia, że komuś pomagamy i że nie mamy już realnego wpływu na życie drugiej osoby. Następnie przeszłyśmy na temat naszej pracy — jako iż obie już wtedy byłyśmy rekruterkami, rozmawiałyśmy o tym, że ludzie nie są uczeni w szkole praktycznych rzeczy, które pomogą odnaleźć się na rynku pracy. Bardzo widziałyśmy to w niskiej jakości CV, które na co dzień otrzymywałyśmy, bądź na rozmowach rekrutacyjnych, podczas których kandydaci nie umieli zaprezentować się korzystnie. Niewiele dłużej myśląc, rozpoczęłyśmy intensywne przygotowania, po 3 miesiącach nieoficjalnej pracy ruszyłyśmy z Poradnikiem!

Prawdę napisawszy dwie osoby prowadzące jeden profil, brzmi trochę jak przepis na konflikt. Ale jak to wygląda od strony technicznej? Każda ma dostęp do konta cały czas? Macie dyżury albo podzielone dni tygodnia?

A: Staramy się, aby obowiązki rozkładały się po równo. Obie mamy dostęp do wszystkich naszych kont i zazwyczaj działamy na „dyżurach”, czyli w jeden dzień odpowiadam klientom ja, w drugi Justyna. Jeżeli chodzi o publikowanie treści to jest podobnie – robimy to na zmianę i każda z nas ma przypisany konkretny dzień tygodnia, w którym coś dodaje. To, że prowadzimy konto razem jest dużym ułatwieniem, bo obowiązki się rozkładają na dwie osoby, więc można publikować więcej i bardziej regularnie. Dzięki temu wyrobiłyśmy też sobie rutynę i mamy wszystko lepiej zaplanowane.

J: Wydaje mi się, że kluczem do sukcesu była nasza umiejętność wspólnej pracy. W organizacji studenckiej działałyśmy w jednym zespole przez ponad rok, a oprócz tego się przyjaźniłyśmy, także wiedziałam, czego mogę się spodziewać po współpracy z Amelią. Była jedyną osobą, z którą współpracowałam i która zawsze robiła wszystko w terminie, a dodatkowo zawsze miała nowe pomysły i bez problemu mówiła, co myśli.

Każda z nas ma dostęp do konta i każda z nas również tworzy treści. Stworzyłyśmy kalendarz, w którym planujemy daty oraz tematy postów i kontrolujemy, czy zostały już stworzone – tak samo ze stories. Mamy również dyżury na Instagramie – odpisywanie na wiadomości, komentarze i aktywność mamy na zmianę. Jednego dnia jestem to ja, następnego Amelia i tak w kółko.

Macie jakieś inne, indywidualne doświadczenia z prowadzenia Instagrama (innych mediów społecznościowych)? Mam na myśli zarówno konta prywatne, ale może któraś z Was prowadziła konto jakiejś firmy czy marki?

A: Oczywiście prowadzę swoje prywatne profile w mediach społecznościowych, ale przed Poradnikiem Kariery totalnie nie znałam się na social mediach i ciężko było mi się przestawić, aby zacząć regularnie publikować treści. Teraz już się przyzwyczaiłam, nauczyłam wielu rzeczy i jest znacznie łatwiej, ale na swoim prywatnym koncie wciąż nie publikuje zbyt wiele.

J: Nigdy nie prowadziłam innego konta na Instagramie, dlatego też wszystkiego uczyłyśmy się od zera. Zaczynając od nauki tworzenia grafik tak, aby były atrakcyjne dla odbiorców, poprzez naukę copywritingu, nauki algorytmu Instagrama, planowania postów, używania hastagów, sprzedaży... Jednak marzenie, aby nasze konto było profesjonalne, a zarazem przyjazne dla ludzi było na tyle silne, że motywowało do nauki. Posiadam prywatne konto, jednak jest ono dostępne tylko dla znajomych i wstawiam tam tylko zdjęcia z jakiś ciekawych wydarzeń.

Rozmawiamy głównie w kontekście Instagrama, ale czy może któraś z Was czuje się lepiej z działaniami na TikToku lub woli pisać dłuższe teksty na stronę internetową? I jak balansujecie każdy z tych elementów, bo macie także na przykład grupę na Facebooku, i znajdujecie czas na pracę?

A: Ja najlepiej czuję się na Instagramie. Najciężej jest mi zacząć nagrywać siebie w formie reelsów, czy tiktoków, ale tutaj wspiera nas Justyna, która lepiej się w tym czuje. Przy planowaniu treści na każdy miesiąc staramy się, aby były one w różnych formatach (reels, dłuższa karuzela, post z jedną grafiką, artykuły…), aby było różnorodnie. Tutaj znowu zaletą jest to, że jesteśmy we dwie, bo Justyna lepiej czując się w filmikach, może je nagrywać, a ja skupiać się na innych treściach, np. tworzeniu karuzel.

Jeżeli chodzi o grupę na Facebooku, wysyłanie newsletterów to wszystko kwestia dobrego rozplanowania i podzielenia się obowiązkami. Dzieląc wszystko na dwie osoby i ustalając dyżury, na spokojnie jest czas na wszystkie aktywności.

J: W trakcie tego roku miałyśmy okazję spróbować tak naprawdę wszystkiego i sprawdzić, w czym czujemy się dobrze. Osobiście bardzo polubiłam nagrywanie filmików (mamy konto na TikToku, jednak filmików niewiele, mam nadzieję, że w 2023 uda się tam pojawiać częściej), chociaż rok temu jak ktoś by mi powiedział, że będę nagrywać takie filmiki, to wyśmiałabym go i uciekłabym schować się pod koc :D Osobiście czuję, że jestem dobra w graficznych aspektach naszego biznesu, natomiast Amelia zdecydowanie góruje w copywritingu – tworzeniu atrakcyjnych treści dla klientów i obserwatorów. Wydaje mi się, że to połączenie idealne!

Obecnie skupiamy się na Instagramie, newsletterze oraz stronie internetowej. Pozostałe działania traktujemy na razie opcjonalnie, na zasadzie – jeżeli mamy czas, to się tam udzielamy, jednak bez konkretnej strategii. Mowa tutaj o TikToku, LinkedInie oraz grupie na Facebooku.

Muszę napisać, że Wasz profil jest chyba jednym z najbardziej zaplanowanych kont, jakie widziałam. Szczególnie w zakresie Stories. Tu quiz, tu informacja o artykule na blogu, tu zapowiedź posta, tu informacja o Waszych usługach, trochę zdjęć zza kulis – i tak w kółko. Widać, że macie rytm publikowania i chyba dobrze się sprawdza?

A: Tak, mamy pewien plan treści, którego się trzymamy, ale też staramy się eksperymentować i obserwować co najbardziej lubią nasi odbiorcy i w jaki dzień, które treści najlepiej się przyjmują. Obecnie, jeżeli chodzi o Instagrama, mamy rozkład 2 postów w tygodniu – w poniedziałek i czwartek, oraz stories, tak jak słusznie zauważyłaś podzielone na HR Quiz, Q&A, pytania do postów, przypomnienia o artykule w soboty itd. Sprawdza się to dobrze, bo mając taki plan, możemy tworzyć treści z wyprzedzeniem, a to zdecydowanie ułatwia pracę i daje więcej czasu.

J: Tak, to prawda, mamy stworzony kalendarz treści nawet na stories. Z początku działałyśmy „na czuja”, jednak szybko przekonałyśmy się, że to nie dla nas. Obydwie jesteśmy bardzo konkretne i nie lubimy nieprzemyślanych działań, a stories, w którym każdego dnia zastanawiałyśmy się, co wstawić i jak to zrobić, aby nie nachodzić na swoje tematy wzajemnie, były ciężkie do zrealizowania. Obecnie mamy zaplanowane konkretne tematy, które poruszamy, dzięki czemu nasi obserwatorzy np. wiedzą, że we wtorki zawsze jest quiz, a w poniedziałek i czwartek można spodziewać się nowego posta.

Oczywiście nie popadamy w skrajność – dajemy sobie również przestrzeń na spontaniczność i uchylenie rąbka naszych żyć prywatnych, bo jednak nie samą pracą i edukacją człowiek żyje 😉

Naprawdę konsekwencja i spójność, z jaką prowadzicie to konto, robi na mnie ogromne wrażenie! Ale może nie zauważam jakiś eksperymentów? Zmieniacie coś po drodze, sprawdzacie w jakie dni tygodnia i o jakich godzinach najlepiej publikować? Albo zakulisowo prowadzicie jakieś optymalizacje?

A: Staramy się wprowadzać zmiany raz na jakiś czas. Szczególnie na początku sporo eksperymentowałyśmy i np. czasami wstawiałyśmy posta z rana, czasami wieczorem, a czasami w południe. Obserwujemy jednak statystyki, porównujemy je z miesiąca na miesiąc i na ich podstawie wyciągamy wnioski, czy trzeba coś zmienić, czy jednak nie. Próbujemy też na bieżąco pytać o zdanie naszych odbiorców – czy godziny są dla nich w porządku, czy brakuje treści, czy może preferują inne formaty niż post. W końcu to dla nich to tworzymy!

J: Przez pierwszą połowę roku posty pojawiały się o przeróżnych godzinach, w różnych dniach. Właśnie ten eksperyment sprawił, że postanowiłyśmy robić to o ustalonych dniach i godzinach tak, aby obserwujący wiedzieli, kiedy się ich spodziewać.

Eksperymentowałyśmy też z rodzajem postów – kiedyś pojawiały się tylko karuzele, obecnie można spotkać też Reels oraz jednokafelkowe grafiki. Jesteśmy otwarte na zmiany, bacznie obserwujemy i zmieniamy, jak tylko coś nie działa.

Wiem, że pytacie swoich obserwujących o opinie na temat profilu. Czy coś Was w nich zdziwiło? Może odbiorcom bardziej, niż przypuszczałyście, spodobało się coś, czego nie byłyście pewne albo może jednak coś się zupełnie nie sprawdziło?

A: Opinie są bardzo różne i ciężko byłoby dopasować się pod każdego. Próbujemy jednak pytać przy planowaniu postów na kolejne miesiące o opinie na temat naszych treści. Największe obawy miałyśmy o rolki, które przyjęły się koniec końców bardzo dobrze oraz o mówione stories lub poruszanie tematów prywatnych. Nie każdy to lubi i zastanawiałyśmy się jak często powinnyśmy dodawać takie stories i czy w ogóle powinny się znajdować na profilu o takiej tematyce. Okazuje się jednak, że nasi obserwujący lubią wiedzieć co się u nas dzieje (nie tylko zawodowo, ale też prywatnie) i staramy się raz na jakiś czas coś wspominać.

J: Pamiętam, że z początku byłam sceptycznie nastawiona do nagrywania się na stories oraz wstawiania zdjęć z mojego prywatnego życia. Zobaczyłam jednak, że spotykają się one z pozytywnym odbiorem, a obserwujący w ankietach zaznaczają, że bardzo to lubią. To było dla mnie miłe zaskoczenie 😊 Jeżeli chodzi o rzeczy, które się nie sprawdziły, to szczerze mówiąc, nic mi takiego nie przychodzi do głowy!

Czy wiele czasu zajęło Wam wypracowanie czy wymyślenie estetyki, w jakiej chcecie prowadzić swoje media społecznościowe? Muszę przyznać, że mnie przekonałyście kolorem zielonym.

A: Miałyśmy dużo przemyśleń na temat kolorów i grafik, gdy zaczynałyśmy planować powstanie Poradnika! Totalnie się na tym nie znałyśmy i nie wiedziałyśmy, jak zrobić to „ładnie”, ale każda z nas przygotowała kilka propozycji kolorów i zielony z szarym najbardziej przypadł nam do gustu. Zależało nam, żeby dzięki kolorowi konto było profesjonalne, ale też przyjazne w odbiorze i myślę, że zielony idealnie to reprezentuje!

J: Były burze mózgów i różne zestawienia kolorystyczne. Kolor zielony był jedynym, który przypadł do gustu zarówno mi, jak i Amelii. Poza tym to taki pozytywny kolor, dający nadzieję, a w końcu na tym nam również zależy – aby nasi obserwujący zyskali nadzieję na to, że również mogą świadomie zapanować nad swoją karierą zawodową.

Czy jest w mediach społecznościowych jakieś guru HR-u? W mojej profesji mogę chyba wskazać jako przykłady Ewę Popielarz czy Łukasza Mackiewicza, a czy jest ktoś taki w świecie rekruterów i rekruterek? I może trochę pytanie z nieco innej beczki, ale czy w Waszym zawodzie jest dużo kobiet?

A: Myślę, że w rekrutacji przeważają kobiety! Jest też trochę Panów i sama w zespole, w mojej pracy etatowej, mam ich kilku, ale jednak kobiet jest znacznie więcej. Jeżeli chodzi o guru HR-u, to pierwsza na myśl przychodzi mi Maja Gojtowska. Bardzo lubię czytać jej treści, gdzie skupia się dużo na tym, jak zapewnić dobre doświadczenie kandydatowi w trakcie całego procesu rekrutacyjnego.

J: Osobiście nie obserwuję ani nie znam żadnej guru, jeśli chodzi o rekruterów i rekruterki. Wiedzę czerpię z artykułów i książek, ale są to różnorodne firmy oraz osoby. Co do naszego zawodu, to uważam, że jest zdecydowanie więcej kobiet, niż mężczyzn.

Wasza działalność internetowa cały czas się rozwija: rozpoczęłyście wysyłanie newslettera, a niedawno ogłosiłyście także e-booka o rozmowie rekrutacyjnej. Czy możecie uchylić rąbka tajemnicy w sprawie kolejnych planów na 2023 rok?

A: Na pewno planujemy włożyć w Poradnik Kariery jeszcze więcej sił i pomysłów niż w 2022 roku! Widzimy, że Poradnik się rozwija i że realnie pomagamy naszym klientom, którzy dzięki naszym usługom dostają wymarzoną pracę. To nas bardzo motywuje do dalszego, jeszcze szerszego działania. Na pewno planujemy więcej e-booków i rozszerzenie naszej oferty o nowe usługi i pakiety skierowane do konkretnej grupy osób, np. matek powracających do pracy po urlopie macierzyńskim. Nowości na pewno będzie dużo i same nie możemy się doczekać, aby zobaczyć co przyniesie ten rok!

J: Rok 2023 jest dla nas przełomowy. Rozpoczęłyśmy go rejestracją spółki, a już zaraz premiera e-booka, w międzyczasie realizujemy zlecenia na stworzenie CV od podstaw dla osób, które postanowiły zmienić swoją pracę w 2023 roku. Na ten rok mamy wiele planów, których do tej pory nie miałyśmy okazji zrealizować. Część z nich na chwilę obecną pozostanie tajemnicą, jednak możemy zdradzić, że pojawi się więcej e-booków. Planujemy również organizować tematyczne webinary.

Bardzo dziękuję za rozmowę! I powodzenia w realizacji planów!

A: Dziękuję bardzo!

J: My również! :)

Mam nadzieję, że wywiad Wam się podobał - bo mi ogromnie. Jeszcze raz dziękuję Amelii i Justynie za odpowiedzi. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

 LOVE, M

środa, 11 stycznia 2023

Kinowe plany 2023 #1

 Hello!

Początek roku to czas wpisywania w kalendarz premier kinowych! Dzisiaj krótka lista filmów, które interesują mnie mniej lub bardziej w pierwszej połowie roku! 

Kinowe plany 2023

Styczeń

Nie sądzę, abym poszła na ten film do kina, ale animacja Mumie wydaje się ciekawa. 

Luty

Jestem trochę pod wrażeniem, że kolejne filmy o Asteriksie i Obeliksie wciąż wychodzą. Tym razem dostajemy film Asteriks i Obeliks: Imperium Smoka. I dzisiaj po internecie rozlała się informacja, że w dubbingu usłyszymy Roberta Makłowicza.  

Poza tym do kin wchodzi Ant-Man i Osa: Kwantomania.

Marzec

Powinnam obejrzeć pierwszą część, gdyż w marcu będzie można zobaczyć w kinach film Shazam! Gniew bogów. Oraz John Wick 4 (a ja nie widziałam żadnego z 3 poprzednich filmów...). 

Kwiecień

Aby kwiecień nie został pusty - jeśli ktoś jest ciekawy, jak Nikolas Cage sprawdziłby się w roli wampira, to może się przekonać w filmie Renfield. Nawet obejrzałam zwiastun, ale komedio-horror to nie mój typ filmu. Chociaż z drugiej strony, gdy już ten film będzie gdzieś w internecie to może go zobaczę.

Maj 

Strażnicy Galaktyki: Volume 3. Strażnicy Galaktyki to nie są moi ulubieni bohaterowie, ale zwiastun wygląda nawet ciekawie i jeśli ten film nie będzie śmieszny na siłę, to może być całkiem interesujący. 

Mała syrenka. Prawdę napisawszy live action animacji Disneya niezbyt mnie interesują, ale tutaj przynajmniej mają być piosenki!

Czerwiec  

Prawdę napisawszy, sądziłam, że The Flash nie powstaje i nie będzie wchodził do kin, ale znajduje się w kalendarzu premier. Ciekawe, czy w nim pozostanie... 

W czerwcu do kin wejść ma także Indiana Jones i tarcza przeznaczenia. Brzmi jak pomysł na rodzinne wyjście do kina. 

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki!

A na jakie filmy Wy czekacie?

Pozdrawiam, M

sobota, 7 stycznia 2023

K-pop 2022 (wrzesień-grudzień)

 Hello!

 Ostatnia część moich opinii o k-popowych piosenkach z 2022!

Możecie dać mi znać z jaką częstotliwością, chcielibyście czytać takie wpisy w 2023 roku!

kpop 2022

ONEUS - Same Scent

Bardzo się cieszę, że ONEUS wyszli ze swojej chaotycznej fazy, ale (zawsze jest jakieś ale) Same Scent to nudna piosenka. Brzmi jak słabsza wersja A Song Written Easily.   

BLACKPINK - Shut Down

To na pewno nie jest piosenka, której się spodziewałam po Blackpink. Muzycznie mi się ona chyba podoba, chociaż jest nieco za hip-hopowa i jest w niej za mało śpiewania. Ale jej słowa i obrazy z teledysku sugerują, że: Czy one ogłaszają, że nie przedłużą kontraktów z YG i podsumowują swoją karierę? W co ogólnie szczerze wątpię, ale z jakiegoś powodu zdecydowano się na takie... zamykanie. 

Co do całego albumu: mam wrażenie, że muzycznie to trzy minialbumy i jeśli ktoś album przesłuchał, to będzie to dla niego jasne. Podobają mi się piosenki Yeah Yeah Yeah, Hard to Love i The Happiest Girl, ale nie będę do nich wracała. Cały krążek jest też bardziej do zapomnienia niż The Album. I mam też taką teorię, że Rose dostała solową piosenkę w zamian za to, że zgodziła się śpiewać vroom vroom w Shut Down.

Bernard Park - All day 

Minialbum ma tytuł To whom it may concern, a Bernard ma jednej z najprzyjemniejszych, ciepłych, ale precyzyjnych głosów w k-popie i więcej osób powinno o nim wiedzieć! Płyta jest naprawdę miła do słuchania i dość różnorodna (na przykład Giving Tree to taka bożonarodzeniowa piosenka, aż dziwne, że nie postanowiono wydać jej jako świąteczny singiel). 

 pH-1 - But for now leave me alone 

Bardzo przyjemna płyta i bardzo mi się podoba. Z tego, co zdążyłam wywnioskować, słowa piosenek są nieco mroczne, ale poza tym to superprzyjemne piosenki. 

 NMIXX - DICE

Och, jest to piosenka zdecydowanie lepsza niż ich debiut. Chociaż zapowiadanie zmiany w piosence, nie sprawia, że ta zamiana jest dobra. Poza tym z ciekawości zerknęłam na kilka występów w programach muzycznych i dziewczyny wyglądają na takie... nieskupione. W każdym razie nie wygląda to dobrze, a prawdę napisawszy to aż dziwne, ale wygląda to nudno. (Trochę się to zmieniło pod koniec roku, gdy dziewczyny zaczęły występować z a piosenką na rozdaniach nagród i koncertach świątecznych).

XIUMIN - Brand New

Muszę się przyznać, że już zapowiedzi tego albumu nie podobały mi się szczególnie. Nie za bardzo dostrzegałam koncept i kreatywność. I w sumie to dostałam - to znaczy niezaprzeczalnie przyjemną piosenkę, która nie robi szczególnego wrażenia. A całość konceptu jest aż boleśnie niekreatywna w zestawieniu z ostatnim comebackiem NCT127, Keya i zapowiedziami solowego debiutu Seulgi. 

Ale na płycie są jeszcze 4 piosenki. I poza Serenity - która nie rozumiem czemu, nie została głównym singlem, bo miałoby to tysiąc razy więcej sensu, niż to nie wiadomo, czym jest Brand New - nieszczególnie mi się one niestety podobają. Jak pisałam, nie za bardzo widzę, jaki pomysł stał za tym albumem i miałby on więcej sensu wypuszczony w lipcu... lub grudniu. 

SEULGI - 28 REASONS

Spodziewałam się czegoś nieco innego, bardziej mrocznego i bardziej spójnego ze stylistyką zdjęć z zapowiedzi, ale jest nieźle. Ta piosenka, Psycho i Monster siedzą przy jednym stole na stołówce i nie będę narzekać, bo takie mroczne koncepty są jednymi z moich ulubionych. Muzycznie - nie wiem, co o tej piosence myśleć. Wydaje mi się, że ma ona bardzo dobry fundament, ale to, co zostało nad nim nadbudowane jest nieco nudne i nieco monotonne. Nie pomaga też to, że dosłownie w sekundzie, gdy wyłączam muzykę, nie mam pojęcia, jaką melodię ma ta piosenka. 

A jak się prezentują pozostałe utwory? Dead Man Runnin' całkiem mi się podoba. Poza tym to porządne piosenki. Trochę różne, trochę podobne - ogólnie album jest dość spójny, a to wielki plus, bo zdarza się nieczęsto.

JAMIE - minialbum One Bad Night

Trzy pierwsze piosenki - łącznie z głównym singlem - zajmują razem jedno miejsce jako jedne z trzech najgorszych k-popowych piosenek w tym roku (obok O.O NMIXX i piosenki Hyo, ale tytułu nie pamiętam). Trochę dlatego, że są mało k-popowe, a bardziej klubowo-hiphopowe, ale najbardziej dlatego, że są po angielsku a NIC nie rozumiałam. W Girls coś tam, ale koncept tej piosenki jest tak nieoryginalny, że aż zęby zgrzytają. Nie znam Jamie (co zrozumiałe), ale ostatnio jej cała sceniczna persona stara się za bardzo, za dużo próbuje, za bardzo udaje - są na muzycznej scenie osoby, które robią mniej więcej to samo, co ona tylko bardziej wiarygodnie. 

Ale Bedtime Story i Honestly mi się podobało. Chociaż znów - nie będę do tych piosenek wracała, bo są osoby, które robią taką muzykę lepiej. 

Obserwowanie w jakie strony skręca kariera Jamie od 2021 jest konfundujące, a ostatnio wręcz smutne.  

The Rose - Sour

Po piosence Childhood (która mi się nie podoba, bo nie lubię takiego romantyzowania dzieciństwa) nie spodziewałam się, czego będzie dotyczyło Sour i trochę słuchałam tej piosenki ze szczęką na podłodze. Tak fizycznie zmysłowe obrazowanie nie zdarza się bardzo często. Jednocześnie ta piosenka jest jak odpowiedź na lub druga cześć Candy (so good). Poza tym to porządna piosenka, ale The Rose nie ma nieporządnych piosenek. Trochę szkoda, że teledysk jest, jaki jest - bo zupełnie nie robi wrażenia. 

Cała płyta ma tytuł Heal. I jest dobra, i porządna, i warta przesłuchania, ale zupełnie niespecjalna. Ale na pewno będę do niej wracała. 

Kwon Eun Bi - Underwater

Bardzo porządna piosenka! I ma ciekawą choreografię. Mam nadzieję, że kariera Eun Bi będzie dalej tak stabilnie się rozwijała, bo i piosenki na minialbumie są zdecydowanie warte przesłuchania. 

(G)I-DLE - Nxde

Tak w skrócie to ta piosenka wiele obiecuje i nie dowozi. Pomijając hałas wokół konceptu - który jest ciekawy i zdecydowanie inny - to byłam potwornie zawiedziona, jak słaby jest refren tej piosenki. Ja ogólnie mam problem z twórczością G(I)-DLE i nigdy nie kryłam, że nie przepadam za rapem Soyeon - no nie mogę się do dziewczyny przekonać, chociaż próbuję. W każdym razie mam wrażenie, że ta piosenka składa się w 50% z rapu (aż sprawdziłam i tak, Soyeon ma prawie połowę piosenki), a jedyne co z niej pamiętam to "How do I look" i "da da da da da". 

Tak sobie myślałam o tym, że Soyeon jest producentką i dlatego ma połowę piosenki, chociaż wiele osób zgadza się, że nie jest najlepszą raperką i pomyślałam o innych idolach-producentach, którzy wydają się... mniej chciwi? Albo po prostu piszą piosenki ze zwrotkami nie rapem. Dziewczyny w G(I)-DLE to w sumie utalentowane wokalistki i wydaje się, że wręcz z każdym comebackiem śpiewają lepiej, ale w głównych singlach nie mogą tego za bardzo pokazać. 

Teledysk mi się w sumie podoba, ale momentami jest tak chaotyczny, że zupełnie nie wiadomo, o co miało w nim chodzić. 

Trochę w podobnym klimacie jest piosenka EXID - Ah Yeah i chyba ją wolę. 

Zresztą G(I)-DLE to nie jedyny zespół, który ostatnio trochę przestrzelił z konceptem - bo comeback MAMAMOO jest bardzo chaotyczny. To znaczy nie wiem, co chciano pokazać w teledysku, a gdy potem obejrzałam jakiś występ w programie muzycznym, to okazało się, że sama piosenka jest... nudna. 

TEN - Birthday

Nikt nie jest zaskoczony, że ogromnie mi się ta piosenka podoba. 

Chen - Last Scene

Jeśli ktoś lubi Chena, to dostanie więcej Chena. Jakościowo to jest w sumie to samo, co dwa poprzednie albumy i jest to oczywiście jakość bardzo wysoka. Ja niekoniecznie lubię smętne piosenki - chyba że są bardzo dramatyczne - a piosenki Chena plasują się zawsze gdzieś na tej granicy. Z całego albumu podoba mi się najbardziej I Don't Even Mind.

B.I. - Keep me up

Keep me up to bardzo logiczna droga po BTBT, choć jednocześnie BTBT jest zarówno piosenką, jak i teledyskiem bardziej WOW niż Keep me up. 

Cały minialbum ma tytuł Love or Loved, Pt. 1 i w sumie bardzo mi się podoba. 

Red Velvet - Birthday

Z Red Velvet jest tylko hit or miss. Birthday to piosenka zrobiona jak dla Blackpink (eM o tym pisała pierwsza, ale to moje dokładne przemyślenia) - słychać w niej, w którym momencie powinno być "It's a bird, it's a plane". Już przed comebackiem miałam poważne wątpliwości, co wyniknie z tych zapowiedzi - oczywiście okazało się, że zdjęcia promujące nie mają nic wspólnego z teledyskiem. Potem zwiastun teledysku totalnie mnie zwiódł, bo wydawało się, że to może być coś dobrego. Nie jest. Ta piosenka to takie trochę nudne Zimzalabim bez sensu. A najgorsze jest to, że pozostałe piosenki na minialbumie też są słabe. A ja nie mam pojęcia, jak można przejść od takiego eleganckiego konceptu jak Feel My Rythm do czegoś tak rozmemłanego estetycznie jak Birthday. 

Minho - Chase

Najbardziej z całej płyty podoba mi się Heartbreak - piosenka, która była wydana rok temu. Ale Waterfall i Runaway są spoko, reszta piosenek w sumie też - żadne fajerwerki, ale przesłuchałam płytę kilka razy w czasie przygotowań do świąt. 

Poza tym w promocjach Red Velvet i Minho stało się coś dziwnego - Red Velvet prawie nie miały żadnych działań promujących, nawet taka głupotka jak inni artyści oglądający teledysk. Aespa, TVXQ, Chenle i Jisung oglądali Chase. Ogólnie Minho było dużo bardziej promowany i mam teorię, że mogło to być związane z tym, że jest w dramie na Netflixie. 

SM TOWN - SMCU PALACE

Bardzo lubię to, że różni artyści z różnych zespołów mają wspólne piosenki. Pierwszy singiel Beautiful Christmas całkiem mi się podobał, chociaż piosenka jest nieco przekombinowana. Hot&Cold podoba mi się dużo bardziej. The Cure to dobra piosenka. Jet chodziła po głowie przez jakiś czas. Priority może być najlepszy utworem na całej płycie. Time After Time jest bardzo ładne. Where You Are jest trochę smętne, ale i dramatyczne. Ogólnie mam wrażenie, że te piosenki (niemalże cała płyta) są robione tylko po to, aby idole z SM mogli wspólnie pochwalić się zdolnościami wokalnymi.

WayV - Phantom

Dajcie mi coś, co jest inspirowane Upiorem w Operze, a będę to lubiła. Ogromnie podoba mi się koncept, sama piosenka odrobinę mniej. Jednak moim największym pytaniem w związku z tym comebackiem jest: Co do piosenki Try My Luck ma Dies ire z Reqiuem Mozarta? Ja wiem, że k-pop ostatnio inspiracjami klasycznymi stoi, ale to jest bardziej niż zaskakujące.


Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki! 

LOVE, M

środa, 4 stycznia 2023

Bullet Journal 2022

 Hello!

Po zeszłorocznym kreatywnym kalendarzu - w tym przyszedł czas na bardziej bullet journal. A dokładnie zrobiłam to, co zapowiadałam i wykorzystałam drugą połowę kalendarza i sama rozrysowałam/rozpisałam sobie miesiące.  Dzisiaj chciałabym pokazać Wam niektóre strony z tego zeszytu! 

Plus ostrzegam wpisy podsumowujące roku 2022 mogą się jeszcze pojawiać do połowy stycznia. Przepraszam też za jakość zdjęć - na komputerze wyglądają normalnie, ale w poście widzę, że są niesamowicie wręcz rozmazane.

Kartka z kalendarza styczeń, tygrys
 
Jeśli się nie mylę, to tekturka ozdabiająca styczeń to opakowanie od czekolady.  Nie wiem, czy wiecie, ale miętowy (a w sumie to wszelki zielony - może poza neonowym) to, obok czarnego, mój ulubiony kolor. Tygrys w lutym był oczywiście z okazji Roku Tygrysa - a teraz będzie Rok Królika (jeśli dobrze pamiętam 29 stycznia)!

Kartka z kalendarza po lewej stronie z ozdobami wielkanocnymi na górze, po prawej wyklejanka ze zdjęciami zapowiadajacymi album Dice.

Jak jeszcze zobaczycie (i ja sama przekonałam się jeszcze bardziej, niż wiedziałam to wcześniej) okaże się, że jestem wielką fanką Shinee. To wiosenno-wielkanocna rozkładówka ze zdjęciami zapowiedzi albumu DICE. Który jest moim ulubionym albumem 2022 (chociaż moje Spotify Wrapped miało na ten temat inne zdanie...). Nie jestem zachwycona kostkami, które narysowałam, ale poza tym bardzo mi się te dwie strony podobają. 

Słowa piosenki Why Don't You Stay Jeff Satur

DICE było moją płytą roku, ale piosenką roku było Why Don't You Stay. Po lewej stronie jest angielskie tłumaczenie tajskiego teksu, a po prawej - słowa oficjalnej anglojęzycznej wersji (która wyszła jakiś - 4 miesiące? - czas później). Po prawej widać także ulotkę Ostrołęckich Operaliów - i udało mi się ją wkleić tak idealnie w środek, że stanowi po prostu dodatkową stronę. 


Mniej więcej dwa razy w roku uaktywniam się jako użytkowniczka Postcrossing i postanowiłam śledzić, kiedy moje pocztówki docierają do adresatów. Dzięki temu odkryłam, że na Tajwan poczta idzie dwa miesiące! Samo Postcrossing ma niezłe statystyki, ale takie swoje są... swoje. A później zapisywałam sobie, kiedy kartki przyszły do mnie!

Po prawej są dwa cytaty z książki „«Andromeda» znaczy śmierć” - nie pisałam o niej na blogu, ale wspominałam już, że czytałam sporo klasyki science-fiction w 2022. 

KEY - Gasoline

Na wrzesień wybrałam dość ciemną paletę kolorystyczną. Albo to ona wybrała mnie, bo ogromnie bawiło mnie, że na zdjęciu promującym Gasoline KEY trzyma menu? książkę?, na której jest napisane "How to be scary and cute". 

Ciekawostka - jak widać moje dni tygodnia nieszczególnie są zapełnione, a to dlatego że - mam przynajmniej 2 inne miejsca, gdzie planuję różne rzeczy. Kalendarz służy mi raczej jako takie szerokie spojrzenie na rok. 

Trochę inną sprawą jest to, że jak zwykle im bliżej końca roku, tym bardziej moja kreatywność i chęci się kończą. Przez mniej więcej pół roku miałam nawet krateczki do śledzenia nawyków i innych rzeczy - a potem mi się znudziło. 

ONEW grudzień

Jeszcze inną rzeczą jest to, że nie wszystko mogę pokazać. Na przykład na grudzień narysowałam sobie rozkładówkę całego miesiąca, ale zapomniałam zrobić jej zdjęcie, zanim ją zapełniłam. Dlaczego macie zdjęcie Onewa w kaktusach. Z ciekawością śledziłam zapowiedzi zimowego albumu SM - SMCU PALACE i to podobało mi się najbardziej. 

Chyba pokazałam mniej niż w zeszłym roku, ale ostatecznie wyszło to lepiej, bo nie robiłam rozkładówek na siłę. Zeszyt na kalendarz na ten rok już czeka na wypełnienie!

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki! 

LOVE, M

sobota, 31 grudnia 2022

PODSUMOWANIE 2022

 Hello!

Przypominam dzisiaj Wasze ulubione, moje ulubione i w jakiś sposób ważne wpisy z bloga z 2022 roku!

2022 Podsumowanie

STYCZEŃ 

Chciałabym wrócić do dwóch wpisów: Z papierem przez dwa tysiąclecia - wystawa czasowa w Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce i recenzji książki W tym chaosie nie ma metody - Wojna o szczepionki. Jak doktor Wakefield oszukał świat?  

LUTY

Okazuje się, że najciekawsze były trzy wpisy związane z popkulturą Korei Południowej: Czy JYP Ent. traci kreatywną siłę? i w sumie mogłabym go zaktualizować (o ostatnim comebacku TWICE wszyscy już zapomnieli, ITZY są wciąż na wyboistej drodze; w sumie ostatnia piosenka Stray Kids była inna i ciekawa). Porównałam także kariery Monsta X i Seventeen, bo gdy zaczynałam się interesować k-popem, te zespoły były w nieco podobnych miejscach w karierze - teraz nie są. Obejrzałam także All of Us Are Dead.  

MARZEC

Wymieniłam 9 dziwnych rzeczy w dramie Tale of the Nine Tailed. W końcu opublikowałam recenzję Kwiatów w pudełku.  Obejrzałam także nowego Batmana! 

KWIECIEŃ

To mój ulubiony (może poz grudniem) miesiąc publikacji! Bo jest tyle o Szekspirze: Szekspir w anime i mandze #7 , Szekspir w dramach 2, Szekspir w k-popie 4!   Warto jeszcze wrócić do mojej listy Wszystkie książki o Korei wydane w Polsce. I książki Kameralnie z nutką magii - Cuda za rogiem.

MAJ

Rozliczyłam się z recenzji chińskiej dramy: Z czasem - Killer and Healer. I widziałam też ten dziwny twór, jakim jest Doktor Strange w multiwersum obłędu. 

CZERWIEC

W tym roku czytałam trochę fantastyki naukowej na przykład Wspomnienie o przeszłości Ziemi [Problem trzech ciał, Ciemny las, Koniec śmierci]. Idźcie i Wy czytajcie, bo ja bardzo żałowałam, że poznałam tę trylogię dopiero w tym roku. Byłam w kinie - O ludziach i samolotach - Top Gun: Maverick.Widziałam też dramę Tomorrow, która jest naprawdę dobra, a mam wrażenie, że ludzie trochę o niej na koniec roku zapomnieli.   

LIPIEC

W lipcu trochę Marvela: W końcu oglądam seriale Marvela! [WandaVision, Loki, Falcon i Zimowy Żołnierz] oraz Jak praca domowa - Thor: Miłość i grom. Zebrałam też w jeden wpis moje opinie o kilku dramach, które widziałam: The Devil Judge, Bad and Crazy, The Silent Sea.

SIERPIEŃ

Blog obchodził 10 urodziny! Opublikowałam też sztandarowy wpis o wannach w k-popowych teledyskach - już siódmy! Napisałam też o ważnej książce: Nie tylko i wiele więcej - 27 śmierci Toby'ego Obeda.

WRZESIEŃ

Oglądałam filmy i seriale o akcji ratunkowej w jaskini Tham Luang w Tajlandii: Trzynaście żyć i Na ratunek. Misja w jaskini. Napisałam trochę o książce: Sześć punktów o książce "Łańcuch ze złota". Przygotowałam także poradnik: Jak zacząć oglądać koreańskie dramy? 

PAŹDZIERNIK

Dalej oglądałam rzeczy o akcji w jaskini - Thai Cave Rescue & The Trapped 13: How We Survived The Thai Cave. Przeczytałam też milusią książkę o Korei Południowej: Przystępna i przyjemna - 7736 km. Pomiędzy Koreą Południową a Polską. W ciągu roku regularnie pojawiały się wywiady i uwielbiam wszystkie jednakowo, ale ten jest szczególny - Wszystko, o co chciałam zapytać podcasterkę [wywiad z Jadeitowy Podcast]. 

LISTOPAD

Obejrzałam Wednesday  (bo chyba każdy oglądał). W końcu obejrzałam też nagranie musicalu Hamilton dostępne na Disney+! Wysłuchałam też audiobooka Kirke - książki swego czasu bardzo popularnej w książkowej blogosferze. 

GRUDZIEŃ

To miesiąc Avatara (wybierałam się na drugą część, ale jeszcze nie dotarłam)! Najpierw spisałam swoje i ogólne refleksje o filmie (Refleksje nad Avatarem trzynaście lat po premierze)  a potem zapytałam o wspomnienia moje blogujące koleżanki - Blogerek wspomnienia o Avatarze. Chciałam jeszcze wspomnieć o jeden ważnej trylogii, z którą udało mi się zapoznać w tym roku - Wojna makowa, Republika smoka, Płonący bóg. 

I tak mniej więcej minął rok na blogu!  

 Życzę Wam wszystkiego dobrego w 2023!

LOVE, M

środa, 28 grudnia 2022

Wszystkie książki o Chinach z 2022 roku

 Hello!

Obserwuję sobie rynek wydawniczy i ostatnio moją uwagę przykuło to, jak wiele nowych książek powstaje o Chinach! Chociaż może lepiej byłoby napisać, że książki o Chinach są ostatnio bardziej promowane, bo powstają i są wydawane całkiem regularnie - prawdopodobnie ze wszystkich krajów Azji o Chinach można w Polsce poczytać najwięcej. Nikogo nie dziwi, że od początku roku książki o Ukrainie (a szczególnie biografie prezydenta), ukraińskich twórców stały się popularne, wzrosła też liczba książek o Rosji i wydaje się, że nieco na fali tego, że Chiny łączą się z Rosją - książki o Chinach też są promowane. I są książki opisujące relacje Chin i Rosji. I wpływy Chin na świat. Więc postanowiłam je zebrać! Są tu książki popularnonaukowe, naukowe oraz reportaże. Mam nadzieję, że znalazłam odpowiednie daty premier (to ciekawe, jak wiele książek ukazało się w styczniu). 

WSZYSTKIE KSIĄŻKI O CHINACH WYDANE W 2022

Dla porównania książek związanych z Koreą Południową wyszło cztery i ani jednej o Korei Północnej (bo nie można tam wjechać, więc nikt nie wydaje pamiętników z podróży...) - a przynajmniej ja się tylu doliczyłam.

Tytuł: Chiny i Azja Wschodnia. Dziedzictwo w obliczu przemian
Wielu autorów
Wydawnictwo Akademickie Dialog
Data premiery: 19 stycznia 2022

Tytuł: Wyzwania polityki rozwoju regionalnego w Chinach
Autor: Marek Świstak
Wydawnictwo Naukowe Scholar
Data premiery: 28 stycznia 2022

Tytuł: Biznes w Chinach. Jak odnieść sukces w chińskim świecie
Autor: Radosław Pyffel
Wydawnictwo MT Biznes
Data premiery: 28 stycznia 2022

Tytuł: Klucz do kultury Chińskiej
Autor: Lou Yulie
Wydawnictwo Akademickie Dialog
Data premiery: 10 lutego 2022

Tytuł: Chiński feniks. Paradoksy wschodzącego mocarstwa
Autor: Bogdan Góralczyk
Wydawnictwo Akademickie Dialog
Data premiery: 15 lutego 2022

Tytuł: Daleko po torach. Przez Rosję aż do Chin
Autor: Ewa Nowak
Wydawnictwo Novae Res
Data premiery: 19 kwietnia 2022 

Tytuł: Państwo środka w obliczu wyzwań współczesności. Polityczne i społeczno-gospodarcze aspekty rozwoju współczesnych Chin
Wielu autorów
Wydawnictwo Adam Marszałek
Data premiery: 19 maja 2022

Tytuł: Chiny w polityce międzynarodowej
Wielu autorów
Wydawnictwo Ośrodek Myśli Politycznej
Data premiery: 8 czerwca 2022

Tytuł: Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny
Autor: Piotr Bernardyn
Wydawnictwo Czarne
Data premiery: 15 czerwca 2022

Tytuł: Amur. Między Rosją a Chinami
Autor: Colin Thubron
Wydawnictwo Czarne
Data premiery: 27 lipca 2022

Tytuł: Chińczycy trzymają nas mocno. Pierwsze śledztwo o tym, jak Chiny kolonizują Europę, w tym Polskę
Autorka: Sylwia Czubkowska
Wydawnictwo Znak Literanova
Data premiery: 28 sierpnia 2022

Tytuł: Czerwona ruletka. Wielkie pieniądze, władza i zemsta we współczesnych Chinach
Autor: Desmond Shum
Wydawnictwo Znak
Data premiery: 28 września 2022

Tytuł: Chiny. Portret cywilizacji i ludu
Autor: Michael Wood
Wydawnictwo W.A.B
Data premiery: 26 października 2022

Tytuł: Niedźwiedź w objęciach smoka. Jak Rosja została młodszym bratem Chin
Autor: Michał Lubina
Wydawnictwo Szczeliny
Data premiery: 9 listopada 2022

Tytuł: Oswoić smoka
Autor: Weronika Truszczyńska
Wydawnictwo Altenberg
Data premiery: listopad 2022

Tytuł: Biznes po chińsku
Wielu autorów
Wydawnictwo MT Biznes
Data premiery 18 listopada 2022

Nowe wydanie
Tytuł: Nowy długi marsz. Chiny ery Xi Jinpinga
Autor: Bogdan Góralczyk
Wydawnictwo: Dialog 

Tytuł: Bezmiar ptaków na płótnie utkany. Muzeum Chińskiej Sztuki Ludowej
Wielu autorów

Wydawnictwo: Dialog
Data premiery: 1 grudnia 2022

Mam nadzieję, że nic nie umknęło mojej uwadze!

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki! 

Trzymajcie się, M

sobota, 24 grudnia 2022

Wyszywana Plaża w Sainte-Adresse

 Hello!

 Wesołych Świąt!

Dzisiaj chciałam szybko pokazać mój najnowszy skończony wyszywany projekt na podstawie obrazu Plaża w Sainte-Adresse Moneta.

Wyszywany obraz Plaża w Sainte-Adressse, górna połowa obrazuprzedstawia dramatyczne chmury w trzech kolorach, w lewym rogu stoją trzeh wędkarze obok łódki, po prawej stronie jest morze, jeszcze dwie łódki, wiadać także żaglówki na wodzie

Gdy wyszywałam, nie sprawdziłam kolorów oryginału - nie było takiej potrzeby. Ale w końcu się tym zainteresowałam... i się zdziwiłam. Oryginał jest dużo jaśniejszy i pastelowy. Kolory zaproponowane do wyszywania są ciemne i sprawiają, że cały obraz jest bardzo burzowy i sugeruje, że na morzu jest sztorm. Nic bardziej mylnego. Oryginał to spokojna scena rodzajowa. Dodatkowo wzór do wyszywania jest bardzo uproszczony - zarówno pod względem kolorów (jest ich zdecydowanie za mało i cieniowanie jest zbyt słabe, a czasami w ogóle go brakuje), jak i szczegółów samego obrazu. Także to wzgórze z miasteczkiem zostało we wzorze... zmasakrowane po prostu.Wydaje mi się też, że wzór powinien być większy. 

The Beach at Sainte-Adresse

Obrazek ma wymiary 35 centymetrów na 27 centymetrów. Mam wrażenie, że wygląda na mniejszy, a powinien być większy.

To obrazek specjalnie robiony dla kogoś, dlatego nie ma ramki. Co do samego procesu wyszywania - był trudniejszy i łatwiejszy, niż się spodziewałam, jednocześnie. Niektórych kolorów muliny zużyłam więcej, innych mniej. Trochę z rozpaczy, że cieniowanie niebieskiego jest tak słabe, z mojej własnej inicjatywy zrobiłam 3 odcienie granatowego. Nie jestem pewna, czy to widać, ale jest.

Bardzo lubię wyszywać obrazy, a tutaj przy okazji dowiedziałam się, że oryginał jest (albo był - w sumie nie jestem pewna) w Stanach Zjednoczonych w Chicago w The Art Institute of Chicago. Oryginał jest 3 razy większy niż moje dzieło.


Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki! 

LOVE, M

środa, 21 grudnia 2022

Powierzchowne i przegadane - Money Heist: Korea - Joint Economic Area

 Hello!

Przed obejrzeniem koreańskiej wersji Money Heist moja wiedza dotycząca tej serii ograniczała się do 1. napadu na mennicę, 2. Bella ciao, 3. ogólnej popularności Domu z papieru.  Po obejrzeniu koreańskiej wersji zastanawiam się, czy oryginał też był taki powierzchowny i przegadany. Wydaje mi się, że nie, bo chyba nie mógłby być taki popularny. 

plakat serialu Money Heist Korea

Okoliczności geopolityczne Korei stanowią ciekawą scenografię dla serialu - gdyż Koree nie są już w stanie wojny, a nawet w pewien sposób są połączone. Szczególnie wspólną strefą ekonomiczną, gdzie jest mennica produkująca nową walutę. Na którą napadają nasi bohaterowie: biorą zakładników i produkują pieniądze. Z zewnątrz z kryzysem mają walczyć negocjatorka z Południa i generał z Północy. 

Fabularnie dzieje się mniej więcej to, czego można się spodziewać - zakładnicy próbują coś zrobić, bohaterowie próbują działać zgodnie z planem, ale ich osobiste ambicje albo wchodzą im w drogę, albo w drogę wchodzą im inne postaci. W grupie włamywaczy oczywiście dochodzi do jakiś konfliktów i jest to nawet ważniejsze, niż to, co dzieje się z zakładnikami. 

Mój największy problem z tym serialem jest taki, że jest on niesamowicie przegadany. Bohaterowie gadają, gadają, gadają - nic z tego nie wynika, a potem jest jakaś akcja cała na wysokim C, ale zupełnie nie czuje się tego całego dramatyzmu, bo pomimo gadania, nic nie czuje się wobec tych bohaterów i nie za bardzo wiadomo, czemu widzowie mieliby im na przykład kibicować. A bez poczucia, że chciałoby się, aby plan bohaterów wypalił, ten serial jest... nudny. Walka o władzę czy przewagę pomiędzy Profesorem a Berlinem jakoś mnie nie porwała.

Pół roku później - bo serial wychodził w dwóch częściach: w lipcu i grudniu.

Nie wiem, gdzie minęły mi te odcinki z drugiej części. Po prostu oglądałam je jak film - jeden za drugim. Trudno mi nawet coś konkretnego napisać - wyjaśniają się stare wątki, pojawiają się nowe wątki, jest mniej gadania - ale akurat tutaj by się to przydało, bo nie do końca przekonał mnie masterplan i to, jak próbowano przekazać społeczeństwu pewne rzeczy. Ponadto zastanawiałam się, czy zabrakło im statystów, bo jak na początek rewolucji to widoczny w serialu zatłoczony plac był bardzo, bardzo pusty. Dowiadujemy się nieco więcej o bohaterach i to bardzo na plus - nawet w końcu można poczuć wobec nich jakieś emocje!

Ale chyba największym zaskoczeniem całego tego serialu jest to, gdzie on się kończy w aspekcie geograficznym - musicie to sami sprawdzić, bo nie mam pojęcia, jak ktoś w Korei mógł wpaść na to miasto. 

Pozdrawiam, M

sobota, 17 grudnia 2022

Wojna makowa, Republika smoka, Płonący bóg

Hello!

Ostatnio ambitnie nadrabiałam klasyki science-fiction, ale nadarzyła się okazja, aby zapoznać się z najgłośniejszymi przejawami fantasy ostatnich lat, czyli książkami z cyklu Wojen makowych. I jak mi się spodobały?

Telefon na czerwonym tle wyświetlający tytuły pobrane z Audioeki

Wojna makowa

Wojna makowa momentami bardzo kojarzyła mi się z Wiedźminem. A dokładnie, gdy nasza główna bohaterka - Rin, sierota wojenna, która postanowiła wyzwolić się od wizji małżeństwa, idąc do szkoły wojskowej - przeżywała swój trening, bardzo kojarzyła mi się z Ciri. Poza tym jest to bardzo impulsywna, momentami wręcz bezmyślna, niebacząca na konsekwencje swoich czynów bohaterka. 

Nie jestem pewna, czy w świecie przedstawionym ktokolwiek zna koncept wyrzutów sumienia i empatii. Jednak tak naprawdę żadnego bohatera tej książki nie da się opisać tylko kilkoma słowami, bo ich obraz tworzy się w zależności od sytuacji, w jakiej są postawieni. Oraz kontekstu. 

Biorąc pod uwagę okoliczności, zazwyczaj nasza bohaterka jest dosyć normalna - to znaczy jej zachowania wydają się typowe. Ale czasami wyzwala się w niej nieokiełznana - i trochę nie wiadomo skąd pochodząca - obsesja władzy i siły. Ważnym tematem w książce jest pojęcie brutalności. I trzeba napisać, że autorce makabrycznie dobrze wychodzą opisy wojennych okropności, ma też zdolność do tworzenia dynamicznych scen walki i pojedynków. 

Słuchanie Wojny makowej jest satysfakcjonujące dla czytelnika - bo zapowiadane strzelby wystrzelają. A nawet jeśli czytelnik wie więcej niż bohaterowie - to wciąż jest razem z nimi zaskoczony. Poza tym to ciekawe, bo ta książka z czasem staje się coraz bardziej fantastyczna i bardziej metafizyczne aspekty świata czytelnik poznaje razem z bohaterką. 

Republika smoka

To jest niesamowicie intensywna książka. Prawie nie ma w niej momentów, gdy można się zastanowić i spróbować ogarnąć, co dokładnie się tam dzieje. Chociaż z drugiej strony - nasi bohaterowie głównie robią wszystko, aby obalić cesarzową i utworzyć republikę. Po drodze jednak dzieje się niesamowicie dużo. 

Nieco większym problemem jest stosunek czytelnika do głównej bohaterki - sama miałam cały czas wrażenie, że ona ma roztrojenie jaźni i jakakolwiek autorefleksja (trzeba przyznać, że nieczęsta), którą prezentuje jedna z stron charakteru Rin, nie przenika do dwóch pozostałych. Jest też bohaterką, której co najmniej 5 osób powiedziało, że nie ma zdolności spojrzenia dalej niż na czubek swojego nosa, a jej postrzeganie świata zasadniczo ogranicza się do albo miasta, w którym akurat jest, albo miasta, z którego wyruszyła - w każdym razie jej horyzonty są niesamowicie wręcz ograniczone; świat mógłby spaść jej na głowę (i w pewnym sensie to robi), a ona dalej miałaby klapki na oczach. 

W tej części dowiadujemy się nieco więcej o Hesperii i ważne są tematy religijne. W sumie podoba mi się to, na co autorka sobie pozwala, poruszając czy dotykając poważnych zagadnień - i to nie tylko religijnych. Powiedziałabym, że to nieco karykaturalne przedstawienie, ale może odpowiedniejszym byłoby średniowieczne. Ogólnie odniesienia czy może kotwice do świata rzeczywistego w większości są w książce naprawdę znakomicie zrobione. 

Na dobrą sprawę punkt dojścia (łącznie z położeniem geograficznym) Republiki smoka jest niemalże taki sam jak jej początek - z tą różnicą, że zmienia się obiekt gniewu głównej bohaterki.  

Płonący bóg

Czas to w końcu napisać - Rin jest zbrodniarką wojenną, myśli prawdopodobnie jak wiele osób w jej położeniu - to znaczy niezbyt empatycznie, a rasizm w jej sposobie myślenia wręcz nieodzowny. Przy czym to nie jest tak, że tylko w jej - ogólny stan świata przedstawionego podobny jest nieco do XIX wieku. To nie jest też tak, że nasi bohaterowie są jednoznacznie po "dobrej" stronie historii - a im dalej toczy się fabuła, tym bardziej prawdziwe staje się stwierdzenie, że historię napiszą zwycięzcy, ale tym mniej wiadomo, kto nimi ostatecznie będzie. W każdym razie wewnętrznie Rin nie jest bohaterką przez duże B, a zewnętrznie - zależy kogo zapytać, bo jej określenia mogą rozciągać się od zdrajczyni do bogini i wszystkie będą miały jakieś oparcie w jej działaniach.

Płonący bóg jest mniej intensywny niż Republika smoka, co nie znaczy, że nic się w książce nie dzieje - wciąż jesteśmy na wojnie i wciąż musimy ścierać się z mniej i bardziej bezpośrednimi i znanymi wrogami. 

A Rin wciąż nie myśli - i nie zaczyna, nawet gdy Kitaj mówi jej wprost, że powinna zacząć. Poza tym w Płonącym bogu wyjątkowo dobrze widać, że Rin - mimo wszystko i wciąż - nie potrafi w wielu sytuacjach patrzeć dalej niż na czubek własnego nosa. A są w książce zupełnie niesubtelne i całkiem wprost podane informacje, które gdyby tylko ona lub Kitaj (który zaskakująco nie połączył kropek) zebrali do kupy - cóż oszczędzili by wiele zachodu. Z innej strony można by napisać, że Rin ma więcej szczęścia niż rozumu - ale na dobrą sprawę ona nie ma ani tego, ani tego. Jest tylko frustrująca. 

Nie powiem, że końcówka ostatniego tomu mi się nie ciągnęła, bo ciągnęła się niemiłosiernie. Gdyby nie stała paranoja głównej bohaterki i chęć przypisywania wszystkim najgorszych możliwych motywacji mogłoby być inaczej. Ale nasza główna bohaterka to dziecko - nie żeby dorośli się w tej opowieści popisywali mądrością jakoś szczególnie - nawet jeśli na koniec ma 21 lat i ma naprawdę dziwne wyobrażenia o dyplomacji międzynarodowej i zarządzaniu krajem. 

WIELKI SPOILER Rin zrobiła w życiu jedną rzecz, którą dokładnie przemyślała i zauważyła konsekwencje z niej płynące, czy raczej konsekwencje płynące z niezrobienia jej - i się zabiła. I w takim stanie, w jakim był świat i w jakim była Rin prawdę napisawszy, nie przewidywałam takiego zakończenia, ale dla dobra świata było ono jedynym możliwym. KONIEC

Zakończenie wywołało we mnie wiele emocji, ale nie były to emocje dotyczące Rin, ale oczywiście Nezhy - i najchętniej to przeczytałabym tę historię z jego perspektywy (jestem pewna, że 2/3 to byłoby obrzucanie Rin zasłużonymi inwektywami). 

Także tak wygląda moja przygoda z trylogią Wojen makowych - jeśli nie znacie to naprawdę polecam się zapoznać. Nie jest to historia bez wad - czasami jest nieco za prosta, wiele śmierci bohaterów miałam wrażenie, że wynika bardziej z tego, że autorce nie chce się ich pisać, niż z jakiejś fabularnej konieczności, patrzenie na świat z perspektywy Rin jest frustrujące - ale naprawdę warto ją poznać!

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki! 

Plus blogasek - oraz Instagram - są nominowane w rankingu Opowiemci! Jeśli macie ochotę zagłosować to polecam się życzliwej uwadze! Możecie mi też dać znać, czy Wasze blogi lub inne kanały SM są nominowane. 

Trzymajcie się, M

środa, 14 grudnia 2022

Blogerek wspomnienia o Avatarze

 Hello!

Po pierwsze muszę napisać, że blogerki mają mniej wspomnień, niż sądziłam. A po drugie - każda kolejna odpowiedź coraz bardziej mnie dziwiła. Musicie sami przekonać się czemu.

Zadałam moim blogującym koleżankom pytanie na temat tego, co pamiętają z czasów, gdy Avatar wchodził do kin - oto odpowiedzi.

Blogerek wspomnienia  o Avatarze

Ja

Z premierą Avatara najbardziej kojarzy mi się dyskusja dotycząca 3D w kinie oraz doniesienia o ludziach, którzy pochorowali się na seansach, właśnie ze względu na tę technologię.  

Jestem też pewna, że u koleżanek wywołałam wrażenie, że jestem fanką filmu i że sama widziałam go w kinie w 2009 - obie te rzeczy nie są prawdą, o czym mogłyście się przekonać w sobotnim wpisie.

Kulturalna meduza

Kiedy „Avatar” wchodził do kin, miałam trzynaście lat i wiedziałam, że powinnam zachwycać się tym filmem. Odnoszę wrażenie, jakby odegrała się wtedy scena z „Ferdydurke” – Cameron wielkim reżyserem jest, a „Avatar” po prostu musi zachwycać. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, dlaczego ten film jest taki „wow”, ale uległam ogólnemu entuzjazmowi. Chyba właśnie te pozytywne, wielkie emocje wszystkich wokół najbardziej zapadły mi w pamięć. Z perspektywy czasu rozumiem, co w tamtym momencie wywołało takie poruszenie i wcale się mu nie dziwię!

Rozkminy Hadyny

Pamiętam atmosferę podniecenia czymś świeżym, niezwykłym, podobną do zachwytu "Parkiem Jurajskim". Oglądanie dinozaurów na ekranie miało w sobie coś mistycznego, nadnaturalnego czy nawet obrazoburczego. Wyglądały zbyt realnie, żeby nie czuć dreszczu przerażenia, że może faktycznie ktoś je przywrócił do życia - w końcu "natura znajdzie drogę". Nie wiem, ile miałam lat, gdy widziałam sceny z "Parku Jurajskiego" po raz pierwszy, ale na pewno byłam dzieckiem. Lekko przerażonym dzieckiem, które słyszało pełne podziwu głosy dorosłych. "Avatar" obiecywał być podobnym, zupełnie nowym doświadczeniem. Kina 3D już dawno istniały i były na tyle egzotyczne, że całe klasy wybierały się na wycieczki zobaczyć krótkie filmiki na przykład o oceanie, specjalnie zrobione pod 3D. Ja sama mam na koncie gimnazjalną wycieczkę do krakowskiej Plazy właśnie w tym celu. "Avatar" miał to podkręcić na maksa, powalić na kolana.

Ta atmosfera niesamowitości, obietnica jakiegoś magicznego, przełomowego wydarzenia wprowadzającego nową jakość do kina wybiła oczekiwania do jakichś absurdalnych poziomów. Każdy, kogo znałam, bez względu na wiek, wybierał się zobaczyć to dziwo. Wybrałam się całą rodziną, choć już byłam na studiach. Niestety... rozczarowanie było proporcjonalnie do szalonych oczekiwań. Czuliśmy się wręcz oszukani, nabici w butelkę, że film okazał się totalną wydmuszką z problematyczną historią ściągniętą od "Pocahontas". Efekty, choć ciekawe, wcale nie powalały, a może nawet wydawały się tym sztuczniejsze przez kreskówkowe kolory. Wyszliśmy z kina zwiedzeni, sfrustrowani.

Ken G. (Kotek książkowy)

Kiedy zobaczyłam trailer „Avatara”, od razu wiedziałam, że pójdziemy na niego do kina. To była wtedy dla mnie zwykła bajeczka zrobiona z amerykańskim rozmachem (i patosem), ale i tak byłam zachwycona. Nie mam na to żadnych dowodów, ale jestem więcej niż pewna, że wróciłam do kina jeszcze z dwa razy. Nikt prócz mnie tego nie pamięta, ale ja jestem pewna! :)
A dziś odliczam dni do kolejnego seansu. Nie wiem, czy druga część zachwyci mnie tak samo, ale nie mogę się doczekać, żeby wrócić do tego świata. Chociaż wiem już więcej i widzę w „Avatarze” nie tylko kolorową bajkę. Poznałam podłe praktyki Nestle i pozostałych korporacji, wiem, jak dewastują przyrodę i odcinają ludzi od źródeł wody. Nie mówiąc już o zagrożonych gatunkach... Dzisiaj na tę naiwną bajeczkę patrzę zupełnie inaczej, ale do kina pójdę. Tak więc byle do premiery!

Zakładka do przyszłości 

Kiedy Avatar pojawił się w kinach, byłam po maturze i właśnie zaczynałam studia. Film, chociaż ukazuje niesamowite krajobrazy z obcej planety, tak naprawdę sprowadza naszą uwagę na piękno, jakie mamy tutaj na Ziemi. To dzięki 'Avatarowi' dowiedziałam się, że istnieje Park Narodowy Zhangjiajie w Chinach - jedno z miejsc, w którym kręcono zdjęcia do filmu.

Wybredna maruda 

13 lat temu, wielkie bum, Avatar wchodzi do kin, szał ciał. A Maruda: meh. Jakieś wielkie niebieskie stwory? Jakieś to sci-fi? Nie moja bajka.
Przez kolejnych 13 lat ja dorastałam (potem się już tylko starzałam), zmieniał mi się gust, coraz częściej sięgałam po fantasy i inne gatunki z nadnaturalnymi postaciami, jednak wciąż nie było dnia, żeby w mojej wybrednej głowie pojawiła się myśl "hej, a może tak włączę sobie Avatara?". E-e. Nic. Nada. Nigdy nie czułam żadnego przyciągania do tego filmu. I naprawdę nie umiem wytłumaczyć mojej niechęci. A złapałam się na tym, że gdy podczas reklam w kinie pojawia się zwiastun Avatara 2, ja wywracam oczami i zajmuję się niezwykle interesującymi pyłkami kurzu na moich rękawach.
Czy możliwe, że Avatar mógłby mi się spodobać, gdybym dała mu szansę? Jak najbardziej. Ale czy zamierzam dać ją teraz, przy okazji premiery kontynuacji? Nie. Jeszcze nie. I długo jeszcze nie.

kingayo

Muszę się bez bicia przyznać, że nie obejrzałam Avatara 13 lat temu. Nie jestem kinomanką, a po za tym mam irytujący zwyczaj ignorowania trendów i mód w różnych dziedzinach. Oczywiście, wiedziałam, że ten film robi furorę, ale zdecydowałam się go obejrzeć 5 lat temu, gdy odkryłam, że mój chłopak również go nie widział. Urządziliśmy wspólny seans i dlatego mam miłe wspomnienia związane z Avatarem.

Dziabara / Podajnik animcowy

Niestety obawiam się, że nie będę umiała specjalnie pomóc, ponieważ... Avatara nigdy nie widziałam (ani tego niebieskiego, ani tego animowanego). W czasie, gdy film miał premierę, wciąż jeszcze mieszkałam na wsi i dojeżdżałam do liceum znajdującym się w mniejszym mieście. Jedyne kino znajdujące się w domu kultury praktycznie nie puszczało blockbusterów, za to wyświetlało niszowe niemieckie lub francuskie filmy wygrzebywane na potrzeby wycieczek z naszej szkoły. Nie mówiąc już o tym, że seans Avatara bez 3D byłby jak drożdżówka bez kruszonki - można, ale co to za przyjemność! I tak latka mijały, kable od internetów nabierały przepustowości, opinie o fabułe szału nie robiły i ostatecznie przeżyłam 13 lat bez doświadczania technologicznego geniuszu Jamesa Camerona (nawiasem mówiąc, Titanica też nigdy nie widziałam od samego początku... ale to chyba każdy człowiek tak ma). O, ale trailery do nowej części widziałam już z 10 razy przy różnych okazjach i faktycznie robią niesamowite wrażenie. Zwłaszcza ta woda - wydaje się 10 razy mokrzejsza niż warszawska kranówka! Hmmm... Może chociaż uda mi się załapać na jakiś maraton w grudniu? Się zobaczy.

Serdecznie dziękuję wszystkim koleżankom za poświęcony czas i odpowiedzi!

Zapraszam na blogaskowego Facebooka oraz mojego Instagramy (bookart_klaudia) oraz redaktorskie_drobnostki! 

Plus blogasek - oraz Instagram - są nominowane w rankingu Opowiemci! Jeśli macie ochotę zagłosować to polecam się życzliwej uwadze! Możecie mi też dać znać, czy Wasze blogi lub inne kanały SM są nominowane. 

Trzymajcie się, M